Ubrałam gumiaki, rekawice i ciepły polar. Potoczyłam wzrokiem po tym moim letnim obejściu, teraz smutnym, zwiotczałym, oklapniętym i zwaliłam się cieżko na schodki chałupki. Po jaką cholerę sadziłam te wszyskie kwiatki w donicach, doniczkach, skrzynkach i pojemnikach? Trzeba je wszystkie opróżnić, bo przez zimę szlag wszystkie trafi, a tych glinianych i ceramicznych byłoby szkoda. Po cholerę sadziłam jakieś dalie, teraz trzeba je wykopać, a bulwy w ogromnej donicy zawlec do sąsiadowej piwnicy, bo u mnie w chałupce zmarzną. Po czorta mi te słoneczniki, fasole ozdobne, powoje, kobea i inne nasturcje razem z nagietkami? Teraz trzeba to wszystko wyrwać i spalić, żeby się grzyby nie roznosiły. Opatulić drzewka i korzenie wrażliwszych krzewów. Po jakiego dzwona przez całą wiosnę i lato latam, podlewam, pielę, zasilam i przycinam? Po to, żeby jesienią w ciągu kilku godzin to całe dziadostwo musieć sprzątnąć?
Wrrrr, w przyszłym roku koniec!! Splantuję ogródek, posieję trawę. Żadnych doniczek!! Z wiosną wystawię leżaczek, powieszę hamak i zacznę w końcu odpoczywać zamiast zapylać całe łikendy i wakacje.
Co Wy na to?
Wu tylko kiwał głową na te moje drugoroczne plany i chciał się ze mną zakładać, o to, że jak tylko poczuję wiosny zew znowu zacznę do Madzi ładować wory z ziemią, sadzonkami i innymi ogrodniczymi duperelami.
Nie założyłam się tylko dalej zgrzytałam zębami, dygając doniczki i zeschnięte łodygi, mrucząc pod nosm epitety o własnej głupocie i pseudo zacięciom ogrodniczym.
Postanowienie z wczoraj cały czas we mnie siedzi, tak samo, jak łupanie w krzyżu. Wszak dzierlatką już nie jestem, a doniczki ciężkie. Nic to, że te największe Wu przetarabanił do kibelka, gdzie spędzą zimą. Jego też łupie w krzyżu:))
Po takiej dawce dygania i tarbanienia ciężarów, grabienia miliarów igieł, obcinania flaczastych liści, okrywania korzeni hortensjom i klematisom, zwijania węży ogrodowych, przedłużaczy, chowania ławek, stołów, stolików, krzeseł, taborecików, kratek grilowych, zaczętych ludów i innego ogrodowego ustrojstwa nawet mi się na spacer iść nie chciało.
Tak tylko się pokręciłam w najbliższej okolicy i na zumie sfotografowałałm tą naszą mazurską jesień. A dzień do fotografii nie był dobry, szary, bury, światła tyle, co kot napłakał.
Pies miał cały dzień minę nieszczęśliwą popiskiwał i stąpał po mokrej trawie, jak baletnica na opuszkach łapek, z ogonem spuszczonym i miną mówiącą, "zabierzcie mnie już do domku, do ciepełka"!!!
I na koniec piosenka. Pamiętacie ją?
Też nie wierzę, ze za rok splantujesz i trawę posiejesz. Chociaż w mnie w tym roku bunt na dalie. Stwierdziłam, ze wykopuję, przechowuję, wkopuję na wiosnę, a później widzę, na ryneczku, sadzonki po niecałą złotówkę, to ja mam gdzieś taką zabawę. Niech siedzą w ziemi, niech zgniją nawet, na wiosnę sobie nowe kupię. O! Zdjęcia, jak zwykle, cudowne.
