Robali u nas dostatek. Takich znanych i mniej znanych. Bywa, że im się przyglądam, bo cudaki pierwszy raz na oczy widzę.
Czasem mam przygody z ich udziałem.
Ostatnio zbierając majtki ze sznurka wypadła z onych wielka stonoga. Dobrze, że nie włożyłam tych majtek razem ze stonogą.
A na górkę wlatują czasem szerszenie, jak przy mnie to tłukę, bo zarazy wiedzą, jak wpaść, a nazad ani dudu. Boję się ich.
Rozpoznaję różne robalki odpowiedzialne za zżeranie moich nasadzeń. Zbieram i frrru na łakę.
Tym razem zaobserwowałam takie cudaki.
Nie wiem, kto zacz. Może Tupaja wie?
Było to dość spore 2-3 cm. I siedziało na kaflu z którego spijało wodę. Całkiem ładny cudak. Widziałam pierwszy raz w życiu.
Inny cudak przyfrunął w szponach ze swoją ofiarą na stolik kawowy, a potem się przeniósł na modrzew.
Upolowany to chyba chrząszcz majowy. A myśliwy to kto? Tupaja?
Płot powstaje. Krzywy nieco, ale co tam u nas jest prostego? Grunt, że szybko się go robi, pasuje do otoczenia, a jego koszt nie puścił mnie z torbami.
Parę latek postoi, a potem...wymieni się deski:)
wtorek, 9 czerwca 2015
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Miau, miau, miau czyli przypadki kota Bandziora Dziurodupa.
Jak myślicie, kto nas wita na schodkach kaczorówkowego tarasu po przyjeździe na Mazury?
Nie, nie delegacja powitalna. Nikt nas nie wita chlebem i solą.
To kot Dziurodup. Imię (jeśli można to tak nazwać) mocno do niego przywarło. Podobnie, jak Bandzior. Używamy naprzemiennie.
Nie bez przyczyny jednak pojawił się ten Dziurodup.
Bo sprawa wygląda tak, my wjeżdżamy, wchodzimy na taras, tam siedzi na schodkach kot, i kręcąc sie między nogami, jak szalony (kto ma koty to wie) robi szybko, głośno i natarczywie, miau, miau, miau. Rzucam wszystko i otwieram puchę. Nie mogę nałożyć jedzenia, bo wtyka łeb do miski i zżera jedzenie w locie z łyżki do miski.
Je i je. Ja w tym czasie dokonuję rozpakowania. Potem siadam na fotelu, a kot wskakuje na kolana i się łasi, raz za razem podtykając mi pod nos ogon. Co mam wtedy na widoku?
Ano owo imię...
Śmieszny jest. Bezczelny i zuchwały, a jednocześnie słodki po kociemu.
Rządzi się u nas, jak w swoim domu. No i chyba na czas naszego przyjazdu Kaczorówkę traktuje, jak dom. Po dwóch dniach przestaje jeść jak szalony i zaczyna wybrzydzanie. Bywa, że nie zjada wszystkiego, co jest nie do pomyślenia pierwszego dnia.
Będzie dużo zdjęć kota Dziurodupa.
Zabawa na trawie. Co on nie wyczynia z tą piłeczką. Zdjęcia tego nie oddają. Muszę nakręcić film następnym razem.
Asystowanie przy obiedzie.
Sjesta w modrzewiach.
Poranne tarasowanie. Na samym środku wejścia.
Nawet nie drgnie, jak przechodzisz.
Ma w nosie Tośkę, choć ona jest pies na koty. Przewala się jej pod nosem, ale ona kracona przez właściciela, że "nie wolno podchodzić do kotka", uporczywie waruje w bezpiecznej odległości. W pozycji Sfinksa.
Dziurodup Mopka całkowicie ignoruje, albo go zaczepia do zabawy. Ta pierdoła Mop nie wie, co ma robić, nadal się dziwi, że kot przychodzi i się nic, a nic go nie boi, więc obchodzi go łukiem, albo ewentualnie podwochuje od strony imienia...
