poniedziałek, 4 listopada 2013

O co chodzi z tymi nazwiskami?

Zebrało się nam na wieczorne wspominiki, tak przy okazji minionego Święta Zmarłych.
Wspominaliśmy sobie z Wu różnych ludzi, którzy już dawno odeszli lub jeszcze żyją, ale są sędziwymi staruszkami. Wu, zapytał mnie, skąd się wzięło takie dziwne przekręcanie nazwisk na terenach z których pochodzę. Szczerze powiedziawszy nie mam zielonego pojęcia.
Zawsze tak było, zawsze tak się mówiło, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Na przykład sąsiadka miała na nazwisko Fluder i nie mówiło się na nią inaczej niż " Fludrzynio". Albo inne nazwisko, Mucha, ale sąsiadkę wszyscy nazywali "Muszynią".
Bywało, że sąsiadki stawały sobie przy płocie i jedna drugą chcąc przywołać na pogaduszki wołała, "Muszynio", " Witcynio" (od Witek), Kubyszcynio ( od Kubyszek), chodźcie na chwilkę.  Pamiętam z dzieciństwa, że do koleżanek mamy zwracało się per Wy. Na przykład "Muszynio, zrobić Wam herbaty"? Nie wiem, czy teraz to jeszcze funkcjonuje, ale te 20 parę  lat temu tak było.
 Inny zwyczaj był taki, że każde dziecko starszej osobie mówiło dzień dobry, bez wyjątku. Spróbowałabyś nie powiedzieć i tak zaraz by donieśli matce, żeś "rojber niewychowany". Starsi ludzie, czasem pytali, " a od kogo ty "bymbnie jezdeś", a dziecko odpowiadało " jestem np. Zosia Muchowa, Krysia Sokołowa, Marysia Kasprzykowa". Czasami też starsi ludzi stojący w opłotkach na pogaduszkach zaczepali dzieci wracjące ze szkoły takimi słowami : "tyś pewno jest od.....tu padało nazwisko i zaraz potem, podobnaś do (taty, mamy), poznać po rodzie.
 Do pewnego czasu i ja poznawałam dzieci "po rodzie". Niestety ostatnio udałam się na moją wieś i nikogo po rodzie poznać nie potrafiłam, wszystkie młode twarze zupełnie obce i nigogo mi nie przypominały, a powinny przypominać moich rówieśników bo to pewno ich mamy i ojcowie.
Nie słychać też powszechnie gwary, którą w czasach mojego dzieciństwa się wszyscy posługiwali. Sama już też niestety nie potrafię jej używać. Za to rozumiem sporo, ot choćby takiego Marycha, który wypisz, wymaluj, "godo rukcuk, jak u nos kiedyś".
Chcecie posłuchać? To zapraszam, tylko kilka minut, a Marych jest bezkonkurencyjny, przeniesiecie się w świat, którego już nie ma w każdej chałupie wiejskiej tak, jak kiedyś to bywało:)))


Dla zaciekawionych, albo chcących sobie przypomnieć troszkę gwary poznańskiej wklejam podręczny słownik znaleziony w necie:


B
Bachać się – kąpać się
badejki – kąpielówki
baka – policzek
bamber – chłop, zwłaszcza bogaty, prostak
bana – pociąg
bauer – gospodarz
bejmy – pieniądze
bimba – tramwaj
blałka – wagary
blubrać – ględzić
blubry – brednie, bzdury
blyce – okulary
brachol – brat
brecha – łom
brechtać się – taplać się w wodzie
bręczeć – marudzić
brękot – maruda
bryle – okulary
bąbas – dziecko
bździągwa – pluskwa, coś małego; osoba ciągle narzekająca

C
Chabas – mięso
chaps – kęs
chęchy – zarośla, krzaki, miejsce zaniedbane, podejrzane
chochla – łyżka wazowa, czerpak
chlabra – plucha, błoto
chapać – ciężko pracować
churchlać/churchać – kaszleć
cięgiem – ciągle
cug – przeciąg, podmuch
cug – pociąg

