wtorek, 12 lutego 2013

Dochodzę w 5 minut

Zdarza się Wam czasami trafiać na różne dziwne ogłoszenia tudzież inne wywieszki? Mnie rozbawiła do łez poniższa. Oczywiście, jak każda normalna (?) i zdrowa baba skojarzenia miałam, wiadomo, jakie. Trochę mi się żal osobnika zrobiło, bo tak 5 minut i po ptokach, ale myślę sobie, może młode jakieś, wyrywne  to i nie dziwota.
W każdym razie bonus wielki autorowi za poczucie humoru. Nie miałam odwagi zadzwonić, coby przylazł, bo nie wiem, jak by to się dalej potoczyło.
Żeby nie było, sklep już nie istnieje, więc proszę nie dzwonić:)))


P.S. Przed chwilą do drzwi zadzwonił "kuminiorz" z życzeniami i kalendarzem na szczęście. "Staropolskim" zwyczajem wcisnęłam mu w rękę drobniaki, bo jak tu takiego odprawić z kwitkiem. W pierwszej chwili chciałam lecieć po jajka, bo, jak na wsi "kuminiorz" z kalendarzem chodził to dostawał jajka, kiełbasy czy innych wiktuałów, ale sobie pomyślałam, jak on z tymi jajami po piętrach będzie drygał. Dałam więc drobniaki, żeby interes ze szczęściem przybić.

Halo Miczka, słyszałaś??? Był "kuminiorz", nigdy nie przychodził, a patrz dziś przylozł. To taka dobra wróżba, będzie wszystko ok:)))). 

poniedziałek, 11 lutego 2013

Haft wstążeczkowy - bratki i Miłosz na dobranoc.

Niektórzy hodują o tej porze roku bratki na balkonie, ale to w Irlandii, wiadomo, że to zielona kraina. W tych okolicznościach przyrody, które mamy my o tej porze roku,  można, co najwyżej bratki sobie wyhaftować, co też z niemałym trudem uczyniłam. Bratki haftowane wstążeczkami, dalekie od ideału, jakoś mi wyszły, ale muszę powiedzieć, że nerwy to przy nich mi, co rusz szwankowały. Toż to maleńkie, śliskie, używasz czasami dwóch igieł na raz. Potrzebne dziecięce paluszki i na dodatek najlepiej gumowe. Ale, jak się baba uprze to zrobi. Baba zrobiła i wyszło to tak:



Podobne do bratków?
Któregoś dnia zasiądę do mojej singerki i uszyję "coś", pewnie woreczek, albo serducho.  W planie kolejne hafty, róża i naparstnica, a potem pierwiosnki, albo na odwrót.
Na warsztacie dekupażowym teraz u mnie "większe zwierzęta", taca, skrzynka, skrzynka na klucze i parę pierdotków mniejszych wymiarów. Wszystko w podobnej tonacji z motywami magnoliowymi, bo przecież magnolie jeszcze chwila, a zaczną kwitnąć. Za kilka dni będzie prezentacja.
Witam nowych obserwatorów i bardzo mi z tego powodu miło. Bąkam też coś nieśmiało o liczniku, który bije i niedługo wybije magiczną liczbę, a jak wybije to jakiś dekupkowy maluszek poleci do nowej właścicielki.

A tu ciekawostka, znacie ten wiersz Miłosza?

( zaczerpnięte z netu)


Buziaki wieczorne i ranne, bo rano to ja wiecie, muszę do Huty, do Huty.........

