niedziela, 20 listopada 2016

Zoe. Indianie znad Amazonki.


Ostatnio na kanale Planete odkryłam ciekawe filmy dokumentalne. Nie zawsze mam czas obejrzeć cały film, ale i tak wspaniale się wtedy relaksuję.
Dziś trafiłam na film o Indianach Zoe. Ich życie pokazuje, jak moglibyśmy żyć, gdyby dostęp do dóbr przyrody był nieograniczony, a religia nie zmieniała relacji i postaw ludzkich.
Żyją w grupie i dzielą się pracą, obowiązkami, żywnością, opieką nad dziećmi i starszymi. Nie mają żadnego wodza, przywódcy, ani szamana.
Indianie Zoe z natury są dobrzy, spokojni i przyjaźni.
Nie są znane u nich kary, jeśli ktoś, coś przeskrobie, to delikwenta się łapie, powala na ziemię i...łaskocze tak długo, aż ten się roześmieje. Wygląda to raczej na terapię niż karę, prawda?
Dzieci są bardzo grzeczne i radosne. Muszą być zawsze w zasięgu domostwa, nie wolno im się oddalać, bo deszczowy las jest bardzo niebezpieczny. Indianie Zoe nie noszą ubrań. Wydawałoby się, że poruszając się wśród gęstych zarośli powinni mieć jakieś szramy, blizny, ale nic z tego, ich ciała są gładkie i aksamitne. Przemykają wśród tego gąszczu sprawnie, szybko i niepostrzeżenie. Kobiety nacierają swe ciała czerwonym barwnikiem, który ma działanie antyseptyczne. Każdy Zoe, nawet małe dzieci ma przebitą dolną wargę, w którą jest wsunięty drewniany kołek - ozdoba.
Nie mają pisma, a całą wiedzę, w tym medyczną przekazują sobie ustnie.

Plemię Zoe nie marnuje dobrodziejstw przyrody. Biorą z niej tylko to co niezbędne. Wierzą, że wszystko w naturze posiada duszę. Pracują 2 godziny dziennie!! Nie posiadają żadnych zbędnych przedmiotów, oprócz tych, co pozostały po misjonarzach...
Resztę czasu spędzają na rozmowach, zabawie z dziećmi, wylegują się w hamakach.

Coraz więcej ludzi walczy o ich niezbywalne prawo do zamieszkiwanych przez nich ziem, integralność plemienną, kulturową, językową. W latach 90 -tych ubiegłego wieku, usunięto z ich terenów misjonarzy, których obecność znacząco wpływała na życie Zoe. Przestali być samowystarczalni, korzystali z dóbr otrzymywanych z misji i byli oczywiście indoktrynowani.

Środowisko w którym żyją nie jest łatwe, dużym zagrożeniem są jaguary. W filmie pokazana jest ceremonia pochowania jednego z współplemieńców zabitego przez tego drapieżnego kota.
Dziś do Indian Zoe mają dostęp tylko nieliczni naukowcy. Plemię jest chronione przed kontaktem z białym człowiekiem i cywilizacją.






niedziela, 13 listopada 2016

W łóżku ze świnią.