Ć
Ćmik – papieros
ćpać, ćpić – rzucać

D
Deczka – kocyk, serweta
drabka – drabina
dracheta – latawiec
drygać – bać się
dudki – pieniądze
dudlać – płakać
dycht – całkiem
dynks – rzecz, której nazwy mówiący nie zna

E
Ejber – łobuz
eka – narożnik, kąt, banda

F
Fafoły – męty, cząstki stałe w cieczy
fefry – strach
fifny – sprytny, żartobliwy
fleja – flejtuch
frechowny – bezczelny
funcka – lampa
futer – pożywienie
fyrać/fyrnąć – uciekać, uciec

G
Gajgi – skrzypce
galart – galareta z mięsa
gamuła – gamoń
ganc – zupełnie, całkiem
gibać się, gibnąć się – kołysać się
gibać/gibnąć – dźwigać
gichnąć – nalać
gideja – wysoka, chuda kobieta
giglać – łaskotać
gilejza – niezdara
glanc – połysk
gnyk – kark
glazejki – rękawiczki
glubka – rodzaj śliwki
głabać – kraść, brać
graitko/grajotko – instrument muzyczny
graty – rupiecie
grygolić – bazgrać
gzik/gziczka/gzika – twarożek, biały serek ze śmietaną

H
Haczka – motyka
hazaj – zając
hejbnąć się – zdobyć się na coś
heklować – szydełkować

I
Istny – ten właśnie

J
Jaczka – marynarka
jaka, jupka – kurtka
juszka, jucha – krew

K
Kanka – bańka, dzbanek
knyf – przemyślny sposób
kwirlejka – mątewka
kalafa – twarz
kamlot – kamień
kasta – skrzynia
kejter – pies, kundel
kierz, kierzki – krzak, krzaki
kielczyć się – śmiać się
kieloch – ząb
kipa – niedopałek
kista – skrzynia
klamot – kamień
klapsztula – podwójna kromka chleba
klara – słońce
klejdry – plotki
klemki, klymki – twarde cukierki
klopnąć – sprzedać
kluber, kluka – nos
kluka – nos
klunkry – graty, rupiecie
knajder – malec, niedorostek
klofta – kłoda
knyp – nóż
korbol/korbal – dynia

L
Laczki – obuwie domowe
lajsnąć – sprawić sobie coś, kupić
land – wieś
latoś – tego roku
leberka – wątrobianka
lola – kij, pałka, laska
lumpy – szmaty, ciuchy
luńt – kawałek
lury – nudy brednie
lyroć się – chwiać się

M
Majsel – przecinak
makocz – makowiec
maluda – dziecko
mana – drużyna sportowa
mantel – płaszcz
miągwa – beksa, osoba płaczliwa
mrzygłód – niejadek, ktoś wychudzony

N
Narychtować – przygotować, naprawić
nieusłuchany – niegrzeczny
nośpłat – handlarz starzyzną

O
Oblec – włożyć
omurzyć się – pobrudzić się
opypłać się – ubrudzić się

P
Pana – przebita dętka
parzybroda – zupa z kapusty
plyndz – placek ziemniaczany
poruta – wstyd
pyra – ziemniak

R
Rajzować – podróżować
redyska – rzodkiewka
repeta – gęsta zupa stanowiąca jednodaniowy obiad
rojber – nicpoń, łobuziak
rychtyk/rychtyg – akurat, dokładnie, w porządku
ryczka - taborek
rumpuć – gęsta zupa jarzynowa
ryfa – gęba, mina, wyraz twarzy
rzęchy – odzież, szmaty