niedziela, 10 lutego 2013

Odtykanie Mnemo i Madzi

Mnemo się czasem zatyka. Madzia też. Tak o rożnych porach roku się obie zatykają. O ile Madzi wystarczy, że się jej depnie po gazie i przewiezie parę kilometrów to z Mnemo jest gorzej. Mnemo prycha, kicha, trze nos i wpuszcza krople do oczu, pije też wapno i łyka coś na alergię. Mnemo zamiast sobie zrobić testy na alergię to sama dedukuje od lat, na co jest uczulona. Bo na publiczną opiekę zdrowotną uczulona jest z całą pewnością. Na zwierzaki nie, wytestowane, na kurz nie, sprawdzone, na jedzenie też nie, ale podejrzane są grzyby, pleśnie i jakieś pyłki. No jakie to mogą być pyłki w lutym?? Leszczyna i wierzba? Pleśnie i grzyby z całą pewnością, bo jak Mnemo zwiedzała swego czasu jaskinie w Czechach to się mało nie udusiła. Stare chałupy, które Mnemo uwielbia  też powodują wyżej wymienione objawy. Generalnie wilgoci Mnemo nie lubi oj nie lubi. W ramach odczulania Mnemo i przetykania filtra cząsteczek stałych Madzi, w niedzielny ranek Wu zabrał obie na przejażdżkę. Do Czerwińska nad Wisłą. Pogoda średnia na zwiedzanie, ale łyk świeżego powietrza jest o tej porze roku jak najbardziej wskazany.

O historii Czerwińska nie będę się rozpisywać, wszystko jest dokładnie opisane w Wikipedii. Sam klasztor już kiedyś zwiedzałam i to przy udziale sympatycznego ojczulka, który bardzo chętnie opowiadał o historii tego miejsca i misjach, na które tutejsi ojczulkowie wyjeżdżają. Nie mam z tego wyjazdu zdjęć, bo to dawne czasy. Dziś nie zaglądaliśmy do środka, bo trwała msza. Za to spacerowaliśmy wokół i po ślicznej, acz chylącej się ku ruinie, najstarszej części mieściny.


 Widok z tarasu przyklasztornego, za drzewami płynie Wisła.



 Stary krzyż i drzwi na dziedzińcu.



Prawdopodobnie urządzenie służce do przepraw na Wiśle.



Widok ogólny klasztoru.

 Stara cześć miasteczka, sporo chałup w totalnej ruinie.  Ta część tchnie dawnymi czasami. Kojarzy mi się z klimatami jak u Bruno Schulza.







A to zwały lodu tuż przy Wiśle.

Szczerze powiedziawszy klimaty zupełnie nie wiosenne. Spacer mimo szczerych chęci nie był zbyt długi, a zakończony w miejscowym sklepiku i pożarciem drożdżowej buły z czekoladą, ku wzmocnieniu, oczywiście. Drogę powrotną Mnemo spędziła w błogostanie ciepełka samochodowego, śniąc o słoneczku i nie wiedzieć czemu chodzeniu w klapkach po ciepłym bruku:))



sobota, 9 lutego 2013

Czegoś mi się chce..

Od samego dzisiaj rana 
czegoś mi się chce... 
Nie cukierka, nie banana - 
może piasku, może siana 
albo nawet - nie wiem sama 
muchy tse-tse-tse? 
Może zgadnie ktoś przypadkiem, 
na co ja mam chęć? 
Uszyć krowie suknię w kwiatki? 
Wsypać pieprzu do herbatki? 
Albo złapać - ciach! - do klatki 
krokodyli pięć? 
Co w kłopocie mi pomoże? 
Jeśli ktoś to wie, 
niech mi zaraz liścik kropnie, 
bo nie mogę - tak okropnie, 
tak okropnie, tak okropnie 
czegoś mi się chce!

Słowami wierszyka dla dzieci Danuty
Wawiłow niechże wyrażę swój dzisiejszy nastrój.


Pohasałyśmy sobie po mazurskich  ugorach wczesnym rankiem, wieczorową porą wymyślałyśmy altruitki u Kretowatej, a dziś od rana, chodzą  za mną różne "chęci". Tak to jest, jak człowiek ma troszkę wolnego czasu, a chęci na wiele różnych rzeczy. Trzeba jednak w końcu coś wybrać.  No to w końcu wybrałam i poczęłam zgłębiać dalsze tajemnice. Tajemnice haftu wstążeczkowego. Pierwsze "dzieła" już za mną, ale nie należy ustawać w ćwiczeniach, bo nabyte umiejętności szybko wietrzeją z mózgownicy. Przynajmniej mojej. Widocznie dziurawa jakaś. Zrobiłam taki bukiecik w tonacji blue. Jeszcze nic z tego nie uszyłam, ale pewnikiem będzie to jakiś woreczek, a może serducho?

