niedziela, 1 czerwca 2014

Spotkanie Kur blogowych w stolicy:))) Pisanie powieści nastapi niebawem.........


Jak wieść gminna niesie, już wiecie, że doszło do spotkania trzech blogownic w mieście Warszawa. Dwie miejscowe Kury, Mnemo i Ania.M przyjęły z otwartymi ramionami Kurę przyjezdną - Hanę. Spotkały się nie gdzie indziej tylko na schodach symbolu stolicy tj. Pałacu Kultury ( pod syrenkę  lub kolumnę Zygmunta było za daleko), a potem pomaszerowały dziarsko w stronę Ogrodu Saskiego do takiej jednej, fajnej knajpki na ploty.
Niestety Ania. M nie miała zbyt dużo czasu, musiałyśmy się szybko nagadać i nacieszyć, bo arcyważne wydarzenie nam ją zabrało za godzinke i pognało na Bemowo.

Porwałam Hanę w swoje pielesze domowe i cieszyłyśmy się sobą chyba do północy. Co oczywiście było i tak za mało, o wiele za mało. Nawet nie wiem, kiedy nam te kilka godzin zleciało........A brzuch mnie bolał od śmiechu. Nie pamiętam, kiedy tak się uśmiałam serdecznie i radośnie. Wu nam tylko winko donosił, bo wchodziło, jakoś samo do gardziłków:))))
Myślę sobie, że Hana to musi być jakaś moja zagubiona siostra, bo jak inaczej?? Dwie obce sobie kobitki, a tak sobie bliskie???
Hanczyne opowowieści mogłyby z pewnością leczyć ludzi z dołków i smutków, a talent do parodiowania nie wiem skąd ona wzięła. Hana skąd?? Co sobie przypomnę, o tych jajach, co to masz przyjść za pół godziny to wybucham śmiechem..........próbowałam nawet sama ta opowieść sparodiować, nawet mi chyba wyszło, bo moje dzieciaki pękały ze śmiechu:))))

Wyraziłyśmy ubolewanie, że odległości od naszych kurzych grzęd są takie duże, bo zdecydowanie z chętnością wielką spotkałybyśmy się częściej. Pocieszyłyśmy się jednak, że mamy przecież kawałki jakiejś autostrady i w razie, co, to w autko i po 4 godzinkach jest się na miejscu. Wyliczyłam Hanie, że nawet odległość do Kaczorówki nie jest taka straszna i mam nadzieję, że pokazując jej zdjęcia okolicy zachęciłam do pokonania tej trasy:))))
Atrakcji nie zabraknie, nigdzie takich atrakcji, jak w Kaczorówce nie znajdzie, prysznic na świeżym powietrzu, spanie pokotem na górce, ziemniaki z ogniska, ale za to jaka cisza, jaka zieleń, jaki las!!!!!

 Mopek przyjął nową ciocię machając ogonkiem i nadstawiając łaskawie łebek do głaskania.
A ciocia Hana zobaczcie, co nam przywiozła!!!!! Taki prezent!!! Jak rozpakowałam pastelkę to od razu wiedziałam, kto na niej jest, testowałam na rodzinie, bez pudła każdy odpowiadał, Mopek, jak żywy!!!!!


Nawet posadziłam pierwowzór obok portretu i nakazałam pozować!!!! Pierwowzór troszkę obecnie zarośnięty, ale " z twarzy" taki sam!!!!!


Dostałam jeszcze Hanczyne oregano, z jej własnego ogrodu i w ślicznym słoiczku :)))


Nie bez powodu tak szukałam tego ogona kociego w Kaczorówce, bo miałam zamysł taki, żeby kota Hanie zmajstrować! Udało się i kot pojechał z Haną do Wielkopolski.
Zgodnie z tradycją, która się ulęgła roku ubiegłego, podczas powstania pierwszych mnemoludów, napiszemy opowieść, Hana jako właścicielka kota, została ZMUSZONA do napisania początku i ten początek już jest!!!!! Szykujcie się więc Kury, w kolejnym poście zaczynamy pisać powieść!!! Liczę na Was.... i na siebie, bo, jak zaczniecie wymyślać postaci to wiecie, że powinnam je wszystkie odtworzyć w menmoludach.....jak w ubiegłym roku........