S
Skopowina – baranina
skataić się – zmęczyć się
statory – naczynia kuchenne
stryknąć się – zderzyć się
szabel, szabelek – fasolka szparagowa
szagówki – kopytka, kluski
szajba – obłęd, bzik
szałaput – lekkomyślny, raptowny
szczun/szczón – chłopak
szkieber – Niemiec
szkieta – noga
szneka z glancem – drożdżówka z lukrem
sznupa – twarz
sznytka – kromka chleba
sznytloch – szczypiorek
szparować – oszczędzać
szplin – postrzeleniec, wariat
szpryca – strzykawka
sztender, sztynder – stojak, trzepak do dywanów
sztrykować – robić na drutach
sztyft – uczeń rzemieślniczy, nowicjusz, pomocnik
sztyfcik – trzpień
szuchrować – oszukiwać
szuszwol – brudas, człowiek nieporządny
szwaja – noga
szwung – pęd, impet, ciąg
szydera – kpiny

Ś
Śrupać – chrupać, głośno gryźć
świgać – rzucać
śrubociąg – korkociąg, śrubokręt

T
Taśtać – nieść
trzewiki – buty
tuk – szpik kostny
tytka – torebka papierowa

U
Uhajtnąć – uciąć, skaleczyć się
uskromnić się – uspokoić się
utonkać się – umoczyć się

W
Wajcha – zwrotnica
wećpić – wrzucić
weko – słój do zapraw
węborek – wiadro
wiks – lanie, bicie
winkiel – narożnik, róg
wknaić się – wcisnąć się, wleźć gdzieś
wuchta – wielka ilość
wyćpić – wyrzucić
wypindaczony/wypindraczony – wystrojony

Z
Zaklepka – zasmażka do zupy
znorać się – ubrudzić się
zynder – łobuz, nierób
zyzol – zezowaty

Ż
Żgajek – chłopak, wyrostek
żgak/żgok – kolec, zadra
żybura – mętna ciecz

Z kolei w stronach skąd pochodzi rodzina męża mawiało się, że ktoś jest od "Jaśków", "Franków", "Mietków" .
 Co region to inne zwyczaje:))


Jeśli ktoś chciałby podzielić się opowieścią ze swoich stron to zapraszam:)))


niedziela, 3 listopada 2013

Opowiem Wam o Dźwierzutach

Miałam to zrobić już dawno temu, latem, ale czas szybko leci, lato minęło i dopiero dziś korzystając z kilku wolnych dni usiadłam do tej opowieści.
Do Dźwierzut trafiłam troszkę przypadkowo kręcąc się po okolicy podczas wakacji. Słyszeliśmy o starym kościele ewangelickim i chcieliśmy go zobaczyć. Tak się złożyło, że całkiem przypadkiem, szukając drogi trafiliśmy pod sam płot kościelny. Zaciekawieni starodrzewem i wieżą wyłaniają się zza płota podeszliśmy bliżej.





Zdążyłam wyjąć aparat, bo nigdzie nie dojrzałam tabliczki z zakazem fotografowania, a tu biegnie od domu położonego opodal kościoła młody człowiek. Nauczona przykrym doświadczeniem ze zwiedzania mrągowskiej cerkwi, pomyślałam, że zaraz dostaniemy burę, ale nic z tego. Młody człowiek przedstawił się i zapytał czy mamy ochotę zobaczyć kościół w środku. Oczywiście, że mieliśmy ochotę i to wielką, bo liczyliśmy tylko na zobaczenie kościoła z zewnątrz.
Zdziwieniu naszemu nie było końca bo młody człowiek specjalnie dla nas otworzył kościół i  z ochotą oprowadził nas po każdym zakamarku, opowiadając o jego historii.


 Mogliśmy z bliska przyjrzeć się ołtarzowi, zakrystii, a nawet organom i troszkę dzwonnicy. Młody człowiek opowiadał z pasją i bardzo ciekawie. Wszystkiego uczy się i dowiaduje sam. Jego rodzina opiekuje się kościołem, bo na stałe nie ma tam pastora. Kościół jest bardzo stary. Pochodzi z XIV w.  po pożarze został przebudowany pod koniec XVII lub na początku w XVIII w z wykorzystaniem murów wcześniejszej wieży.



