czwartek, 11 sierpnia 2016

Boginki, rusałki łąkowe.

Zrobiło się jesiennie jakoś. Dwa deszczowe dni całkiem zmieniły aurę, wydaje mi się, że lato już za nami. Będą jeszcze gorące dni, ale jesień nieuchronnie nadchodzi. O 21 jest już ciemno za oknami.

Dla mnie koniec sezonu to tęsknota za Mazurami, planowanie działań, które nie zawsze są potem realizowane i czekanie, byle do Nowego Roku, potem już z górki.

Zimową porą przeglądamy zdjęcia z lata, Wu skręca filmiki, wspominamy, wzdychamy...

Westchniemy też pewnie i do tych zdjęć, które zrobiłam patrząc, jak moje zapłotkowe rusałki czerpią radość z bycia na wsi...

Przygotujcie się na sporą ilość zdjęć, a to tylko ułamek tych, które rusałkom zrobiłam.



































Czy nie chciałoby się być jeszcze raz dziewczynką?

czwartek, 4 sierpnia 2016

Po co mi ptaszki?

Muszę ciągle coś robić, a że na Mazurach jakoś do większych prac nie było sposobu się zabrać, to zabrałam się za mały format. I przez dwa dni produkowałam ptaszki.




Po to, żeby nasz krzywy, jak cholera płot był jeszcze dziwniejszy. Ptaszki będą odwracać uwagę od krzywizn.

I tak się zastanawiam, czy na innych płotach we wsi też się pojawio...






Reszta ptaszków ma zasiąść na konarze, który postawię na łączce. Tak to sobie wymyśliłam.

środa, 3 sierpnia 2016

Podlaskie używki.

Są i takie:)

Na Podlasiu byłam w miejscu, gdzie pokazano mi pęczek suchego ziela, pachnącego cudnie. Zaciekawiło mnie ono, bo przypominało esencjonalny zapach siana zmieszany z migdałami. A konkretnie z zapachem landrynek, tych białych, których było w paczce zawsze najmniej, a które jako dziecko lubiłam najbardziej.
Dowiedziałam się, że to bukwica. W życiu o niej nie słyszałam, więc zaczęłam dociekać, co to takiego. Miła pani opowiedziała mi o właściwościach ziela i podała przepis na nalewkę, zwaną bukwicówką. Właściwy przepis mówił, żeby zalać procentami produkowanymi "tradycyjnie".
Zapaliłam się do takiego rarytasu szczególnie, że dobry na różniste niedomagania i nabyłam ów cudowny, zielony pęczek. Wsadziłam do torebki, która pachnie do dziś. Przez kilka dni, zanim nabyłam procenty ( standardowo w Biedronce, bo "tradycyjnych" nie znam)  ziele wisiało w domku, który przeszedł tym zapachem, taki był intensywny.
Po nabyciu procentów zrobiłam, jak miła pani nakazała, zalałam procentami zielsko w butelce od wina wydębionej od Elajki. Już po kilku dniach procenty naciągnęły ładnym zielono-oliwkowym kolorem. Odkręciłam butlę, bo nie mogłam już wytrzymać i spróbowałam... pachnie i smakuje, jak owo ziele.
Dałam do posmakowania temu i tamtemu. Jedni byli zachwyceni inni otrząsali się z obrzydzenia.

Postanowiłam znaleźć owo ziele na Mazurach, ale ganianie po bagienkach i łąkach rezultatów nie przyniosło. Złapałam tylko kleszcza. Dałam spokój, ku wyraźnej uldze WU mającego dość wypraw po bukwicę i zaglądania do każdego rowu, ona  chyba nie rośnie na Mazurach, a przynajmniej nie tam, gdzie ja szukałam.