No i hit ostatnich dni.
Przychodzimy spać wieczorem na górkę, a tam...w najlepsze na łóżku gości kto śpi?
Ano kot!!!
Jedno wsunęło się z lewej strony kołdry, drugie z drugiej strony, a kocisko pozostało na środku. Ani drgnął. Spał w najlepsze do rana.
P.S.
U Hany już w komentarzach napisałam, że wpadłam na pomysł, jak zdbyć kasę na dożywianie tamtejszych kotów.
Spakowałam swoje ładne, choć za małe już na mnie ciuchy. Koniec z tą ułudą, że schudnę.
Zabrałam do swojej huty. Uzbierałam 80 zł. Zakupiłam na początek odkleszczacz i już dokonałam kropelkowania. Dziurodup miał tylko dwa kleszcze, widać jeszcze działało poprzednie zakroplenie, ale ten drugi kot, który do nas nie przychodzi, ale ja mogę pójść do nieg,o miał ich kilkanaście, wieeeeeelkie, jak rodzynki. Pod szyją, na łebku, na karku. Wszystkie usunęłam. Za resztę kupiłam jedzenia. Starczy na trochę. No i jeszcze zostały ciuchy...
Nie, nie delegacja powitalna. Nikt nas nie wita chlebem i solą.
To kot Dziurodup. Imię (jeśli można to tak nazwać) mocno do niego przywarło. Podobnie, jak Bandzior. Używamy naprzemiennie.
Nie bez przyczyny jednak pojawił się ten Dziurodup.
Bo sprawa wygląda tak, my wjeżdżamy, wchodzimy na taras, tam siedzi na schodkach kot, i kręcąc sie między nogami, jak szalony (kto ma koty to wie) robi szybko, głośno i natarczywie, miau, miau, miau. Rzucam wszystko i otwieram puchę. Nie mogę nałożyć jedzenia, bo wtyka łeb do miski i zżera jedzenie w locie z łyżki do miski.
Je i je. Ja w tym czasie dokonuję rozpakowania. Potem siadam na fotelu, a kot wskakuje na kolana i się łasi, raz za razem podtykając mi pod nos ogon. Co mam wtedy na widoku?
Ano owo imię...
Śmieszny jest. Bezczelny i zuchwały, a jednocześnie słodki po kociemu.
Rządzi się u nas, jak w swoim domu. No i chyba na czas naszego przyjazdu Kaczorówkę traktuje, jak dom. Po dwóch dniach przestaje jeść jak szalony i zaczyna wybrzydzanie. Bywa, że nie zjada wszystkiego, co jest nie do pomyślenia pierwszego dnia.
Będzie dużo zdjęć kota Dziurodupa.
Zabawa na trawie. Co on nie wyczynia z tą piłeczką. Zdjęcia tego nie oddają. Muszę nakręcić film następnym razem.
Wieczorne fotelowanie.
Asystowanie przy obiedzie.
Sjesta w modrzewiach.
Poranne tarasowanie. Na samym środku wejścia.
Nawet nie drgnie, jak przechodzisz.
Ma w nosie Tośkę, choć ona jest pies na koty. Przewala się jej pod nosem, ale ona kracona przez właściciela, że "nie wolno podchodzić do kotka", uporczywie waruje w bezpiecznej odległości. W pozycji Sfinksa.
Dziurodup Mopka całkowicie ignoruje, albo go zaczepia do zabawy. Ta pierdoła Mop nie wie, co ma robić, nadal się dziwi, że kot przychodzi i się nic, a nic go nie boi, więc obchodzi go łukiem, albo ewentualnie podwochuje od strony imienia...
No i hit ostatnich dni.
Przychodzimy spać wieczorem na górkę, a tam...w najlepsze na łóżku gości kto śpi?
Ano kot!!!
Jedno wsunęło się z lewej strony kołdry, drugie z drugiej strony, a kocisko pozostało na środku. Ani drgnął. Spał w najlepsze do rana.
P.S.