Wnętrze kościoła ma oryginalne, surowe ewangelickie wyposażenie, ołtarz z końca XVI w. z rzeźbioną grupą "Ukrzyżowania" ( mogliśmy się mu przyjrzeć z odległości kilku centymetrów). Ołtarz jest tak zbudowany, że bardzo szybko można go rozebrać i na przykład ukryć w razie niebezpieczeństwa, co wiele razy się już zdarzało. Tak wygląda zamknięty.



 Młody człowiek zaprezentował nam ołtarz także w wersji otwartej.


 W skrzydłach bocznych na awersach znajdują się portrety Lutra i Melanchtona – też do obejrzenia z bardzo bliskiej odległości, co oczywiście z ochotą zrobiłam.


W zakrystii znajduje się skrzynia i tablica z nazwiskami żołnierzy poległych w kampanii napoleońskiej.





Skrzynia została uszkodzona przez złodziei, którzy nie raz włamywali się do kościoła.

W kościele i okolicy kręcono film Wojtka Smarzowskiego „Róża”. Jeśli film oglądaliście to poznacie kościoł, choć jego wnętrze na użytek filmu otrzymało nieco inną scenografię.


Poznajecie?

Młody człowiek bardzo mi zaimponował, dziś niezbyt często można się spotkać z taką pasją i  wyjątkową grzecznością u młodych ludzi. Nie żałował czasu i z chęcią oprowadził nas również po przykościelnym cmentarzu.


Stary cmentarz przy kościele  według opinii konserwatorów jest to jeden z najlepiej zachowanych cmentarzy ewangelickich na terenie Mazur. Zobaczyć tu można żeliwne i kute stalowe krzyże nagrobne, żeliwne ogrodzenia kwater, unikatowe obecnie tablice z czarnej masy szklanej z interesującym zdobnictwem.



Opiekunowie borykają się z wieloma problemami, wiadomo, utrzymanie takiego obiektu kosztuje, a w miescowości prawie nie ma ewangelików, to niewiele ponad 200 osób. Wszyscy wiemy, co stało się z rdzenną ludnością na tym terenie o czym ze smutkiem opowiadał nam pastor, którego poznaliśmy po koncercie. Na dodatek kościół i cmentarz co rusz nawiedzają „amatorzy  staroci”. Już kilka razy próbowano włamać się do kościoła, aby ukraść cenną, starą biblię, której oczywiście w kościele się nie przechowuje. Drobni złodzieje kradną też piękne krzyże cmentarne na złom. Cmentarz jest rozległy, gęsto porośnięty starymi drzewami i krzewami, więc w nocy łatwo go plądrować. Na szczęście krzyże są bardzo ciężkie i najczęściej złodziejom, przeważnie będącym pod wpływem, nie udaje się ich wynieść poza cmentarz, porzucają je gdzieś wśród krzaków. Krzyże zbierane są przez opiekunów kościoła i zabezpieczane do czasów, kiedy zgodnie z planami znajdą swoje miejsce wmurowane w jedną ze ścian kościoła.
Opiekunowie bardzo chcieliby, aby to miejsce było otwarte dla wszystkich. Przez wiele lat kościół był zamknięty na głucho i nawet mieszkańcy go nie znali. Bo tamtejsza rdzenna ludność wyjechała po wojnie, a nowi, napływowi nie byli zaintersowani ewnagelickim zabytkiem.
W kościele odbywają się koncerty organowe i zostaliśmy na taki koncert zaproszeni, a wcześniej mieliśmy okazję być obecni na próbie generalnej przed koncertem i poznać panią profesor Elżbietę Karolak.



Byliśmy też zaproszeni do opiekunów kościoła w dniu następnym na kawę i ciasto, ale niestety plany nam się nieoczekiwanie pokrzyżowały i do spotkania nie doszło.

Będąc w pobliżu to koniecznie tam zajrzyjcie, bo warto. Jeśli będzie to weekend to z pewnością młody człowiek się Wami zaopiekuje, pokaże kościół i pięknie o wszystkim opowie. Będziecie zaskoczeni gościnnością i możliwością zrobienia fotek z bliska wszytskiemu co tylko chcecie sfotografować. Oczywiście zdjęć komercyjnie wykorzystywać nie można, ale na blogu, jak najbardziej, specjalnie o to zapytałam.


