środa, 16 kwietnia 2014

Anielskie życzenia

Już dziś życzę Wam spokojnych i radosnych świąt, bo nie wiem, czy mi czasu starczy, żeby jeszcze przed świętami w necie posiedzieć.

Niech  Wam dobrzy aniołowie (Fąfelki i inne takie) pomogą w świątecznych przygotowaniach i zadbają o radosny świąteczny nastrój.

Ja na święta uciekam z miasta, całe szczęście, bo nic, a nic przygotowanego nie mam i nie spodziewam się, żebym jeszcze z czymkolwiek zdążyła. I tak w koło Macieju to samo.A które to już święta???

Wytworzyłam jedynie kilka aniołów, którymi zamierzam obdarować siostrzyczki. Jak anioły wytwarzać podglądałam TU . Do mistrzyni mi klika tysięcy lat świetlnych brakuje, ale, co tam, zależało mi na jakimś prezencie od serca.






 Z resztek ciasta wyszły mi jeszcze dwa wielkanocne jaja. I to byłoby na tyle świątecznych akcentów.



Buziaczki dla Was wszystkich.

Mało mnie w necie. Staram się do Was zaglądać, czytam, ale czasem nie mam już siły "gadać".

Wczoraj byłam u medyka, bo już sama siebie znieść nie mogę, przychodzę z huty i padam na pysk, a wydaje się, że nie mam czym być zmęczona, w końcu nie fedruję na przodku, ale  rano ślepi otworzyć nie mogę, weny zero, ochoty na cokolwiek brak..... Medyk wypisał pierdylion badań i posłał do ......roboty, a myślałam, że skubany da ze dwa dni na odsapnięcie. Nie dał. Na razie jestem po rentgenach tego i owego, jutro krew, mocz, a w przyszłym tygodniu część dalsza........




czwartek, 3 kwietnia 2014

Idę sobie.....

Idę sobie ja dziś przez park, do koleżanki wędruję, na kawkę. Niezbyt śpiesznie idę, bo czas jest poobiedni nic już nie muszę i te 300 metrów dzielące nasze bloki, raz na jakiś czas chyba mogę przejść wolniutko, spacerkiem, a nie lecieć, jak ta głupia, jakby mnie stado złych psów goniło.
Idę tak sobie i z oddali słyszę podniesiony głos, wydaje mi się, że to głos starszej osoby, kobiety. Nie mylę się, na jednej z ławek siedzą dwie mocno starsze panie i jedna gromkim głosem wykrzykuje "Majdan, Majdan tu jest potrzebny, na Żydów, na Żydów Majdan jest potrzebny............"
Zgorszonym wzrokiem omiatam kobietę i myślę sobie, co ty kobieto wygadujsz??? Miałam już na końcu języka, jakieś krótkie zdanie, coś o miłości bliźniego czy o sądzie ostatecznym na którym jej  przyjdzie się przynajmniej wstydzić takich słów, ale babina zauważa moje spojrzenie i reaguje pierwsza. Szturcha drugą babinę i wymachując w moją stronę ręką woła "no i patrz, patrz, jak TO się patrzy......."
Nie odezwałam się, poszłam dalej......a babina dalej wykrzykiwała, że Majdan potrzebny jest tutaj, Majdan, na Żydów...........


P.S.

Nie odezwałam się bo uznałam, że takiej zaślepionej nienawiścią, głupiej babie to już nic nie pomoże..........

Jakoś z tą sytuacją skojarzyła mi się piosenka z Kabaretu Starszych Panów, dużo wśród nas żyje takich "tanich drani", niektórzy to nawet na takich nie wyglądają, ot siedzą na ławeczkach i wykrzykują.........



sobota, 29 marca 2014

Mazury 2014

Sezon otwarty. Pogoda jak drut, ptaki spiewaja, Mop moczy sie w jeziorze. Jest pieknie. Nie wiem, co bedzie jak noc nadejdzie. Cieple gatki czekaja:) Buziaki

niedziela, 23 marca 2014

Trójkąt bermudzki...............

Może nie całkiem, jak trójkąt bermudzki, ale prawie, wciąga mnie rzeczywistość i różne takie przypadki, co to odsapnąć nie pozwalają. Choć nie zawsze mi ostatnio do śmiechu i raczej skłaniam się do kwitowania wszystkiego " do dupy", to myślę sobie, że trzeba też mówić sobie "wiśta wio i do przodu". Szczególnie, jak się TAKI podkład sobie zapuści.......dobrze ogłusza:))


Można też tego słuchać tak, chyba nawet jeszcze lepiej..........



