środa, 14 sierpnia 2013

Era ludów, żeby nie powiedzieć lodów...

Słowo się rzekło. Miałam robić na tej resztce urlopu ludy i inne fajne rzeczy, odpoczywać, pławić się w słonecznych i upalnych promieniach słonecznych, rozkoszować brakiem hucianych obowiązków. Tylko, że aura miała względem mnie inne plany. Jak nożem uciął równo z moim przyjazdem do Kaczorówki skończyły się upały i zrobił taki ziąb, że wyglądałam, czy aby śnieg nie spadnie. Normalnie era prawie lodowa. Szlag mnie trafił, bo tak nie miało być!!! Wiatr wieje, że głowę urywa ( i ja się dziwię, co te moje drzewka tak pochylone w jedną stronę?), z rąk wyrywa serwetki do dekupaży, a rozłożony na trawce majdan do robótek, co rusz trzeba zbierać, bo na dodatek jeszcze pada. Cud, że tak "pomiędzy" wichrem i opadami udało mi się coś tam stworzyć, ale zadowolenia nie ma, bo to wszystko w takiej napiętej atmosferze i pośpiechu, "żeby tylko zdążyć" przed kolejną chmurą z deszczem.
Jak zabieram się do roboty "ludów" to, nie wiem nigdy, co to mi wyjdzie akurat dzisiaj. A dzisiaj wyszedł mi jakiś aniołek i .....papież chyba. No ma tiarę ma coś na kształt pastorału.... Wszystko to nie było zamierzone, poskładałam kawałki drewienek i tak się samo zrobiło........

Aniołek dostał oczka i usteczka z kamyków, skrzydełka i anielskie włosy to wosk wybielajacy, reszta to działania ognia i trochę akrylowej farby. Całość zaolejowana.





"Niby papież" ma śliczny nosek, chyba nie widać zbyt dobrze tych maoryskich ornamentów na nim. Ale są, zrobiły je korniki, ja tylko nosek pobejcowałam i potem potraktowałam woskiem. Pastorał to stary zawias, chyba sąsiad go wykopał z ziemi podczas ostatnich prób wyrównania swojego podwórka. Jego podwórze to zagłębie takich skarbów, podejrzewamy, że ktoś, kto tam kiedyś mieszkał chyba kuźnię prowadził. Czego ten sąsiad już nie wykopał z ziemi........

Wyglądam przez okno, nadal wygląda listopadowo i szczerze powiedziawszy już mi się nawet nie chce tu być, co jest wysoce niepokojące, bo żeby mi się nie chciało być w Kaczorówce?


Łączę się ze wszystkimi, którzy też na urlopach i którym pogoda, jak mnie zrobiła psikusa.......

niedziela, 11 sierpnia 2013

Jak w kurniku

Opuszczam w piątek po południu wielkie miasto, skwar leje się z nieba. W aucie nie działa klima, odmówiła posługi w największy upał. Nic to, jakoś przejadę te 200 km. Dojeżdżam, wysiadam, zaciągam się mazurskimi aromatami (sosny cudnie pachną wieczorem) i słyszę, jak gdzieś za lasem mruczy nadchodząca burza. Kiedy już przychodzi to daje takiego czadu, że chowam się w chałupce i tylko pokwikuję po każdym grzmocie. Oj boję się burzy, boję. Zaczyna lać i leje tak aż do rana. Rano deszcz odpuszcza na chwilkę, dosłownie taką, żeby mój hrabiowski pies raczył wyściubić nosek spod kołdry i w szybkich abcugach zrobić psipsi i to drugie. Potem w jeszcze szybszych abcugach wraca do chałupki i z pretensją w oczach staje pod schodami prowadzoącymi na górkę. Chcesz iść do łóżka pytam? Aż zaczął podskakiwać, znaczy się, że chce. Jak go tam wpakowałam to nawet nosa nie wyściubił do popołudnia, kiedy to znowu go zwaliłam na dół, żeby to psispi i drugie zrobił. Już wiedziałam, że, jak pies tak śpi to będzie lało na mur beton cały dzień. I lało. A ja w duchu słałam tej zas....... pogodzie, długie i krótkie.......A niech to, psia mać. Ostatnie dni urlopu!!!! I gdzie ta sprawiedliwość?
Usiadłam, więc przy oknie i gapiłam się na karminik. A w nim, jak w kurniku. Rwetes i hałas, jakby stadko kurcząt się w nim pasło. Mój karmnik opanowały dzwońce. Przyprowadzają młode i pasą się od rana do wieczora. Oczywiście inne ptaszki też zaglądają, ale dzwońców jest najwięcej. Pojawiły sie nawet kowaliki, których nie było od wiosny. Już od samego bladego świtu stukają mi po dachu i słychać ich charakterystyczne szur,szur po pniach drzew. Oczywiście głową w dół, to znamienne dla kowalików.
Zdjęcia może mało ostre, ale tak przez szybkę to trudno zrobić lepsze. No jutro może szybkę umyję.







