sobota, 25 stycznia 2014

Uwaga, uwaga!!! Przedstawiam konkursowe zdjęcia:))

Dostawca nowego netu sprawił się błyskawicznie. Wpadło dwóch młodych i w 15 minut załatwiali sprawę, wymienili jedną skrzynkę na drugą skrzynkę, podpięli jakieś kabelki, podsunęli 5 załączników do podpisania, podeliberowali  nad moim nazwiskiem, uchachali się, że ja nie z "tych" tylko z Warszawy i pooooooszli.

Nic więc mnie nie zmusza, żeby z publikacją Waszych zdjęć konkursowych czekać aż do jutra.
Robię więc tak, publikuję teraz zdjęcia, a sondę uruchomię za chwilę. Wczoraj testowałam uruchomienie sondy razem z postem i niestety tak, jak to było u Hany i Miki, najświeższy post nie pokazuje się wtedy w liście Waszych blogów, jeśli mnie tam macie.
Może ten zabieg, czyli najpierw post, potem sonda na pasku bocznym sprawę załatwi. Jak sonda nie zadziała, trudno będziemy głosować w komentarzach, poprzez wpis głosuję na numer:..........

Do konkursu zgłoszono 16 eksponatów, zdjęcia wklejałam do posta na bieżąco, więc są umieszczone w kolejności zgłoszenia. Każde zdjęcie dostało landrynkowe obramowanie,w końcu głosujemy na "tandetę". Rozrzut tematyczny jest imponujący, od ekstra kiczowego (jak twierdzi właścielka) sztucznego fiuterka, poprzez dziergany 20 lat temu sweterek, inne sweterki pochodzące z różnych źródeł, sukienki na wielkie wyjścia, sukienki i wdzianka zza granicy, odjazdową kurteczkę na rodeo z dodatkami złota, majtki dłuższe i krótsze, po damskie body wyjęte z kieszeni kurtki (też dobra historia)
Wszystkim nadsyłającym "eksponaty" bardzo dziękuję za udział w zabawie i teraz serdecznie zapraszam na ciąg dalszy.
Mam nadzieję, że nic nie przeoczyłam i wszystkie zdjęcia umieściłam, jak trzeba:))





















Do dzieła!!! Oglądamy, decydujemy i głosujemy do 31 stycznia do północy:)))

Oczywiście na swojego faworyta bądź swój eksponat możemy agitować na swoich blogach czy w każdym innym miejscu:))

piątek, 24 stycznia 2014

Jak widzicie.....

Sonda na bocznym panelu już przygotowana, ale niestety musiałam ja usunąć, bo ten post nie pokazuje się w Waszych listach postów, jeśli mnie tam macie. Tak samo było u Hany i Miki, nie wiem, o co chodzi.  Wasze nadesłane zdjęcia już obrobione i w kolejności nadsyłania do postu wklejone. Jeszcze nie jest za późno i zdjęcia tandet wszelakich można wysyłać teoretycznie dziś do północy. Zapraszam, zachęcam, nęcę:)))
Jeśli ktoś nie wie, o co chodzi to wszystko jest opisane TU.

Jutro mam zmianę dostawcy internetu, więc może być przerwa na łączach. Zobaczymy, jak się fachowcy uporają.
Mam nadzieję, że sonda umieszczona na panelu bocznym zadziała, bo robię to pierwszy raz i nie potrafię przewidzieć skutków swoich sondowych poczynań. Niby ma się uruchomić samoistnie 27.01.2014 o godz: 00.01. Zobaczymy:))) Jak nie zadziała to zagłosujemy w komentarzach. Nagrody czekają!!!

U mnie dziś z rana było minus 16, ale to wielkie nic bo mi doniesiono, że w Kaczorówce dziś było minus 26!!!! Co Mazury to Mazury!!!!

Kiedyś, to było w marcu, zachęcona miejskim ciepełkiem i pąkami wychylającymi się z krzaków w parku zmolestowałam Wu do wyjazdu na Mazury!!! Zaskoczenie było duże, bo Kaczorówka była przykryta śniegiem, a nasze jezioro zakute lodem.




 W słonku jednak było cieplutko i można było biegać w sweterku.



Mopek był bardzo zdziwiony chodząc po lodzie:)))



Dlatego teraz już czekam do kwietnia zanim wybiorę się na mazurski  rekonesans. Nawet jeśli w dzień wydaje się, że już jest ciepło to po zachodzie czar pryska i robi się potwornie zimno. A nasza chałupka nie jest przystosowana do "potwornie zimniastych nocy"







środa, 22 stycznia 2014

Mnemo się zważyła......