Mam nadzieję, że wszystkie plany, o których młody człowiek nam opowiadał dojdą do skutku, czego serdecznie im życzę. Że uda się wykorzystać ten piękny budynek obok kościoła na cel, o którym nam wspominano.


 A temu młodemu mężczyźnie życzę, aby los dał mu możliwość rozwijania swoich pasji i pogłębienia wiedzy. Świetnie jak do tej pory mu idzie.

piątek, 1 listopada 2013

Czy mi się to podoba?

1 listopada, Święto Zmarłych.
Udajemy się na cmentarze odwiedzić groby naszych bliskich. Zapalamy świeczki, zbieramy z płyt ostatnie jesienne  liście, zadumani stoimy wspominając.
Obok nas przepływa ludzka rzeka, odwiedzić groby przyszło wielu, czasem przybyli z bardzo daleka.


Niosą naręcza  kwiatów, albo w donicach, czasem okazałe stroiki ze sztucznych chryzantem i pełne reklamówki lampionów. Nagrobki aż kipią od wszelakiego kalibru kwiecia żywego i sztucznego i coraz większych lampionów.
Tuż obok kwitną jednodniowe interesy. Dla zgłodniałych są oscypki na straganie a znudzonym dzieciom można zafundować "pańską skórkę", słodkie szyszki z preparowanego ryżu lub obwarzanki na sznurku. Te, jak ktoś obawia się spożyć, można zawiesić sobie na szyi i tak paradować wystrojonym wśród tłumu. W jakich warunkach produkowane są te delicje ? Ja nie wiem. Za to ceny są umiarkowane, te parę złociszy każdy ma w kieszeni.

Znudzony duchowny przyjmuje w przenośnym biurze datki na "wypominki" za dusze zmarłych, a orkiestra dęta rżnie boleśnie raniąc uszy jakieś smętne kawałki.




 Tak wygląda Święto Zmarłych na dużym, miejskim cmentarzu.

niedziela, 27 października 2013

Mnemo na wycieczce.

Czas pikny, kolorowy, można by jechać na jakąś wycieczkę, pomyślała Mnemo obudziwszy się cholera wie, po co w niedzielę rano, tak koło 6:30. Jakoś w tygodniu, gdy do huty trza iść, taki wewnętrzny budzik nie działa nigdy. Ba, nawet ten w komórce daje z trudem radę, żeby Mnemo obudzić.
Jak pomyślała to czym prędzej wstała z piernatów i zabrała się za porządkowanie jestestwa swojego sponiewieranego ździebko sobotnimi porządkami, tudzież nocnym uganianiem się za prusakami, które  o zgrozo postanowiły uwić sobie gniazdko w kuchni Mnemo. 
Do 9-tej Mnemo już była odpicowana, jak kamienica na przyjazd cysorza, pies wysikany, śniadanie zrobione, Wu obudzony, a trasa wytyczona.
Celem wycieczki miał być Nieborów i Arkadia, do której koniec końców nie trafiliśmy, bo zboczyliśmy do Muzeum Sromów. Tak, tak, Sromów.


Pałacu w Nieborowie jeszcze nie odwiedzaliśmy, ale nie on był celem naszej wycieczki ino ten pikny park, bo chciało się nam natury, jesieni, liści i zapachów. Pałac obejrzeliśmy sobie z zewnątrz, za to weszliśmy do Muzeum Majoliki znajdującego się na terenie parku. 



Majolika i owszem, ładna, ale Mnemo zafascynowały……szafy, które to nie widomo dlaczego również znalazły się w ekspozycji muzeum. Może w nich majoliki przechowywano?