A jakby tego jeszcze było mało to znowu mruczy burza gdzieś za lasem........

wtorek, 6 sierpnia 2013

Lud z lekka zdębiały

 "Lud z lekka zdębiały"  takie imię oficjalne będzie nosił candowy ludek, tak postanowiliście. Głosujących było niewiele, zaledwie 8, składam to na karb upałów, bo pewno zamiast siedzieć przy komputerach plażujecie:) Popieram i sama bym tak zrobiła gdyby nie obowiązki służbowe, które mnie w tym upale trzymają w mieście. Na numer 8, propozycję Grarzynki, która prowadzi bloga Decoupage wieczorową porą i robi cudne rzeczy, głosowały 3 osoby. Oczywiście po losowaniu prawowita właścicielka i tak nazwie go sobie, jak będzie chciała:)))

A ja jeszcze tylko 3 dni i też udam się na troszkę urlopu i już się z tego cieszę. Egzystowanie w tym upale w mieście jest koszmarem, asfalt się topi, ciało wiecznie mokre, robić nic się nie chce. Na Mazurach, mam nadzieję, podekupażuję sobie troszkę, mam kilka rozpoczętych rzeczy w tym jednego "większego zwierza". I koniecznie muszę odpocząć, odespać, odleżeć, pobyć w samotności, bo na ten rok koniec już z urlopami, a jesienią szykuje mi się dużo, dużo nowych obowiązków zawodowych. Naładowanie baterii jest niezbędne. Tak, że będę głównie przebywać w towarzystwie sosen i ptaków, które gromadnie przychodzą do mojego karmnika, a ja potrafię się gapić na nie od wczesnego świtu.

Przychodzi sójka z tegorocznego lęgu ( taka jeszcze nie w pełni opierzona) i jest tak spokojna o swoje bezpieczeństwo, że potrafi przychodzić do poidełka nawet jeśli ja siedzę od niego 3 metry. Pokrzykuje tylko na mnie ostrzegawczo i łypie oczkiem.



Dzięciołek,nazywany, Łudi, ma dziwną metodę podchodzenia do karmnika od dołu, zapowiada nadejście charakterystycznym okrzykiem, a potem bezceremonialnie wypędza jedzące towarzystwo i sam się obżera.


Nie boi się go specjalnie dzwoniec, który w tym roku gromadnie przychodzi do karmnika i poidełek i śmiało mogę powiedzieć, że w tym roku mamy ptasi rok dzwońca. W zeszłym roku był kowalika, ale w tym roku nie przychodzą wcale.


Może jeszcze zobaczę, co słychać u bocianów, które zrobiły sobie dwa gniazda na kościele w niedalekiej wsi, muszę się śpieszyć, bo lada chwila będą się szykować do odlotu. Nie do wiary, dopiero, co przyleciały i marzły na zaśnieżonych łąkach.

Pewnie wcielę się jeszcze raz w rolę klowna ( czego się nie robi dla radochy dzieci), ale na tym już chwatit.


Tego "pana" ze zdjęcia poniżej usunę siłą nawet z należnego mi miejsca i jak już mi się znudzą dekupażowo, ludowo, szyciowe zajęcia to będę leżeć odłogiem i oddawać się błogiemu nicnierobieniu i gapieniu się na zachód słońca w ciszy i spokoju.


Bo w planch to ja jeszcze szycie mam, ot choćby serduszek takich .....


Coś mi się jednak wydaje, że tydzień na to wszystko to za krótko........

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Wybieramy imię dla candowego ludka

Wczoraj po raz kolejny dotarło do mnie, że dzierlatką już nie jestem (choć psiapsióła mi to powtarza od kilku lat) i powinnam czasami być ostrożniejsza, a może zwyczajnie powolniejsza, dostojniejsza. Bo to, że do tej pory potrafię przeleźć przez płot albo wleźć na drzewo to proste i oczywiste. A po moich schodkach-drabince w Kaczorówce śmigałam po ćmoku i omacku w tę i we w tę, do wczoraj. Bo wczoraj w biały dzień tak z nich rypnęłam, że "fala sejsmiczna" rozniosła się po okolicy. To słowa Wu, ciekawe, co miał na myśli nie?  Przez chwilę leżąc u ich podnóża zastanawiałam się, czy wstanę czy nie wstanę, ale wstałam, pomachałam odnóżami i stwierdziłam, że są całe. Nic mi nie spuchło ani nie obrzękło. Za to dziś rano pewna część ciała zaczęła doskiwierać, kiedy się dobrze obejrzałam stwierdziłam na ciele to:


Dorodny siniak w kolorze śliwki węgierki zdobi me ciało i zdziebko dokucza, jest jeszcze drugi pomniejszy na innej części ciała. Ale, że z siniakami się daje żyć to muszę skończyć to, co wcześniej zapowiadałam........


