sobota, 6 października 2012

Blondynka kupuje olej silnikowy i zaległości pomarańczowe - zabawa w HOME SWEET HOME

     Może na początek zaległości pomarańczowe, to zabawa na blogu HOME SWEET HOME. Zaraz muszę myśleć o żółciach, bo to kolejny kolorek do zabawy. To całkiem niezła frajda, bo latasz z aparatem w torebce i na wszystko patrzysz łakomym okiem, czy się nadaje, żeby cyknąć potrzebną własnie fotkę. Jakoś nic mi się nie nadawało, trudno było, bo na co dzień głównie po mieście poruszam się samochodem to zrobiłam sobie w domu aranżację i sfociłam przy świetle zachodzącego słońca. A donicę przywlokłam rankiem bladym spod śmietnika, jest cudownie obdrapana i ma śliczny kolor ( indygo). Już jest przeznaczona na inną aranżację, ale to niebawem.
Oto moja propozycja pomarańczowego koloru tej jesieni.



No, a teraz jak to blondynka, czyli ja kupowała olej silnikowy.
 Mój samochód (mądry taki) oznajmił mi za pomocą wyświetlającego się komunikatu, że chce wymiany oleju w silniku. Bagatelizować takich informacji nie nada, bo naszpikowane toto elektroniką i zaraz pozapalają się wszystkie kontrolki jak lampki na choince. Już kiedyś tak mi się pozapalało i cud, że udało się odblokować/odczyścić filtr cząsteczek stałych, bo tak sobie jeździłam z tą świecącą lampką nie sądząc, że to taka poważna sprawa.
     Teraz już uświadomiona, że trzeba reagować natychmiast, pojechałam zakupić olej silnikowy do wymiany. Oczywiście nie miałam zielonego pojęcia co trzeba kupić, ale mąż mnie uspokoił, bo w bagażniku została butelka z resztą poprzedniego oleju. Wystarczy pokazać w sklepie. Taaa, tylko jakiś czas temu robiąc porządki w bagażniku pozbyłam się owej butelki bo uznałam, że jest zbędna.  No nie przyznam się przecież.
      Pojechałam do sklepu wyłuszczyłam, że olej, że nie mam butelki i trzeba jakiś dobry, w rozsądnej cenie, ale nie wiem jaki i ile.
     Młody mężczyzna odpytał mnie z modelu samochodu, pojemności skokowej, roku produkcji i paru innych rzeczy, które o dziwo wiedziałam. Już prawie dobrał mi ten olej, ale padło następujące pytanie. Ile samochód ma koni mechanicznych? Hmmmmmmmmmmmmm, taaaaaaaaaaaaaaaa, w końcu mówię, no nie wiem, ale moja kosiarka spalinowa ma 5 koni mechanicznych to samochód powinien mieć więcej!!
     Wzbudziłam swoją odpowiedzią ogólną wesołość w sklepie, ale olej mi dobrano i sprzedano. Co gadali jak wyszłam nie wiem, ale zapewne coś o inteligencji blondynek:))))
     No może do takich "męskich" zakupów to nie mam zbytniego drygu, ale wykorzystując swoją "blondynkowatość"  z reguły kupuję to, co potrzeba.

Teraz Wam zaprezentuję moje blondynkowate produkcje z ostatnich dni.
Dziś będzie w tonacji white:

Primo: niciarka, czy też skrzynka na przybory do szycia, bielona, przetarta, z motywem uroczej dziewczynki retro i spękaniami na motywie. Będzie widać lepiej na następnym zdjęciu.




 Secundo: skrzyneczka z 6 przegródkami, na herbatę, albo duperelki, jak kto chce. Serwetka motylkowa, bielone drewno  i przetarte. Wewnątrz motylki z serwetki i pozostałości paciorków z czasów, kiedy zajmowałam się troszkę biżu. Paciorki zalakierowane.



   A kolejna porcja gotowych produkcji czeka na troszkę czasu i przygotowanie kolejnego posta.
Życzę miłego sobotniego wieczoru:)


środa, 3 października 2012

Godzina pąsowej róży

    Do ozdobienia kolejnej butli (czyli tego, czego obiecywałam nigdy robić nie będę) wybrałam serwetkę z motywem róży i kawałek papieru do decoupage z zegarem. Jak to tak wszystko koło siebie położyłam, czyli tą różę ( jednak nie pąsową) i ten zegar, to nagle przypomniała mi się książka pt. "Godzina pąsowej róży" Marii Kruger, pamiętacie? Ach, była to jedna z moich ulubieńszych książek późnego dzieciństwa. 
    Anda vel Ania za sprawą porcelanowego zegara przenosi się w czasie, jest zabawnie i tajemniczo. Czego potrzeba czternastolatce więcej? Książkę przeczytałam jednym tchem i marzyłam o takiej samej przygodzie. Nawet wtedy nie wiedziałam, że na podstawie książki nakręcono film, który obejrzałam dopiero kilka lat późnej. Film jest starszy niż ja, ale wtedy jakoś niezbyt często puszczano go w TV.
Mała próbka tu:
    Teraz to mamy czasy, jak tak sobie przypomniałam tą "Godzinę pąsowej róży" to zaraz pomyszkowałam w necie i film znalazłam, oczywiście natychmiast go obejrzałam. Ach, jakie piękne aktorki wtedy mieliśmy, a prababka Andy była szczególnie piękna:)
    Przyszło mi do głowy, żeby odświeżyć pamięć, przypomnieć sobie książki, które czytało się mając lat 13-15 i na tej podstawie robić kolejne prace. Moją kolejną ulubioną była trylogia Haliny Popławskiej "Szpada na wachlarzu", "Jak na starym gobelinie" i " Na wersalskim szlaku". Jestem ciekawa, czy ktoś z Was tez zaczytywał się takimi historycznymi romansidłami. Ja je uwielbiałam, a wspomniana trylogia szczególnie mnie wtedy oczarowała. Teraz już takich książek się nie pisze.

