Że u Hany byłam -wiecie. Że spotkałam tam Kretowatą, jej dziecię i
Mikę-wiecie. Że superowo było-wiecie. Nie wiecie jednak, że kawalątek niedzieli
spędziłam u siebie "na wsi". Zdecydowanie za krótko i pośpiesznie.
Może ten pośpiech, pobieżne spojrzenie na "moją wieś" spowodowało, że
oceniam ją tak krytycznie?
Bo ja pamiętam ją troszkę inaczej. Teraz
odwiedzam ją sporadycznie. Wieś jest bardzo długa i duża. Kiedyś zielona i
zadrzewiona, dziś to prawie betonowa pustynia. Większości dużych drzew już nie
ma, nie mówię o ogródkach w których kiedyś królowały bzy, jaśminy, kaliny. Dziś
w ogródkach są tuje, zimozielone drzewka, a ogródki ogrodzone często betonowym
albo metalowym błotem. Owszem, wieś na pierwszy rzut oka prezentuje się
schludnie i gładko, ale brak jej "duszy". Ot choćby takiej duszy, jak
w Hanczynym obejściu.........
Na zapleczach obejść
"pierdolnik", dbają jedynie o fasady. W nieładzie zostawione
jakieś maszyny, kupy gruzu, albo zarośnięty i zachwaszczony ugór. Zniknęły gdzieś przydomowe sady z kilkoma jabłonkami, gruszkami, śliwami.......
Udałam się z Wu na spacer, rowerkami. Na
naszą ulubioną kiedyś "górę". Tam jeździliśmy na zachody słońca,
najpierw sami, a potem z dzieckiem. Wiosną "górą" fioletowiała od
kwitnących sasanek. Zimą zjeżdżało się z niej na workach z sianem. A teraz
"góry" prawie nie ma. Pobierają z niej piasek, ciekawe czy to jest
zgodnie z prawem. Żal mi tej góry, a sasanki już tam nie rosną, ich środowisko zostało zniszczone, choć są przecież pod ochroną.
Za "górą" jest wieś, w zasadzie
chyba kolonia, trzy chałupy, a w zasadzie dwie, bo ta trzecia już się zawaliła. W około łąki, łąki i nic więcej.......
To dość sentymentalne miejsce, bo z tego zawalonego domu pochodziła babka mojej
babki. Czy to był ten sam dom, co na zdjęciu to nie wiem. Miejsce jednak to samo. Pamiętam, jak babcia mi opowiadała, że właśnie tam, w tym obejściu, pewnej
śnieżnej zimy wilki podkopały się do obory i zagryzły cielaczka. Rzecz się
działa, jak rachuję, coś około 1850 roku, widać wtedy w tych stronach żyły
jeszcze wilki. Ta opowieść o wilkach bardzo działała na moją dziecięcą
wyobraźnię.
Po drodze jest rzeka, w tym miejscu,
prawie u źródeł, to niewielka struga. Kiedyś zawsze wykoszona, pogłębiona,
brzegi miała regulowane faszynami. Tam kąpały się wszystkie wiejskie dzieciaki,
a dzieciaki kąpały swoje krowy i psy, ja toże. Wiosną łowiłam tam szczeżuje, a
chłopaki nawet jakieś karasie, albo płotki. Dziś to zarośnięty rów z mętną
wodą. Nie wiem, czy tam cokolwiek jeszcze żyje, bo nic nie widać w tej mętnej
wodzie.
No, zmienia się z naszym udziałem, lub bez niego.
OdpowiedzUsuńA czy na korzyść? Nie wiem. "Moje" miejsca zmieniły się na moją niekorzyść, ale to jest oczywiście wyłącznie moje odczucie.
W zeszłym roku np. pojechałam do Darłówka, gdzie spędzałam każde niemalże wakacje, ponieważ zakład pracy moich rodziców miał tam ośrodek. Nie było mnie tam jakieś 20 lat. Przeżyłam taki szok, że chyba nigdy tam już nie pojadę.