OdpowiedzUsuńMopek, bidulek, jak mogłaś go tak po zimnej trawie, eh, niedobra Pańcia ;-)
Dziękuję serdecznie za przypomnienie piosenki :-)
Ten dziad wiedział, że będzie marna pogoda w sobotę, bo nawet nie drgnął, kiedy wstawaliśmy z łóżka. Wlazł pod kołdrę i tam garował do10 -tej. Potem z obrzydzeniem przeszedł po mokrej trawie obsikał koło w samochodzie i dalej fotelować. On nie lubi, jak jest taka pogoda i zachowuje się, jak rozkapryszony dzieciak.
UsuńTak sobie dałąm w kość, że dziś też jeszcze w myślach plantuję ogródek:)
Ha, ha, ha! Już to widzę. Zgadzam się, że wytrwasz w Twym postanowieniu do...wiosny. Ale wraz z nią znów donice, ziemia, nagietki, nasturcje, kobea, dalie, węże, przedłużacze, koneweczki, kamioneczki...
OdpowiedzUsuńPiękna jesień mazurska. I piosenka piękna. Buziaki!
Wielu rzeczy nie wymieniłam, które należało schować:)) Wiele też zostawiłam, bo już mnie szlag trafił. np. stare konewki i kany na mleko, służące jako ozdoby. Ciekawe czy na złom sobie ktoś zabierze? Aranżacja mnie przerosła, za dużo dupereli. Muszę to zmienić. Czyli plantowanie i obsianie trawą!!! Jestem zdeterminowana!!!!
UsuńWarto było wyjść na spacer, choć futrzaka szkoda, zdjęcia cudownie jesienne!
OdpowiedzUsuńMartek - szkoda dalii, może masz jakieś szczególnie ulubione a na ryneczku ich nie będzie :)
Austriackie gadanie, jak moja babcia mówiła:)) Już widzę, jak leżysz odłogiem na hamaku, akurat! Pół centrum ogrodniczego przeflancujesz do Kaczorówki...
OdpowiedzUsuńJesień mazurska śliczna... I piosenka też, bardzo ją zawsze lubiłam.
Dziś idę w zaparte, bo chodzę, jak paralityk. Żeby sam sobie człowiek tak dołożył do pieca!!
UsuńBo jak bym miała psa, a nie maskota to nie byłoby problemu. A tak to niańcz dziada. Na fotelu na tarasie było mu za zimno trzeba było kocykiem owijać. Mówię Ci, rozpuściłam zwierza i wydelikaciłam.
OdpowiedzUsuńno to może ja się założę?
OdpowiedzUsuńtylko ciekawe po jakiego grzyba taskasz tyle donic. wywal z nich co nie potrzebne i niech stoją. bulwy w donicy ciągniesz? a w głowę to się nie uderzyłaś? bulwy można przenieść w czymś innym a donicę osobno. oj, widze, że lubisz tyrać!
a daliom i tak nie daruję, choć mi zmarzły jakiś czas temu. piękne były, więc bulwy przechowam i już!
a jesień mazurska brzydka w tym roku brrr.
W piątek było bardzo ładnie, sobota bura i wilgotna. Całe Mazury, albo pięknie, albo do kitu i to tak, że siedzieć w wyrku cały dzień się chce. Moje dale też były ładne, ale się obaliły po jakijś wichurze i dałam spokój z tymi podpórkami, sznurkami. Chyba je oddam sąsiadce. Niech se sadzi.
UsuńFurtkę sobie uchyloną zostawię, z zakładami nie ryzykuję:)))
mnie dalie uwiodły, choc też połamały się okropnie. trudno, bede podwiązywać, podpierać i takie tam.
UsuńKochana,jakbym o sobie czytała!Nienawidzę tego,że jesienią ogród zamiera,a to co niedopilnowane pada.Że bez ciągłej opieki nic nie rośnie.
OdpowiedzUsuńAle wiosną nie mogę się powstrzymać przed kupnem kwitnących kwiatów,no nie mogę:))
No i co nami zrobić? Co? Do psychoanalityka oddać? Nauczyć się w końcu cenić swój kręgosłup i błogie lenistwo.....
