Czas pikny, kolorowy, można by jechać na jakąś wycieczkę,
pomyślała Mnemo obudziwszy się cholera wie, po co w niedzielę rano, tak koło
6:30. Jakoś w tygodniu, gdy do huty trza iść, taki wewnętrzny budzik
nie działa nigdy. Ba, nawet ten w komórce daje z trudem radę, żeby Mnemo
obudzić.
Jak pomyślała to czym prędzej wstała z piernatów i zabrała się za
porządkowanie jestestwa swojego sponiewieranego ździebko sobotnimi porządkami,
tudzież nocnym uganianiem się za prusakami, które o zgrozo postanowiły uwić sobie gniazdko w kuchni
Mnemo.
Do 9-tej Mnemo już była odpicowana, jak kamienica na przyjazd
cysorza, pies wysikany, śniadanie zrobione, Wu obudzony, a trasa wytyczona.
Celem wycieczki miał być Nieborów i Arkadia, do której koniec
końców nie trafiliśmy, bo zboczyliśmy do Muzeum Sromów. Tak, tak, Sromów.
Pałacu w Nieborowie jeszcze nie odwiedzaliśmy, ale nie on był
celem naszej wycieczki ino ten pikny park, bo chciało się nam natury, jesieni,
liści i zapachów. Pałac obejrzeliśmy sobie z zewnątrz, za to weszliśmy do
Muzeum Majoliki znajdującego się na terenie parku.
Majolika i owszem, ładna,
ale Mnemo zafascynowały……szafy, które to nie widomo dlaczego również znalazły
się w ekspozycji muzeum. Może w nich majoliki przechowywano?
Kiedy tak Mnemo wzychała sobie do szaf, że takie cudne, że taką to by chciała mieć, okrutny Wu sprowadził Mnemo jednym zdaniem na ziemię "kotku ta szafa jest większa niż nasza chałupka" ...
Co prawda to prawda, w takiej szafie to na biedę mógłby człowiek nawet zamieszkać....szczególnie taki, co to mieszkał przez pewnien czas w mieszkaniu z czasów gomułkowskich, z tą tylko różnicą, że mieszkanie było brzydkie, a szafa cudna. Miejsca mniej więcej w obu jest tyle samo. Wiem to z autopsji.
Pocmokawszy przed szafami Mnemo skierowała swe oczęta na majoliki, ładne przecież, ale nie w typie Mnemo. Za "łozdobne". No może za wyjątkiem pieca kaflowego, który to Mnemo z ochotą by
zaakceptowała na swoich wyimaginowanych włościach.
.
Majolikowy żyrandol Mnemo cyknęła z myślą o Kretowatej, którą to swego czasu prześladowały żyrandole. Może jednak majolikowy nie, to jakby, co Krecie, czeka na Ciebie taki w Nieborowie:)
W takim piecu te cudeńka wypiekano, wypalano.
Park objawił się w całej swej jesiennej krasie, kolorami, zapachami, szumem spadających liści.....
Mnemo zabładziła do warzywnika, gdzie nic nie robiąc sobie z jesieni zioła w najlepsze sobie rosły, a ogórecznik nawet pokazał kwiaty.
I stokrotka, sierotka, wśród liści tulipanowca zakwitła......
To jeszcze nie koniec, bo park rozległy jest, można chodzić długo upajając się każdym zakątkiem. Wędrując tak alejkami znowu mnie te marzenia dopadły........ach, mogłabym taką hrabianką być, spacerować alejkami, trefić włosy, ściskać kibić gorsetem i wzdychać do suchotniczych kawalerów:)) Miałabym od czasu do czasu mieć globusa histericusa w zasadzie nie wiadomo od czego, a nie tak, jak teraz od nadmiaru hucianych problemów....
Dobra, dobra pomarzyć każdemu wolno.
Kupiwszy sobie na straganie magnez na lodówkę w kształcie łowiczanki z iście pouczjącą sentencją " kto pokłada szczęście w jadle, tego cały zaszczyt w sadle" dla siebie, a dla młodych "chłop robotny, baba pyskata, zawojują połowę świata", ruszyliśmy dalej.....
Do Muzeum Sromów.
Mnemo dawno tam chciała pojechać, bo drogowskaz z trasy poznańskiej widywała dziesiątki razy.
Mnemo dawno tam chciała pojechać, bo drogowskaz z trasy poznańskiej widywała dziesiątki razy.
Ooooooooo, takie muzem to Mnemo by chciała mieć pod swoją opieką. Jest ludowość, jest wieś, są świątki. W sam raz coś dla Mnemo.
Jak to jest zorganizowane Mnemo jedynie wykoncypowała ( a potem wyczytała w internecie), bo na furtce wisiała kartka, proszę czekać, oprowadzam wycieczkę ( jak zbierze się 5 osób) i wejść nie bylo można. Ale Mnemo pokombinowała, że w tym domku naprzeciwko mieszka właściel muzeum, który, jak zbierze się grupa osób w ilości sztuk 5 pokaże wszystko i zaprezentuje te figury ruchome. Świadczyły o tym odgłosy dobywające się z budynków...