  W TYM POŚCIE , kto nie zna całej historii mnemoludów znajdzie odnośniki do kolejnych postów, jak one powstawały i jaki miałyśmy wtedy ubaw:)) Zapraszam do lektury, nie pożałujecie:)) To jest dobre na chandrę:)))

P.S.
Aniu.M, Hano -dziękujęWam bardzo, za razem spędzony czas:))))

48 komentarzy:

  1. Mopikowi portret sie najwyrazniej spodobal!
    Ech Kurki, jak ja Wam zazdraszczam!;))

    OdpowiedzUsuń
  2. A byłaś, byłaś tam, ino troszkę za wcześnie, deptałyśmy tymi samymi ścieżkami!!! Może się nawet mijałyśmy? Teraz bez spotkania by się nie obeszło.

    OdpowiedzUsuń
  3. No i zazdraszczam, tego spotkania, śmiechów, powieści ... Z wirtualu niedaleko do realu, jak się okazuje. Fajnie.
    Mopek wypisz wymaluj.
    Buziaki
    PS. Mniemo, zdjęcie banerek po prostu CUDOWNE, FANTASTYCZNE. Normalnie tajemniczy ogród. Przestałam tęsknić za kaczuchami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęcie z Powsina- poznajesz? Kaczochy może wrocą w sezonie:)))
      Takie spotkania uzmysławiają, że nie tylko tyranie, huta, podgryzanie i smuty są na świecie. Można się też śmiać, jakby się znowu miało lat 12- ście ( w tym wieku człek się śmieje często, prawda?)

      Usuń
    2. Prawda:) I zgadzam się co do zachwytu nad wszystkim, co powyżej) Zazdraszczam spotkania:)

      Usuń
    3. I nie będzie ostatnie:)))

      Usuń
    4. cos strzyge uchem, ze tu cos o Powsinie piszom, toz to rzuc dwoma beretami uode mnie...mzoe sie kiedys zalapie na jakies spotkanko?

      Usuń
    5. Poważnie? Daj cynk, gdzie ten beret upadnie, jak go rzucę?

      Usuń
  4. Mopek jak namalowany ;)
    Literacko to ja nie najmocniejsza jestem ,ale może uda mi sie coś dorzucić do tej opowieści :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pisaniu TEJ powieści są zbędne wszelkie umijętności, to się SAMO pisze:)))

      Usuń
  5. Było fantastycznie, nie bójmy się wielkich słów, tylko za krótko:( Ale pierwsze (drugie) koty za płoty. Dlaczego tak długo broniłam się przed blogowaniem??? Dziefczyny, piszcie blogi! Mnemo i Wu są kochani, Wu nawet nie dotknął winka, bo chciał mnie odwieźć do hotelu! To znaczy dotknął, udał się bowiem po nową dostawę - o wstydzie...
    A Mopek jest takim słodziakiem, jak Mnemo pisze w swoich postach. Przy nadpobudliwym Wałku był dla mnie jak kot... Już widzę, jak Wałek pozuje do fotki:)))))
    Moje prezenciki też Wam pokażę, a co!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byś Ty widziała, jak my wracaliśmy!!! Wu, włączył nawigację i zwiedziliśmy kaaaaaaaaawał nocnej Warszawy:)) Gdzie my nie byliśmy:)) Mi tam była rybka, ja nie prowadziłam, ale też nie bardzo wiedziałam, gdzie jesteśmy, dopiero w okolicach Placu Konstytucji poznałam, że już blisko:)))

      Usuń
    2. Ale dlaczego? Przecież Wu niczego nie pił?

      Usuń
    3. A, już wiem. To przez nawigację:)))

      Usuń
    4. No właśnie, tak go poprowadziła. Innym mostem, dzieś koło Łazienek......i krętymi uliczkami...a to taka prosta droga jest:)) I uwierz tu nawigacji......

      Usuń
  6. Nie ma najmniejszych watpliwosci, Mopkowe podobienstwo zostalo doskonale uchwycone!
    Dlaczego ja mieszkam na takich perypetiach, ze nikt nie ma po drodze? :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś byśmy mogły do jakiegoś uniwersyteta na nauki przyjechać, ale teraz to już po ptokach. Tylko uniwerstet trzeciego wieku został:)))

      Usuń
  7. Panterko, Ty uważaj, co mówisz. Ja tam lubię studiować:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nawet na perypetiach, a nawet zwłaszcza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mopek jak malowany! a jak slicznie pozuje, lalunia jedna!!!
    w gole fajowo mialyscie oj fajowo.
    ja - jak tu - to tysz na perypetiach, jak tam, to cus wesze, ze rozne grzedy sa blisko...moze trzebaby zorganizlowac zlot w Losiu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to jest w Losiu Opakowana????
      Myślę, ale w okolicy losie to ino żywe chodzom........

