Mazury w takie zimowej szacie wyglądają cudnie, jest biało, cicho, rześko. Jedyny minus to taki, że nie można dojść we wszystkie ulubione miejsca, bo śniegu jest naprawdę dużo. Nad jezioro nawet nie próbowaliśmy, bo grafik był napięty, a czasu mało. Latem dochodzimy tam w 15 minut, ale w tych zaspach pewno godzinka by nie starczyła, szczególnie, że droga wiodąca do jeziora była równo zasypana śniegiem.
Drzewa uginają się pod ciężarem białego puchu, znowu będą połamane gałęzie i wierzchołki sosen.
Próba dotarcia do chałupki
Za tym laskiem jest moja chałupka, cała przywalona śniegiem.
Moje hortensje pod śnieżną pierzynką.
Widok z tarasu.
Wioseczka pod śniegiem.
Widoki z drogi, gdzieś za Nowymi Kiejkutami.
Wszystko pięknie, ładnie, ale .......no właśnie. To jedno "ale" spowodowało, że mazurska wizyta została skrócona o jeden dzień. Po miłym wieczorze spędzonym na pogawędkach i wspominkach, część damska udała się na odpoczynek. Część męska gwarzyła sobie w najlepsze racząc się czerwonym napitkiem. Gdzieś około 3 nad ranem obudziło mnie charakterystyczne swędzenie uszu i kichanie. Potem w tempie wyjątkowo szybkim doszły jeszcze inne upierdliwe objawy, pieczenie oczu, kaszel, drapanie w gardle, a dalej było tylko gorzej, już nie mogłam prawie złapać tchu. Opatuliłam się śpiworem i wystawiłam swoje nieposłuszne ciało na ganek. Tu przynajmniej wróciła mi zdolność oddychania. Stałam tak i podziwiałam cichą, białą mazurską noc. Jednak ile można stać na mrozie? Z lękiem wróciłam do domu, zaordynowałam sobie końską tabletkę wapna, otworzyłam okno i jako tako dotrwałam do rana.
Niestety na powtórkę z rozrywki, czyli drugą noc spędzoną na ganku już się nie odważyłam. Widocznie coś mnie uczuliło na tyle, że moje alergiczne skłonności tym razem dały znać o sobie wyjątkowo mocno. Wróciliśmy więc śpiesznie do bezpiecznego smrodku miastowego, a ja niestety muszę w końcu udać się do lekarza i wyjaśnić na co jestem uczulona. Podejrzane są koty, roztocza, grzyby i pleśnie. No bo chyba nie pyłki traw o tej porze!!!
Mimo wszystko serwuję Wam troszkę mazurskich śnieżnych widoków. To już pewno ostatnie takie zdjęcia w tym roku, idzie odwilż, marzec za pasem, więc raczej zasp już oglądać nie powinniśmy.
Buziaczki:)))