O Nowego Roku Mnemo postanowiła nie jeść. Nie jeść chlebka, słodkości i makaronów. Niby nic takiego, to proste przecież nie jeść chlebka, odwracać głowę od łakoci, makaronu, odkąd dziecka się wyprowadziły nie ma potrzeby gotować, więc pierwsze dni poszły gładko. Ale im dalej w las tym gorzej, zaczęłam śnić o pysznych kanapeczkach z szyneczką, majonezem, sałatą. I cholernie mi się chce słodkiego!!!! Szczególnie, że ta Anka Wrocławianka takie pyszności pokazuje........

Dobra, minęły 3 tygodnie czas dokonać ważenia. Wlazłam, więc na wagę..... i tylko 3,3 kilograma mniej. Matko tylko tyle mniej?? To ja te pomidory i biały ser, biały ser i pomidory, zamiast chlebka liść sałaty z jogurtem i wędliną i tylko tyle? Wkurzyłam się!!! I wiecie, co zrobiłam? Zrobiłam sobie taką kanapkę, która mi się w snach pojawiała, popchnęłam kawałkiem goloneczki i zafasowałam na to dwa desery waniliowe. Wlazłam na wagę!!! Pół kilo więcej!!!!

Od jutra powrót do pomidorów i sera, nie poddam się tak łatwo:))

A jak tam Wasze postanowienia noworoczne?

Może to te mrozy tak wzmagają łaknienie? Nawet wrony, które zwykle grzebią w trawnikach i czasem koszach na śmieci dziś znalazły sobie coś bardziej pożywnego. Zaobserwowałam przez okno jak  na podwórku wcinają zamrożonego gołębia. Nie wiem, czy bidok padł z zimna albo choroby, czy też wrony go zaciukały. Obrabiały go tak do samego zmroku jedna jadła, inne czekały opodal, co jakiś czas wymieniały się przy stole.



Wrona inteligentnie oskubywała z piórek truchło, piórka odkładała na bok.


Zręcznie też przytrzymywała swój obiad łapą, co chwilę zezując na boki, gdzie czaili się jej pobratymcy.




Nawet nie reagowały na przechodzących obok ludzi, bardzo były zajęte wyżerką.
W zeszłym roku przyglądałam się kawce, która w parku rozgrzebywała świeżutką i dymiącą jeszcze końską kupę (policja patroluje park na koniach) i wyjadała jakieś kąski. Nawet jej robiłam z bliska zdjęcia, a ona na mnie skrzeczała.

 Poważnie, wyglądała, jakby broniła tej kupy i chciała mnie odstraszyć.
No dobrze, starczy już tych okropieństw kulinarnych:)))

Pamiętacie o zabawie rocznicowej?? 

Na zgłoszenia czekam do 24 stycznia do północy, troszkę czasu jeszcze zostało:))


sobota, 18 stycznia 2014

Zabawa rocznicowa. Uwolnij tandetę, dodaj jej skrzydeł:))

Uczestniczę w zabawach i rozdawajkach na Waszych blogach to pomyślałam sobie, że czas abym i ja jakąś zabawę u siebie rozhuśtała. Bo o letnim candy to już wszyscy dawno zapomnieli. Niech to będzie zabawa z okazji rocznicy publikacji mojego pierwszego posta umieszczonego na tym blogu dnia 2 lutego 2012 r.

Tak myślałam i myślałam i myślałam ( ciężko oj ciężko mi to ostatnio idzie) i wymyśliłam, że zwykła rozdawajka to nie to samo, co zabawa, którą wymyśliły Hana i Mika. Nawet wygrałam tam jedną z nagród:)) A dlaczego nie zwykła rozdawajka, ale zabawa z głosowaniem?  Raz, że jest wesoło, dwa, że uczestnicy wraz z twórcą zabawy muszą troszkę włożyć w zabawę wysiłku:))

 Nie będę oryginalna i pociągnę pomysł Hany i Miki, (wybaczą mi chyba), zabawimy się w poszukiwania tandetnych ubiorów. Widujemy przecież takie koszmarki ubiorowe, ba, niektóre z nas w chwilach pomroczności jasnej, czy upojenia świeżym powietrzem czasem takie cuda nabywają, by po przyniesieniu do domu walić głową w mur wykrzykując, królu egipski, matkozcórką, o kuźwa mać, po co ja to kupiłam!!!!

Nie jestem wolna i ja od grzechu zakupu rzeczy, którą szczerze powiedziawszy założyłam raz i więcej nie zamierzam. Już ze dwa razy wyrzucałam do śmieci, ale w końcu schowałam jednak w czeluściach szafy, bo pomyślałam, że może kiedyś na jakiś bal przebierańców komuś się przyda. Jak się komuś podobają, oddam chętnie.

Owe buty, bo o butach mowa, zakupiłam wiele lat temu, kiedy jeszcze byłam w miarę młoda, bardzo szczupła nie miałam platfusa w prawej stopie, który wymusza noszenie obuwia wygodnego wręcz rozczłapanego i od czasu do czasu zdarzały mi się jakieś wyjścia "do ludzi".