Na sąsiadki zawsze można liczyć ;) Spokojnych snów :)
Lidko, Darłówko, to także miejsce moich dziecięcych wakacji i również odwiedziłam je nie dawno i zapłakałam.
UsuńCzasami lepiej nie jeździć w miejsca z naszej młodości, bo czeka nas rozczarowanie. Pewnie jest nowocześniej, może nawet i piękniej ale nie jest swojsko :)
A nie macie wrażenia, że na dodatek wszystko jest takie małe, ciasne i skurczone?
UsuńMam podobne refleksje. Współczesne wsie są bezduszne i nijakie. Ni to wieś, ni to miasto. Strzygą te tuje w japońskie bonzaje, krasnale, motyle, bociany, ślimaki, wszystko sztuczne oczywiście, fuj. Szkoda, moje dzieciństwo i tamta wieś to było prawdziwe dzieciństwo! W mojej wsi są dzieci, jak wszędzie. Jest i plac zabaw. Myślicie, że coś się tam dzieje? Kilka razy widziałam tam jakiś ruch, a mieszkam tutaj prawie 7 lat! One siedzą po domach przed komputerem, albo telewizorem! Żadnych podchodów, zjeżdżania na tyłku ze stogów (które współczesne dziecko wie, co to stóg?), ani wypraw na jabłka do sąsiada. Chętnie przymknęłabym oko na taką kradzież, ale chętnych brak. Mogłabym nawet udawać, że mnie to strasznie wstrząsa! Po wsi przemieszczają się ciągniki i to by było na tyle. Jest martwo i pusto, jakby nikt tu nie mieszkał. Osobliwie w niedziele, poza porą porannej mszy. Najpierw wszyscy jadą w jedną, potem w drugą, a potem martwota. No i to sprzątanie fasad. Ale mnie to wkurza! Wygląda to dokładnie tak, jak piszesz Mnemo. Co piątek zamiatanie chodników i depilowanie chwastów tamże, a z tyłu - łomatkozcórko!
OdpowiedzUsuńI ja nie widziałam dzieci ani bawiących się na ulicach, ani na podwórkach. Na głównej ulicy nie da rady bo śmigają samochody, ruch jest duży. Ale na zapłociach też pusto. Kradzieży nie pochwalam, szczególnie, jak szkody narobią (połamane płoty, gałęzie) ale muszę przyznać, że sama chodziłam z gromadą innych do chłopa na jabłka, gruszki i winogrono, choć swoje było w domu. Chłop czasem pogonił, chyba uznawaliśmy to za swojego rodzaju udwagę tak do chłopa wleźć do sadu. Taka to była atrakcja, namiastka dzisiejszych gier w necie.
UsuńNo właśnie, te sztywne tuje i wystrzyżone krzewy to jakaś paranoja. Dla mnie nijak to nie pasuje do wiejskich krajobrazów, kompletnie nie na swoim miejscu. No i nie lubię takiego sprzątania na pokaz, albo sprzątam dla siebie, albo wcale. Ten dysonans frontu i zaplecza jest okropny.
OdpowiedzUsuńLidia ma rację, czasem lepiej nie wracać w miejsca ulubione z dawnych czasów, szok może być ogromny. Rozumiem ludzi, którzy wyjechali z Kresów i nigdy tam nie pojechali, choć już potem mogli.
Tuje to w parkach przypałacowych dobrze wyglądały. Nasze wsie zatracają swoją wiejskość, ludzie chcą mieć nowocześnie i "ładnie". Nawet niech i te tuje by sobie były, byle nie tylko tuje plus jakiś inny iglok na środku. Nie?
UsuńŚwiat się zmienia, of kors i pojęcie jest względne. Dla jednych na korzyść, dla innych niekoniecznie. Jeśli o mnie idzie, to albom inna, albo niekoniecznie.
