Wiem, że czekacie. Zbierałam się od szóstej, ale uwierzcie, nie byłam zdolna ruszyć się po powrocie z huty do czegokolwiek. Nie wiem, co zacz, paduam bez sił i tak leżałam, leżałam, leżałam...aż się w końcu dźwigłam...
Na mazurskiej drodze różne znaleziska już mi się trafiały.
W sobotę znalazłam na ten przykład, młodego, ładnego chłopaka. Jechałam do sklepu po coś, już nie pamiętam po co. Patrzę, a tu na poboczu jakiś pakunek podłużny leży, zbliżam się, a to człowiek. Zatrzymałam autko i ostrożnie podchodzę, dycha...chrapie. Wołam, szturcham...nic. Między kolanami piwko w zaciśniętej dłoni się grzeje. Tułów na poboczu, nogi na dordze. Twarz wtulona w młodziutką trawkę. Pojedzie jakiś wariat,albo gapa i nogi przejedzie. Nie zostawię tak dzieciaka. Szturchanie i wołanie nic nie dało, dopiero solidny klap w policzek otrzeźwił. Postawiłam na nogi i skierowałam we właściwy kierunek z przykazaniem brońbuk kłaść się znowu na pobocze.
Kilka aut wcześniej nawet się nie zatrzymało.
Dzień później, wyjeżdżając już do domu, na leśnej drodze zamajczyło mi coś jasnego, z daleka wyglądało na białego, opasłego psa.
Ale to nie był pies tylko...świnia! Na leśnej drodze, szła sobie statecznie, obwąchując trawki. Pijak leżący na poboczu mniej tu dziwi niż świnia. Tu chyba nikt nie trzyma świń. Ale, ale trzyma! W pobliskiej fundacji jest trochę dziwnych zwierzątek, między innymi takie właśnie świnki wietnamskie. I to jedna z nich wyruszyła w podróż. Jak wyszła? Nie wiem, one siedzą w zagrodzie, nawet spory kawałek od drogi na której ją spotkałam. Nie zostawię biduli, bo jak wejdzie w las to po niej. Widać, że stara i zniedołężniała. Zamiast jechać do domu wylazłam z samochodu i dalej zaganiać świnię do domu. Zdaje się, że ona ma na imię Lali. Nawet się słuchała i wędrowała, gdzie kazałam.
Zagoniłam w bezpieczne miejsce, powiadomiłam właścicielkę przez sąsiadkę i dopiero odjechałam w kierunku, w którym wcale mi się jechać nie chciało.
I takim to sposobem mam nową pozycję do CV - świnipas.
Kto wie, może się przyda?
A Wam dziękuję za zgadywankę, blisko była Grażynka, celując w coś egzotycznego. Jednak pająka, ani węża bym nie zaganiała nazad do domu, czuję niepokój na samo wspomnienie onych.
A teraz idę chyba znowu poleżeć, nie wiem, co ja taka bez sił, koszmar jakiś. Może będę chora?



