poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Otwarcie sezonu 2015

Jak już wczoraj pisałam, wielkie TADAM na otwarcie sezonu, odbyło się z przygodą elektryczną.
Całe szczęście, że gładko poszło i sobotę można było przeznaczyć na bardziej konstruktywne działania.
Wiedziałam, że to będzie orka do późnej nocy z maleńkimi przerwami na posiłek i kawkę.
Pogoda była, jak na zamówienie, cieplutko, bez wiatru, wprost idealna.
Uroiłam sobie tą grządkę permakulturową i nią miałam się zajmować w pierwszej kolejności. Ale, jak to w życiu bywa, plany uległy zmianie. I to już podczas picia porannej kawy na schodkach tarasu ( ulubione miejsce). Pijąc tą kawę mój wzrok przyciągnęły zeschłe badyle i opadłe z hortensji pnącej liście pod jedną ze ścian tarasu. W szale nasadzeń z lat ubiegłych w miejsce pod tarasową ścianę odgrodzoną od ścieżki kamieniami, nawtykałam niezliczone ilości kwiatów, które ani ładne, ani atrakcyjne, bo za gęsto i za dużo. Po przekwitnięciu zostawały badyle i miejsce to raziło takim ogródkowym bałaganem.
Uznałam, że dobrze byłoby wykopać te kwiaty i uporządkować jakoś miejsce, łącznie z ruszeniem kamieni, które mocno w grunt wlazły i zarosły już trawą.
Już sama próba wbicia szpadla w to miejsce uzmysłowiła mi, że zadanie będzie trudne, bo gąszcz korzeni był twardy jak skała. Wymyśliłam, więc co innego. To, co dałam radę wykopałam, na resztę machnęłam ręką. Wszystko przykryłam agrowłókniną. Posadziłam dwa różaneczniki, resztę zasypałam grubo korą. Przy kamieniach posadziłam lawendę. Uznałam, że teraz wygląda to o wiele porządniej, choć może za bardzo porządnie. Lawenda się jednak rozrośnie, różaneczniki też i pod ścianą będzie zielono.


To był pierwszy zryw, który od razu odczułam w krzyżu. Potem zabrałam się do grządki.
Wybrałam jedyne na razie miejsce, gdzie jest trochę słońca przez kilka godzin. Zupełnie nie miałam głowy do fotek, więc nie ma dokumentacji fotograficznej. Na grządkę też mi zeszło trochę czasu. Zaczęłam od rozłożenia kartonów, potem za zwożenie liści. Musiałam się po nie udać na sąsiednie, puste działki, bo u mnie nie ma drzew liściastych. Zwoziłam i zwoziłam, aż kartony pokryły się 20 cm pierzynką. Plecy łupały coraz bardziej, ale jeszcze trzeba było szukać krowich placków. ruszyłam z taczką na łąkę. Jakoś ubogą w placki. Tylko pół taczki. Trudno, przewidziałam to i byłam przygotowana. Miałam jako alternatywę 10 litrów suszonego bydlęcego nawozu z marketu ogrodniczego - taka pachnąca oborą sieczka. Rozsiałam na liściach, dodatkowo dałam dolomitu. Zostało mi pokrycie tak przygotowanej grządki kompostem. I to dopiero jest ciężka sprawa. Kompost ubity, taczki ciężkie, ale trudno. Wymyśliłam to trzeba wykonać.
Całość na razie nie wygląda atrakcyjnie, ale czy może wyglądać atrakcyjnie kupa liści z krowimi kupami pokryta kompostem? Grunt, żeby spełniła swoją rolę, czyli posadzone tam dynie, cukinie, kabaczki ładnie rosły.
Grządkę przytuliłam do płotu, więc pod nim  będzie rosła fasola tyczkowa, żeby miała na co się wspinać i tykwy, które też lubią się piąć.


W przerwach oswajałam całkiem sympatycznego kotka sąsiadów, który przyszedł się przywitać i napełnić brzuszek. A miał, co napełniać, bo był chudziutki, jak karteczka. Jedzenie pochłaniał w mgnieniu oka i choć troszkę bał się Mopa to jednak głód był silniejszy. Drugiego dnia już jedli wspólnie, każdy ze swojego talerzyka. Kotek regularnie przychodził, co kilka godzin i dopominał się jedzenia ocieraniem o nogi i pomiaukiwaniem.




