sobota, 26 grudnia 2015

Rozmyślania świąteczne.

Święta powolutku dobiegają końca, za szybko upływają w stosunku do tego czasu poświęconego na przygotowania. Bilans jednak i tak wychodzi na plus, bo w codziennej gonitwie zaniedbujemy najbliższych, jesteśmy zmęczeni, zabiegani, nie mamy sił na organizowanie imienin, urodzin, czy też innych pomniejszych okazji. A święta obligują i bardzo dobrze. Bo niestety przy świątecznym stole co jakiś czas kogoś ubywa. Kilka lat temu, moja siostra zorganizowała Wielkanocne śniadanie dla całej rodziny. Wtedy jeszcze żył mój ojciec, już nie pamiętam ile nas osób było, ale coś koło dwudziestu. Był gwarno i wesoło. Bardzo te święta miło wspominam.
Boże Narodzenie spędzam z rodziną męża. Grono jest mniejsze, ale, jak policzyłam prawie w każdym przedziale wiekowym mamy przedstwiciela. Między 1-10- kręci się mała osóbka, oczko w głowie, potem między 10-20, jest dwóch przystojniaków, kolejny przystojniak, między 20-30. Brakuje nam przedstawiciela między 30 a 40-tką. Jedni jeszcze nie dorośli, a inni już wyrośli, dlatego między 40 a 50 jest nas aż czworo. W przyszłym roku to  ja zapełnię przedział między 50, a 60... Kolejny przedział między 60, a 70 też zapełniony i na koniec dwie nestorki rodu, w całkiem dobrej formie, to przedział między 80, a 90 lat.
Tak sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy, ciesząc się prezentami. Każdy się cieszył swoimi. Ja swoimi cieszę się do dziś.
Pisząc tutaj używam dobrodziejstwa myszy bezprzewodowej, którą przyniósł mi Mikołaj, popijam pyszną herbatkę, też sprawka Mikołaja, popatruję na ptaszęta i obrazek, które przyleciały od dobrych blogowych duszyczek i co rusz zerkam na kolejny prezent, wspólny dla mnie i Wu. Prezent ten wprawił mnie w osłupienie i zachwyt.
Wiecie, jak kocham Kaczorówkę i jak tesknię do niej w zimowy czas. Pewna zdolna osóbka chytrze wykorzystując Mikołaja postanowiła nam Kaczorówkę dać... na zdjęciu?


To byłoby zbyt proste. Zdjęć Kaczorówki mam pierdylion. Więc się tak przyglądam i ...dopiero wtedy widzę, że nasza Kaczorówka w jesiennej odsłonie została...WYHAFTOWANA!!! 33.600 krzyżyków!! Słownie: trzydzieści trzy tysiące sześćset krzyżyków.Ufff.
Sami zobaczcie, co za precyzja, taka, że w lekkim półmroku świątecznego stołu uznałam ten haft za zdjęcie.






Wszystkie prezenty są miłe, ale, chyba się ze mną zgodzicie, te wykonane ręcznie z myślą o nas, szczególnie są bliskie naszemu sercu.

Jak te ptaszki z czerwonymi skrzydełkami, które przyleciały od Lidki.


Albo rysuneczek, chyba nie muszę nawet pisać, czyją ręką napastelowany. Ręka Hany to już jest marka:)