UsuńTy splantujesz? Nie wierzę :) Zdaje się, ze połknęłaś ogrodniczego bakcyla, to musi potrwać lata całe zanim ci przejdzie. :)
OdpowiedzUsuńPsiuniek ma słuszne pretensje, do ciepełka z nim! :)
Jak bonie dydy, splantuje!!! I będę leżeć odlogiem na hamaku:)))
UsuńIdę o zakład, że za dwa tygodnie będziesz latać po ogrodniczych portalach. Podziwiam Twoją determinację, rzeczywiście może trzeba trochę ograniczyć to szaleństwo? Nie możesz patrzeć na roślinki i inne cuda codziennie, to trochę szkoda czasu, nie? Nie, żeby zaraz plantować i rozwałkować. I tak poustawiasz sobie kaneczki, dzwoneczki i doniczusie. Ale może dużo mniej? Wiesz, jaki mam tu obszar. Nie sadzę i nie sieję tych wszystkich piękności, chociaż mogłabym i chciałabym, ale zwyczajnie nie dam rady. Są, ale w bardzo ograniczonym zakresie. Pelargonie w donicach, trochę bylin i w sumie jest prawie bezobsługowo. Prawie...
OdpowiedzUsuńTak, Hana, prawie;))))
UsuńU mnie jest bezobsługowo, u mnie za płotem!!! Krzaczory, które mnie kryją porosły!!!
Musze kupić traktor, ale kiedy i za co???
Póki co nie wywalam z donic, bo mi szkoda patrzeć, ale dziś przymrozek i żal jeszcze większy jak patrzę, więc może jutro wywalę???? A na wiosnę znowu pierwsza kwiatków nasadzę;) Po to w końcu mam ten ugór, nie? Może za 20 lat i za płotem coś będzie rosło;)
Hana Ty masz pięknie o prawie bezobsługowo. U mnie połowy tego nie ma, a natyram się, jak wół. Cały szkopuł w tym, że te ustrojstwa trzeba zebrać w ciągu kilku godzin, a rozstawia się je i sadzi przez kilka tygodni. U Ciebie rośnie samo, a u mnie szkoda gadać, las sosnowy wypija wodę jest cień, więc trzeba się dobrze postarać. Jedynie chwaściorom nic nie przeszkadza.Dziś jeszcze mam to postanowienie, co wczoraj. A to Twoje takie na ganku fioletowawe płożące, bardzo ładne. co to jest? Tak tylko pytam.....:))) Traktor Krecie? To Ty z hektarami masz do czynienia? Szkoda, że moja mama sprzedała super traktor samoróbkę. Mówię Ci jaki był fajny, do tego był wóz, normalnych rozmiarów, brony, pług. Wsio. Za 3 tysie sprzedałała, jak ojciec zmarł. Taki pojazd by Ci starczył nawet to obrobienia hektara. Wyngiel by przywiózł i drewno. Wsio się nim robiło. Tu jest na zdjęciu, na drugim blogu, który lezy odłogiem. Fajny nie?
UsuńCałe lato miałam wyrzuty sumienia, że mój ogród wygląda jak wylniały jedynie szereg doniczek z kwiatami na schodach stał a teraz jak Cię przeczytałam widzę w tym jakiś sens, bo wystarczyła jedna noc mrozu i wszystko szlag trafił. No, ale z pasjami tak jest, że robi się coś teoretycznie nie do końca potrzebnego jednak chyba jest to potrzebne skoro się robi.
OdpowiedzUsuńTo taki zew, może nie krwi, ale jakichś działań ocierających się o pierwotne czynności. Takie zwykłe, ludzkie, odstresowujące. Jak tak planujesz, sadzisz, kombinujesz to zapominasz o innych problemach mniej wysiłkowych fizycznie, za to katujących psychicznie. Może o to w tym chodzi?