Kiedy tak Mnemo wzychała sobie do szaf, że takie cudne, że taką to by chciała mieć, okrutny Wu sprowadził Mnemo jednym zdaniem na ziemię "kotku ta szafa jest większa niż nasza chałupka" ...
Co prawda to prawda, w takiej szafie to na biedę mógłby człowiek nawet zamieszkać....szczególnie taki, co to mieszkał przez pewnien czas w mieszkaniu z czasów gomułkowskich, z tą tylko różnicą, że mieszkanie było brzydkie, a szafa cudna. Miejsca mniej więcej w obu jest tyle samo. Wiem to z autopsji. 
Pocmokawszy przed szafami Mnemo skierowała swe oczęta na majoliki, ładne przecież, ale nie w typie Mnemo. Za "łozdobne". No może za wyjątkiem pieca kaflowego, który to Mnemo z ochotą by zaakceptowała na swoich wyimaginowanych włościach.
.



Majolikowy żyrandol Mnemo cyknęła z myślą o Kretowatej, którą to swego czasu prześladowały żyrandole. Może jednak majolikowy nie, to jakby, co Krecie, czeka na Ciebie taki w Nieborowie:)
W takim piecu te cudeńka wypiekano, wypalano.

Park objawił się w całej swej jesiennej krasie, kolorami, zapachami, szumem spadających liści.....



 Mnemo zabładziła do warzywnika, gdzie nic nie robiąc sobie z jesieni zioła w najlepsze sobie rosły, a ogórecznik nawet pokazał kwiaty.



I stokrotka, sierotka, wśród liści tulipanowca zakwitła......


To jeszcze nie koniec, bo park rozległy jest, można chodzić długo upajając się każdym zakątkiem. Wędrując tak alejkami znowu mnie te marzenia dopadły........ach, mogłabym taką hrabianką być, spacerować alejkami, trefić włosy, ściskać kibić gorsetem i wzdychać do suchotniczych kawalerów:)) Miałabym od czasu do czasu mieć globusa histericusa w zasadzie nie wiadomo od czego, a nie tak, jak teraz od nadmiaru hucianych problemów....

Dobra, dobra pomarzyć każdemu wolno. 

Kupiwszy sobie na straganie magnez  na lodówkę w kształcie łowiczanki z iście pouczjącą sentencją " kto pokłada szczęście w jadle, tego cały zaszczyt w sadle" dla siebie, a dla młodych "chłop robotny, baba pyskata, zawojują połowę świata", ruszyliśmy dalej.....

Do Muzeum Sromów.
Mnemo dawno tam chciała pojechać, bo drogowskaz z trasy poznańskiej widywała dziesiątki razy. 



Ooooooooo, takie muzem to Mnemo by chciała mieć pod swoją opieką. Jest ludowość, jest wieś, są świątki. W sam raz coś dla Mnemo.
Jak to jest zorganizowane Mnemo jedynie wykoncypowała ( a potem wyczytała w internecie), bo na furtce wisiała kartka, proszę czekać, oprowadzam wycieczkę ( jak zbierze się 5 osób)  i wejść nie bylo można. Ale Mnemo pokombinowała, że w tym domku naprzeciwko mieszka właściel muzeum, który, jak zbierze się  grupa osób w ilości sztuk 5 pokaże wszystko i zaprezentuje te figury ruchome. Świadczyły o tym odgłosy dobywające się z budynków...


Nie zostało nic innego, jak obejrzeć teren wokół i powrócić tu z ekipą w ilości sztuk pięć.
 Taki ul to Mnemo mogłaby nawet sama zrobić, nie zaraz, żeby tam pszczoły zamieszkały, ale tak ku ozdobie.....


Żegnani spojrzeniami świątków ustawionych na kamiennym murze odjechaliśmy do naszego smrodku codziennego z mocnycm postanowieniem powrotu w ilości sztuk pięć, żeby zobaczyć te cuda ludowe zmagazynowane w prostych, tchnących latami siedemdzisiątymi pawilonach ......


Na odjezdne trafił się Tatarzyn, który zapozował cudnie w stroju łowiczani ....
Mnemo też pozowała, ale wyszła, jak "dupa w krzokach"  zamiast w stroju łowiczanki, to nie pokaże.....


Kto jest ciekaw historii Muzeum Sromów niech zajrzy tu: KLIK