czwartek, 10 października 2013

Jeszcze w klimacie wiejskim.

Fajnie, że pisałyście pod poprzednim postem o swoich odczuciach dotyczących zmian zachodzących w naszym otoczeniu. O żalu za tym, co było rodzime, tradycyjne, regionalne.  Nie chciałabym nigo urazić, kto akurat lubi tuje, wiatraki i sztuczne bociany w ogródkach. Podobno o gustach nie powinno się dyskutować. Widać nie każdemu serducho pika w jednakową stronę jeśli chodzi o sposoby upiększania swojego otoczenia. A może to kwestia kasy? Wolę jednak wydać 20 dychy na dziurawy 80 letni żeliwny garnek w który wsadzę kwiaty niż na gipsowego bociana. Wolę 600 stów wydać na kamienie i potem brukować niż kupić kostkę, bo ona u mnie nijak by nie pasowała.
Wypowiadałyście się z rana, a ja nie mogłam w tej dyskusji uczestniczyć bo o tej porze w hucie topię surówkę:) Kiedy wracam do domu z reguły mam wizytę nieplanowaną jednak do przewidzenia, potem łyknę coś w pośpiechu. Dziś z desperacji, po dwudniówce na zupce kalarepowej, pożarłam pizzę. I dupa w kwiatki, zaprzepaściłam dwa dni. Potem jest już wieczór. Czas dla mnie, ale nie dla bajzlu, który woła z każdego kąta.Ryczą też dekupki, hafty wstążeczkowe wyją, pranie piszczy, gary w zlewie zawodzą. A ja siadam do lapcia i pikam. No, ale obiecałam przecież, że pokażę, co z tej wsi przywlokłam. Nie sfociłam wszystkiego.
Na początek jednak jeszcze pokażę, nawiązując do wczorajszego tematu o dbaniu jedynie o fasady, jak potrafimy cudnie ozdobić śmieciami nasze otoczenia. Szlag by trafił te wszystkie jednorazowe torby. Zobaczcie, co one potrafią zrobić. Fotka zrobiona po drodze z "mojej wsi". Zdjęcie jest sprzed kilku lat, czyli nie jest to zjawisko świeże.



Smutny widok nie? Ale można o tym pisenkę napisać, albo wiersz jakiś? Fraszkę?  Kto zacznie?

Ja?
Foliowa torba śmieciem jest w przyrodzie
Nie korzystaj z toreb foliowych, dziś jest w modzie...

Dobra, ale, co to ja przywlokłam z tej wsi?

Kretowata niech się nie martwi, że nie zabrałam dyni. Siostra miała ich sześć, zabrałam jedną, ale za to "byczą", podzielę się z psiapsiółką, sama jej nie zjem. Dyni nie sfociłam, bez przesady.
Nie sfociłam też słoiczków z buraczkami, musami, i ślimaczkami w pieprzu. Ślimaczki w pieprzu to cukienie w zalewie octowo-pieprzowej. Dobre, ostre, grzeje w przełyk.
Nie sfociłam jeszcze stareńkiego metalowego pudełka po babci, które siostra dała do przerobienia dekupażowego. Wzięłam, ale nie przerobię. Nie niszczy się dekupkami takich rzeczy. Dostanie inną skrzyneczkę, drewnianą, nową. Starą zostawimy w świętym spokoju taką jaka jest, zardzewiała z lekka, ale piękna. W śrdku jest stare zdjęcie, ale jeszcze nie miałam czasu się mu przyjrzeć.

Sfociłam za to w pośpiechu Maryjkę, którą bezczelnie wycyganiłam od siostry. No bo po co jej dwie? Jedną ma po babci drugą znalazła na śmietniku. Oczywiście, nie będę jej odnawiać, bo taka nadgryziona zębem czasu jest dla mnie ładniejsza.


 I dostałam dwie kropielniczki do mojej kolekcji. Od siostry oczywiście. Ona dba o powiększenie moich zbiorów, jak nikt:)) Cmoki siostrzyczce:) Kiedyś jeszcze polowała w SH na porcelanowe stare lalki dla mnie, ale teraz sama je zaczęła zbierać. Złapała bakcyla:)) Oby kropielniczek nie zaczęła zbierać bo już nic nie dostanę:)
Jak ktoś nie lubi kropielniczek, walają mu się gdzieś po zagrodzie to przygarnę, powieszę w reprezentacyjnym miejscu. Na razie wiszą w Kaczorówce, ale już za kilka dni przyjadą do "miasta", bo mam nową koncepcję na ich ekspozycję. I będą tu bezpieczniejsze.


