Ponoć magnolie są jednymi z najstarszych roślin na ziemi. Krzewy i drzewa magnolii rosły już ponad 100 mln. lat temu.
Istnieje wiele odmian magnolii i urodą ich kwiatów można się cieszyć już na początku kwietnia. Kwiaty magnoliowe pojawiają się na bezlistnych gałęziach i wyglądają podobnie jak tulipany. Mają subtelne, pastelowe kolory, które pięknie okrywają nagie gałązki.
Pamiętam z jakim zachwytem patrzyłam na obsypane kwiatami drzewko magnoliowe, kiedy ujrzałam je pierwszy raz w dzieciństwie. Wydawało mi niezwykle egzotyczne i tajemnicze. Rosło w ogrodzie starej kamienicy, zdobnej w wykusze, wieżyczki i balkoniki. Roiłam sobie, że mieszkam w takim domu i spaceruję w ogrodzie w falbaniastej sukience pełnej koronek i kokardek. O dziecka miałam inklinacje do "dawnych czasów". Księżniczki, królewny i zarośnięte pnączami ogrody zajmowały moje myśli przed zaśnięciem.

Do widoku kwitnących drzewek magnoliowych jeszcze przyjdzie nam troszkę poczekać, niestety, zima nie daje za wygraną i co rusz dokłada nową warstwę białego puchu.
Czekając na wiosnę dłubię sobie przy warsztacie i wydłubałam w ciągu kilku ostatnich wieczorów magnoliowy zestawik.
Na zestaw składa się taca, skrzynka i koszyczek. Zastosowałam tu moją ulubioną technikę bejcowania, bo szkoda pokrywać szczelnie farbą słoje widoczne na drewnie. Bejcę mieszam sama z różnych kolorów, aż wyjdzie taki kolor, jaki mi odpowiada. Bejca ma jeszcze jedną zaletę nie schnie godzinami, więc zdecydowanie szybciej można przejść do najfajniejszego momentu pracy, czyli klejenia serwetki i wykańczania.
Zaczęło się od tacy:
Zadowolona z efektów maznęłam jeszcze skrzynkę.
Potem mój wzrok padł na koszyczek, który również niezwłocznie, idąc
za ciosem pobejcowałam i okleiłam serwetką.
Do bejcowanego drewna, moim zdaniem, doskonale pasują spękania, więc połączyłam obie techniki we wszystkich pracach. Szczególnie, że nabyłam ostatnio cały litr lakieru do spękań i mogę sobie "nie żałować". Starczy jeszcze na kilka prac. Jeden solidny wydatek, ale nie biegam, co chwila po maleńki słoiczek.
Na koniec wyrychtowałam jeszcze ozdobny serduszko-klucz, którym może mi się uda otworzyć drzwi wiośnie?
Na wszelki wypadek pozaklinam troszkę rymami częstochowskimi wiosnę, może da się przekonać?
Wiosno, wiosno proszę przyjdź
bo już nie da się tak żyć
w tej ciemnicy i tym zimnie
i tak czekać nadaremnie
Jak już przyjdziesz obiecuję,
schudnę i Ci zatańcuję
piękny taniec, wywijaniec
niczym szarak, znaczy zajec w oziminie
tak na do widzenia zimie.
(Rozgrzana płodzeniem wierszyków u Kretowatej, na pohybel zimie)