sobota, 28 czerwca 2014

Na OHApie życie płynie.......Pobierowo.

Do Pobierowa, na OHP, pojechałam w czerwcu, po maturze. Z duszą lekką, jak pórko. Liceum było już za mną. Czułam się taka dorosła. Niejako z automatu, po zaprawie w Jarosławcu, posłali mnie oczywiście na salę do kelnerowania.
Tutaj już nie można było paradować w swoich ciuchach i gorszyć gości mini spódniczkami, dostałyśmy obrzydliwe fartuchy, jak jakaś ekipa sprzatająca, w taką szaro-różową łączkę.
Fartuch był za wielki, wtedy byłam szczupła, więc musiałam się motać jakimiś paskami w talii, żeby wyglądać, jako tako.
Opiekowała się nami Babcia, tak nazywałyśmy psorkę od prawoznawstwa, która przyjechała tam z wnusiem i była naszą opiekunką z ramienia szkoły. Babcia, całe dnie spędzała z wnusiem, nic nie widziała i nie słyszała, dlatego  złego słowa na nas nie dała powiedzieć i nawet, jak się goście skarżyli, że dziewczyny imprezują, to Babcia robiła zdziwioną minę i mówiła "moje dziewczynki? to jakaś pomyłka".
Ufała swoim dziewczynkom bezgranicznie. W końcu znała nas 4 lata.
Prawdą jest, że nie wszystkie imprezowały, nasz domek, bo mieszkałyśmy w fajnym domu z 3 pokoikami, raczej nie imprezował. W każdym razie to były spokojne imprezy. Za to w sąsiednich domkach, a było ich wiele, za sprawą bliskiej jednostki wojskowej, bywało gwarno.
Spragnione maturzystki ( i nie tylko) chętnie zapoznawały się z chłopakami odbębniającymi tam wojsko. My byłyśmy raczej spokojne za wyjątkiem jednej z koleżanek, która przepadała na całe noce, a jak wracała to za nią z reguły kilku młodzieńców w moro. Kiedyś się zbuntowałyśmy, bo ta czereda musiała przechodzić przez nasz pokój, żeby wejść do jej pokoju, a to był środek nocy i od tej pory jej goście wchodzili do  pokoju oknem. Jak było za gwarno to waliło się trampkiem w ścianę, żeby zamknęli japy.
Nie zaznałyśmy też przyjemności wpadnięcia do latryny, które jedna z koleżanek zaliczyła, kiedy po nocy z chłopakami wybrała się przez las na melinę po wódkę. Po ćmoku wleźli na teren jakiegoś obozu i zaliczyli latrynę.........
My, tzn, dziewczyny z naszego pokoju, też kiedyś na plaży poznałyśmy chłopaków. Aż takie skromnisiami nie byłyśmy. Na plażę chodziło się wieczorami, po wydaniu wczasowiczom kolacji. Naszą ulubioną rozgrywką było siadanie kilka metrów od brzegu w wodzie i czekanie na falę. Fala wyrzucała nas na brzeg, a w tym czasie dupska szorowały o piach. Nie wiem dlaczego, ale ta zabawa bardzo nas śmieszyła. Obśrupane tyłki smarowałyśmy potem kremem nivea.
Lubiłam też leżeć na pasku i gapić się w gwiazdy. Nie pamiętam, co to byli za chłopcy, ale zaprosiłyśmy ich do domku na wizytę. Mieli przyjść po południu. Czerwiec tego roku był mokry, ciągle padało, nie miałyśmy gdzie suszyć prania. Wyprane majtki wieszałyśmy, więc na żabkach, przy karniszach. Czekamy na tych chłopaków, nasza koleżanka Hanka pilnowała, czy nie idą. Nagle wpada Hanka do domku i wrzeszczy, "dziewczyny szczuny idą, ściągać gacie”. Niestety nie wywołała tym zamierzonego efektu, bo zamiast ściągać gacie, zaczęłyśmy ryczeć ze śmiechu i się turlać po łóżkach. Gacie z żabek musiała sprzątnąć sama.
Jakoś nie przypominam sobie żadnego zakochania z tego wyjazdu. Nic, absolutnie nic. Pamiętam, za to psa, owczarka niemieckiego, który się wabił Stefan. To był chyba pies kucharza. Czasem wyprowadzałam go na spacer, pies był silny, ciągnął, jak głupi, ja wrzeszczałam Stefan, Stefan a panowie na deptaku oglądali się za siebie. To też mnie bawiło. Pewno niektórzy mieli na imię Stefan i myśleli, że na nich.

