poniedziałek, 27 czerwca 2016

Szczęście

Mika napisała o szczęściu i tak chciałam się fotograficznie odnieść. Napisałabym może i jakiś tekst do tych fotek, ale padam na ryj i nie będe kalać w tym stanie Was grafomanią.
Byłam oczywiście wiecie gdzie i w zasadzie nic nie robiłam. Ogólnie zdychałam, najpierw z gorąca, a potem z głupoty.
No bo nażreć się smażonych kartofli z kiełbaską i cebulką i popić zimnym piwem to szczyt głupoty, jak się ma flaki w niezbyt dobrej formie. Uratowała mnie nieco psiapsiółka podając zestaw leków, ale i tak przesraną miałam sobotę.
A w niedzielę zanim przyszła burza i posypała gradem wielkości kwitnącej koniczyny popstrykałam one zdjęcia i uznałam, że mogłabym i chciałabym  być kwietnym fotografem. Ot taka chwila szczęścia, zapomnienia, kiedy celujesz aparatem w te cudności kilku dni a czasem kilku godzin.
O nieszczęściu, którego zaznałam ( ale nie przez ziemniaczki) i  krew mnie nadal zalewa nie będę tu pisać.









Lelije od Elki szaleją, mam cały szpaler, zaczynają kwitnienie, będzie feeria barw i ją oczywiście pokażę.


To jest jeden ze zwiastunów. Dziękuję Ci Elka raz jeszcze.



Trochę mojego zielonego gumna, klapek i hortensja pnąca na tarasie szaleją, tnę i ciacham, bo inaczej wejść by się nie dało.


Zakątek gotowy, wieczorami można siedzieć i siedzieć i słuchać i słuchać.


Widoczek na łączkę z tarasu, tej części się nie kosi aż do jesieni. Ależ tam uwija się robactwa wszelakiego. Gdzie one by żyły, gdyby tej łączki nie było?




I trochę z innej beczki, ale w temacie. Jak rodzą się warzywa i owoce? Ano tak...










Wiem, że dużo zdjęć, wybaczcie, one są zamiast słów.
A jednak nie padłam na ryj i nawet mi trochę lepiej. Czyżby kolejna bezsenna nocka mnie czekała?

środa, 15 czerwca 2016

Kaczka ma.



Udało mi się zdybać taką kakę...śliczności no nie?
Mosiężna z witrażem. Może świeci niezbyt, ale za to wygląda. Fajnie wygląda:)




A w necie widziałam też taką:)



Buziaki przesyłam. Jak dobrze, że jutro już czwartek.

niedziela, 12 czerwca 2016

Ulubiony kolor Konfucjusza.

Kolor żółty, ulubiony kolor Konfucjusza i buddyjskich lamów, nieodparcie przywodzi na myśl pożółkłe karty mądrych ksiąg.
To wiedza i intelektualny przebłysk, to kolor oświecenia. Kiedy próbujesz go sobie wyobrazić, pod powieki wkradają się jasne promienie słońca.
Życiodajne ciepło otulające ziemię, rozwijające kielichy kwiatów, rozgrzewające powietrze, przyspieszające dojrzewanie owoców i zbóż, rozświetlające mrok nocy.  A także potrzeba podzielenia się tą radością z innymi, potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, potrzeba wymiany informacji i nabytej wiedzy. Gorzej, jak ta potrzeba trafia na mur, na bardzo gruby mur.
Dlatego też pokazuję Wam żółte pola rzepakowe, które rozsiadły się na przedpolu Mazur Garbatych, tam, gdzie wije swe wody rzeczka Babant. Nazwa rzeczki, a także jeziora i niedaleko położonej wsi  najprawdopodobniej wywodzi się od słowa oznaczającego "babę" w znaczeniu "wiedźma, czarownica". Kiedyś też o niej napiszę, a nawet ją pokażę.
Rzepakowy spektakl trwa krótko, szczególnie dla przyjezdnych. Jeśli nie jesteś tam na stałe możesz przegapić ten blask, radość i optymizm emanujący z żóltej barwy.













O tym nie wiedziałam, ale podobno w negatywnym wydaniu tak właśnie ( na żółto) ubierają się osoby, których komunikacja z innymi jest zakłócona, którzy nie potrafią otwarcie mówić o swoich problemach lub mówią dużo i o wszystkim, tylko nie o sobie. Bywa i tak, że chociaż wyraźnie sygnalizują, co ich boli, czują się nie rozumiani przez innych.
Ubranie żółtego koloru jest szczególnie pomocne wtedy, kiedy musimy nareszcie dogadać się z kimś w istotnej dla nas sprawie. Jego wibracja sprawia, że naszemu rozmówcy nie uda się wywinąć od zasadniczej rozmowy. Jest to barwa korzystna do prowadzenia wykładów, zdawania egzaminów ustnych i wszelkich handlowych negocjacji. Podstawowym znaczeniem żółtego jest: wysłuchaj mnie, porozmawiaj ze mną, spróbuj mnie zrozumieć, mam ci tyle do przekazania.

Całkiem nieświadomie, zakupiłam w ostatnim czasie cudną żółtą sukienkę, a kilka dni później również spodnie. Już, już miałam wyciągać z szafy zapomnianą żołtą torebkę. Czy te zakupy podpowiadała mi podświadomość?
Choć nie należę do osób, które mają problem z komunikacją, lubię się dzielić wiedzą, to czasami nadchodzą takie momenty w życiu, a w moim przypadku trafia się na takie osoby, że wszelkie kanały komunikacji zostają zatkane. Teraz już wiem, że trzeba pomocy szukać w  kolorze żółtym. Liczę na te wibracje, które daje kolor żółty i liczę na to, że rozmówcy nie uda się wywinąć od zasadniczej rozmowy.
Żeby zmylić przeciwnika i nie zasiewać ziarna niepokoju tym dziwnym w pewnych okolicznościach kolorem, można się ubrać na szaro (grafitowo), bo to tajny odpowiednik żółtego:)))
Potrzymacie kciuki?

wtorek, 7 czerwca 2016

Żywe inspiracje i powrót na gumno.