   Do zakończenia zapisów na moje pierwsze candy jeszcze troszkę czasu zostało, ale obiecałam, że będziemy wspólnie wybierać imię dla candowego ludka. Jak ów jejmość  wygląda można zobaczyć TU, a imiona przez Was sugerowane są poniżej dzisiejszej notki.  Czekam na propozycje, wpisujemy w komentarzu numer figurujący przy imieniu, po zakończeniu, a czekam na typy jutro do 20:00, ja liczę, które imię dostało najwięcej głosów. Ogłaszam to wszem i wobec, czyli robię kolejną notkę, a lud jeszcze raz wybierze się ze mną na Mazury, żeby mu owo imię przez Was nadane jakoś utrwalić w deszczanym ciele. Żeby mi się wszystko nie pokićkało, a w tym upale wszystko jest możliwe, można typować jedno imię np. nr. 5, albo nr 8, takie, jakie uważacie, że powinien nosić.

Lista imion nadesłanych w komentarzach:
1.Eugeniusz
2.Eugeniusz Pierwszy Zdziwiony
3.Zdzichu
4.Boluś
5.Walerian
6.Euzebiusz
7.Dziwoch
8. Lud z lekka zdębiały
9. Dziwoch Zdębialy
10.Onufry
11.Konstanty
12.Pankracy Pizdochurski
13.Nepomucjan
14.Boluś
15. Bonifacy
16. Boniek
17.Ewaryst Gęsiński
18.Wesoły Diabeł
19.Teodor
20. Teo
21.Lolo Frasobliwy
22.Naturalis
23.Zamalowany Łapą w Pysk

Mogłabym też zrobić drugie głosowanie np. jaką część mojego ciała zdobi uwieczniony na fotce siniak, ale nie wiem, czy Wam się chce, bo okrutnie dziś gorąco, przynajmniej u mnie.
Wy tu sobie spokojnie głosujcie, a ja się odklejam od fotela i idę pomoczyć w letnie wodzie........

Buziaczki

czwartek, 1 sierpnia 2013

Szarmancki Leon Oralista, mleczny brat candowego luda

Candowy ludek powstawał równolegle z jego bratem, Szarmanckim Leonem Oralistą, prezentem imieninowym dla mojej psiapsióły. Dlaczego Szarmancki Leon Oralista? No, bo jakoś tak nam się przypomniały psiapsiółowe bredzenia przy ognisku na temat faceta idealnego................
Wiedzieliśmy, że Leon będzie się podobał, a  jego frywolny przydomek zostanie zaakceptowany i faktycznie tak było. Niezwłocznie został uwieszony w zaszczytnym miejscu nad  komodą, wcześniej ucałowany w deskową paszczę i druciany jęzorek.
Ze względu na to, że psiapsióła nie posiada żadnej stodoły ani ganka, ani innych ruchomości na wolnym powietrzu, gdzie Leon mógłby wywalać na ludzi swój lubieżny jęzor, jego gabaryty są nieco mniejsze niż pozostałych, ot takie, żeby mógł zawisnąć gdziekolwiek w mieszkaniu.


Głowa Leona jest bardzo stara, bo pochodzi z lipy przewróconej przez burzę, której pisałam tu.  Materiału jeszcze troszkę zostało, może jeszcze przyda się na części ciała dla innych "ludów"?


 Zdjęcia jakieś mi kiepskie wyszły, w naturze panowie się prezentują lepiej.


A moje CANDY trwa, przypomnę, do 15 sierpnia i cały czas można się zapisywać, imiona dla luda wymyślać, a jak ktoś ma ochotę to można mu nawet życiorys stworzyć:)))

Zapraszam do wzięcia udziału:)))


A ja mam ochotę na kolejne ludy, pomysły mi się legną w głowie, jak króliki, tylko, że mogę je robić tylko w Kaczorówce, a tam dopiero w piątek mogę się udać..........
Chcialabym zrobić:
- cycatą blondynę
- grubaśne dzieciątko
- jakiegoś gruźlika
- anorektyczną panienkę
- babuleńkę zgiętą we dwoje
i jeszcze inne mniej chrakterystyczne postaci.........

Buziaczki dla wszystkich, a nowych obserwatorów serdecznie witam, podczytywaczom macham łapką, a może zostawicie słówko?