U Hany już w komentarzach napisałam, że wpadłam na pomysł, jak zdbyć kasę na dożywianie tamtejszych kotów.
Spakowałam swoje ładne, choć za małe już na mnie ciuchy. Koniec z tą ułudą, że schudnę.
Zabrałam do swojej huty. Uzbierałam 80 zł. Zakupiłam na początek odkleszczacz i już dokonałam kropelkowania. Dziurodup miał tylko dwa kleszcze, widać jeszcze działało poprzednie zakroplenie, ale ten drugi kot, który do nas nie przychodzi, ale ja mogę pójść do nieg,o miał ich kilkanaście, wieeeeeelkie, jak rodzynki. Pod szyją, na łebku, na karku. Wszystkie usunęłam. Za resztę kupiłam jedzenia. Starczy na trochę. No i jeszcze zostały ciuchy...
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Płatki róż
Pewna...kobieta była bardzo zapracowana.
Tak jej się życie ułożyło, że od rana do wieczora nieustannie była zajęta. Czasami też nocą trzeba było się zrywać i biec z pomocą ciemną ulicą...
Zapomniała już, co to fryzjer, malowane paznokcie.
Jedynym jej wytchnieniem były chwile, kiedy przed wieczorem, albo wczesnym rankiem mogła wymknąć się do ogródka, gdzie pielęgnowała kwiaty.
W tym czasie inne kobiety, piły poranną kawę, albo właśnie przerzucały na pilocie kanały w poszukiwaniu kolejnego serialu.
W ich ogródkach rosły iglaste krzewy, wygodne i bezobsługowe wśród równo przystrzyżonych trawników.
Kobieta kochała swoje kwiaty, które odwzajemniały się pięknym wzrostem i nadzwyczajną urodą od wczesnej wiosny do późnej jesieni.
Nastał maj. Czas, kiedy ten mały ogródek przyciągał wzrok przechodniów barwami i zapachem.
Pewnego dnia jedna z kobiet zatrzymała swoje szybkie auto przed ogródkiem widząc pochyloną nad pąkami róż właścicielkę.
Piękne róże w tym roku bedziesz miała, zagadała.
Tak, będą pięknie kwitnąć, odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się do nabrzmiałych pąków.
Wiesz, za tydzień moja Luiza zacznie sypać kwiaty na Boże Ciało, poinfomowała ją właścicielka szybkiego auta.
I potrząsając modną fryzurką szybko dodała.
Mogłabyś , kiedy róże zakwitną, oberwać płatki? Luiza miałaby do koszyczka...
Tak jej się życie ułożyło, że od rana do wieczora nieustannie była zajęta. Czasami też nocą trzeba było się zrywać i biec z pomocą ciemną ulicą...
Zapomniała już, co to fryzjer, malowane paznokcie.
Jedynym jej wytchnieniem były chwile, kiedy przed wieczorem, albo wczesnym rankiem mogła wymknąć się do ogródka, gdzie pielęgnowała kwiaty.
W tym czasie inne kobiety, piły poranną kawę, albo właśnie przerzucały na pilocie kanały w poszukiwaniu kolejnego serialu.
W ich ogródkach rosły iglaste krzewy, wygodne i bezobsługowe wśród równo przystrzyżonych trawników.
Kobieta kochała swoje kwiaty, które odwzajemniały się pięknym wzrostem i nadzwyczajną urodą od wczesnej wiosny do późnej jesieni.
Nastał maj. Czas, kiedy ten mały ogródek przyciągał wzrok przechodniów barwami i zapachem.
Pewnego dnia jedna z kobiet zatrzymała swoje szybkie auto przed ogródkiem widząc pochyloną nad pąkami róż właścicielkę.
Piękne róże w tym roku bedziesz miała, zagadała.
Tak, będą pięknie kwitnąć, odpowiedziała kobieta i uśmiechnęła się do nabrzmiałych pąków.
Wiesz, za tydzień moja Luiza zacznie sypać kwiaty na Boże Ciało, poinfomowała ją właścicielka szybkiego auta.