Ponoć tytuł ma być chwytliwy, żeby czytających przyciągnąć:)
Tym razem nie tylko tytuł, ale i zdjęcia będą wabiły i przyciągały.
Należę do takiej fejsbukowej grupy traktującej o ludziach, którzy ze wsi uciekli do miasta. Ludziska mądre tam są w doświadczenia i tematy poruszają różne. Udzielają też porad, jak masz jakiś problem. Ot, zadałam pytanie, jak ocieplić w  Kaczorówce podłogę i posypały się porady, do wyboru do koloru. Fajnie, może kiedyś mi te porady będą przydatne.
Czasem ktoś pokaże, jak żyje sobie na swojej wsi, inny wstawi śmieszny tekst własnej produkcji, jeszcze inny pochwali się swoimi zwierzakami. Ogólnie atmosfera miła i życzliwa. Uchachać też się czasem można.
Jakoś tak kilka dni temu jedna z dziewczyn z grupy pochwaliła się swoimi zwierzakami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że pokazała świniaki, które zamiast w chlewie żyją sobie w chałupie, na dodatek, o zgrozo, śpią z właścicielką w łożku.
Możecie sobie wyobrazić tą burzę!!
Posypały się komentarze idące w setkach. Jedni byli za świniami w łóżku inni wręcz przeciwnie. Mięsożercy starli się z wegetarianami, nagle ktoś przypomiał sobie o regulaminie grupy, dostało się adminom. Admini poszli na urlop i zostawili komentujących na placu boju samych, żeby się wykrzyczeli. Jak wrócili i uściślili regulamin to wywalili z grupy właścicielkę świnek, bo grupa ma służyć życiu na wsi i rozwiązywaniu problemów wiejskich, ale bez "durnych" fotek typu, świnka  w łożku, piesek, kotek, focia domku w śniegu, kwiatkach, itd, itp.
A mnie się szkoda tych świniaków zrobiło. Wiecie dlaczego? Bo przypomniały mi się moje dziecinne marzenia. Kiedy byłam małym glutem byłam zafasycynowana małymi prosiakami. Tak, jak kotami, psami i wszelkimi innymi zwierzakami.
 U nas w domu, zawsze chowało się dwie świnki, wiadomo z jakim przeznaczeniem. Najczęściej żywot kończyły w okolicach świąt.
Kiedy ojciec przywoził z targu małe prosiaki to siedziałam przy ich kojcu i obserwowałam godzinami. Koleżanki, których rodzice prowadzili większe gospodarastwa miały lepiej. Miały swoje prosiaki, w ilości "nastu", bo tyle maciora potrafi urodzić. Zakradałyśmy się do chlewa, jak rodzice nie widzieli i gapiłyśmy  na maluchy wielkości dłoni dorosłego faceta. Leżały te prośki w świetle lampy ogrzewającej, przy wielkiej jak smok maciorze, różowiutkie, czyściutkie i ja bardzo chciałam takiego prośka mieć. Nawet kiedyś dostałam od ojca chrzestnego prośka z krzywym łbem ( nie nadawał się do niczego w wielkiej hodowli), ale mowy o trzymaniu go w chałupie oczywiście nie było. Prosiek wyrósł na sporego bekona i skończył marnie, tak, jak wszystkie inne prośki w okolicach świąt. Długo łykałam łzy, że niby mój prosiek, a poszedł pod nóż.
Teraz ta "fanaberia" mogłaby zostać spełniona, gdybym mieszkała na wsi, bo trzymanie mikroświnek w domu coraz mniej dziwi. Oczywiście nie ma świnek wielkości ratlerka i trzeba się liczyć z tym, że taka mikroświnka rośnie bardzo szybko i  może ważyć nawet 60 kg.
Świnie są inteligentne, czyste i urocze. Patrząc na zdjęcia Ani i Henia jeszcze bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że lepsza taka świnka w pościeli niż byle jaki facet.

Na pokazanie fotek mam pozwolenie Kasi, która napisała do mnie tak:


Ja nie bardzo mam na to czas. I tu nie chodzi o jakąś reklamę. Niczego nie hoduję, nie sprzedaję... Mnie tylko chodziło o to, żeby pokazać, że świnia to nie zwierzę głupie i brudne i że nadaje się tylko do jednego. Kocham te zwierzęta i chciałabym, żeby ludzie postrzegali je inaczej. Jeśli udało mi się pobudzić do myślenia i zastanowienia się choć jedną osobę, to i tak wykonałam zadanie. Działam dalej. Grup jest całe mnóstwo😌 A fotek świntuchów jest mnóstwo na moim profilu. Także możesz czerpać do woli. Proszę jednak, żebyś informowała że te maluszki, których mnóstwo w necie, rosną bardzo szybko i że to nie są łatwe zwierzęta domowe. Moda na świnki się rozprzestrzenia a później roczne lądują w schroniskach albo są wypuszczane w lasach - bo urosły za duże. Ania miała ważyć 25kg a już obecnie waży koło 50. Najlepiej odsyłać do grupy Mikroświnki. Tam można znaleźć merytoryczną wiedzę na ich temat. Wszystkiego dobrego❤




Jeśli któraś z Kurek chciałaby zobaczyć więcej zdjęć i filmików z udziałem Ani (to ta większa czarna dama) i Henia ( ten mniejszy, łaciaty) możecie zerknąć na fejsbukowy profil Kasi.

Profil Kasi

I grupa, którą założyła Kasia KLIK  można w luźnej atmosferze pogledzić o świnkach, pieskach, kotkach i różnych problemch.