 Z tym zakupem to było tak.
Spacerowałam z psiapsiółą po jakiejś galerii  (wtedy jeszcze od czasu do czasu robiłam takie wypady zakupowe), byłyśmy obie w doskonałych humorach. Energia nas roznosiła. Na wystawie zobaczyłam buty, właśnie te i pomyślałam, że takie to by mi się przydały, na jakiś ekstra wypad. Wiecie, mała czarna przed kolanko, gołe opalone nogi i te buty, które wtedy były modne. Co nie znaczy, że już wtedy nie były tandetne, były oczywiście, ale pomyślałam sobie, że po ulicy w nich biegać nie będę, ale tak na jakiś wernisaż na przykład.... to czemu nie.

Weszłam i kupiłam, nie były nawet drogie.......
Nie pamiętam, gdzie w nich wystąpiłam. Wiem tylko, że obcas był za wysoki i ledwo ustać mogłam o chodzeniu nie mówiąc, szczególnie po garbatych i dziurawych chodnikach, a cholewki z gumowych pasków, na mych chudych łydkach wiecznie się zsuwały doprowadzając mnie do kuźwicy. Więcej ich nie założyłam.

Banerek do wklejenia:))

I reszta owego obuwia:)




Drugim tandetnym łachem, w którym do dziś paraduję jest koszulka z pieskiem, wypisz wymaluj moim Mopkiem ( choć on nie nosi korony). Kupiłam ją świadomie, bo ma wyrażać mą wielką miłość do tego zasrańca i zaszczańca na krótkich łapkach. Używam jej wyłącznie w domu i w Kaczorówce. Wyglądam w niej jak dzidzia piernik, ale co tam, jestem gotowa do takiego poświęcenia. Czego nie robi się w imię miłości. Szczególnie do psa czy kota:))



No dobrze, to tyle tytułem wstępu. A teraz o zasadach konkursu. Wszak jakieś muszą być:))

Wszyscy chętni do zabawy robią tak:
- szperają w czeluściach szafy swojej, znajomych, sąsiadów czy w innym dowolnym miejscu, wynajdują jakiś ubiór,taki do noszenia, a nie na przebranie,  który jest tandetny, kiczowaty, od pały po prostu, robią zdjęcie i ślą na maila do Mnemo. Dany eksponat, czyli coś co można założyć począwszy od głowy a na stopach skończywszy, może być sfotografowany na osobie (będzie śmieszniej), jak się na osobie nie da to trudno, niech będzie zdjęcie eksponatu leżącego, wiszącego, stojącego.

Termin nadsyłania zdjęć do piątku 24 stycznia do północy. 
Sobotę Mnemo rezerwuje sobie na obrobienie zdjęć stworzenie posta i sondy ( lub innej formy głosowania, jak sonda się nie uda).
W niedzielę 26 stycznia, najpóźniej do północy (jak się coś nie pochrzani)  pojawią się Wasze propozycje tandetnych ubiorów i zaczniemy głosować.

Można, a nawet trzeba, na własnych blogach, czy w innym dowolnym miejscu, agitować o głosy:)) Im więcej głosów tym lepiej, chodzi o wzmożenie napięcia przed wynikiem ostatecznym:)) Tak to sobie wymyśliłam:))

Miło będzie, jeśli umieścicie banerek o zabawie na swoim blogu. Ale oczywiście nie musicie. Jeśli ktoś nie ma bloga, ale jest zalogowanym komentującym to również może, a nawet powinien wziąć udział w zabawie:) Ładnie proszę:))

Głosujemy do piątku 31 stycznia do północy. Sobotę rezerwuje sobie Mnemo na stworzenie posta, a publikację wyników pokaże w niedzielę 2 lutego, najpóźniej do północy. 2 luty to będzie akurat rocznica publikacji pierwszego posta na tym blogu.

Uffff, to chyba wszystko w sprawie zasad, jak coś mi się przeoczyło to poprawię.

A teraz nagrody, zróżnicowane będą:

Miejsce pierwsze, dla osoby, która zdobędzie najwięcej głosów:
własnoręczny, deszczany wytwór Mnemo, jeden z ostatnich Kaczorówkowych tworów. Bo potem to przyszła jesień i Mnemo zaprzestała produkcji.  Janiołek z kamykowymi  oczętami i kamykowym buziakiem. Taki janioł - stróż do powieszenia, postawienia, na tarasie, płocie, werandzie, czy salonie, jak kto chce. Może być z dedykacją od Mnemo, na odwrocie, jak zwycięzca będzie sobie życzył.



bardziej do siebie podobny. Zdjęcie zrobione w Kaczorówce, a nie w wannie, jak dzisiejsze:))



Miejsce drugie:
ręcznie haftowana, nie pierwszej już młodości, serwetka, makatka, dla miłośniczek dizajnerskich wyrobów sprzed lat.


