Przez te dynie oszalałam. Wpadłam w amok. Z kilkunastu wysadzonych, zaowocowało ich sześć, dwie żółte i cztery hokkaido. Wielkie nie były, ale wyszło kilka słoiczków dżemu i w occie.
Dynię hokkaido znam i w zeszłym roku namiętnie gotowałam z niej zupę, którą ja zjadałam ze smakiem, ale męska część część rodziny miała nad talerzami miny, jakbym podawała zupę z papieru toaletowego.
Natomiast tej żółciutkiej dyni przyglądałam się i nie mogłam skapować, co to za odmiana.
Oszalałm, kiedy zrobiłam z niej dżem (z pomarańczami i anyżem) i włożyłam ją w słodką zalewę octową.
Ta w zalewie w smaku była ni to ananas ni mango -pychota. Dżem zaś "śliski" na podniebieniu niby galaretka, delikatniuśki i wykwintny w smaku.
Teraz już wiem, że to dynia melonowa. W przyszłym roku posieję jej więcej.
Z tego, co mi wyrosło nie było zbyt wielu przetworów, zaledwie kilka słoiczków, które pożeram namiętnie wieczorami jako deser, dlatego zaczęłam kupować inne dynie i przetwarzać na dżemy. Niestety z żadnej innej odmiany nie wyszedł taki pyszny. Te z pomarańczowym miąższem po rozdźabdzianiu blenderem miały kaszkowatą konsystencję. Makaronowa nadaje się na pieczoną z nadzieniem- ja nadziewałam mięsem mielonym.
Dziś zakupiłam dziwną dynię o niebieskawej skórce i taką w kształcie dzwonka. Tej żółciutkiej nie było ( u mnie na bazarze też takiej nie ma) W tygodniu zajmę się nimi. Ciekawe jaki będą miały smak.
Dynia to cudne warzywo, przechowuje się długo,warto teraz zrobić zapasy, kiedy jest tania. Gdybym miała piwnicę kupiłabym z 50 kilo i jadła całą zimę.
Ma dużo witamin, karotenu i mało kalorii.
Podobno pyszne są frytki z dyni.
Ciasto z dyni już piekłam - pyszne, mokro-soczyste.
Wiem, że w przyszłym roku naszykuję więcej stanowisk dla dyń, ale nie będę już wysiewała wcześniej do doniczek tylko od razu do gleby. Te wysiane w domu szybko rosną i takie wysilone, wsadzone do ziemi chorują, zanim nabiorą tężyzny, te z pestek w ziemi je doganiają i lepiej rosną.
A Wy jaki macie stosunek do dyń? Lubicie nie lubicie? Polecacie jakąś odmianę?
No to idę po słoiczek, zmęczonam...ganiałam, trułam, szorowałam, sypałam, pół dnia staraciłam, pierdzielone insekty, które mnie doprowadzają do szału i nie spocznę, aż nie wytępię.