Nie zostało nic innego, jak obejrzeć teren wokół i powrócić tu z ekipą w ilości sztuk pięć.
Taki ul to Mnemo mogłaby nawet sama zrobić, nie zaraz, żeby tam pszczoły zamieszkały, ale tak ku ozdobie.....
Żegnani spojrzeniami świątków ustawionych na kamiennym murze odjechaliśmy do naszego smrodku codziennego z mocnycm postanowieniem powrotu w ilości sztuk pięć, żeby zobaczyć te cuda ludowe zmagazynowane w prostych, tchnących latami siedemdzisiątymi pawilonach ......
Na odjezdne trafił się Tatarzyn, który zapozował cudnie w stroju łowiczani ....
Mnemo też pozowała, ale wyszła, jak "dupa w krzokach" zamiast w stroju łowiczanki, to nie pokaże.....
Kto jest ciekaw historii Muzeum Sromów niech zajrzy tu: KLIK
Jak to jest zorganizowane Mnemo jedynie wykoncypowała ( a potem wyczytała w internecie), bo na furtce wisiała kartka, proszę czekać, oprowadzam wycieczkę ( jak zbierze się 5 osób) i wejść nie bylo można. Ale Mnemo pokombinowała, że w tym domku naprzeciwko mieszka właściel muzeum, który, jak zbierze się grupa osób w ilości sztuk 5 pokaże wszystko i zaprezentuje te figury ruchome. Świadczyły o tym odgłosy dobywające się z budynków...
Nie zostało nic innego, jak obejrzeć teren wokół i powrócić tu z ekipą w ilości sztuk pięć.
Taki ul to Mnemo mogłaby nawet sama zrobić, nie zaraz, żeby tam pszczoły zamieszkały, ale tak ku ozdobie.....
Żegnani spojrzeniami świątków ustawionych na kamiennym murze odjechaliśmy do naszego smrodku codziennego z mocnycm postanowieniem powrotu w ilości sztuk pięć, żeby zobaczyć te cuda ludowe zmagazynowane w prostych, tchnących latami siedemdzisiątymi pawilonach ......
Na odjezdne trafił się Tatarzyn, który zapozował cudnie w stroju łowiczani ....
Mnemo też pozowała, ale wyszła, jak "dupa w krzokach" zamiast w stroju łowiczanki, to nie pokaże.....
Kto jest ciekaw historii Muzeum Sromów niech zajrzy tu: KLIK




To Mnemo wysoce kurturarnie spędziła dzień.
OdpowiedzUsuńTe szafy, to ja chętnie bym zaadoptowała ;)
Ogórecznik u mnie też zakwitł...alem go wywaliła, bo w idiotycznym miejscu zachciało mu się wschodzić.
Szafy były cudne, marzenie bez szans na realizację.Taki mebel wymaga przestrzeni i otoczki. Wyobraź sobie taką szafę w mieszkaniu w bloku...... eeee takiej krzywdy to ja bym jej nie zrobiła.... Ogórecznika nie mam, ponoć jest jadalny?
UsuńPonoć jest jadalny, ale nie próbowałam :)
UsuńDla takiej szafy trzeba by odpowiednią kubaturę zabezpieczyć.....ale co tam, pomarzyć dobra rzecz :)
Oczywiście, że jest jadalny - ten ogórecznik. Jak najbardziej. Liście są dobre do sałatek - jadłam osobiście. Kwiaty - nie wiem, ale chyba też można spróbować.
UsuńKwiaty dobre np. z twarożkiem i w sałatkach też.
UsuńDzięki za informację :)
UsuńChyba sobie w doniczce kiedyś tego ogórecznika kupię ;) I będę jeść i jeść ... ;)
też mogłabym być hrabianka ale bez gorsetu. w muzeum majoliki byłam daaawno temu!
OdpowiedzUsuńpodobno u ws dzis pięknie i ciepło było. u nas deszcz i wiatr. to nie jest sprawiedliwe!
Było 20 stopni!!! Pogoda lepsza niż we wrześniu, byli tacy co krótkie spodnie i rękawki włożyli. Ja się ciut piekłam w tym czarnym ......
UsuńNo proszę jak kulturalnie. Majolika, zabytkowe szafy, warzywniki, parki, muzea...A człek prosty po lasach tylko hasa.
OdpowiedzUsuńPogoda dziś u nas była po prostu letnia. Ja w krótkim rękawku i espadrylach.
Ogóreczniki dawno u mnie przekwitły. To nie jest fair...
Buziaki ślę
Kochana hasanie po lasach jest przyjemne, nawet żałowałam, że do Kaczorówki nie pognałam, ale Ewa z Mazur twierdzi,że tam nie było tak piknie......
UsuńI niech hrabianka pamięta o wszach pod peruką :))) Ja bym chyba nie mogła, tu ciśnie, tam swędzi, a jeszcze globus! Oj Ciężkie życie hrabianki ;D Ale te malowane garnuszki wszelakie, cudo!
OdpowiedzUsuńEeee tam, byłabym nowoczesną hrabianką, codziennie kąpiel w balii z ziołami, a wszy małym, złotym młoteczkiem bym tłukła:) Sączyłabym poncz od rana i zaczytywała się romantycznymi wierszami......wydaje mi się, że mogłabym tak spędzać życie........
