W czasach, kiedy miałam naście lat, fryzjerzy potrafili robić wielce fantazyjne fryzury np. "na baranka", ewentualnie ciąć "na małpę". Brzytwą oczywiście. Cały zespół Smokie w początkowej fazie twórczości nosił takie fryzury. To było modne, do Polski ta moda oczywiście dotarła z opóźnieniem i właśnie w tych czasach, kiedy zaczynałam interesować się swoim wyglądem. Wtedy jednak zgody na małpę nie dostałam.
Dzieci obcinało się "na garnek", albo, jak to się w moich stronach mawiało, "na polonik". Coś w rodzaju pazia. Dziewczynki nosiły jeszcze warkocze, szczególnie te, które natura obdarzyła hojnie w tym względzie. Mnie natura w pewien sposób pokrzywdziła, bo z moich włosów dało się umotać jedynie dwa mysie ogonki. Zazdrościłam moim starszym siostrom tych fryzur a la małpa, tudzież końskich ogonów a la Brigitte Bardot, dlatego też czekałam z utęsknieniem na tą fryzurową dorosłość.
W końcu skończyłam podstawówkę i mama pozwoliła mi zrobić trwałą. Ondulację oczywiście. Nie wiem dlaczego moja mama, zwykle restrykcyjna, wtedy się na to zgodziła. To był duży błąd, bo po powrocie od fryzjerki beczałam ze dwa dni, co zerknęłam w lustro to widziałam jako żywo swoje ciotki z barankami na głowie. Fryzjerka nie bardzo zrozumiała moje tłumaczenia, bo chodziło mi o takie trochę afro, a nie klasycznego ciotczynego baranka przy samej głowie.
W czasach licealnych rozpoczęłam eksperymenty z kolorami na głowie, a właściwie z jednym. Marzeniem moim, bo byłam od dziecka fanką Marylin Monroe, był taki platynowy blond na głowie, w wydaniu punk rockowym. Robiło się go zdecydowanie prosto, ot w aptece kupowało się 2 butelki wody utlenionej 3 procentowej i przy pomocy koleżanek w szkolnym kibelku włosy tleniło. Efekt był natychmiastowy. Moje jasne włosy jaśniały jeszcze bardziej i to w try miga, a potem przy czesaniu sypały się, jak dobrze wysuszone siano. Odżywek w PRL-u się nie znało. Do fryzjera też człowiek nie chodził, sam sobie wymyślał fryzury. Najlepiej takie na widok, których sąsiadki pogardliwie prychały, albo kręciły z obrzydzeniem głową. Moja mama złościła się, że robię z siebie pośmiewisko z tym ukwiałem na głowie, a jej przynoszę wstyd. Jakoś fryzury moich starszych sióstr a la małpa tak jej nie denerwowały. Ojciec machał ręką i jak to miał w zwyczaju uspokajał złoszczącą się matkę słowami "daj jej spokój, młodo jest, kiedy będzie se fioki na głowie robiła ?". Z tych czasów zachowały się jeszcze fotki:) Chcecie zobaczyć?
Potem jeszcze raz mnie pokorciło i położyłam w ramach zmiany koloru na włosy chnę. Że niby taka naturalna i nie zniszczy włosów. Może i nie zniszczyła, ale wyobrażacie sobie tą zupę pomidorową na głowie? To były czasy wychowywania młodego toteż mogłam przez jakiś czas ludzi unikać. Chna na szczęście szybko się zmyła. Trzeci raz już nie odważyłam się eksperymentować. Jestem wierna od lat i długości i kolorowi.
A Wasze fryzury, jak wyglądały? Albo wyglądają? Może macie jakieś "specyficzne" doświadczenia w tym względzie.