Dla zwiększenia przekazu powiedzenia "wiśta wio i do przodu" nabyłam też sobie koszulkę......... świeci w ciemnościach:))))


Mam nadzieję, że będzie działać odstraszająco tam gdzie będzie trzeba.......



Pocieszam się, że kiedyś może będę miała na wszystko czas i nikomu wielka krzywda się dziać nie będzie, jak zasiądę na godzinkę przed lapciem. Chwilowo oprócz ról pełnionych do tej pory bywam jeszcze pielęgniarką, niańką i pocieszycielką strapionych w tym siebie.

Nawet na Mazury nie pojechałam choć pogoda była cudna i sobota dniem wymarzonym na otwarcie sezonu.
Coś tam kombinowałam w tak zwanym międzyczasie, ale raczej to nędzne podrygi niż jakieś konkretne działania.
Zrobiłam "na nowo" pudełko po czekoladkach metodą postarzania "na cukier", którą podpowiedziała Ystin, a której opis jest tu: KLIK
Metoda fajna, prosta i efektowna, jak mi się zdaje.


Podkręciłam wygląd pudełeczka spękaniami nawierzchniowymi, które nawet udało mi się sfotografować, co nie jest takie łatwe.

Odebrałam od nieocenionej Qrki szyldziki do ziół, które mniej więcej sprawiedliwie podzieliłam pomiędzy siebie, psiapsiółkę i synową. Na razie wszystkie pilnują bazylii, którą uwielbiam, ale przyjdzie czas, jak każdy szyldzik stanie koło prawidłowego ziółka.

 Qrka, jak to Qrka do zamówionych szyldzików dołożyła jeszcze woreczki gratis i zawieszkę "Kaczorówka", którą dzierży na razie w metalowej łapce Eustachy rezydujący w Czerwonym Październkiu, choć groziło mu wygnanie mazurskie. Dzięki jego ujmującej fizjonomii zapragnęłam go mieć w mieście ot i mam.
Qrko raz jeszcze pięknie dziękuję.





Zdybałam gdzieś w SH taką niebieściuchną osłonkę, czy wazę, ale przez ten wsysający Trójkąt bermudzki jeszcze nie pomyślałam nawet, co z nim pocznę. Jakoś spodobała mi się ta pierdółka to zabrałam ze sobą, żeby "zaś" do czegoś wykorzystać. Wpisuje się wszak w kolorystykę panieńskiego pokoiku.


Byłam też na spacerze wiosennym raczej o zabarwieniu dramatycznym, fakt, że po drodze widziałam wiosnę w postaci białych i żółtych kwiatków, jednak facet popylający boso i w samych gatkach przez las bardziej niż te kwiatki utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak wiosna już jest.





A następnym razem, jak mnie Trójkąt bermudzki nie wessie na dobre będzie o tłustym kocie, co pilnuje szopki, Franku i bezwzględnym zakazie go karmienia oraz o tajemniczym facecie, co stał na wieży.

P.S.
Przepraszam, że mało mnie u Was, chcem, ale nie mogem, doba ma tylko 24 h :(((


poniedziałek, 17 marca 2014

Dziś o psie będzie

Że mam lekkiego świra na jego punkcie to jest już powszechnie znane. Nie żebym była egzaltowaną paniusią, ale różne przypadki nauczyły mnie, że na takiego malutkiego pieska czyhają różne niebezpieczeństwa, z których malutki, głupiutki i kochający wszystkich piesek nie zdaje sobie sprawy. Dlatego uważam na niego i pilnuję, jak oka w głowie. Już drugi raz nie dopuszczę, aby został pogryziony, nie pozwolę przez nieuwagę zjeść żadnego świństwa z krzaków, które oczywiście uwielbia, a potem cierpi....W razie wyjazdu mam dwie tylko osoby, którym mogę powierzyć nad nim opiekę, bo im ufam, jest jeszcze wariant trzeci zawieść siostrze, nawet te 300 kilometrów, ale wolę to niż martwić się, czy Mopowi się nic złego nie stanie.

Lubimy być razem z Mopem w domu, sami. Najlepiej, jak nie mam nic konkretnego do roboty i na przykład oglądam sobie film. Wtedy Mop kładzie się obok mnie, albo nawet na mnie i rozkosznie zasypia. Widać, że mu błogo, bo nie reaguje na sesję zdjęciową, którą mu postanowiłam zrobić. Spał, jak zabity i chrapał w najlepsze...........



No sami powiedzcie, czy nie słodziak?














I jest nam dziś tak dobrze w domu, jest cicho, spokojnie, choć za oknami wiatr hula, ale my nic, ale to nic nie musimy:))))))