OdpowiedzUsuńNie da się nie zmieniać nic przez dziesięciolecia, inaczej byśmy w jaskiniach jeszcze mieszkali. Mnie chodzi tylko o to, że tworząc swoje otoczenie wzorujemy się bezmyślnie na innych. Papugujemy i czasem to papugowanie pasuje jak pięść do nosa.Nie dbamy o zachowanie walorów kulturowych danego środowiska. Po co stawiać sobie mini wiatrak w ogrodzie, jak w Holandii jakiejś? Czy przez to będzie tak jak w Holandii?
UsuńZmienia się, oj zmienia. Masz racje opisując oraz wsi, niestety i do niej dotarł ogólny pośpiech, nikt nie ma czasu na sady, drzewka, klomby. U mnie jednak będzie sad, dopóki mam silę go ogarnąć, chcę mieć grusze, śliwy, jabłonie.
OdpowiedzUsuńWiesz nie wiem, czy ten pęd jest wszędzie. Mnóstwo ludzi jest tam na bezrobociu czyli jest czas na ogród. Wiesz, co mówią o uprawianiu marchewki? Nie opłaca się. A o drzewach liściastych? Śmiecą!!! I to jest ten powód!! A o przetworach z własnych drzewek? Po co się narobić, cukier drogi, a w Biedronce słoich dżemu grosze kosztuje. O taka filozofia.
UsuńWarto to sobie zapamiętać gdy boimy się zmiany. Wszystko wokół zmienia się czy chcemy tego czy nie, i czy damy na to zgodę.
OdpowiedzUsuńMoja wieś wciąz jest bardzo wiejska, to daleko od szosy, więc może jeszcze chwilę taka będzie...
Oby jak najdłużej, szczególnie jak to miejsce na wytchnienie od miasta. Ja wiem, że w zabitej dechami wsi żyje się trudniej, ot choćby zabagniona jesienią, czy zawiana zimą droga, ale jednak szkoda tych wsi, kiedy zamieniają się w takie nie wiadomo co.
UsuńJak mi miło na sercu, że nie tylko ja mam tujowstręt :D Pan Codzienny ostatnio zaproponował, że może akonto kupić tuje, bo w promocji. Mało nie zemdlałam, ja tu listę robię: bzy, kalina, drzewa owocowe! Z jednej strony na szczęście, że sprawy się przeciągają i nie było gdzie ich posadzić :D A z drugiej strony tobym i te tuje przełknęła, gdyby było tylko gdzie sadzić ...
OdpowiedzUsuńA świat się zmienia, nie tylko wieś. Tak jak mówicie z naszym udziałem i bez nas. Ja na te kresy przez całe dzieciństwo i później byłam ciągana. Całe historie o zmianach ... Po domu rodzinnym mojej mamy zostały tylko fundamenty, pamiętam, że poziomki tam zbierałyśmy ... Teraz to Białoruś, chciałbym się jeszcze raz tam wybrać:)
Mój mówi, że tuje to dobre na cmentarzu. Choć też klął, jak na tamtejszym cmentarzu wycięto co do jednego piękne brzozy posadzone koło 1925 roku. Były sliczne, ludzieńkowie leżeli sobie w cieniu i świergocie ptasząt. Potem posadzono tuje. Jak wyrosły na spore drzewa to w zeszłym roku tak je opędzlowali, że zostały kikuty. Teraz na cmentarzu kwiatki postawione do wazonu wieczorem już klapną bo patelnia niesamowita jest.