Bo moje tak. Zaznaczam, że było to wiele, wiele lat świetlnych temu:)
W przyszłości zdradzę, w co ubierałam się jako nastolatka, wiele, wiele lat świetlnych temu:)
Właśnie sama znów złapałam nożyczki i o ile poprzednim razem wyszedł mi perkusista The Stranglers, a potem ciut odrosły i było jak na mój gust świetnie :D o tyle teraz jestem na tę małpę, bo się śpieszyłam i... czekam aż odrosną :D zima jest, beret mam - nie jest źle ;) Blondynką byłam dwa razy w życiu - raz w liceum, fryzjerka-praktykantka zapomniała o mnie i jak się upomniałam, to już miałam spalone, skruszone włosy i ranki na głowie, a potem po pierwszym dziecku - i... to nie jest kolor dla mnie :)
OdpowiedzUsuńJak nie dla mnie czarny, poprosiłam męża, żeby mnie w fotoszkopie zrobił na czarną i wyglądałam, jak Hitler tylko mi wąsik przyczepić. Ja się nożyczek nie tykam, bo mnie mój fryzjer po łapach leje za wyrzynanie zębów w grzywce:)
UsuńO, Kochana, fryzura na małpę była tak pożądana, ze nawet popularne w owych czasach peruki się kupowało:)) Miałam taką blond i nie mogę odżałować, że żadne zdjęcie się nie zachowało.
OdpowiedzUsuńA chny używałam kilkanaście lat i wszyscy się dziwili, skąd mam takie kasztanowe i błyszczące włosy ( ale ja ciemna szatynka zawsze byłam, na starość mi się na blond odmieniło). Afro też przerabiałam i przez jakiś czas wyglądałam jak Jimi Hendrix he, he, (a Ty bardziej jak Janis Joplin na tych fotkach, fiu, fiu:))
Fajny temat, buziaki.
P.S. Trzymam kciuki za urodzinowy prezent w misce Mopka:)))Uwielbiam to zdjęcie.
Nie miałam peruki, no chyba taką dla jajec. Szkoda, że nie masz żadnych fotek.
UsuńTo fotki z okresu fascynacją Joplin, The Doors,Joy Division. Mama nie mogła mnie znieść w tym wydaniu:)
Wow, Mnemo, o pięknych włosach. Super czadowo wyglądałaś. Jakbym o sobie czytała i moich fryzjerskich eksperymentach. Ja miałam warkocz, taki nawet dość porządny, ale marzyłam o fryzurce innej. Takie włosy do brody, bez grzywki. Ojciec się jednak za nic nie chciał zgodzić na obcięcie moich długich włosów, ale był kibicem. Podczas jakichś ważnych rozgrywek zawracałam mu głowę tym moim ścięciem i gdy oglądał mecz spytałam, czy mogę obciąć ten ogon koński. On, by mieć mnie z głowy, bo mu ekran zasłaniałam powiedział ok. No to pół godziny później już było po wszystkim. Ojciec nie mógł mi wybaczyć. Zawsze chciałam być ruda. Raz wyszła mi taka marchewka, że myślałam, że tego nie przeżyję, a miałam wtedy praktykę w liceum. Klasa rżała ze śmiechu, ja też, bo co mi zostało. Ale dalej kombinowałam. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMiałam koleżankę w liceum z taką pszeniczną, grubą kosą do pupy, zazdrościłam jej trochę. Ale ona była grzeczną dziewczynką i do matury z nią dotrwała.Moje rosły kawałek za ramiona i koniec. To nadrabiałam fantazją:)
UsuńBuziaki
Całkiem dobrze wyglądałaś, takie czasy takie lata :-)))
OdpowiedzUsuńTeż wylewałam wodę utlenioną na włosy
w celu osiągnięcia upragnionego odcienia włosów .
Mojej siostrze nic nie pomagało,
została przy swoim własny, woda utleniona w ogóle jej włosów nie brała.
Czyli sposoby miałyśmy podobne, aby być blond laskami:)
UsuńNapisz jak mi robiłaś irokeza z cukru...w ramach eksperymentów:)
OdpowiedzUsuńKurcze nie pamiętam:)) Ale, ale mam Twoje zdjęcie z naszego ślubu, chcesz zobaczyć, jaki smarkaty wtedy byłeś?
Usuń"Mam fryzurę na cebulę, przestraszyłam panią Ulę, pewnie zaraz wszystkim powie co ja dzisiaj mam na głowie. Nie kucyki nie warkocze, chociaż może to urocze, to fryzura całkiem nowa, taka właśnie cebulowa"
OdpowiedzUsuńTak mi sie skojarzyło :-) ja miałam warkocze, a w piątek klasie podstawówki poszłam do fryzjera i włosy mi ścięto na depecha ;-)
Na Depecha Moda?