Mopek był bardzo zazdrosny, ale jednocześnie zafascynowany kotkiem. Przypuszczam, że latem będą już w takiej komitywie, że będą razem spać na tarasowym fotelu.
Wieczorem ledwo żywa powędrowałam do sąsiadów spłukać z siebie znój całego dnia, bo choć dzień był piękny to jednak na prysznic ogrodowy jeszcze za wcześnie.
Nie byłam już w stanie skorzystać z sąsiadowego zaproszenia do ogniska, marzyłam, aby tylko położyć głowę na poduszkę.
W czasie, kiedy ja zmywałam kurz bitewny z ciała, Wu przez nieuwagę strącił z półki duży, kamionkowy garnek, który spadł w jedyne puste miejsce na stole. Całe szczęście, bo leżały tam, moje okulary, sztuk dwie, smarkfon, lapcio. Ciarki mi przeszły po plecach na myśl o szkodach...
A jeszcze w tzw.międzyczasie, żeby nie było nudno zepsuły się drzwi, zawias wykrzywił i drzwi smętnie zwisły na dwóch pozostałych. Trzeba je było zdjąć i naprawić, ale cholery są tak ciężkie, że o ile zdjąć może je jeden chłop, to do założenia jest potrzebnych trzech. Ja odmówiłam dźwigania tego ciężaru, bo po ekscesach z kamieniami, taczkami na grządkę myślałam, że wyląduję na ortopedii.
Nie ma, to, jak pomoc sąsiedzka, która się znalazła w postaci dwóch silnych i drzwi, choć z trudem zostały umocowane na swoim miejscu.
Spałam jak kłoda, ale budził mnie co jakiś czas mój własny głos "o jezu", "o matko", "ała". Każda próba zmiany pozycji wywoływała falę bólu. Wyłażenie z łóżka rankiem odbyło się na czworakach.
Na zakwasy najlepsza jest kolejna pora zakwasów, więc stękając i pojękując po  śniadanku, które zrobił również stękający Wu, poszłam znowu do ogrodu, tym razem usuwać igliwie, którym przykryte jest wszystko. Nawet tulipanki o ładnych, pasiastych listkach.


Psu obiecałam spacer nad jeziorko, który odbył się z niejakim trudem, ale obietnic łamać nie wolno.


Na jeziorze ruch jeszcze niewielki, perkozy tylko flirtują pokrzykując. Zeszłoroczne gniazdka w trzcinach nadal puste. Większy rwetes jest u mnie w lesie. Rankiem i wieczorem ptaki dają niesamowite koncerty, szczególnie kos jest głośny. No i żurawie, gdzieś zza drzew krzyczą, a czasem latają na chałupką i się wydzierają.


To były dwa dni dobrze spożytkowane. Konkretna robota, konkretny efekt, konkretne konsekwencje.
Grządki u sąsiada nie dałam rady przygotować, ale spoko, jest jeszcze czas.
Na ten tydzień zapowiada się bardzo marna pogoda i tak nasiona by siedziały w ziemi.

44 komentarze:

  1. Dwa ostatnie zdjecia sa przepiekne,ale to z Toba wprost cudowne..wcale sie nie dziwie ,ze tak pedzisz na to Twoje miejsce na ziemi...chyba zazdoszcze Ci..bede sledzila Twoje przygody weekendowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zliczę ile mamy zdjęć tego pomostu, kilkaset? Przynajmniej. O każde inne. To bardzo fotogeniczne miejsce:)

      Usuń
  2. Biedny, chudy kotek, buuuuuuuu :((
    Bosze, co ta za charakter mam, że teraz będę się o niego martwić. Dobrze, ze go czasem podkarmisz. :)
    Reszta cudo! szczególnie tulipany pasiaste i to jezioro, miodzio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotek ma dom, dostaje jeść, ale ma konkurenta do miski. Starszego kota, co go przepędza. No i jedzonko z puszki lepiej smakuje niż suche, dlatego, tak mnie często odwiedzał. Fajny, kontaktowy kotek. Inne przychodzą nocą, zjadają to, co im zostawię i zmykają. Boją się Mopa, czasem udaje mi się je podejrzeć przez okno. Ten jest wyjątkowo śmiały, na Mopa trochę sarka, ale przy jedzeniu, jak widać jest komitywa.