UsuńNa moim 'osiedlu' kiedyś było kilka chatek, a dalej pola, lasy, łąki. Moi dziadkowie byli jednymi z pierwszych osadników na tym terenie. Boom budowlany sprzed kilku lat spowodował, że rolnicy podzielili swoje pola na 10-cio arowe działeczki, na których powyrastały koszmarne domki a la dworki - sypialnie dla poznaniaków. Własciciele wiekszych działek, takich jak np. moi rodzice zaczęli dzielić swoje grunty na potrzeby swoich dzieci, oraz budować dobudówki do istniejących już prl-owskich domków - kostek. Zrobiło sie ciasno. Niewielu mieszkańców uprawia ogródki warzywne czy hoduje kury. Z tymi fasadami i tujami jest to samo. Nawet przyznam się, że na naszym podwórku. No ale niestety mieszka tu jeden osobnik, który skutecznie blokuje wszelkie próby zmian -" bo tak zawsze było i nie mozna nic zmienić, a każdy popsuty sprzęt, czy kawałek metalowej rurki trzeba zachomikować, bo się przyda". I tak ziarnko do ziarnka i robi się bałagan. A spróbuj coś przestawić! Ehh.... Dobrze, że 200 m dalej jest park narodowy, przynajmniej tego nie ruszą. W przeciwnym razie podejrzewam, że las zrównanoby z ziemią, a na jego miejscu postawiono osiedla domków.Z drugiej strony płynie Warta, tak więc gmina nie ma szans się w nieskończoność rozbudowywać.
OdpowiedzUsuńWiesz Magda, nie byłabym taka pewna świętości Parku. Kilka lat temu mieliśmy kawałek ziemi tuż przy granicy Parku Narodowego. Wiodła tam polna droga, za nią była już tzw. otulina Parku, teren w dodatku podmokły, czaple, żurawie itd. I co? Nie minęły 4 lata, a tam już stoją pałace, mimo, że gmina zapewniała, że nie będzie tam żadnej zabudowy. Między innymi dlatego jesteśmy tutaj, nie tam.
UsuńU nas otulina to już chyba cała zagospodarowana co do centymetra. My też mieszkamy na terenie otuliny. Mam jednak nadzieję, że WPN-u nie ruszą, tym bardziej, że gmina stawia na turystykę.
UsuńObawiam się, ze Hana ma rację. Nawet jak się wydaje, że czegoś nie można to tak zakręcą, że nagle okazuje się, że można.
UsuńMnie się takie zmiany nie podobają. Niestety, nie wychowałam się na wsi, tylko na Bałutach w Łodzi. O dziwo, też się zmieniły i to bardzo. Zawsze o tej dzielnicy krążyły opowieści lekko groźne, ja czułam się tam bezpieczna chociaż pamiętam ten fajny klimacik. Teraz wszędzie pełno nowych bloków i gładkich trawniczków. A kamienice, które jeszcze zostały wyglądają strasznie. Moja ulica z domkami jednorodzinnym też już nie jest ta sama, bo również udało się tam wcisnąć bloki, tyle że małe. Mnie w tych zmianach najbardziej zasmuca takie namacalne wręcz odczucie przemijania. Jednak najbardziej dokuczają mi zmiany jakie zachodzą w ludziach. Nie ma już takiej otwartość i serdeczności jaką pamiętam jeszcze kilkanaście lat temu. Teraz w większości jak mawia moja sąsiadka "ludzie garną do siebie" i sobą są tylko zainteresowani.
OdpowiedzUsuńI jeszcze się boją, są tacy podejrzliwi. Mnie kiedyś kobita pogoniła, bo chciałam sfocić jej piękną, starą stodołę. Nie wiem obawiała się, że przyję i ją okradnę? Przeprosiłam i wytłumaczyłam, że jestem turystką lubię stare domostwa i to jej mnie zauroczyło, nie chcę niecnie tych zdjęć wykorzystać. Dobrze, że mi aparatu nie wyrwała:))
UsuńNo tak, świat się zmienia...my możemy się tylko cieszyć poniekąd z tego, że - paradoksalnie - 50 lat "komuny" nie pozbawiło nas tej natury, która mogliśmy się cieszyć jako dzieciaki. A teraz? Trzeba głośno krzyczeć, żeby tego nikt nie niszczył! I zacząć od podwórka swojego, sąsiadów, gminy...i tak dalej:) Praca żmudna, ale się opłaca. Piękne klimaty!