I potrząsając modną fryzurką szybko dodała.
Mogłabyś , kiedy róże zakwitną, oberwać płatki? Luiza miałaby do koszyczka...
środa, 20 maja 2015
I po candy!
Dwudziesty się zaraz kończy, więc czas na zakończenie rozdawajki.
Odnotowałam 26 osób chętnych na miodek mniszkowy i syropek sosnowy.
Wu został poproszony o wystąpienie w roli sierotki i sprawił, że słoiczki pojadą do Martek, która umieściła taki oto wpis.
Martek poproszę o adresik na maila, natomiast wszystkim pozostałym bardzo dziękuję za wzięcie udziału w zabawie.
Zaglądajcie czasem, bo przecież sezon na przetwory dopiero się zaczyna, a ja chyba w tym roku mam na nie chęć. Musi tak być, bo po, co bym znowu dziś kupiła kolejną baterię słoiczków?
Już wkrótce zacznie kwitnąć czarny bez, z którego też robię miodek lub soczek. Niezawodny na przeziębienia.
Chętnie podzielę się i tym smakołykiem, więc będzie okazja do kolejnego candy.
Mogę te wszystkie dary natury zbierać bez obaw, bo to czysta okolica, wśród lasów i nieużytków. Nie ma tam w zasadzie pól uprawnych, co do których mogłoby istnieć podejrzenie, że są tam stosowane opryski. Domostwa opalane są głównie drewnem, a jest ich i tak tylko 7 chałup. A ja i tak zbieram "za wsią". Do najbliższej drogi asfaltowej są 2 km przez las.
Krótko mówiąc nasza wieś to zadupie. Ale za to jakie piękne zadupie.
To obszar Natura 2000, a dosłownie kilkaset metrów od nas zaczyna się Mazurski Park Krajobrazowy.
W miodkach i syropkach nie ma alkoholu, żadnych barwników sztucznych. Jest woda, cukier, kwiaty mniszka, lub młode pędy sosny(przefiltrowane) i dodatki np. laska wanili, cynamon, lub skórka z pomarańczy. Czasem listek mojej własnej mięty. No i naturalny osad z pyłków w słoiczkach.
Miłej nocy. Ja zmykam.
Huta wzywa z rańca.
Odnotowałam 26 osób chętnych na miodek mniszkowy i syropek sosnowy.
Wu został poproszony o wystąpienie w roli sierotki i sprawił, że słoiczki pojadą do Martek, która umieściła taki oto wpis.
Zdazyłam jeszcze się dopisać do rozdawajki?
zdążyłam :-)
Chce to oczywiste :-)
Piękne zdjęcia i aż mi tym bzem zapachniało, i pszczoły słyszę - och, ach
A Twój urobek wygląda przecudnie "
zdążyłam :-)
Chce to oczywiste :-)
Piękne zdjęcia i aż mi tym bzem zapachniało, i pszczoły słyszę - och, ach
A Twój urobek wygląda przecudnie "
Martek poproszę o adresik na maila, natomiast wszystkim pozostałym bardzo dziękuję za wzięcie udziału w zabawie.
Zaglądajcie czasem, bo przecież sezon na przetwory dopiero się zaczyna, a ja chyba w tym roku mam na nie chęć. Musi tak być, bo po, co bym znowu dziś kupiła kolejną baterię słoiczków?
Już wkrótce zacznie kwitnąć czarny bez, z którego też robię miodek lub soczek. Niezawodny na przeziębienia.
Chętnie podzielę się i tym smakołykiem, więc będzie okazja do kolejnego candy.
Mogę te wszystkie dary natury zbierać bez obaw, bo to czysta okolica, wśród lasów i nieużytków. Nie ma tam w zasadzie pól uprawnych, co do których mogłoby istnieć podejrzenie, że są tam stosowane opryski. Domostwa opalane są głównie drewnem, a jest ich i tak tylko 7 chałup. A ja i tak zbieram "za wsią". Do najbliższej drogi asfaltowej są 2 km przez las.