No i jak Kurencje? Lepsza taka świnka w łożku od byle jakiego faceta?

czwartek, 10 listopada 2016

Prawie jak z bajki.


Dla Grażynki. Kaczorówka w śniegu, zdjęcie z dzisiaj. Można powiedzieć, że to taki mały domek w Karkonoszach ( znacie to?)

Ponoć buduje się sąsiad z prawej, buuuu szkoda. Miałam taki piękny widok na wieś, widziałam wszelkie ruchy ludności, kto, gdzie, kiedy. Gości nadchodzących widziałam z daleka. Teraz klops, zasłoni widok jakaś chałupa, mam nadzieję, że nie jakaś szkarada.
Aż chce się za Shrekiem powtórzyć, "co się stało z moim odludziem."

Bigos ugotowałam, i ten no, gulasz. Jutro świętowanie. Nic nie robię, leżę do góry kołami i szykuję sią na Kurzy Zlot.




środa, 2 listopada 2016

Już ich nie ma.

Tych żółci i złota na drzewach, pod drzewami, na ławkach, żywopłotach i w koszach na śmieci.
Przyszedł wielki wichur i stargał ostatnie liście.
Mamy już klasyczną, późną jesień, z wichurą wdzierającą się w każdy zakamarek i ciemościami egipskimi zaraz po 16.
Nie wiem jak Wam, ale mnie się ciągle chce coś słodkiego. Czy to może mieć związek z przygnębiającą aurą?

Trzeba jakoś wykorzystać długie wieczory. Jakie macie zajęcia na ten ponury czas?

Ja, jak nie usnę na kanapie po powrocie z huty (ciągle mi się to przytrafia niestety) to wzięłam się za...no właśnie, przewińcie kilka złotych zdjęć, to zobczycie za co się zabrałam:)








Dacie wiarę? Złapałam za druty, a ostatnio dziergałam jakieś ćwierć wieku temu z okładem!!! To były długie swetrzyska ciążowe, mocno kolorowe, bo za nic nie chciałam nosić ciążowych sukienek w kratkę (pamiętacie ten styl?) A  stare swetry się pruło i robiło od nowa. Nie było netu, więc szybko robota posuwała się do przodu.

Potem, jak młody był malutki to dziergałam mu sweterki i nawet zrobilam skarpetki na 5 drutach!!! To był wyczyn, machanie na 5 drutach dla początkujących nie jest łatwe a teraz totalnie  nie pamiętam, jak to się robiło, ale od czego są tutki w internecie?

To jest rozpoczęty szal, a w zasadzie komin, który sobie robię na zimę, bo ponoć ma być ostra. Do kompletu mam czapkę, ale nie ja ją zrobiłam.


Oczywiście, jedyny i najważniejszy pomocnik zawsze jest w pobliżu i czuwa, albo może uczy się wzoru?


Kupiłam też druty do robienia skarpetek, nie wiem, czy je zrobię, sama ochota to za mało, ale druty i wełna jest :)


Tak mnie zauroczyły skarpety, które widziałam w necie, że nabrałam ochoty na wydzierganie nawet najprostszych z pokazanych. Piękne są, a tu można je podziwać :Klik

wtorek, 1 listopada 2016

Masza i kasza.

Dlaczego Masza i kasza?
Czasem tak się w życiu dzieje, że wszystkiego jest za dużo.
Jak tej cholernej kaszy, którą uwarzyła Masza. Kłopoty się piętrzą, a inni chcą świętego spokoju i idą grać w szachy.
I przestawiają te pionki i dedukują, jakby tu wyeliminować...
I tak sobie, ja Masza, powtarzam:
* myśl pozytwnie
*wszystko mija i to minie
* co ma być to będzie
Ale, w zakamarkach głowy kłębią się te myśli, jak ta kasza wyłażąca z garnków, a  co mnie te myśli sponiewierają to moje.
Ile nocy można nie przespać?
Ile można wisieć na sedesem i wyrzygiwać stres?
Ile godzin, dni, tygodni można trwać w zawieszeniu?
Masza jest zmęczona i chciałaby odpocząć, być odrobinę szczęśliwa i mieć taki zapał, jak kiedyś.
A swoją drogą zachęcam, jeśli ktoś nie zna, do obejrzenia filmu:)