Chciałam Wam opowiedzieć tylko tą milszą część historii o bocianku, bo niestety jego historia nie zakończyła się happy endem. Cudownie uratowany po upadku z wysokiego drzewa, nie pożarty przez koty, przez jakieś 2 tygodnie rozwijał się doskonale. Nagle, pewnego ranka nie obudził siostry klekotem, jak zwykle, podtykanych kąsków nie chciał jeść, słabł z godziny na godzinę. Dalej już wiecie, jak było.........
Tak widocznie miało być, że nigdy nie zobaczył gorącej Afryki. Szkoda prawda?
Żeby nie zakończyć tak całkiem na smutno, to wstawiam znaleziony w necie obrazek. Pewno tylko żaby nie żałowały, że tak się zakończyła historia małego bocianka.

P.S.
Nie zawsze się takie historie źle kończą. Kilkanaście lat wcześniej, nie ma z tego okresu zdjęć niestety, przyniesionego do domu, ślepego jeszcze kotka, znajdę, którego ktoś podrzucił na teren zakładu, gdzie pracowała moja druga siostra, wykarmiła suka ratlerka. Suczka miewała ciąże urojone,a wtedy miała normalną laktację. W takim to czasie właśnie został znaleziony kotek. Suczka przygarnęła go jak swoje dziecko i wykarmiła. Szkoda, że nie było wtedy aparatów cyfrowych, dziś miałabym fantastyczne zdjęcia psa karmiącego kota i mogłabym startować w przesympatycznych konkursach w Klubie Kota Jasna 8 z nadzieją na wygraną:))
Wygrzebałam z archiwów stare zdjęciu suczki, oto bohaterka,miała na imię Lala.

Widocznie nie jest łatwo bociankowi zastąpić mamę ...
OdpowiedzUsuńAle historia mamy ratlerka jest niesamowita :-)
Szkoda,że nie było wtedy takiego łatwego dostępu do aparatów ...
ooo ja również bardzo żałuję bo widok tej zastępczej mamy byłby niesamowity.
OdpowiedzUsuńZ tymi bocianami to jest tak - ptaszyska wyrzucają z gniazd swoje słabsze i chore dzieci i w ten sposób robią selekcję, zostawiając najsilniejsze. Co poradzisz, taka natura.
No tak, domagałam się dalszego ciągu, to mam. I wcale mnie nie pociesza, że natura taka. Trochę mi to zrekompensowała historia suczki Lali, a ona właśnie wbrew naturze! Aż boję się spytać, co stało się z kociakiem?
OdpowiedzUsuńzałożę się - kociak zrobił sobie z pieska personel, bo taka ich natura:)))
UsuńKotek wyrósł na kocurka, albo kotkę już nie pamiętam i żył sobie długo i szczęśliwie.Wyglądało to rzeczywiście rozczulająco, ona taka łysa pod brzuchem i ten kotek pompujący łapkami mleczko. A jak jej wyłaził z koszyka to ona go w zęby i dawaj nazad do koszyka. Miała taki instynkt, przygarniała co rusz jakąś sierotę, nawet małe kaczuszki próbowała zanosić sobie do koszyczka i mojego chomika.
OdpowiedzUsuńSama była znajdką.
Uff, ulżyło mi. Piękna historia. Masz jeszcze coś w zanadrzu? Tylko żeby happy end był!
OdpowiedzUsuńMam zaczętą notkę o psach w moim życiu......opiszę wszystkie od samego mojego urodzenia:)W przewadze kończyły się szczęśliwie:)
UsuńA ja miałam sowę, którą dziadek wykarmił pipetą, a potem myszami;) Wróciła do lasu!!!! Odwiedzała nas potem;) Zadziwiające, że dziadka ledwo pamiętam, ale tę sowę doskonale;)
OdpowiedzUsuńNatura prawie zawsze wie, co robi, dura lex, sed lex...
A komiks nas rozbawił do łez;)
A to ciekawy przypadek, sowy rzadko się widuje, bo to nocne ptaki i takie tajemnicze. Mój Mopek jak zarośnie futerkiem to przypomina sówkę:)
UsuńJakoś ten bociani temat nas się czepnął, a komiks w kontekście naszych rozmów o bocianach też mnie rozbawił:)
Zapomniałam napisać, że i mnie komiks ubawił. U nas sowy latają często, nie dalej niż wczoraj wieczorem wielki ptak przeleciał w pobliżu okna - widziałam go z pokoju mimo ciemności na zewnątrz. Był naprawdę blisko. Mogła to być być tylko sowa, bo przecież nie orzeł? No, chyba, że bocian? Sowę latem widziałam też w dzień, drzemała (tak sądzę) na świerku, tuż przy domu.