Butla zatytułowana "Godzina nie pąsowej róży" wyszła tak:


Do kompletu w podobnym klimacie spłodziłam tacę. o taką:



Dobranoc wszystkim, życzę kolorowych snów. 
Buziaki dla wszystkich zaglądających, czytających, komentujących, dla tych nie komentujących też buziaki, a może kiedyś zostawicie słówko?:)

niedziela, 30 września 2012

Troszkę smutno

     Się zrobiło troszkę smutno, ale sama sobie jestem winna, bo z premedytacją pojechałam i zamknęłam sezon w Kaczorówce. Kiedyś trzeba to zrobić, a przyjemniej i wygodniej, jak pogoda dopisuje. W ostatnim zrywie przerobiłam jeszcze rabatę z kwiatami, przesadziłam dwa krzewy, zasiałam troszkę trawy i spacerkiem obeszłam okolice, żeby napaść oczy widokami. Nakarmiłam ptaki, sójka przyszła na pożegnanie i liczne sikorkowe rodzinki. Zerwałam troszkę własnych rydzy i podałam przyrządzone na masełku. Pożegnałam Kaczorówkę i jej okolice na kilka miesięcy. Chyba, że....zdarzy się jeszcze cudownie ciepły weekend to wtedy........ 
Jesień, choć jeszcze nie w pełni barw, w Kaczorówce wygląda tak:

 Klon zaczyna czarować barwami.

 Jezioro już ciche, puste...

 W lesie, między drzewami tańczą promienie słonka...

 Rarytas, rydze z własnej działki, są pyszne, ale amatorów jest wielu



 Pojedyncze egzemplarze znalezione po drodze, w lesie susza, grzybów brak...

 Sójka przychodziła i wyjadała pszenicę, jednocześnie pozowała mi do zdjęć

Moim słonecznikom właśnie zebrało się na kwitnienie.....

A liście borówki amerykańskiej dokumentnie sczerwieniały

Moja hortensja przebarwiona już na różowo, jest rzeczywiście piękna.

No i teraz mi troszkę smutno, szczególnie, że wykorzystane zostały ostatnie dni urlopu i teraz do końca roku już bez odpoczynku trzeba będzie biegać do  pracy........
Pozdrawiam wieczorową jesienną porą, u mnie za oknami słuchać już wronie krzyki, a to dobitny znak, że jest już jesień. Wrony zawsze jesienią i zimą okupują okoliczny park i drą się czasem od  5 rano.
Buziaki 


niedziela, 23 września 2012

Gramy w czerwone

Zabawę proponuje Ania z bloga Home sweet home. Banerek wstawiony, komentarz zostawiony, ot warunki przystąpienia do zabawy spełnione. A teraz moje propozycje "czerwonego".













Kaniec filma ( na dzisiaj), kto wie, może jutro coś jeszcze cyknę?

czwartek, 20 września 2012

Dziś już mogę

   Konkurs w Turkusowym hamaku zakończony to mogę już pokazać z czym ja się tam wybrałam.
Nagrody nie zdobyłam, ale zabawa fajna i każdy, kto chce spróbować swoich sił może startować, bo jest już ogłoszona kolejna siłownia twórcza.
   A ja startowałam z moją skrzyneczką na klucze robioną właśnie na nowe mieszkanko dla młodej mężatki, kolorystycznie wstrzeliłam się akurat w temat siłowni. Skrzyneczka została przyjęta z entuzjazmem, przez nową właścicielkę, bo zapobiegawczo podpytałam rodzinkę w jakiej tonacji urządza się mieszkanie, a to że "młoda" lubi klimaty vintage to już wiedziałam.
   Skrzyneczka miała prawdziwą sesję zdjęciową, jak jakaś gwiazda, więc proszę wybaczyć ilość zdjęć, ale jak konkurs to konkurs, trzeba było ( i tak ich tu jest ułamek).Wianka na konkurs nie wystawiałam, ale jakby mu tak dodać owoców śnieguliczki to też spełniałby kryteria.
Skrzyneczka pojechała do nowej właścicielki, a ja zabieram się za kolejne:)







Buziaki, jak zwykle wieczorne wieczorne, bo popołudnie przespałam:)