Miejsce trzecie:
kolczyki, udziałane przez Mnemo w czasach, kiedy zajmowała się tego rodzaju tfurczością. Kolczyki będą do wyboru, albo te niebieskie na srebrnych zawieszkach, albo te granatowo-złote, dość duże, wizytowe.





Zwycięzcy jeśli będą chcieć i dojdą ze sobą indywidualnie do porozumienia to mogą ze sobą ustalić wymianę nagród.

Zostało mi teraz Wszystkich tu zaglądających zaprosić serdecznie do zabawy:))) ZAPRASZAM!!!! ZAPRASZAM!!!! ZAPRASZAM!!!!

P.S.
Przypomniało mi się, że 25 stycznia mam zmianę dostawcy internetu. Nie sądzę, żeby to zajęło dużo czasu, ale w razie gdyby coś poszło nie tak i nie miałabym dostępu do sieci, a co za tym idzie mogłabym zawalić termin publikacji nadesłanych zdjęć to dam znać za pomocą netu w telefonie. Jestem jednak dobrej myśli, że wszystko pójdzie gładko.
P.S. Przepraszam za jakość zdjęć, ale w tej szarówce przez cały dzień trudno zrobić ostre. W końcu wymyśliłam, że zrobię je w wannie. Rany nawet nogę z buciskiem do wanny wstawiłam:)))

czwartek, 16 stycznia 2014

Kiczowaty kicz, głosowanie W Pastelowym Kurniku

Nudno Wam? No to szybciutko, szybciutko lećcie do Pastelowego Kurnika do Hany i Miki pooglądać kicze nad kiczami, a potem zagłosujcie. Sonda jest, jak ta lala. Dziewczyny się postarały, ja nadal nie wiem, jak się robi sondy.

Od razu się przyznaję bez bicia, moje kicze ( trzy nawet) też tam są:))) Ostrzę zęby na nagrodę główną w postaci autoportretu Dzikiej Kury:)) A co!!! Kiedy już Hana zostanie uznaną i sławną pastelistką, ja, posiadaczka jej wczesnotwórczych dzieł zostanę kobietą bogatą. Innej metody na zostanie majętną nie widzę, choć czasami o tym rozmyślam.

Zapomniałam o jeszcze jednym kiczu, który od lat stoi sobie w szafie, między pucharkami, kieliszkami, sztućcami, tackami i innymi precjozami używanymi odświętnie. Nie posłałam na konkurs, a teraz już po ptokach. Ale Wam pokazać mogę:)))

 Owa plastikowa Maryjka z odkręcaną głową ( brrrrr) jest pojemnikiem na wodę święconą. Czy to nie jest jakaś profanacja? Tak brać za głowę i ukręcać, tzn. odkręcać. No, co? Skojarzenia mam takie, jak gołębiowi jakiemuś..........
Zawartość mojej Maryjki to święcona woda z Lichenia, liczy sobie już lat kilka i pewno dlatego, że święcona ani nie zzieleniała, ani nie cuchnie. Dziwne nie? Maryjkę z zawartością dostałam w prezencie, z uwagą, że woda oprócz tego do czego służyć powinna, to pomaga na pryszcze, chore ( zaropiałe) oczy i inne wypryski, czy parchy. Jeśli sobie dobrze przypominam to chyba nawet komuś smarowałam jakiegoś pypcia......Hmmmm, kto to był?



Dziś, jak już sobie przypomniałam o tych właściwościach wody z Lichenia to chyba wysmaruję sobie rękę, bo mnie rypie od nadgarstka po ramię. Może nie tylko dobra ta woda jest na pypcie? Ręka rypie dni już kilka.  Ki czort? Myślicie, że to od klawiatury? Bębnię przecież dużo, a prawą ręką szczególnie.  Pierwszy taki ból mnie złapał w wakacje kiedym wpadła w szał tworzenia ludów z desek i rękę (prawą) nadwyrężyłam szlifowaniem i szorowaniem drucianą szczotką osmalonych dech. Po kilka godzin dziennie z rzędu przez kilka dni. Miało prawo boleć. Wtedy pomógł okład z zimnego ręcznika i zamrożonego mięsa przykładanego do bolącego miejsca. Na całą noc. Ale przecież teraz dech nie piłowałam!!!! Ni takiego nie robiłam ( oprócz stukania w klawiaturę), żeby ręka miała boleć!!!

No dobra idę się smarować a Wy lećcie do Kurnika, ha, zobaczycie jakie to kicze ludziska po domach magazynują:))) A może i u Was jakiś cudny kiczyk gdzieś zalega? Poprosimy dziewczynki o drugą edycję konkursu:))))