UsuńJa zaczęłam eksperymentować mając dobrze ponad 20 lat. Większą część życia nosiłam długie, a krótkich modnych fryzur mogłam tylko zazdrość innym. Sama w krótkich włosach wyglądam fatalnie. Marchewka też mi się raz zdarzyła a miał być złoty blond :))) teraz muszę farbować bo parę lat temu posiwiałam paskudnie :(
OdpowiedzUsuńZdjęcia bardzo fajne :)
U mnie też krótkie nie wchodzą w rachubę, mam za dużą głowę:)
UsuńDo dnia komunii kitek po kolana. Dzień później włosy ścięte króciutko.
OdpowiedzUsuńPotem nosiłam takie nawyżej do ramion.
W wieku 15. lat azaczęłam przygodę z farbowaniem i po kolei: czarne, blond, rude, czerwone, fioletowe, granatowe, wiśniowe, niebieskie, białe, siwe, teraz różowe.
Co do długości: co kilka miesięcy sięgam po maszynkę i albo funduję swobie irokeza, albo małpę, albo całość na 3mm.
W tym momencie mam różowe skrzyżowanie małpy z cierpiącym emo :D
Niedługo rzucę się na zieloną farbę :D
O, Ty to masz doświadczenia!Szczególnie ten cierpiący emo mi się podoba:)
UsuńGłos na Mopka oddany. Można tylko raz?
OdpowiedzUsuńZ fryzur to najpierw miałam grzywkę, która zaczynała się gdzieś tak na szyi, z tyłu, bo włos mój dość nikczemny, a strasznie podobały mi się gęste, proste grzywki, takie, żeby brwi nie było widać. Tę gęstość skądś trzeba było wziąć. No i koński ogon (-ek). Potem był paź w różnych wariantach i to nie było najgorsze, tylko upierdliwe, bo włos mam prosty i podatny na kręcenie, ale jeszcze bardziej podatny na rozkręcenie. Tak więc spałam w wałkach, rano paź był iście królewski, ale nie daj Boże choćby trochę rannej rosy! Nie miałam wtedy samochodu, to zakładałam chustkę, żeby dolecieć do przystanku. Jak już miałam samochód, to worek foliowy na łeb i byle do garażu dolecieć. Przerobiłam chyba wszystko, trwałą też, ale nawet trwała u mnie była nietrwała. Mam jedną wyższość nad koleżankami, czego zawiszczą mi do bólu. Mianowicie nie siwieję, chociaż powinnam jakieś 20 lat temu. Nie wierzą mi i za każdym razem sprawdzają mi włos po włosie w poszukiwaniu śladów farby. No tak mam. Teraz mam na zapałkę i strzygę się sama (lata ćwiczeń) i koleżanki w to też nie wierzą. Taka jestem niewiarygodna!
Bardzo dziękujemy za głosik:)
UsuńZ jednego kompa tylko raz. Chyba po IP rozpoznaje.
Ja mam takie włosy, ze myć muszę codziennie i nie żeby wieczorem, skąd, wstaję rano i na głowie gniazdo. To tak piłuję codziennie przed robotą. Tylko teraz odpuszczam, bo mnie ta zaraza jeszcze nie opuściła i boję się dorobić większej.
Ja sama nie widzę siwuszków, ale pytałam fryzjera, czy wypatrzył jakieś to twierdzi, że nie. Jak bym tak osiwiała, jak moja babcia albo ojciec na białego gołąbka to bym przestała farbować. Na zapałkę mi się podoba tak, jak Dzikowaska, ale ja mam za duży łeb:)
Z tym myciem mam tak samo. Ja mam z kolei za płaski łeb, by na zapałkę się ostrzyc. No i już siwieję, ale to takie geny. Na razie farbuję.
UsuńPS. Moja córka ma warkocz jak moje ramię, taki za tyłek. Nie wiem skąd, bo po tatusiu kolor tylko (popielaty blond), na pewno nie objętość. Ech, cud nad cudy...
OdpowiedzUsuńNasz pies uwielbia ją za ten warkocz ciągać.