I tak siedząc przy tym stole zeszliśmy na nasze pasje i umiejętności. Okazało się, że nestorka rodu, zamiast wielbić OR i słuchać RM, dzierga piękne, obrusy, nie mam zdjęcia, ale uwierzcie, trudno mi było uwierzyć, że można na cienkim szydełku, cienką niteczką takie cudo stworzyć. Druga do niedawna czarowała na maszynie sukienki, garsonki, co kto chciał.  Przedstawicielka przedziału wiekowego 60 -70, mimo trudności w utrzymaniu w dłoniach igły czy szydełka,  też pięknie haftuje- to taka rodzinna zdolność, przekazywana z matki na córkę.
Męska część rodziny też skrywa talenty. Jeden piórkiem (ale nie węglem) tworzy fantastyczne światy i postaci, które jednych trwożą innych zachwycają, drugi wybrał inną technikę. Przemienia drewnine pienki w ...ale to może następnym razem pokażę:)
Pokażę, bo mnie się bardzo podobają, ciekawa jestem, czy Wam też. No i niech te "Przemieńce" w końcu zobaczą świat, bo tak to tylko ta ściana i ściana.
A teraz życzę Wam odpoczynku, odpoczywajcie, jeszcze dziś i jutro mamy do tego prawo:)



czwartek, 24 grudnia 2015

Życzę Wam.


Auta na wodę,
Beczki na kasę,
Cudów na Co dzień, 
Domku pod lasem,
Energii życia,
Fartu w miłości,
Gór do zdobycia,
Huk możliwości,
Iskry na świeczce,
Jaśka pod główkę,
Kasiory w beczce,
Lat życia stówkę,
Łódki z jeziorem,
Męża lub żony,
Nagród co wtorek,
Od przełożonych,
Pierniczka z miodem,
Rodzinnej zgody,
Stałości uczuć,
Tudzież 
Urody, 
Wszystkim kochani, 
Z daleka, z bliska,
Życzy serdecznie - Mnemosyne

P.S. Lecz żeby zamknąć alfabet do końca, dorzucę jeszcze:
Ździebko słońca!!!


Śpiewająco - Seweryn Krajewski.




I jeszcze Wam życzę choinki do nieba, prezentów wiele i tego, czego Wam trzeba.




P.S. Życzenia autorstwa Danuty Noszczyńskiej

niedziela, 20 grudnia 2015

Wytforki za dnia.

Wyglądają tak. Trochę lepiej, niż pokazane w piramidce wczora, bo słońce dziś nawet wyjrzało zza chmurek, zależało mi na pokazaniu, że chusteczniki mają spękania (oprócz kaczkowego).
Cały dzień dziś jadałm i jadłam, brzuch mam, jak balon i dalej bym jadła. Gdyby zapowiadali mróz to by mnie ten apetyt nie dziwił, na mróz zawsze mi się chce jeść, ale jest ciepło, coś 10 sopni na plusie, a  zapowiadają nawet +12 stopni, co za temperatura? Pietruszkę siać można. Obawiam się, że na Wielkanoc będziemy lepić bałwany i łopatami wygrzebywać autka z zasp.












Skrzatułka z pieskami, taka turkusowawo-zielono-różowa. Najpierw zabejcowana na zielono, potem zawoskowana na biało, wytarta, ot i tak to wyszło. Dla jakiejś miłośniczki buldożków - wyglądają mi na angielskie.



I na koniec dnia jeszcze zrobiłam porządek z pazureirami. Opitoliłam do opuszków. Zawsze tak mi się robi na święta, całą jesień mocne, twarde, przychodzi koniec grudnia pazury się łamią. To taka jakaś u mnie prawidłowość, pewno witaminek zaczyna brakować.

Na blogach zastój jakiś, pewno wszyscy szaleją ze szmatami, zakupami i ubieraniem choiniki. Ja też przystroiłam i sobie mryga na biało w kącie.
Szkoda, że jutro poniedziałek. Nie lubię, oj nie lubię...

sobota, 19 grudnia 2015

Ta ostatnia sobota...