Pamiętam też fajnego szefa kuchni. wtedy (pewno)30- latek już nie wydawał mi się takim zgrzybiałym starcem. Trochę się w nim podkochiwałyśmy, tak gremialnie, ale był żonaty i dzieciaty, a my byłyśmy bardzo grzecznymi dziewczynkami. Nawet z nim nie chciałyśmy pić wódki, choć ponoć w zakamarkach kuchni nie jedna butelka zobaczyła dno. Bo Zbyszek miał ciągoty. Do alkoholu i ponoć do młodych dziewczyn. Ale ani jednego, ani drugiego na oczy nie widziałam, takie chodziły plotki. Jak to na wczasach.....

Do wielkich ekscesów, teraz to mogę napisać, należy zaliczyć kąpiel w zmywakach……..
Trochę się tego wstydziłam, bo to obrzydliwe, ale tak było. Ten szef kuchni robił nam psikusy, droczył się z nami, np. zakręcał nam wodę, kiedy byłyśmy pod prysznicem, bo twierdził, że to drogo kosztuje, a przecież mamy morze. Postanowiłyśmy się na nim zemścić. Któregoś dnia, napuściłyśmy sobie pełne zmywaki wody, ( tak, tak, w tych, co się talerze myło, a były wielkie, jak wanny) i poszłyśmy pod prysznic. A tu bęc, Zbyszek znowu zakręcił nam wodę, no to my pędem do kuchni, zamknęłyśmy się od środka i wrzeszczymy, „ dajesz wodę, czy nie?” A on nic, udaje, że go nie ma. No to my myk do tych zmywaków i dalej wrzeszczeć „wypchaj się, teraz to my się kąpiemy w zmywakach” . Od razu się ujawnił, ale wleźć do kuchni nie mógł, tylko walił w drzwi i wołał, że jesteśmy świntuchy i że Sanepid mu jaja urwie, jak się dowie. Cel jednak osiągnęłyśmy, bo więcej wody nam nie zakręcił. A Sanepid chyba mu już jaj nie urwie, nawet jakby się dowiedział, bo minęły od tego czasu dokładnie 3 dekady, przestępstwo się przedawniło:)))

Inne ulubione Zbyszka zabawy polegały na wsadzaniu dziewczyn do wielkiego kotła, w którym gotowała się zupa. Ten kocioł był taki przechylany i wisiał u sufitu, nie widziałam nigdy takiego. Był ogromny, kilkadziesiąt zup się z niego wydawało, dziewczyna spoko się w nim mieściła. Ja, jako kelnerka byłam mniej narażona na te psikusy,bo to głównie w kuchni się odbywało, ale kiedyś i mnie nabrał. Po wydaniu któregoś z posiłków, kiedy sprzątałyśmy salę zawołał mnie do okienka, gdzie odbierało się dania. Poszłam tam, nachyliłam się, a tu Zbyszek wraz z pomocnikiem cap mnie za ręce i dalej  wciągać przez okienko. Szans nie miałam, wciągnęli, a potem wsadzili do gara. No!!! Oczywiście darłam mordę, ale, kto mi miał pomóc????
Widać Zbyszka ambicją było, żeby każda zaliczyła kocioł.........


Z żalem wyjeżdżałam z tego Pobierowa, ale miał minąć tylko lipiec, który spędzałam u koleżanki pracującej w ośrodku wypoczynkowym w Kołobrzegu, a  1 sierpnia miałam wyjechać na OHP do NRD…………



A jak pamiętam OHP W NRD będzie kolejnym razem.....