      Usuń
  10. Mpek jak żywy !! :-)))
    Piękny portret ...
    Pewnie dołączy na ścianie do portretów przodków
    jako pierwszy sportretowany pies w rodzinie :-)))
    Głaski dla Mopa , dużo głasków !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie dołączył, ale dołączy:))) Rami juz ma:))

      Dziękujemy za głaski:)

      Usuń
  11. Oczywiście, że to Mopek, jak żywy :))
    Spotkania zazdraszczam ......

    OdpowiedzUsuń
  12. Takie spotkania to jest to, co najlepsze w blogowaniu! I to uczucie, jakbyście się znały od wieków... ;)
    Portret Mopka utrafiony idealnie, choć oczywiście oryginał śliczniejszy ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, skąd to się bierze??? Jak siostry jakieś.........

      Usuń
  13. Kocham te psy mam akurat yorka.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech, wzdychnę tylko na myśl o tym, że obydwie byłyście niemalże w zasięgu. W zasadzie Mnemo, to Ty cały czas w zasięgu :) Patrzaj, bo jak wlece dnia pewnego do stolycy :) Mopek indentyczny jak pierwowzór ! I jak pięknie puszystość i gładkość namalowana. I to spojrzenie ! Żywe jest !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, że Hana super uchwyciła Mopczyne podobieństwo???

      Ewciu, gdzie ten zasięg sięga???? Bo może my się na ulicach mijamy???

      Usuń
    2. Wiesz, jak pomyślę gdzie Poznań, to W-wa w zasięgu ode mnie. Bo ja Białystok. Cóż to jest, niecałe 200 kilosów ! No Mnemo, ale nie daruję, jak będziesz koło mnie, a nie apodasz, że jesteś ! W tamtym roku w maju byłam w W-wie, ale wtedy to Cię jeszcze nie znałam .

      Usuń
    3. Fakt, to tyle, co do Kaczorówki:))W Twoje strony jeszcze mnie nie pognało, bo tak ani rodziny, ani nic, raz tylko chyba przejazdem byłam na Litwę, widzisz, a niby tak blisko:)))

      Usuń
    4. W tamte rejony po trawę żubrówkę można się wybrać:)

      Usuń
  15. Mopek cudowny - jeden i drugi! :)
    Chyba se zamówię Hanę przy okazji taboru do sportretowania moich.;) Miałaby trochu roboty...

    Zajrzę do powieści w wolnej chwili. Ale już sobie wyobrażam! :) Pamiętam przecie późniejsze akcje z rymowaniem i przysłowiami. Aaaa! :)

    Pozdrówka, Mnemo.

    PS. Okropnie Wam zazdroszczę spotkania. Ale cierpliwie czekam na swoją kolej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JolkoM, .........Hana to wulkan, ona jedną ręką sportretuje, drugą bruk położy i jeszcze będzie pilnowała czy Wałek nie spiernicza........

      P.S. Ja też się nie spodziewałam takiego spotkania, a pacz, dojszło niespodziewanie do niego:)))

      Usuń
    2. Mnemo, zapomniałaś o perzu! 7 taczek dziennie, codziennie!

      Usuń
    3. No i jeszcze paru innych czynnościach.......

      Usuń
  16. Jolka, do mnie bliżej, niż do Wrocka:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Piękne spotkanie miałyście, szkoda, że ja tak daleko:(( Portret Mopka świetny!
    Czekam niecierpliwie na początek powieści!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz sama, z Haną nie może być inaczej:)))
      Początek już jest, Hana, jako właścicielka kota skrobnęła.....muszę ino zainicjować.......

      Usuń
  18. I dobrze Wam tak! Blogownice jedne! :):):):):)

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja mam do Was wszystkich tak daleko:(

    OdpowiedzUsuń
  20. To jest miejscowosc Los (jak zwierzatko) oraz niezalezne ksiestwo! na drodze piaseczno - grojec chyba - blisko naszej soszy piaseczno - tarczyn. Maja tam fajowe bajoro oraz skrzyzowannie, niezwykle staromodny sklep, glownie artykuy pospodarstwa d. oraz knajpe, co co i raz zmienai rece, wystroj i wogle. Mozna tam bylo wspaniale cepeliny jesc.

    wuala:
    http://www.translator.republika.pl/nasz_los/miejsca.htm

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajne taki spotkania, czasem nie znana osoba rozbudzi emocje jak najleprsy znajomy.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)