Po dostawie Mop zawsze skrupulatnie obwąchuje wszystkie puszki,( chyba wie, że to jest jego jedzonko) i szuka swojego gratisa.
Kiedyś dawali takie zwijane ze ścięgien kostki, które Mop uwielbiał, a teraz dają takie sztywne cygaro, coś niby kabanos.Tych jaskrawo zielonych mu nie pozwalam jeść, bo potem koopa wygląda, jak farba akrylowa wyciśnięta z tubki ( nie wiem, co to za chlerstwo takie zielone), te brązowe bardziej przypominają kabanosa, więc pozwalam pomymlać, choć z reguły kończy się na noszeniu tego w dziobie, jęczeniu, że nie wiadomo, co z tym zrobić, a na koniec zakopaniu. Najczęściej w łożku. Wetknięte między poduszki, albo wciśnięte w szczelinę przy zagłówku. Kiedyś w ten sposób schowane znalazłam w łóżku jajko gotowane na twardo.
Ale wracając do dostawy, proszę zobaczyć, jak wygląda cały ceremoniał.
Obwąchiwanie puszek.
Znalezienie gratisa.
Chwyt paszczęką.
Uformowanie w dziobie.
Pytające spojrzenie... "pańciu, co ja mam z tym zrobić?"
Przemieszczenie się na pokoje...
Wskoczenie na kanapę...(ciuchutkie pojękiwanie)
Kolejne zakłopotane wejrzenia...
Męska decyzja "to trzeba zakopać!!!!"
Filmik jest króciutki. W razie odwiedzin u mnie już wiecie, gdzie szukać psich kabanosików?
No i ło, zrobiła się 22, a kiedy żyć??