OdpowiedzUsuńSiostra pokazała mi swoje uschnięte krzaczki przy płocie sąsiada. Wiesz dlaczego uschły? Bo sąsiad postanowił po swojej stronie płota ( z siatki) zlikwidować trawę, miało być łyso, bez trawy. Likwidował ją RANDAPEM. Super nie?
UsuńMój tato przez całą wiosnę namawiał mnie, żebym randapem zlikwidowała perz przy warzywniku. Ja udawałam, że nie słyszę i wolałam z haczką zapinać.
UsuńI słusznie, randap to straszna trucizna wbrew temu, co wypisywał na etykiecie producent. Na dodatek taki perz (kłącza) można umyć, ususzyć i mieć na napary. Zasosowań jest wiele.
UsuńPoczytaj tacie artykuł, może go przekonasz, że to syf i lepiej haczą odwalić robotę: http://piotrbein.wordpress.com/2012/03/12/szokujacy-nowy-raport-roundup-zagraza-calej-biosferze
UsuńZmiany w nas i wokół nas są naturalnym procesem, bez tego nadal biegalibyśmy w skórach. Rzecz w tym, że nie zawsze zmiany są korzystne, ale tak było, jest i będzie. Pytanie, na ile potrafimy zminimalizować, lub wykluczyć zmiany szkodliwe. Obawiam się, że niektóre z nich poszły za daleko. Ale są też takie, które niech żyją, np. internet (hura!) i telefony komórkowe (drugie hura!). Uporczywe niekorzystanie z tych udogodnień zahacza o dziwaczność, bo bez tego zwyczajnie już się nie da. Ktoś "wynalazł" komputer, dla jednych dobrodziejstwo, ale innych samo zło. Wszystko tkwi w ludzkim mózgu i od człowieka zależy, co z tym zrobi. Ze zmianami jest trochę jak z gustem - jednym się podobają, innym nie. Jednak życie to zmiany właśnie, czy nam się to podoba, czy nie. Nic nie tkwi w miejscu, taka jest dziejowa prawidłowość, że się tak wymądrzę. Jasne, że nie wszystkie zmiany akceptuję, a nawet wielu nie akceptuję. Ale świat nie zmienia się przecież bez naszego udziału! Akceptuję zmiany jako zjawisko, a ich wynik to już inna sprawa.
OdpowiedzUsuńDobrodziejstw zmian, ktorych na dostrcza nowoczesność nie sposób policzyć, net, komórka, pralka automatyczna, zmywarka (choć nie mam) i wiele innych. Super, że są. Mnie chodzi jedynie o to, że pustoszymy nasze otoczenie z cech kulturowych i przerabiamy na coś co nie ma żadnej kultury. Dziś na każdej wsi czy na wschodzie czy na zachodzie znajdziemy w ogródkach sztuczne bociany czy mini wiatraki. Kiedyś każdy region cechowała specyficzna zabudowa, ozdoby itd, itp. Dla przykładu. U mnie na Mazurach dużo działek posiada tzw. warszawka. Domy budują różne. Jedne pasujące stylem do Mazur inne ani trochę. Ale jeden to przeszedł samego siebie, bo we wjeździe postawił płaskorzeźbę z brązowego marmuru z głową Chrystusa i złotymi literami jakieś modlitwy. To chyba miała być jakaś kapliczka, czy cuś. No nie wiem, Stałam i się gapiłam na to cudo. Wiecie, jak to wygląda na takiej zapadłej wsi z bitą drogą??
UsuńLudzka głupota jest niezmierzona i większość niedobrych zmian wynika z głupoty właśnie, z chciwości, pazerności, snobizmu, bezmyślności, krótkowzroczności i sama nie wiem, czego jeszcze. Śmiem twierdzić, że najgorsza jest pazerność i chciwość - napędzają wszystko, co najgorsze.