      Usuń
  3. Ja też się zmartwiłam kotkiem:( A jeśli to kotka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że Mnemo go trochę podkarmi...

      Usuń
    2. Ma jajeczka, nosiłam na rękach to wiem. Chłopak z całą pewnością.

      Usuń
    3. Weź go cichcem do weta, nawet się nie zorientują, że bezjajeczny. Skarpeta funduje!

      Usuń
    4. To chyba latem, kiedy będę na dłużej. Każdy wet ciacha jajka, no nie? Jest w gminie...

      Usuń
    5. Każdy powinien. Ale taki gminny to wiesz... tutejszy tylko inseminuje świnie i szczepi krowy. Zasięgnij języka. Przetrzymasz koteczka po narkozie kilka godzin w Kaczorówce i nikt się nie dowie. A może jego właściciele się zgodzą, po prostu? Ale chyba nie, bo już byłby wykastrowany.

      Usuń
    6. Myślę, że nie będzie żadnego problemu. Zgodzą się. Ten wet wydaje się być nowoczesny, ma dobre podejście do domowych pupili i ładny gabinet, tylko nie wiem, czy robi operacje. W razie, co jest jeszcze Mrągowo, a tam już gabinety miastowe.

      Usuń
  4. Mnemo i jezioro - cudne zdjęcie! Ale tam pięknie! A taka praca, chociaż ciężka, to przyjemność. Myślę, że kiedyś, kiedyś też będę miała takie swoje miejsce, marzenia przecież się spełniaja. Nie mogę się doczekać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, należy marzyć i starać się realizować marzenia. Ja Ci życzę, żeby spełniły się, jak najprędzej, dziewczynki jeszcze małe, dla nich to byłoby idealne miejsce.

      Usuń
  5. A ja nie mam z czego permakultury... O ile karton się znajdzie, liści troche też, to kompost cos nieudany mam- podśmierdujacy ( za dużo odpadków z kuchni chyba) no i krowiaka niet. Eee... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez kompostu też da radę, liście można zasypać cieniutką warstwą ziemi. Byle miały w czym się nasiona zakorzenić, dalej pójdą korzenie w liście i ewentualnie słomę, bo też dobrze ją dać na liście. Ja nie miałam to nie dałam. Muszę się postarać o kilka balotków. Do ściółkowania, jak już wzejdą zasiewy. Do kompostu nie można wrzucać chleba, czy resztek typu zupa, sosy. Mój też śmierdzi, jak to kompost. Bez krowiaków też można sobie poradzić, Ty masz kurzy nawóz, też się nadaje!!

      Usuń
    2. Nie wiem co jest nie tak. Nie daję żarcia tylko obierki itepe. Chyba za mało inszych różności, bo przewiew jest. Hmm...to może zrobię mały test. Słoma jezd, kurzak...Tylko kurzak jest dość żrący. Chyba trzeba by go rozrzedzić.

      Usuń
    3. Poczytaj u Gorzkiej: http://krycor.blogspot.com/2015/03/zdjecia-grzedy.html
      kurzaka dasz mniej i będzie dobrze. Obierki są ok, a latem dawaj skoszoną trawę.Ja bym tam jeszcze kurzak czasem podrzuciała, ze ściółką oczywiście. U mnie jest tylko trawa, mało innych rzeczy.

      Usuń
    4. Mnemo, jeśli weźmiesz słomę od kogoś, to ona jest spryskana do granic. Tutaj widzę jak na dłoni - pryskają kilkadziesiąt razy od wiosny do jesieni. Wczoraj i przedwczoraj tylko furczało, a smród chemikaliów aż dławił. Chyba że masz jakieś pewne źródło.

