środa, 6 lipca 2016

Bagno.

Kawałek trzeba pójść, ale warto. Okolice bagna to grzybodajne tereny, jesienią, jak jest dobry rok, podgrzybków jest masa, ci, co wiedzą, gdzie szukać znajdą też borowiki i koźlaki. Nawet, kiedy w lesie jest sucho tam opary bagienne delikatnie nawilżają runo.
Lubię tam chodzić, bo jest tam tak...pierwotnie. To tam widziałam zimorodka, normą są czaple, łabędzie, szybujące nad bagnem drapieżniki. Ostatnio też spotkałam sarenkę, która widząc mnie wolniuśko oddaliła się w głąb bagna. W tym roku bagno jest jakieś dziwne, jakby wysychało. Z błota wyłoniły się konary i kępy bagiennych traw. Była jakaś wichura bo na cyplu leżą połamane drzewa.
Z pewnością zamieszkały też tam bobry, o czym świadczy zwalone drzewo, precyzyjnie podgryzione w kształt ostrosłupa. Kiedyś wybrałam się tam wczesnym rankiem, opary, które unosiły się nad bagniskiem tworzyły niesamowitą atmosferę. Kiedy indziej wdarłam się na bagno kajakiem i slalomem dopłynęłam do jego krańca po drodze podziwiając życie w płytkiej wodzie. Muszę odkopać te zdjęcia, wtedy nie prowadziłam jeszcze bloga.














Przy bagnie rośnie ogromna sosna, jest niesamowita, na zdjęciu nie zobaczycie tego ogromu. Dziwna jest,sosna lubi suche tereny, a tu korzenie w wodzie i ma się świetnie.




A nad brzegiem jeziora przycupnął inny zwierzak. Kto zgadnie jaki?





niedziela, 3 lipca 2016

Wyciszenie numer dwa


Stan wyciszenia trwa, bo musi.
Pomagają w tym liliowce od Eli J, które cieszą oczy i pomagają się skupić. Przy fotografowaniu. Elu, widzisz, jakie one piękne? Królowe jednego dnia, na drugi dzień już ich nie ma, rozwijają się następne...








Kolejne, (przynajmniej cęściowo) mogłyby być przyrodniczymi zagadkami. Ktoś się zmierzy?














Byłam dziś na długim, bardzo długim spacerze, w deszczu, pod parasolem, z aparatem...deszcz padał i płukał te pokłady smutku i rozgoryczenia, wydaje się, że dał radę...

Były przemyślenia i oglądanie na spokojnie świata. Przyroda jest piękna i fascynująca. Czasem się trzeba schylić, czasem klęknąć, wejść w bagno, żeby zobaczyć, coś czego nie widać stojąc.

Każdy krok trzeba celebrować, rozglądać się, bo mijamy rzeczy niezwykłe, takie, które istnieją kilka sekund, tak, jak te niżej...



Warto nie wierzyć, że to, co tam w oddali, na bagnie to tylko kawałek pnia, dopiero obiektyw pokaże prawdę...


To był udany poranek. Zapomniałam, że lubię deszcz, szczególnie po tej serii piekielnych upałów. Deszcz jest ciekawszy, ucisza przyrodę, żeby ją potem ożywić. Jeszcze mi w uszach dzwoni szum kropel na liściach...


poniedziałek, 27 czerwca 2016

Szczęście

Mika napisała o szczęściu i tak chciałam się fotograficznie odnieść. Napisałabym może i jakiś tekst do tych fotek, ale padam na ryj i nie będe kalać w tym stanie Was grafomanią.
Byłam oczywiście wiecie gdzie i w zasadzie nic nie robiłam. Ogólnie zdychałam, najpierw z gorąca, a potem z głupoty.
No bo nażreć się smażonych kartofli z kiełbaską i cebulką i popić zimnym piwem to szczyt głupoty, jak się ma flaki w niezbyt dobrej formie. Uratowała mnie nieco psiapsiółka podając zestaw leków, ale i tak przesraną miałam sobotę.
A w niedzielę zanim przyszła burza i posypała gradem wielkości kwitnącej koniczyny popstrykałam one zdjęcia i uznałam, że mogłabym i chciałabym  być kwietnym fotografem. Ot taka chwila szczęścia, zapomnienia, kiedy celujesz aparatem w te cudności kilku dni a czasem kilku godzin.
O nieszczęściu, którego zaznałam ( ale nie przez ziemniaczki) i  krew mnie nadal zalewa nie będę tu pisać.









Lelije od Elki szaleją, mam cały szpaler, zaczynają kwitnienie, będzie feeria barw i ją oczywiście pokażę.


To jest jeden ze zwiastunów. Dziękuję Ci Elka raz jeszcze.



Trochę mojego zielonego gumna, klapek i hortensja pnąca na tarasie szaleją, tnę i ciacham, bo inaczej wejść by się nie dało.


Zakątek gotowy, wieczorami można siedzieć i siedzieć i słuchać i słuchać.


Widoczek na łączkę z tarasu, tej części się nie kosi aż do jesieni. Ależ tam uwija się robactwa wszelakiego. Gdzie one by żyły, gdyby tej łączki nie było?




I trochę z innej beczki, ale w temacie. Jak rodzą się warzywa i owoce? Ano tak...










Wiem, że dużo zdjęć, wybaczcie, one są zamiast słów.
A jednak nie padłam na ryj i nawet mi trochę lepiej. Czyżby kolejna bezsenna nocka mnie czekała?

środa, 15 czerwca 2016

Kaczka ma.



Udało mi się zdybać taką kakę...śliczności no nie?
Mosiężna z witrażem. Może świeci niezbyt, ale za to wygląda. Fajnie wygląda:)




A w necie widziałam też taką:)



Buziaki przesyłam. Jak dobrze, że jutro już czwartek.