Takie włosy to dziś rzadkość może, ma po babciach? Albo jeszcze dalej?? Miałam taką ciotkę z włosami do kolan, ale to była przedwojenna panienka, myła je dwa razy do roku.....naftą!!!
UsuńPo babciach z mojej strony nie, a babć z tamtej nie znam i specjalnie nie żałuję... Aż tak jak Dzikowska to nie, ale prawie. Myślisz, że z takimi krótkimi to nie ma roboty? Też jak rano wstaję, to każdy włos mam w inną stronę i bez mycia nie ma życia. A mam taką koleżankę, co raz w tygodniu chodzi do fryzjera. Jak się położy wieczorem, tak rano się budzi, w niezmienionej pozycji. To i fryzury wystarcza jej od wizyty do wizyty.
OdpowiedzUsuńMoja córka ze swoim warkoczem jest szalenie oryginalna i dobrze o tym wie - skubana. Nie ma osoby, która nie zwróciłaby na nią uwagi! Kto dzisiaj nosi taki warkocz? Wbrew pozorom, to jest szalenie wygodne. Zaplata na różne sposoby, myje ze dwa razy w tygodniu i już. Mokre, suche, z łóżka czy nie, bez różnicy.
Też znam taką, śpi z wałkiem pod głową:) To nie dla mnie, ja jestem wiercipięta:)Do fryzjera chodzę raz na kwartał i mam zakazane samodzielne wyrzynanie grzywki. Fryzjer daje po łapach za rzępolenie grzywki:)
UsuńJak pracowała, to byłam u mojej fryzjerki codziennie. Ona mnie czesała, bym wyglądała po ludzku. Wyobraźcie sobie. Codziennie przed pracą.
UsuńO nie, to ja wolę pospać, mycie i wyciągnięcie szczotką włosów opanowałam do perferkcji - 15 minut starcza:)
UsuńCałe dzieciństwo i młodość licealną miałam warkocz za tyłek, a włosy do kolan w boskim kolorze popielatego blondu, który dziko jaśniał na słońcu;) Woda utleniona była zbędna. A teraz - jak mi się podoba - a to długie do połowy pleców, potem maszynką na zero tnie Książę, teraz mam "antyfryzurę":))))
OdpowiedzUsuńTylko farbowania nie znoszę, muszę kiedyś napisać o tym, jak chciałam mieć kolor na Kożuchowską;)
Ja cię....to tak, jak córcia Hany!!! No gdybym ja objechała się na jajo to na odrośnięcie czekałabym z 5 lat.
UsuńKolor na Kożuchowską toć ona blondynka... chyba,dawno kobity nie widziałam:)
Jak z grubsza wygląda antyfruzura?
OdpowiedzUsuńChciałaś na Kożuchowską, a wyszedł Ci zielony?
No właśnie, jak wygląda antyfryzura?
UsuńAntyfryzurę się ignoruje, nie czesze, nie nakręca, nie zawija, nie lakieruje, tylko sobie rośnie jak chce;) Ja urośnie za długa, że już nie można, to wtedy maszynka i na zero - i tak cykle się powtarzają;)
UsuńA, to ja taką na Mazurach noszę, tylko bez tej maszynki na końcu:)
UsuńNa łyso, czy cuś?
OdpowiedzUsuńJuż lecę:)
OdpowiedzUsuńMnemo, dostałaś zachwyconego maila przed chwilą? U mnie internet wariuje, chyba w zaspie utknął, bo mi zrywa połączenie i nie wiem w końcu, czy wysłał?
OdpowiedzUsuńNie, nie mam:)
UsuńOk, to ślę z WP.
OdpowiedzUsuńNie wiem, co się dzisiaj porobiło z internetem, do Ciebie też muszę wchodzić przez archiwum, bo mi nie otwiera ostatnich Twoich wpisów. Mam wrażenie, że u Kretowatej nie pokazuje mi wszystkich komentarzy, na 86 się urwało, prawda to?
OdpowiedzUsuńu Kretka na 87 i ostatni jest Twój. Poszły spać dziewczyny, albo im prunt wyłączyli:)
UsuńW sumie dobra wiadomość, bom już myślała, że całkiem wszystko się zbiesiło. Stawiam na prund (prunt?).
OdpowiedzUsuń