Opuszczam w piątek po południu wielkie miasto, skwar leje się z nieba. W aucie nie działa klima, odmówiła posługi w największy upał. Nic to, jakoś przejadę te 200 km. Dojeżdżam, wysiadam, zaciągam się mazurskimi aromatami (sosny cudnie pachną wieczorem) i słyszę, jak gdzieś za lasem mruczy nadchodząca burza. Kiedy już przychodzi to daje takiego czadu, że chowam się w chałupce i tylko pokwikuję po każdym grzmocie. Oj boję się burzy, boję. Zaczyna lać i leje tak aż do rana. Rano deszcz odpuszcza na chwilkę, dosłownie taką, żeby mój hrabiowski pies raczył wyściubić nosek spod kołdry i w szybkich abcugach zrobić psipsi i to drugie. Potem w jeszcze szybszych abcugach wraca do chałupki i z pretensją w oczach staje pod schodami prowadzoącymi na górkę. Chcesz iść do łóżka pytam? Aż zaczął podskakiwać, znaczy się, że chce. Jak go tam wpakowałam to nawet nosa nie wyściubił do popołudnia, kiedy to znowu go zwaliłam na dół, żeby to psispi i drugie zrobił. Już wiedziałam, że, jak pies tak śpi to będzie lało na mur beton cały dzień. I lało. A ja w duchu słałam tej zas....... pogodzie, długie i krótkie.......A niech to, psia mać. Ostatnie dni urlopu!!!! I gdzie ta sprawiedliwość?
Usiadłam, więc przy oknie i gapiłam się na karminik. A w nim, jak w kurniku. Rwetes i hałas, jakby stadko kurcząt się w nim pasło. Mój karmnik opanowały dzwońce. Przyprowadzają młode i pasą się od rana do wieczora. Oczywiście inne ptaszki też zaglądają, ale dzwońców jest najwięcej. Pojawiły sie nawet kowaliki, których nie było od wiosny. Już od samego bladego świtu stukają mi po dachu i słychać ich charakterystyczne szur,szur po pniach drzew. Oczywiście głową w dół, to znamienne dla kowalików.
Zdjęcia może mało ostre, ale tak przez szybkę to trudno zrobić lepsze. No jutro może szybkę umyję.
A jakby tego jeszcze było mało to znowu mruczy burza gdzieś za lasem........
Piękne zdjęcia. A deszczu to ja zazdroszczę, oj zazdroszczę, u nas nadal nic, ziemia popękana do ostateczności :-/ no ale rozumiem frustracje, bo mógł Twój deszcz poczekać jeszcze te kilka dni :-) U nas Psica, podobnie jak Mopek, na deszcz przesypia, ot meteopaci nam się trafili ;-)
OdpowiedzUsuńMogło po połowie nam tego deszczu dać......ja tu zapleśnieję, jak nie przestanie:(((
UsuńZostaw szybkę, zdjęcia świetne:))
OdpowiedzUsuńAleż masz tam biesiadników!
Ja nie mogę karmnika mieć, bo kotów w okolicy za dużo, to im stołówki nie chcę robić:))
Fruwające jeno podglądam:)))
A jakby tak od spodu karmnika zrobić taki parasol z siatki, lekkiej, żeby kocurki nie dały rady wejść??
UsuńU nas też burzowo, błyska i strzel... ja się nie boję, ale moja starsza sunia bardzo.
OdpowiedzUsuńFajne ptaszki tam masz, żadna szyba nie przeszkadza ;)
I jeszcze na candy się zapisałam rzutem na taśmę, a co ;-)
Pozdrawiam;)
Moja chałupka malutka to i straszno w taką burzę, a i doświadczenia z dzieciństwa mam kiepskie....
UsuńRzutem na taśmę, bardzo dobrze, losowanie już za chwilkę:))
Zdjęcia cudne Ci wyszły pomimo szyby...
OdpowiedzUsuńA u nas zimno...
No bo pewno jesteśmy w tym samym pasie kiepskiej pogody.....
UsuńZazdroszczę Ci tego deszczu... U nas nawet kropla nie spadła, a susza jest taka, że trawnik to już odległe wspomnienie...
OdpowiedzUsuń