UsuńŁadnie, lubię takie parki przy pałacach, zawsze mnie rozmarzają i przenoszą w inną rzeczywistość. Tajemnicze Muzeum bardzo intrygujące!
OdpowiedzUsuńU mnie w słońcu było 30 stopni i fiołki mi kwitną w ogródku, a u sąsiadów stokrotki.
Buziaki
Rany ten październik nas zaskakuje, ale to i dobrze, do zimy mi nie śpieszno, bo nie lubię!!!!!
UsuńNareszcie wiem, co jest w muzeum Sromów! Swego czasu krążywszy przez czas jakiś między Warszawą, a Poznaniem widywałam tę sławną tablicę, trudno jej na tej trasie nie zauważyć. To dopiero jest marketing!
OdpowiedzUsuńJak to nie wiesz, co jest w szafach? Mumie krasnoludków!
Moja ś.p. ciotka M.miała męża, który "lubiał wypić", a potem bywał wyrywny w dyskusji. Ciotka, poza mężem, miała też olbrzymi, stary kredens. Sama była malutka, więc spoko się w nim mieściła. Miała tam pościel, kołdrę, poduszkę, wszystko, co trzeba. Jak małżonek wracał do domu w stanie wskazującym, ona po prostu wchodziła sobie do kredensu i tam spała. Może nawet lampkę do czytania tam miała? Tego nie wiem. A małżonek nigdy się nie zorientował.
Majolika przepiękna, no i te ule. U mnie też znalazłyby godne miejsce.
Nie no ciotka jest the best, pacz ile zastosowań może mieć taka wielgachna szafa, albo kredens. Niby sprzęt gospodarczy, ale czasem i rolę społeczną pełni, choćby jako chwilowy przytułek dla rozsierdzonych żon. Takiego ula to se cykniesz we dwa dni, ja to wiem!!!!! Albo nawet ładniejszego::)
UsuńTakie szafy to ja mam;) A przynajmniej jedną w całości i jedną aspirującą - zabierają pół chałupiny i sa absolutnie mega niepraktyczne, ale są;) i ładne wyglądają;)
OdpowiedzUsuńŻyrandol superowy - ja zawsze na to zwracam uwagę, nie wiem czemu nawet. Zawsze też pod jakims usiądę i potem się martwię, czy aby mocno wisi;)))
Tatarzyna znam z widzenia, choć ostatnio miał, zdaje się, krótsza spódniczkę;)))
Tatarzyn stwierdził, że ma krzywe nogi, dlatego ta dłuższa kiecka:)) Krecie, szafy Twej jestem ciekawa okrutnie, baczę, że posta o niej popełnisz, a zdjęciem jakimś zilustrujesz.Nie mów, że Księżniczka w niej czasem mieszka, gdybym była dziecięciem marzyłabym o domku w szafie:)
OdpowiedzUsuńW domu mojego dzieciństwa była ogromna szafa, ale nie tak pięknie zdobiona. Bawiliśmy się w niej z bratem w dom. Był to rzecz jasna dom otwarty i pełen gości. Na wcisk mieściło się w nim/niej 5 dzieci w wieku przedszkolnym. Do dziś pamiętam te zabawy i zapach taki trochę naftalinowy, choć naftaliny Babcia używała bardzo oszczędnie.
UsuńU mnie też za życia babci była taka fajna szafa w kuchni (nie tak ładnie rzeźbiona) . Chowałyśmy się tam z koleżankami, jak przychodzili po nie rodzice i trzeba było iść do domu:))
UsuńSzafy fajne, chociaż niekoniecznie takie chciałabym mieć w domu ;) Za to piec kaflowy .... cudny :)
OdpowiedzUsuńPanienki hrabianki z nudów chyba tego globusa dostawały, chociaż tak naprawdę i tak źle i tak niedobrze, jak nie ma równowagi.
Ogórecznika dawno nie jadłam, bo u nas nie chce rosnąć, lubi chyba cięższe gleby niż ta w ogródku moich rodziców. Zachęcam do spróbowania :)
Piękna wycieczka :)) Tak sobie pomyślałam ostatnio, odwyknięta nieco od parku, że właśnie jesienią pachnie najintensywniej, cudny to zapach i fajnie taką hrabianką - byłoby zostać, choć na trochę :)
OdpowiedzUsuńBrawo, brawo!!! pozazdroscić zapału... piękna wycieczka:-))
OdpowiedzUsuńOstatniej atrakcji nie znam,a meble w Nieborowie mogłabym oglądać kilka razy w roku.Pogoda byla rzeczywiście rewelacyjna!
OdpowiedzUsuńA to rzut beretem od Nieborowa, po drugiej stronie trasy poznańskiej kilka kilometrów.
UsuńO matko! Mnemo, co się dziwisz, ze Ci zdjęcie w stroju ludowym nie wyszło? Przecież tam się głowę wkłada w ten otwór a nie.....:))))))))
OdpowiedzUsuńBardzo fajna wyprawa.
Buziaki