UsuńW sąsiedniej wsi przed domem, od ulicy, jest ogródek wielkości chusteczki do nosa. Są tam bukszpany cięte w esy-floresy, tujki w bonsaje, jakieś kaktusy, czy inne aloesy. Na samym środku stoi suchy pień drzewa (wysoki). Na szczycie, na sztucznym gnieździe stoi sztuczny bocian, a po pniu, w kierunku bociana sunie sztuczny ślimak 2 razy większy, niż bocian. Pod spodem sarenki (mniejsze od ślimaka), no i krasnoludki (większe od sarenek!). Dom jest stary.
Kiedyś już pisałam, u Kretowatej chyba, o pięknym, stareńkim krzyżu ze stareńką figurą Chrystusa, który stał niedaleko przy drodze. Z dnia na dzień krzyż zniknął, a w jego miejscu pojawił się inny - z rury nierdzewnej, tzw, kwasówki, na której wisi teraz ten starutki, drewniany Chrystus. Wokół krzyża gustowny betonik i bukiet sztucznych kwiatów.
Hana i śmieszno i straszno. Ten slimak mnie rozbawił, trza mnie było zabrać i pokazać, bo nie mogę uwierzyć w takie cuda:))) To dzie ten stary Chrystus bteraz jest? Może lezy gdzieś w stodole, o matko......może leży?
UsuńNo przecież mówię, że wisi na tym nowym krzyżu! Ten sam Chrystusik!
UsuńBosz stoi na tej rurze?? Poważnie? To może by im dać jakiegoś gipsowego, a tego do muzem do Poznania.....
UsuńZajarzyłam już. Wisi na krzyżu z kwasówki, majsakra!!!
UsuńPS. Wybaczam nieobecność kaczek, słonik mnie rozgorączkował. Pojemniczek? Jakiej wielkości? Srebro?
OdpowiedzUsuńSłonik jest wielkości dłoni. To nie jest srebro. Kupiłam kiedyś na Kole, ponoć stary jest. Niby z Indii. Taką opowieść usłyszałam, a kto wie jak to było ? Jest otwierany w połowie i brak mu zamykania pod trąbą. Do takiego słonia na weselu goście wkładali karteczki z zyczeniami dla młodej pary. Kiedyś słonik był pojemniczkiem na mleczne zęby mojego dziecka:)
UsuńPiękny jest! Nieważne skąd! I tak ma już nową, swoją/Waszą historię.
OdpowiedzUsuńPatrzę i patrzę i nie mogę się nadziwić,jak nowi posiadacze działek porządkują teren .Najpierw wycinają drzewa i krzewy ,budują dom i potem pojawiają się tuje i wystrzyżone krzewy, małe rośliny i ogromne parasole ,bo nie ma się gdzie schronić w cieniu drzew.
OdpowiedzUsuńSłonik mnie zaskoczył,wiem ,wiem kaczki już odleciały.
Pozdrawiam
Tak właśnie Lucy jest, drzewa wycinają, bo śmiecą liśćmi.
UsuńSłonik jest na odmianę, po strachu na wróble:)) Niektorzy się go tu bali:)
Strach na wróble to też znikająca postać z pól i łąk.Idzie nowe...
UsuńPozdrawiam
E, strachy mają się dobrze. U nas za wsią jeden strach wisiał wiosną na drzewie! Wyglądał jak wisielec, normalnie jak żywy! Tak sobie dyndał przy drodze, pilnując ziemniaków przed dzikami. Nie wiem, czy skutecznie straszył dziki, przejeżdżających mimo z całą pewnością. Wrażenie robił piorunujące.
OdpowiedzUsuńmają ludzie pomysły
Usuńmają ludzie pomysły
Usuńmają ludzie pomysły
Usuń"świat poszedł naprzód"... to moje ulubione zdanie z Kinga i jego cyklu- Czarna wieża. i tak to jest niestety...
OdpowiedzUsuńa może "stety"... bo jednak na lepsze też sie parę rzeczy zmiania... mam nadziję, ze w tych zmianach uda nam sie jakaś równowagę utrzymac... a moze sma natura tego dopilnuje...serdeczne