przed świętami upłynęła pracowicie. Na tyle, że już w zasadzie przygotowanam do świąt. Wytrawne PPD ( Perfekcyjne Panie Domu) oburzą się zapewne, bo, jak to? W jedną sobotę tak zrobić wszelkie przygotowania? Wypucować zakamarki, wyczyścić szafy? Wyprać dech i mech, zrobić zakupy? TO NIEMOŻLIWE!! A ja mówię, możliwe, bo trzeba iść na skróty. Zakamarów nie tykałam, porządek (względny) został zrobiony na dwóch półkach, szafy przydasiowej, bo już mi na łeb z tych półek leciało. Wu był niepocieszony, bo to jego zagoniłam do wywalania zbędnych klamotów. A ja w tym czasie stanęłam w kuchni. I jakoś tak mi zgrabnie poszło. Rybki (brońbuk karpie) morszczuki zwykłe, posmażyłam i wsadziłam w zalewę octową, dwa wielkie słoje. Roladki wołowe, nadziewane ogórkiem, słoninką, cebulką i czosnkiem usmażyłam- to na świąteczny obiad. Tymczasem  zostały zamrożone. Reszta mięs zakupiona, wymyta i tudzież zamrożona, w środę wyjmę i znowu stanę przy piecu. Zakupy już mam, te wszystkie włoszczyzny i inne potrzebne produkty. Wyjście na bazar było małym koszmarem - armagedon, mówię Wam. Z dwoja złego wolę bazar niż Centrum Handlowe, przynajmniej blisko domu i na świeżym powietrzu. Menu świąteczne też obmyślone, Będzie sałatka jarzynowa, kurczaczek w galarecie,  schab pieczony. Na obiadek świąteczny wyżej wspomniane roladki, kaczkowe piersi i udka, z ziemniaczkami, może i kluskami, bo do ciemnego sosu pasują, jakaś surówka, barszczyk czerwony. Na deser oczywiście ciasto marchewkowe i sernik na zimno. Starczy w zupełności. Tak sobie pichcąc rozmyślałam, a  pralka prała. Potem z letka przecierałam tu i ówdzie kurze, płytki w kuchni, Wu pomagał, Młody ogarnął swoje włości. Nawet psa wyprałam świątecznie - teraz Mopeczek pięknie pachnie i jest puszystym misiem. Tak mi dobrze się pichciło, że wypichciłam jeszcze zupę ogórkową na dziś i jutro, a rzutem na taśmę upiekłam ciasto marchekowe- dwie brytfanki i jednej już nie ma. Pożarliś. A pierników nie będzie- nie chce mi się ich robić.
Był też mały ból- musiałam zlikwidować swój warsztat na stole pod oknem, bo stół będzie potrzebny do świątecznego obiadu. Miałam problem, co zrobić z warsztatowym bałaganem, ale upchnęłam to wszystko w jakieś kartony. Potem nie wiedziałam, co zrobić z kartonami, więc stoją w kącie. Wszystkie kąty u mnie zajęte, ani jednego wolnego:)
Troszkę ostatnio poszalałam z decu, robiłam chusteczniki na prezenty gwiazdkowe, które poszły w świat, ale, jak zwykle zrobiłam więcej niż trzeba. Taka piramidka się z tego zrobiła:)
Pomyślałam, że je Wam pokażę, może ktoś jeszcze nie ma prezentu, albo nawet pomysłu na prezent?Są "do wzięcia".
Piramidka nie oddaje ich uroku, bo zdjęcie zrobione w marnym oświetleniu. Jutro poprawię zdjęcia i pokażę każdy wytworek z osobna. Opiszę, jak zrobione, bo na tym zdjęciu widać prawie NIC.



I tak powolutku sobota ma się ku końcowi, jutro trzeba odpocząć, odespać. Czekają mnie pracowite dni w hucie, nie będzie wytchnienia, aż do Wigilii. Tak to już u mnie jest - koniec roku, to zawsze "pogoń z drągiem za pociągiem". W tym roku zwykły pośpieszny został zamieniony na Pendolino, ale chyba to jakoś zniosę.
A, jak tam Wasze bitwy świąteczne, wygrane, przegrane? Czy może dopiero ruszycie do boju?

niedziela, 13 grudnia 2015

Czy widzisz tu łokrong- zaskakujące wyniki testu.