Krótko mówiąc nasza wieś to zadupie. Ale za to jakie piękne zadupie.
To obszar Natura 2000, a dosłownie kilkaset metrów od nas zaczyna się Mazurski Park Krajobrazowy.
W miodkach i syropkach nie ma alkoholu, żadnych barwników sztucznych. Jest woda, cukier, kwiaty mniszka, lub młode pędy sosny(przefiltrowane) i dodatki np. laska wanili, cynamon, lub skórka z pomarańczy. Czasem listek mojej własnej mięty. No i naturalny osad z pyłków w słoiczkach.
Miłej nocy. Ja zmykam.
Huta wzywa z rańca.
niedziela, 17 maja 2015
Candy czy cuś:)
Ta pogoda majowa mnie wnerwia. W tygodniu nawet ciepło, na weekend robi się wietrznie i synoptycy humor psują zapowiadając całe 12 stopni. I nawet się skubani nie pomylą.
W piątek, wieczorem wiało lodowato, a ja latam i nakrywałam, to, co z ziemi łebki wystawiło, bo zapowiadali przymrozek.
Dziś łeb urywało i co chwilę deszczem siało, tylko po to, żeby mi chyba popsuć humor do reszty i spowolnić realizwanie zamiarów.
A mam ich bez liku.
Nie wiem, dlaczego, ale w tym roku naszło mnie na przetwory wiosenne. Latam, więc po ugorach i lasach, zbieram dary natury, a potem we wszytskich garach moczę i obrabiam urobek.
Naprodukowałm trochę miodów z mniszka i syropu sosnowego. Nasuszyłam listków brzozowych, pokrzywy, pąków sosny. Nastawiłm mniszkowe winko. Jeszcze trochę, a zacznie kwitnąć czarny bez. Z niego też można zrobić smakowity syropek do herbatki. W razie niemocy, przeziębienia, wszytkie powyższe będą, jak znalazł.
Wu dobrze to ujął produkuję "specyfiki od siedmiu bleści".
Oprócz tego, upiększamy i ulepszamy, co się da. Zbudowałam kwietniki z palet, ale pokażę, jak zarosną ładnie kwieciem.
Nie muszę chyba zapewniać, że w Kaczorówce i okolicach jest ślicznie. Wszystko kwitnie i pachnie. Bzy właśnie zaczynają swoje szaleństwo. Tylko ta pogoda nie pozwala się cieszyć majem w stu procentach.
Dawno nie robiłam żadnej rozdawajki, więc pomyślałam, że może podzielę się z Wami małą próbką moich przetworów.
Słoiczek miodu z mniszka z dodatkiem laski wanili i cynamonu, oraz słoiczek syropu sosnowego jest do wzięcia.
Wystarczy zgłosić w komentarzu taką chęć.
Można u siebie wstawić banerek, ale nie jest to konieczne.
Niestety Czar Kaczorówki jest tylko jeden. To ubiegłoroczna produkcja. Egzemplarz okazowy. Nalewka na borówkach leśnych. Pyszna, powielę w tym roku na wiekszej próbce:)
Zarówno miodek, jak i syrop nie zawierają grama alkoholu.
Młode pędy sosen i mniszki zbierane w czystej okolicy, wśrod lasów Puszczy Piskiej. Najbliższa droga asfaltowa jest 2 km dalej i nie jest to autostrada:)
Naklejki na słoiczki są oczywiście z lekka żartowbliwe, więc opis zastosowania trzeba brać z przymróżeniem oka.
Syropek z sosny dobry jest na kaszel, więc można go sobie łyknąć na łyżeczce lub wlać do herbatki, toż samo miód z mniszka.
Taki domowy wyrób to super zabawa, która mnie przez ostatnie dwa wyjazdy pochłonęła całkowicie.
Na dodatek poczęstowałam już tymi wyrobami kilka osób, a że im bardzo smakowały to nabrałam jeszcze większej ochoty na produkcję:)
20 maja ( jak mnie huta nie wessie, muszę to zaznaczyć) zrobię losowanie i dwa słoiczki polecą gdzieś w świat.