Kolekcja rośnie i bardzo dobrze, bo to produkt dość specyficzny. Nie każdy dziś wie do czego one służyły. Często jak pytam o kropielniniczki to mi przynoszą......popielniczki:)) Popielniczek nie zbieram i nie zamierzam zbierać.

Jutro zobaczę jesień, nie tą miejską, choć w parku wygląda cudnie. Zobaczę mazurską i już się doczekać nie mogę, sztachnę się mazurskim powietrzem, a jak da radę to zajrzę do netu. Szczególnie wieczorem, bo w dzień będę porządkować Kaczorówkę na zimę, może pójdę przewąchać las pod kątem grzybów?
Ponieważ jutro piątek, ukochany dzień wszystkich pracujących, życzę udanego piątku, soboty i niedzieli. Korzystajcie z pogody to pewno jedne z ostatnich tak ciepłych dni.

Buziaki:)

31 komentarzy:

  1. Fajne rzeczy przywlokłaś ;) do miasta :)
    Kropielniczek nie mam, popielniczek już też nie :))) , ale jeśli trafię na te pierwsze, to dam Ci znać.
    Przyjemnego łykendu w Kaczorówce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Och przygarnę z chęcią, odwdzięczę się np. dekupką jakąś:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki piękny słonik na banerku! A co to jest za naczynie?
    Maryjka na śmietniku??? Koszmar jakiś. Piękne masz te rzeczy. Ja też uwielbiam takie przedmiot z historią, zawsze jestem ciekawa jakie przejścia miały te rzeczy, u kogo stały, co w nich trzymali...
    Dobrego Kaczorówkowania!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słonik to ponoć naczynie na życzenia dla młodej pary, jakiś z Indii zwyczaj. Kupiłam na starociach, przechowywałam w nim mleczki młodego:)

      Usuń
  4. ostatnio znalazłam na strychu tarkę do prania, a niech leży, nie wywaliłam.
    U znajomej widziałam kropielniczkę powieszoną nad blatem a w niej..sól.
    Miłego weekendu, odpocznij trochę bo się zatyrasz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takiego zastosowania kropielniczki to jeszcze nie widziałam:)) Moje wiszą i już:) O i takiej tary nie wywalaj, popatrzysz , popatrzysz a potem znajdziesz na nią pomysł.

      Usuń
  5. I ja uwielbiam grzebać po złomowiskach. Tylko mąż mnie już nie wpuszcza z moimi znaleziskami do domu :( A mam tą dobrą sytuację, że niektórzy złomiarze są moimi klientami więc mam stały dostęp. Uczulę ich na kropielniczki :D
    Miłego wąchania lasu ... jakby się dało to mogłabyś nawąchać się za mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachniało oj pachniało. Ale masz fajnie z tymi złomiarzami, cuda można na złomie znaleźć. Męża nie da się przekonać? Ja mojego kiedyś zabrałam i sam nawybierał róznych klamotów:)) Uczul, uczul, po co się ma zmarnować?

      Usuń
  6. ja myślałam,źe ty nam okrutnie zapodałaś zimowe foty........straszne te torbisźcźa.....nienawidzę ich!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też myślałam, że to już u Ciebie zima zagościła! Foliowe to koszmar :( Ja jak już mam jakiś woreczek do wyrzucenia to zawiązuję na supełki, bo od razu przypomina mi się jazda obwodnicą koło miejskiego wysypiska! Topole "udekorowane" wszelaką folią ... Siostry są niezastąpione! Mój Pan Codzienny już nie chce w odwiedziny do mojej jeździć, bo zawsze coś dla mnie ma;D Piękne zdobycze! A ja popielniczkę (nie wiem skąd się wzięła u moich rodziców) przerobiłam na ogranicznik do drzwi. Była niezwykle ciężka, więc idealnie się nadała:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja sis to chomik jakich mało. Ma czas to poluje:)) Mam wórek koronek, co mi wynalazła w SH, tylko kiedy ja to wszytsko przerobię? Na emeryturze chyba:)

      Usuń
  8. widok niesamowity... grozą powiało....
    brawa za nieodnawianie, całym sercem popieram ♥
    a jak widzę gdzieś kropielniczkę ( na allegro najczęsciej) to zawsze myślę o Tobie...
    całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na allegro to zawsze pierdyliony chcą za kropielniczki, nie kupuję tam, choć bywają sliczne, bo śledzę czasami aukcje. Ja to takie za parę groszy nabywam przy okazji:)))