Wczoraj zadałam pytanie "czy widzisz tu łokrong" - dziś odpowiedź. Sama tego nie wymyśliłam, prowadzono badania w USA.
Zdradzę tylko, że ja widziałam w tej figurze okrąg, choć nieco zdeformowany.
Test, jak test, różne dziwne widziałam, z pewnością okupiony sporym błędem statystycznym, nie trzeba się martwić swoją odpowiedzią na nie:)



.


Może trzeba było zrobić sondę na wczorajszym i dzisiejszym marszu? Te wyniki to by mnie nawet ciekawiły.

 Na dzisiejszym nie byłam, z wczorajszego mam kilka fotek. Trochę nagrań tego, co skandował tłum, a potężny był! Części tych sloganów TV  nie puszczała, były mocne, ale nikt nikogo nie chciał wieszać na latarniach, rozliczać. Odczuwało się taką symaptyczną atmosferę.

 Ten transparent...uśmiałam się szczerze powiedziawszy.

 A to jest dobre:) Dobrze, że nie mieszkam na Saskiej...

 Komu bije dzwon?
 Kto pamięta tego kogutka?


Hitem był skandowany slogan "wyrwać kempę z korzeniami" i "prezydencie ty pajacu", przy którym cała ulica skakała robiąc pajcyka.
Byli młodzi, starzy, rodziny całe.
Dzisiejszą oglądałam trochę w TV -czułam się, jak na nabożeństwie różańcowym, pompa, dęcie w trąby, przy wtórze zacietrzewionych, przywiezionych autokarami z całego kraju popleczników.

A tu rozwiązanie testu.



Jeśli odpowiedziałeś „tak, to coś na kształt okręgu” – to masz najpewniej poglądy liberalne, zgadzasz się, że rząd powinien wspierać najuboższych, bezdomnych i bezrobotnych. Opowiadasz się ponadto za prawem osób homoseksualnych do zawierania związków partnerskich (a nawet małżeństw) oraz za legalizacją leczniczej marihuany.
Jeśli odpowiedziałeś „nie, to w żadnym razie nie jest okrąg” – to bliżej ci najpewniej do poglądów konserwatywnych. Opowiadasz się zatem m.in. za silną armią i wsparciem dla biznesu. Jesteś za to przeciwnikiem nielegalnej imigracji, prostytucji, posiadania niewielkich ilości narkotyków, drobnej przestępczości itp.
Owszem, test nie ma mocy profesjonalnego narzędzia do badania postaw i poglądów politycznych. Choć stoi za nim poważna publikacja. Stosowny tekst ukazał się bowiem właśnie na łamach „Journal of Personality and Social Psychology”. Jego autorzy – Tyler G. Okimoto z University of Queensland oraz Dena M. Gromet z University of Pennsylvania – dowodzą, że ludzie, którzy widzą okrąg (kwadrat, prostokąt, trójkąt, elipsę itd.) w figurach kształtem do nich tylko zbliżonych, mają generalnie większą akceptację dla odstępstw od tzw. statystycznej normy. Czyli na przykład dla mniejszości społecznych takich jak bezdomni (ok. 100 mln ludzi na świecie) czy osoby homoseksualne (10 proc. populacji).
Autorzy stawiają nawet tezę, że ludzie, którzy znajdują w sobie akceptację dla środowisk z różnych powodów dyskryminowanych, nie tylko je akceptują, ale też są gotowe nieść im pomoc.
Żeby to ustalić, naukowcy przeprowadzili trzy badania, przedstawiając uczestnikom różne kształty (m.in. zbliżony do okręgu, jak powyższy). „To, co badani widzieli, wiązało się z ich poglądami na politykę społeczną. Na przykład na system kar (czy dla tzw. Innych powinny być wyższe, surowsze?), na finansowanie ich problemów ze środków publicznych itp.” – tłumaczą autorzy. Czyżby zatem ludzie z większą wyobraźnią przejawiali odpowiednio więcej empatii?


Żywcem wzięte z: KLIK