Dziś zabrałam się za haftowanie bratka, którego kiedyś już próbowałam zrobić, ale wtedy wymyślne przewijasy wstążeczkowe mnie przerosły i dałam za wygraną. Teraz poszło lepiej i pierwszy bratek już widnieje na tamborku. Pokażę, jak wyhaftuję resztę.



Skończyłam też podusię na igły, ale to była "krótka piłka", dwa haftowane kwiatki i zszycie poduszeczki nie trwało długo.

Wyjść na spacer mi się nie chce, bo znowu nawaliło, aż grubo tego białego, wiecie tego, co to już wszyscy mamy go dość. Alergia daje znać o sobie, zapuchnięte oczy, swędzące uszy i nos, płytki oddech, makabra jednym słowem. Znaczy, wiosna gdzieś tam się czai w postaci pyłków kwitnącej leszczyny i wierzby, no właśnie, kotki wierzbowe już widziałam dziś na straganach. Tylko dlaczego ta niewidzialna wiosna mi tak dokucza? Halo jest ktoś na sali, komu alergia przypomina, że wiosna tuż, tuż??

Dla takiej jednej Grażynki, koci znaczy się, skleciłam mysz, trochę podługowata mi wyszła, bo żadnych muster nie stosuję, ot biorę nożyczki ciacham wykrój i zszywam. Mam nadzieję, ze Grażynka rozpoznała w tym czymś myszę:)


Dobra idę męczyć drugiego bratka. Apsik!!!!

czwartek, 7 lutego 2013

Zygu, zyg

A właśnie, tak zygu, zyg.....Za oknami śnieżyca, psia mać, a bociany niby wracają już. Taki jeden Maciek na ten przykład, przyleciał i co on teraz bidny zrobi? ....W Hucie, jak to w Hucie....marność i sromota. Co więc zrobię? Jak sobie polepszę psi nastrój? A odpalę sobie Picase i pooglądam zdjęcia. Co dziś chcecie? Teatr cieni był, to może wschód słońca i mgły? Zygu, zyg tej psiej pogodzie, zgygu, zyg hucie.....
 Dobra kobitki idziemy na wschód słońca, zapraszam wszystkie, w kupie raźniej. Ja zakładam portki clowna, Wam daję wybór, kiecki różniste, dla Kopciuszka, sierotki Marysi, jest jakaś taka falbaniasta, flamenco w niej można potańczyć, któraś może przywdziać perukę a, la Mostishia Addams. Dobra idziemy, bo właśnie słonko wschodzi. Jeszcze tylko siorbniemy kawki na tarasie, Kretowata dostanie rumianek, kto chce miętę? Bo rośnie pod tarasem.... Idziemy proszę wycieczki, idziemy......

Wychodzimy z tarasu i widok mamy taki, robimy głęboki wdech i idziemy dalej....

wchodzimy na lotnisko ( bo tuż za płotem mam lotnisko) widoki piękne, nie? Słonka jeszcze nie widać, chowa się w mgle......



O, pokazało się, Mnemo robi, cyk, cyk


 I pokazuje ferajnie wstające słoneczko.......

 Wu ferajnie pokazuje pajęczynę......


A potem wiele pajęczyn....Mnemo ma arachnofobię.....


 ale, potulnie kuca za największą.....


Wu będzie ratował, jak zjawi się lokator pajęczej sieci, a jak nie to Mnemo obudzi okolice wrzaskiem......

Jest lokator, ale zajął się konikiem polnym, nie zeżre Mnemo. Są jeszcze w grupie jakieś arachnofobiczki?


Docieramy nad jezioro, wyspa miłości w oddali i delikatnej mgiełce.....Płyniemy?


Mnemo siedzi na pomoście, a gdzie reszta?

A reszta  kąpie się na golasa, i ktoś to widzi!!!! Ino kto, jak żywego ducha ni ma wokół. Przecież dopiero wzeszło słonko.........

Wracamy do domu, a tu co siedzi na dachu? No, co ja się Was pytam?????