W jednym z postów były rodzące się paprocie, jako inspiracja na niebanalną biżuterię. Iza z Kidowa spróbuje ufilcować.
W lesie, na polu, w  ogrodzie jest więcej takich inspiracji, trzeba tylko uważnie się przyglądać.

Takie na przykład, umierający kwiat irysa. Irys żyje krótko, a swoje odejście manifestuje dziwnymi skrętami.


Lilie tygrysie, czyli popularne smolinosy, będą kwitnąć lada moment.




Nawet zwykły liść na leśnej drodze, jak mu się bliżej przyjrzeć uważnie, też może zainspirować.


Na gumnie zrobiło się milutko, kwitnie, pachnie, roboty huk, dnia nie starcza.



Wu podrasował ławeczkę w zakątku dodając jej oparcia. Ja dosadziłam kwiatków, zaolejowałam plaster, uwiesiłam lampiony, lampioniki. Nawet kilka zrobiłam sama wykorzystując puszki po karmie i słoiczki po jugurcie, a nawet wielki słój po ogórkach.
WU się śmieje, że tak zasuwamy, że nie mamy, kiedy w zakątku posiedzić. Trochę przesadza:)



I rośnie:) W mojej skrzyni warzywnej busz, dzicz. Napchłam tam wszystkiego, jest sałata, koper, dymka, trochę buraków liściowych, pomidorki, dynie, cukinie, ogórki. Za dużo, za ciasno, ale trudno, skrzynia jest jedna, a chciałoby się mieć wszystko. Powinno tych skrzyń być więcej i pewno będzie, ale powolutku. Trzeba naszykować kompostu i desek na ich zbudowanie.
Na razie zadowolę się tą jedną.


Mój eksperyment- ziemniaki w worku sadzone piętrowo. Powinny być w siatce, ale jej nie miałam, więc wykorzystałam worek. Ziemniaki pięknie rosną, nawet nie widziałam tam stonki. Podobno z 1,5 kilograma wsadzonych ziemniaków można zebrać 15 kg. No zobaczymy, czy to prawda:)


Woda w jeziorze ciepluśka, spokojnie się można było kąpać, ale poszłam nieprzygotowana, więc tylko nóżki wymoczyłam na zalanym pomoście.


Mopeczek też wymoczył łapecki:)


I jeszcze kaczka zawisła na łuku triumfalnym.Zwykła, drewniana.


A gdyby ktoś chciał kotka, albo dwa, lub o nich poczytać to zapraszam TU. Może ktoś, gdzieś...
Gumno czeka, ja tęsknię -norma. Byle do weekendu.


niedziela, 5 czerwca 2016

Komu, komu, kotka do domu?

Albo nawet dwa.
 Będę jednak szczęśliwa, jak znajdę domek choć jednemu.
Dziurka znacie. Oprocz Dziurka, jest jeszcze Puszek, wypłoch. Bardzo miły kotek, ale trochę bojaźliwy, boi się Mopka, dlatego jada pod schodkami, albo, jak nie widać Mopa na horyzoncie.
Jest jeszcze Perła, czarna koteczka, która miała być wysterylizowana. No, ale...
Wymknęła się z domu, podobno na chwilkę. I wróciła grzecznie, ale już nie sama. Perła latem będzie miała rok, a już sama jest matką, tych dwóch ślicznych koteczków.
Ten szary to chyba dziewuszka, a ten czarny koteczek.


Czarnuszka, w ciemnym pomieszczeniu trudno było sfotografować, więc skupiłam się na szarej dziewczynce.
Zanosi się na wielkiej urody panienkę. Mnie przypomina małe lwiątko.
Oceńcie sami.




Maluszki mają ponad tydzień, to jeszcze gapki, które czołgają się na chwiejnych łapkach do maminego cyca.

W sierpniu będą potrzebować nowego domu. Muszą mieć nowy dom. Najlepiej taki, jakie dla swoich kotków wyszukuje Gosianka. Ciepły kącik, koszyk do spania własny, miseczkę pełną i łysych gotowych na wszystko.

Na Mazurach zimy są srogie, a okoliczne działki pustoszeją. Myszy kryją się głęboko w swoich norkach i ptaków jest mniej. Chciałabym, żeby te maluchy nie musiały polować  i nie miały konkurencji starszych kotów w domu. Pamiętacie, jak Dziurka w zeszłym roku tępił Puszek nie pozwalając mu podejść do miski? Dziurek w poszukiwaniu jedzenia zaczął przychodzić do nas i sąsiadów. W tym roku kociej puszki nie raczy tknąć. Dziś otworzyłam nową, bo rankiem raczył zawitać, ale niuchnął, miauknął i poszedł. Do sąsiadów, na jajko gotowane. On poluje też na ptaki, w zeszłym tygodniu wspiął się po drzewie do budki lęgowej. Puszkę 800 gram dostała Perła. Karmi młode-musi jeść.

Reasumując, kotki szukają domku, pytałam dziś. Może ktoś, gdzieś? W sierpniu będę tydzień na Mazurach, do kogoś z tych okolic mogę dojechać, albo na trasie aż do samej Warszawy...