Na dobranoc.
Tak zaczynaja kwitnąć nasze wsiowe bzy...
A tak kwitną jabłonki.
P.S.
U kota bez zmian. Przyjeżdżamy już czeka.
Je, śpi, włazi na kolana, atakuje zza krzaków, znika na całe godziny. Jak to kot.
Odjeżdżając zostawiliśmy go w takim stanie, z czubatą miską jedzenia na zapas.
W piątek, wieczorem wiało lodowato, a ja latam i nakrywałam, to, co z ziemi łebki wystawiło, bo zapowiadali przymrozek.
Dziś łeb urywało i co chwilę deszczem siało, tylko po to, żeby mi chyba popsuć humor do reszty i spowolnić realizwanie zamiarów.
A mam ich bez liku.
Nie wiem, dlaczego, ale w tym roku naszło mnie na przetwory wiosenne. Latam, więc po ugorach i lasach, zbieram dary natury, a potem we wszytskich garach moczę i obrabiam urobek.
Naprodukowałm trochę miodów z mniszka i syropu sosnowego. Nasuszyłam listków brzozowych, pokrzywy, pąków sosny. Nastawiłm mniszkowe winko. Jeszcze trochę, a zacznie kwitnąć czarny bez. Z niego też można zrobić smakowity syropek do herbatki. W razie niemocy, przeziębienia, wszytkie powyższe będą, jak znalazł.
Wu dobrze to ujął produkuję "specyfiki od siedmiu bleści".
Oprócz tego, upiększamy i ulepszamy, co się da. Zbudowałam kwietniki z palet, ale pokażę, jak zarosną ładnie kwieciem.
Nie muszę chyba zapewniać, że w Kaczorówce i okolicach jest ślicznie. Wszystko kwitnie i pachnie. Bzy właśnie zaczynają swoje szaleństwo. Tylko ta pogoda nie pozwala się cieszyć majem w stu procentach.
Dawno nie robiłam żadnej rozdawajki, więc pomyślałam, że może podzielę się z Wami małą próbką moich przetworów.
Słoiczek miodu z mniszka z dodatkiem laski wanili i cynamonu, oraz słoiczek syropu sosnowego jest do wzięcia.
Wystarczy zgłosić w komentarzu taką chęć.
Można u siebie wstawić banerek, ale nie jest to konieczne.
Niestety Czar Kaczorówki jest tylko jeden. To ubiegłoroczna produkcja. Egzemplarz okazowy. Nalewka na borówkach leśnych. Pyszna, powielę w tym roku na wiekszej próbce:)
Zarówno miodek, jak i syrop nie zawierają grama alkoholu.
Młode pędy sosen i mniszki zbierane w czystej okolicy, wśrod lasów Puszczy Piskiej. Najbliższa droga asfaltowa jest 2 km dalej i nie jest to autostrada:)
Naklejki na słoiczki są oczywiście z lekka żartowbliwe, więc opis zastosowania trzeba brać z przymróżeniem oka.
Syropek z sosny dobry jest na kaszel, więc można go sobie łyknąć na łyżeczce lub wlać do herbatki, toż samo miód z mniszka.
Taki domowy wyrób to super zabawa, która mnie przez ostatnie dwa wyjazdy pochłonęła całkowicie.
Na dodatek poczęstowałam już tymi wyrobami kilka osób, a że im bardzo smakowały to nabrałam jeszcze większej ochoty na produkcję:)
20 maja ( jak mnie huta nie wessie, muszę to zaznaczyć) zrobię losowanie i dwa słoiczki polecą gdzieś w świat.
Na dobranoc.
Tak zaczynaja kwitnąć nasze wsiowe bzy...
A tak kwitną jabłonki.
P.S.
U kota bez zmian. Przyjeżdżamy już czeka.
Je, śpi, włazi na kolana, atakuje zza krzaków, znika na całe godziny. Jak to kot.
Odjeżdżając zostawiliśmy go w takim stanie, z czubatą miską jedzenia na zapas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
