Na granicy dwóch posesji rośnie duży jesion. Ma kilkadziesiąt lat, gruby pień i rozłożystą koronę. Rośnie tak blisko domów, że zagraża ich bezpieczeństwu. To jedno z ostatnich dużych drzew we wsi, reszta już dawno wycięta. Przyszła nowa moda, wycięto drzewa, bo śmiecą jesienią, w ich miejsce posadzono tuje szmaragdowe i inne iglaki, albo i nic nie posadzono. Podobnie rozprawiono się z krzakami bzów i jaśminów, w których kiedyś tonęły domy.
Graniczny jesion i drugi, jego brat zapewne, rosnący w głębi obejścia uniknęły smutnego losu innych drzew. Jednak, coś trzeba zrobić z tą olbrzymią koroną, co będzie, jak przyjdzie burza i przewróci kolosa? Wyciąć takie piękne drzewo? Nie, można przecież zmniejszyć koronę. Pewnego dnia przyjechała ekipa i sprawnie obcięła potężne konary. W samą porę, bo jakoś zaraz niedługo przyszła wczesna, potężna burza, która zrzuciła bocianie gniazdo z drzewa nad glinianką. Młode nie zdążyły się jeszcze wykluć. Bociany musiały szukać innego lokum, wybrały na nie słup elektryczny i nie było to dobre miejsce. Słup znajdował się na przeciwko właśnie, co ogolonego z gałęzi jesionu. Przyjechali panowie z zakładu energetycznego, założyli platformę na drzewie i przenieśli tam budowane na słupie przez bociany gniazdo. Bocianom spodobał się nowy dom, choć jest nieprzyzwoicie blisko ludzi.
Szybciutko dokończyły budowy gniazda i złożyły jajka. W innych gniazdach już zaczynały wykluwać się młode. Pewnie dlatego też, niedługo po wykluciu swoich piskląt wyrzuciły jedno z młodych. Nie zdążyłyby wszystkich wykarmić i przyszykować się do odlotu w sierpniu.
Cud, że mały przeżył upadek z wysokiego drzewa i, że nie pożarły go koty, nim znalazła go ludzka mamka.
Bocianek otrzymał łóżeczko z plastikowej miski, wikt i opierunek. Z tym ostatnim było najwięcej roboty, bo mały sadził paskudnie cuchnące kupy, z częstotliwością wystrzału z karabinu maszynowego, choć starał się wystawiać kuperek za miskę. Łykał też podtykane kąski i klekotał na widok zbliżającej się ręki z jedzeniem. Zanim kleknął odginał łebek w tył, jak prawdziwy dorosły bocian.
Miska z boćkiem stała w nocy przy łóżku ludzkiej mamki, bo skoro nastawał świt to mały zaczynał klekotać i dopominać się jedzenia. Chciała nie chciała musiała podać jedzonko. Po jedzonku mały słodko zasypiał śniąc zapewne o gorącej Afryce.
Co dziś na obiad?
To było za mało. Proszę więcej!
Chusteczkę proszę, coś mi się do dziobka przyczepiło.
Podrapiesz mnie po łebku?
O jakieś kiełbaski?
Teraz mi nie przeszkadzajcie, śpię przecież.
No widzisz piesku, będziesz miał skrzydlatego pzryjaciela.
Co mi tu podtykasz?
Oczy mi się zamykają, będę teraz spał.
O tak mi dobrze.
Rodziciele.
P.S.
Bociany, już na początku lutego wraz z nadejściem pory deszczowej wyruszają z Afryki Równikowej i Wschodniej w kierunku Starego Lądu. Po pokonaniu Tanzanii, Republiki Środkowoafrykańskiej, Sudanu i Egiptu w ostatnim tygodniu lutego i na początku marca przelecą ponad Izraelem, Turcją i Grecją, wkraczając tym samym do Europy. Większość zacznie przylatywać do Polski około 22 marca, bo jest to data ustalona według średniej wieloletniej. Najpóźniejsze przyloty bocianów są spodziewane do połowy maja. Dla bocianów sygnałem do opuszczenia Czarnego Lądu są zbliżające się z południa chmury deszczowego monsunu. W momencie, kiedy zaczyna padać deszcz, bociany masowo wylatują w stronę Europy.
Czyli boćki już naprawdę szykują walizki :)