UsuńE, tam, już Cię widzę na tej trawce ;) Może znajdź jakis złoty środek? Tak, żebyś nie myślała z niechęcią o jesiennych porządkach?
OdpowiedzUsuńPiękne te jesienne zdjęcia, nie szkodzi, że nie było słońca.
Może nie powinnam tego jesienią sprzątać, tylko z wiosną po kolei uprzątać i na nowo sadzić. Wtedy się rozłoży na przynajmniej kilka wyjazdów. Przecież też tak można:))
UsuńDziękuję za "piękne" zdjęcia:)
Jest to jakaś koncepcja z tą wiosną. Selekcja naturalna po prostu. I praca rozłożona na kilka razy. Kombinuj więc, kombinuj ;)
UsuńMam takie myśli jesienią od kilku lat-na co ,poco mi te nie tylko kwiatki ale i truskawki,malinki,marcheweczki,pietruszeczki ito.skoro żal mi gdy się marnują i zrywam ,przerabiam,ładuje do spiżarki i potem się złoszczę że jak nie przyniosę do kuchni to nikomu nie chce się nawet po nie iść.Kwiaty to samo.pielę ,podlewam,pielęgnuję ,wszyscy się przy nich relaksują całe lato a ja ,durna,jesienią targam badylska.KONIEC=aż do wiosny.
OdpowiedzUsuńNo właśnie, człowiek tak rośnie, jak przychodzą i mówią "jakie ładne, jakie śliczne", dzieli sadzonkami i zapyla po kolejną doniczkę, żeby było jeszcze ładniej........
UsuńSkąd ja to znam ? Podobne postanowienia podejmuję każdej jesieni..a przychodzi wiosna i postanowienia są funta kłaków warte.
OdpowiedzUsuńO!!! Nie jestem sama:)) Czuję się usprawiedliwiona, jakby co:)
UsuńHi hi hi też się z Tobą założę, że nie wytrwasz w swoich planach :-)
OdpowiedzUsuńSzczególnie, że dostanę od Ciebie kosmosy:)))
UsuńOryginalna nie będę ... nie wytrwasz :D No może ograniczysz odrobinę szaleństwa :)))
OdpowiedzUsuńJesień w obiektywie przepiękna :)
:)
UsuńPrzestraszyłam się tytułu:) Ale po przeczytaniu stwierdzam, że przyjdzie wiosna i... chyba znowu będą śliczne kwiaty w pięknych donicach:) Ja też mam działkę - lat 27:)))
OdpowiedzUsuńTo musi być już na niej pięknie, moja ma 20 lat mniej:))
UsuńUśmiałam się czytając Twoje słowa ,zastanawiałam się czy to czasami ja nie napisałam .Każdej jesieni od paru lat tak mówię ,a potem gdy przychodzi wiosna jakby ktoś mnie nakręcił.Biegam przekopuję ogród jadę z M do zaprzyjaźnionego ogrodnika po jeden krzak,a wracamy z całym bagażnikiem roślin i zaczyna się...Cieszę się że w tym postanowieniu nie jestem sama:))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Mój to mówi, jak tak zapakuję cały samochód " a my znowu jak te rumuny" ( nie obrażając Rumunów). Wiecznie samochód zapchany, jak nie zielskiem, to smietnikowymi meblami. Czas się leczyć z tej patologii:)))
UsuńTakie tam gadanie...ja tak złorzecze jak mam PSM:):):) Całe szczęście, że tylko raz na jakiś czas, bo moje chłopaki okwitły by:) Wiosną powera daje, jesień zabiera. Czas w sen zimowy się udać, miodek wyciągnąć, gawrę wymościć miękkim sweterkiem:) i pięty grzać do kominka.
OdpowiedzUsuńU mnie bliżej do klimakterium:) I to też może być powód:))
UsuńPiękne widoki :)
OdpowiedzUsuń