Wróciwszy do domu zaczęłam szperać w necie, zadałam pytanie w takiej jednej grupie na FB, gdzie zawsze ktoś wie, nie ważne, o co zapytasz.
No i się dowiedziałam, że kupiłam nie bukwicę, ale miodownik melisowaty. Nic nie rozumiem, bo podobno miodownik jest chroniony, ale pachnie tak, jak to, co kupiłam, zaś bukwica, która nie jest chroniona nie pachnie, a nawet śmierdzi. To dlaczego ten miodownik sprzedają, jako bukwicę? Nie wiem, może lepiej brzmi? Bardziej tajemniczo?
Nadal mnie to nurtuje i chciałabym rozwiązać tą zagadkę, czyli zdobyć bukwicę i miodownik melisowaty, żeby porównać zapachy.
Bukwicę obiecała mi jedna z naszych koleżanek blogowych, bo u niej rośnie. Miodownik muszę kupić na wiosnę w sklepie ogrodniczym, bo wyczytałam, że sprzedają sadzonki. W naturze jest chroniony i zrywać go nie można, no chyba, żebym gdzieś nasionka zdobyła, to sobie zasieję. Jak porównam zapachy ususzonych roślinek będę wiedzieć na 100%, co zalane zostało procentami.



Tak wygląda bukwica:( źródło http://atlas.roslin.pl/plant/8016)


A tak wygląda miodownik melisowaty: 
( źródło http://zkwiatkanakwiatek.blogspot.com/2015/05/miodownik-melisowaty-melittis.html)



Miodownik jest podobny do jasnoty, a bukwica, jakby do szałwi. To moje porówanie.
U siebie, na Mazurach nie widziałam nigdy tych roślin, są podobne, ale nie takie,  bukwica i miodownik chyba tu nie rezyduje.
Mieszkacie w różnych stronach Polski, może u Was rośnie i jedno i drugie???











poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Cudne Podlasie. To jeszcze nie koniec.

O Podlasiu, że cudne pisałam. I napisałabym więcej, ale mam niemoc. Zupełną i totalną, bywam u Was i czytam, czasem coś napiszę, ale niemoc jest wielka, przeogromna i nie mam weny i siły na długie wywody.
Dlaczego ta niemoc? Ano nie wiem...bo może dlatego, że już po urlopie, a te resztki co zostały to mało bardzo...może dlatego, że już po żniwach, pola zaorane widziałam i jesień blisko...może dlatego, że mnie bolo kolańska i kostki i plecy...i tak bolo już długo i to męczące jest. Ale może przejdzie, kupiłam mocno śmierdzące mazidło, trzeba się smarować. Ale trzeba nie mieć sklerozy i zabrać smarowidło z Mazur, zapomniałam to nie smaruję, więc boli dalej.

No to rozpisywać się nie będę, ale pokażę troszkę tego pięknego Podlasia...

Białowieża: TU w necie napisano więcej




Mniam, mniam, ale detaliki...








Jakiś dziwny ten budynek...



A ten śliczny, podlaski...



Specjalnie dla Lidki.

W dawnej stacji kolejowej zrobiono restaurację Carską, na torach stoją zabytkowe lokomotywy, a w zabytkowych salonkach urządzono pokoje i można tam zanocować ( na tych torach) Warto jednak wcześniej zobaczyć cennik takiego noclegu...przez okno, na stolikach widziałam stojące samowary...







W Białowieży jest biała wieża, widok z dawnej stacji kolejowej.


No a teraz to, co Mnemo lubi...stare chałupy...
Sioło Budy -skansen...urocza chałupka, z uroczym wnętrzem, zdjęcia wnętrza cykałam przez szybę.








A w stodole...galeria.





 A w galerii różności...


Rzeżby ludowe, no mam słabość...



Toteż nabyłam i mam.

Chałupka od tyłu...


Na chałupce najstarszy (1836 r) w Polsce (prawdopodobnie) drewniany komin... Drewniany??? Ciekawe, jak to działało.






No i jeszcze w następnym poście napiszę o zielu, które nabyłam w  tej stodole i co z tego wyszło, choć może mnie trochę w butelkę nabili, ale to nic, bo pachnie pięknie i smakuje dobrze, choć nie wiem, czy legalne.

I jeszcze napiszę o spalonym kościele i granicy. To przybywajcie - zapraszam.