Jak wieść gminna niesie, już wiecie, że doszło do spotkania trzech blogownic w mieście Warszawa. Dwie miejscowe Kury, Mnemo i Ania.M przyjęły z otwartymi ramionami Kurę przyjezdną - Hanę. Spotkały się nie gdzie indziej tylko na schodach symbolu stolicy tj. Pałacu Kultury ( pod syrenkę lub kolumnę Zygmunta było za daleko), a potem pomaszerowały dziarsko w stronę Ogrodu Saskiego do takiej jednej, fajnej knajpki na ploty.
Niestety Ania. M nie miała zbyt dużo czasu, musiałyśmy się szybko nagadać i nacieszyć, bo arcyważne wydarzenie nam ją zabrało za godzinke i pognało na Bemowo.
Porwałam Hanę w swoje pielesze domowe i cieszyłyśmy się sobą chyba do północy. Co oczywiście było i tak za mało, o wiele za mało. Nawet nie wiem, kiedy nam te kilka godzin zleciało........A brzuch mnie bolał od śmiechu. Nie pamiętam, kiedy tak się uśmiałam serdecznie i radośnie. Wu nam tylko winko donosił, bo wchodziło, jakoś samo do gardziłków:))))
Myślę sobie, że Hana to musi być jakaś moja zagubiona siostra, bo jak inaczej?? Dwie obce sobie kobitki, a tak sobie bliskie???
Hanczyne opowowieści mogłyby z pewnością leczyć ludzi z dołków i smutków, a talent do parodiowania nie wiem skąd ona wzięła. Hana skąd?? Co sobie przypomnę, o tych jajach, co to masz przyjść za pół godziny to wybucham śmiechem..........próbowałam nawet sama ta opowieść sparodiować, nawet mi chyba wyszło, bo moje dzieciaki pękały ze śmiechu:))))
Wyraziłyśmy ubolewanie, że odległości od naszych kurzych grzęd są takie duże, bo zdecydowanie z chętnością wielką spotkałybyśmy się częściej. Pocieszyłyśmy się jednak, że mamy przecież kawałki jakiejś autostrady i w razie, co, to w autko i po 4 godzinkach jest się na miejscu. Wyliczyłam Hanie, że nawet odległość do Kaczorówki nie jest taka straszna i mam nadzieję, że pokazując jej zdjęcia okolicy zachęciłam do pokonania tej trasy:))))
Atrakcji nie zabraknie, nigdzie takich atrakcji, jak w Kaczorówce nie znajdzie, prysznic na świeżym powietrzu, spanie pokotem na górce, ziemniaki z ogniska, ale za to jaka cisza, jaka zieleń, jaki las!!!!!
Mopek przyjął nową ciocię machając ogonkiem i nadstawiając łaskawie łebek do głaskania.
A ciocia Hana zobaczcie, co nam przywiozła!!!!! Taki prezent!!! Jak rozpakowałam pastelkę to od razu wiedziałam, kto na niej jest, testowałam na rodzinie, bez pudła każdy odpowiadał, Mopek, jak żywy!!!!!
Nawet posadziłam pierwowzór obok portretu i nakazałam pozować!!!! Pierwowzór troszkę obecnie zarośnięty, ale " z twarzy" taki sam!!!!!
Dostałam jeszcze Hanczyne oregano, z jej własnego ogrodu i w ślicznym słoiczku :)))
Nie bez powodu tak szukałam tego ogona kociego w Kaczorówce, bo miałam zamysł taki, żeby kota Hanie zmajstrować! Udało się i kot pojechał z Haną do Wielkopolski.
Zgodnie z tradycją, która się ulęgła roku ubiegłego, podczas powstania pierwszych mnemoludów, napiszemy opowieść, Hana jako właścicielka kota, została ZMUSZONA do napisania początku i ten początek już jest!!!!! Szykujcie się więc Kury, w kolejnym poście zaczynamy pisać powieść!!! Liczę na Was.... i na siebie, bo, jak zaczniecie wymyślać postaci to wiecie, że powinnam je wszystkie odtworzyć w menmoludach.....jak w ubiegłym roku........
W TYM POŚCIE , kto nie zna całej historii mnemoludów znajdzie odnośniki do kolejnych postów, jak one powstawały i jaki miałyśmy wtedy ubaw:)) Zapraszam do lektury, nie pożałujecie:)) To jest dobre na chandrę:)))
P.S.
Aniu.M, Hano -dziękujęWam bardzo, za razem spędzony czas:))))