      Usuń
  9. A wiecie, ile zwierząt ginie zaplątanych w te cholerne worki? Żeby to przy wysypiskach! Jak wysypisko wygląda otoczenie pewnego hipermarketu na A pod Poznaniem. A w tym hipermarkecie w kasach walą zakupy do worków bez opamiętania, chcesz, czy nie, bo tak ich przeszkolili i jak nie będą tego robić, nie będzie nędznej premii. Wyć się chce z bezradności. Jak już te worki mam, bo nie obejdzie się bez tego, w każdym sklepie trzeba by dyskutować, to przynajmniej obracam nimi parę razy do różnych celów, aż się rozpadną na kawałki, potem ładuję do śmieci segregowanych.
    Maryjka jest piękna w swojej prostocie i surowości. O kropielniczkach pamiętam, ale jakoś nie trafiłam.
    Przyjemności mazurskich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A sznurki te białe plastikowe? Toż samo. Potem boćki je przynoszą do gniazd, a młode nóżki sobie okręcają i wstać nie mogą.

      Usuń
  10. na mazurach późna jesień mróz chciał dzikie wino hortensje słoneczniki i inne kwiaty. jest już raczej szaro jak to w sosnowym lesie za to cieplutko i słonecznie i miło. i mam niespodziankę postawili mi przy płocie skrzynkę na prąd. w przyszłym roku będzie więc elektryka w gospodarstwie. gadam do telefonu dlatego te małe litery.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piekne rzeczy przywlokłaś. Kurcze, muszę o te kropielniczki dopytać, wydaje mi sie, ze u kogoś widziałam taką walającą się po komorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz mniej tych kropielniczek, kto dzis je wiesza na framugach drzwi, tak jak kiedyś? U mnie w domu wisiała, przed wyjściem do szkoły się brało na dłoń wodę święconą, żegnało i mówiło "zostańcie z bogiem". Po przeprowadzce już nie było kropielnczki na drzwiach. Koniecznie przepytaj, aby się nie zmarnowała.

      Usuń
  12. Takie po "przejściach"....to najpiękniejsze cudeńka :)
    Ja dzisiaj, od siostry przytargałam stare "papierzyska", pożółkłe,trochę podarte...jakieś notatki mojej babci, listy, podania...niby nie potrzebne, ale przecież nie wyrzucę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja myślałam, że te wycia i nawoływania to tylko w moim domu słychać:))))
    Skarby podziwiam , a Mazur zazdraszczam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff dobrze, że nie tylko u mnie te zawodzenia slychać. Coś się zrobiło z czasem czy jak?

      Usuń
  14. Maryjka śliczna;) Toreb nie znoszę, mam eko, ostatni nabytek - eko ze stylowymi obczasami jako nadruk - hot;) Gdy idę z nią przez wieś - szok w trampkach;))))
    A u mnie ile wrzeszczy rzeczy i robót, łomatko, mam korki do wkładania w uszy!!!! Buziole, bo mam pełną chatę;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czego bym w uszyska nie napchała to i tak słychać, bo to już w sumieniu wyje, a tam zatyczek nie da się wsadzić. Dam Ci przepis na zupę marchewkową ponoc super i wege. Tylko muszę zadzwonić do znajomej, jutro.....

      Usuń
  15. Mnemo, kochana! Ja tu jestem prawie codziennie tylko się nie odzywam... Z tymi moimi urwisami to trudno jakos tak... Ledwo czasu starcza żeby zajrzeć... Ale ja tu w pewnej sprawie dziś... Prześlij mi swój adres bo mam obiecane nasiona! Bubisa@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem, ja to mam z głowy, a też czasu jak na lekarstwo, jak jestem tu to mnie nie ma np. przy garach, coś za coś:) Ale dziciątka rzecz najważniejsza:))

      Ślę adresik.

      Usuń
  16. Gary na tym nie stracą, a my bez Ciebie tak! Garom mówimy nie! Mnemo precz od garów! U mnie dziś na obiad była uczta w Czaczu. Duchowa, rzecz jasna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tabletka 3 razy dziennie by wystarczyła. Łykniesz i obiad z głowy, ale to odległa przyszłość. Nie dozyjemy i gary nam pisane do końca zywota. Amen.

      Usuń
  17. Na widok drzew aż trzęsie...wątpliwej urody ozdoby:( Za to kropielniczki przecudne! Masz wystawkę? Muszą się pięknie prezentować:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam, na drugim blogu kiedyś dawałam. To te w Kaczorówce: http://mnemosyne-ocalicodzapomnienia.blogspot.com/2012/05/kropielniczki-w-nowej-lokalizacji.html

      Teraz je przywiozłam do domu, będzie nowa lokalizacja i nowa aranżacja, w Kaczorówce całą zimę były same. Od tego czasu, co na zdjeciach parę mi przybyło do kolekcji:)))

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)