      Usuń
    5. "nasi" rolnicy nie stosują nigdy nie widziałam. nawet siano tradycyjnie susza i luzem żoną do stodoły. okropne te opryskiwacze na masową skalę. zdycha wszystko co w tym zboru źyje.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  6. ja tam mam taką permakulturę, że cholera by to wzięła... Kiedy będę miała warzywniak odzyskany???? - masakra w tym roku znowu;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, Krecie, nie stresuj się gupotmi! Ni ma to ni ma!

      Usuń
    2. Ha, jak potyrasz Krecie, jak potyrasz w nim:)))

      Usuń
  7. ależ piękne te zdjęcie nad jeziorem!! wcale się nie dziwię, że się zakochaliście w tym miejscu!

    OdpowiedzUsuń
  8. Na tematy ogrodnicze nie będę się wypowiadać, ale jedno wiem, że jest tak jak napisałaś: konkretna robota i konkretny efekt. Zawsze wiedziałam ile zrobiłam jak zryłam grządkę, wyplewiłam rabatkę, albo zwiozłam tonę węgla od drogi do szopy. Wtedy nawet zakwasy nie złościły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest jakiś paradoks, zasuwam do nocy z taczkami, wszystko boli a mnie się chce następnego ranka wstać znowu o świcie i dalej tyrać. A po hucie, gdzie wypełnię kilka tabelek, przestudiuję jakąś prezentację, pogadam z ludźmi i wracam zwłok, zasypiam w fotelu ze zmęczenia. Czym? Pytam się, czym się tak męczę?

      Usuń
    2. Głupotą, bezsensem, nerwami...

      Usuń
  9. hihjihihi. ..skąd ja znam te poranne...i wieczorne jęki po pracy w ogrodzie...ale faktycznie pięknie tam przy tym pomoście...no i dynie,cukinie będą wdzięczne za te kompostowo-oborniczkowe jedzonko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziś już nic nie boli, tylko siniaki na udach zostały:) I ręce podrapane:)

      Usuń
  10. Ech, dlaczego Psica tak przepędza koty :-/
    No,porwałaś się na ambitny plan, nie ma co ;-) ale będzie pięknie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo niezwyczajna:) Cudzych nie będzie lubić, swojego pozna od małego i zaakceptuje:) Daj jej szansę!

      Usuń
  11. Super!! takie rozpoczęcie sezonu jest najlepsze!!!Koteczek słodki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytulas i pieszczoch. I cwaniak! Za żarełko dupkę se da ogolić:)

      Usuń
  12. Oj, Mnemo, skąd ja to znam, ten ból w krzyżu... rano ruszam się jak zombie ;-)) ale jak tu odpuścić, skoro zielone uzależnia ;-) A taki spacer nad jezioro to najpiękniejsza nagroda jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Nic tak nie regeneruje przeciążonego mózgu, jak fizyczna praca, w towarzystwie zielonego oczywiście:)

      Usuń
  13. A wszystko przez tę pogodę jak zapowiedzą,że będzie pięknie to się człowiek rzuca na robotę i potem w krzyżu masakra. Twórczy dzień miałaś nie ma co a grządki z kupami zapowiadają się świetnie ja niestety nie mam co liczyć na krowie placki. Spacer wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę, a krowie placki będą oglądać w muzeum:)

      Usuń
  14. Ależ Ty pracowita jesteś, tak od razu i tyle na raz...
    Nic dziwnego,że zakwasy, najlepsza na to kąpiel w wannie i poleżeć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tiaaa, kiedy tam jest tylko balia, wodę trza grzać, a potem dygać jeszcze balię, żeby wylać:)

      Usuń
  15. hmmm, a dlaczego ja nic nie wiem że trzeba było krowie placki dorzucić?;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo byś mi wszystkie wyzbierał:) (żart)
      mój kompost taki se, to pomyślałam wzbogacę, choć nie jestem pewna, czy nie spalą mi nasadzeń, ale może nie bo nie było ich tak dużo, na taką dużą grządkę.

      Usuń
  16. Zostawiam ślad, że byłam.
    Mnemo, cieszę się, że sezon otwarty.
    Skąd ja to wszystko znam?
    Buziole

    OdpowiedzUsuń
  17. Najwazniejsze, ze juz po otwarciu:)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)