OdpowiedzUsuńJejku, jak czekam na wiosnę. Mam obczajoną na Mazurach dziką łąkę nad rzeką, gdzie stoi ambona. Ja tam mam zamiar zakraść się świtem z aparatem i czekać na sarenki. Jak tam poszłam, kiedyś na spacer to sarny z trawy takiej do pasa tylko tak wyskakiwały. A na działkę wchodzą mi lisy i zające:)
UsuńTak Hana, na pewno bocian, a świstak siedzi i zawija w te sreberka;)
OdpowiedzUsuńHana w desperację wpadła, ona tak chce tej wiosny, że nocą ma zwidy:) Mogłam Ci na tej tacy bociana przykleić:)
UsuńNo i się wzruszyłam przy wyobrażeniu sobie suczki karmiącej kociaka
OdpowiedzUsuńTak, to był rozczulający widok:)
UsuńJa wiedziałam, że tak będzie! Zwidy! A kto poleciał do Przygodzic w gniazdo bocianie zaglądać?
OdpowiedzUsuńZ bocianami będzie druga taca, nie wywiniesz się.
Kretowata, coś Ty, świstaki nie latają!
Ożesz, się wpakowałam.Nie widziałam serwetek z bocianami, inne ptaszki owszem, ale bociany?
UsuńNa lisa kiedyś zrobiliśmy żywołapkę, a dlaczego i co się w nią złapało, to długa historia. Dwa lata temu, przez całe lato mieszkał u nas zając zwany Henrykiem. Pies mu nie przeszkadzał.
OdpowiedzUsuńMasz temat notkę:)
UsuńJak u Dygasińskiego!
Usuńon pewnie był tak słaby, ze i karmienie ludzką ręką nie pomogło. szkoda, bo bocian to takie sympatyczne ptaszysko.
OdpowiedzUsuńa mamcia ratlereczka - cudowna. czasem te ciąże urojone jednak sie przydają
Dziwne, bo na początku nic mu nie było, nawet nic nie miał złamanego od tego upadku.
UsuńSzkoda bocianka. A sunie często "robią" za mamki. Nasza Mróweczka była zastępczą mamą dla króliczków. To były czasy "Zwierzyńca", do którego wysłaliśmy nawet fotki "mamy" i dzieci.
OdpowiedzUsuńA żeby tak w temacie karmienia pozostać donoszę, iż Rachel II. powiła trojaczki. Dziś przybyła mi szóstka jagniąt, póki co. Nie mam na nic czasu. Pozdrawiam serdecznie
To dopiero historia!!
UsuńCzytałam, o tym, że wrzosówki, tzn.maciorki wrzosówek (tak się nazywają samiczki?) mają często ciąże mnogie, ale myślałam, że dwa dzieciaczki, ale aż trzy? Masz kupę roboty, ile to już razem tego przychówku?
Wolontariat by Ci się jakiś przydał do pomocy:)
Buziaki
Razem 16.
UsuńSpora gromadka, nie dziwię się, że czasu brak:)
UsuńGdybyś Rogato była bliżej, miałabyś mnie na karku codziennie. Ale to nie tak znów daleko. Pokaż zdjęcia, bo kto wie...
OdpowiedzUsuńPrzedszkole - teraz Rogata idzie poczytać bajeczkę i zaczyna w te słowa (umiem jeszcze na pamięć!): "Duo amici, qui per montes iter faciebant, subito procul ursum appropinquantem cospexerunt..." - dobranoc...
OdpowiedzUsuńKe pasa? Tłumacz, co z tymi przyjacielami....mnie tam bajki o kogutku i wilku opowiadali. A Rogata łowcom po łacinie?
UsuńNo jasne, poczytaj u Niej na blogu) A to jest po prostu bajeczka o dwóch przyjaciołach, którzy wybrali się razem do lasu i spotkali niedźwiedzia (ursus po łacinie) i... na pewno resztę znasz, bo Mickiewicz niejaki o tym też pisał;)
UsuńO tych prawdziwych, co poznajemy w biedzie:)
UsuńPo przeczytaniu tego wszystkiego, wyszło mi na to, ze jakiś bocian wykarmił ratlerka, czy jakoś tak :))))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Dziewczyny:)))
Tak, tak i jak tak karmił to opowiadał bajki po łacinie:)
Usuńno cóż- taki los...
OdpowiedzUsuńa suczka super... ale żeby chomika???
Kotka wykarmiła, a chomika to przygarnęła, jak wylazł ze swojego pojemnika. Zaniosła go do koszyczka i lizała, aż był cały mokry. Tak samo z małą kaczuszką.....
UsuńOj jaką historię tu opisujesz. Mimo Lali i tak się poryczałam. Szkoda i smutno mimo wszystko.
OdpowiedzUsuń