25 komentarzy:

  1. Oj, działo się, działo u Was :)) Fartuszki mało twarzowe, faktycznie, ale masz przynajmniej co wspominać ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wakacje to wakacje, dziać się miało, ale, jak porównam dziejszą młodzież i nas, to my prawie, jak zakonnice się prowadziłyśmy......

    OdpowiedzUsuń
  3. Ło matko - z tym kotłem to stary numer!!! Na obozach harcerskich był taki, wsadzało się tam jedną sztukę i myła go od środka, jednocześnie płynąc w nim, jak w łódce w dół strumykiem. Za kilkadziesiąt metrów się ten komplet wyławiało - już umyty i opłukany;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W zyciu nie byłam harcerką, na obóz pojechałam raz, do Antonina, he, he. W drugiej klasie podstawówki, tak ryczałam, że mnie po 2 dniach odwieźli do domu, wiecej jechać nie chciałam.....

      Usuń
  4. Mnemo, wielkie dzięki za piękną wakacyjną opowieść - aż się chce jechać na ... jakiś obóz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudarteńka, przyjedźcie do mnie - wykoszę hektary i miejsca na namioty skolko ugodno;))) Tylko kociołka nie mam;)))

      Usuń
    2. Krecie to w zasadzie ile Ty masz tych hektarów???

      Usuń
    3. Arteńko, obóz to już chyba nie, ale taki zlot blogowy i opowiadania przy ognisku....wyobrażasz to sobie???

      Usuń
  5. Piękne wspomnienia, czyta się z przyjemnością:) Dzisiaj inna młodzież i inne przygody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie genaralizując, bo i nasi rówieśnicy potrafili "mieć przygody", ale chyba jednak dzisiejsza młodzież inna. Mam wrażenie, że oni wszystko przezywają w kilka tygodni a potem to tylko powtórki z rozrywki.

      Usuń
  6. Ja byłam na OHP tylko trochę innych, na produkcji ogórków konserwowych :-)))
    Fajnie, masz co wspominać przynajmniej :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. He, he fajnie mlodym byc. Moje kumpelki w Pobierowie tez szalaly. Po wakacjach, turlalysmy sie se smiechu z ich opowiesci;)
    A my rodzinnie jezdzilismy do Pobierowa, kilka la pozniej. Piekne plaze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, wygląda na to, że dużo ludzi jeździło kiedyś do Pobierowa:)

      Usuń
    2. Ja nie! Do Mielna jeździłam, bo najbliżej. Pamiętam Mielno, które ma się nijak do dzisiejszego kurortu. Dwa kioski z pamiątkami i piekarnia. Mam nie chciała chodzić na strzeżoną plażę, a tam były te fajne kosze i pełno ludzi!

      Usuń
    3. W Mielnie jest ładna plaża taka z białym piaskiem, byłam chyba raz w życiu...

      Usuń
  8. Halo, halo, raz, dwa, raz, dwa, słyszysz mnie?

    OdpowiedzUsuń
  9. O..... jesteście obie. Dziekuję. Choć w spamie mailowym też, o co chodzi do jasnej anielki?

    OdpowiedzUsuń
  10. Może coś Ci się w ustawieniach poprzestawiało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już naprawione, jakiś zakichany dodatek się zainstalował, ale Wu odinstalował i bryka.

      Usuń
  11. Ależ masz mnóstwo wspomnień z tego Pobierowa:)) Fartuszki dość paskudne, nie da się ukryć, ty to oczywiście ta stojąca po prawej, w takim za dużym. Najbardziej mi się podobała kąpiel w zmywaku...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kąpiel to było wykroczenie, ale młode byłyśmy, a szef nas wyraźnie kusił do psikusów......

      Usuń
  12. Jejciu, no uśmiałam się, Cudowne wspomnienia, Pozazdrościć.
    Jakbyś wódkę z nimi piła, to wspomnień byłoby zapewne mniej :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy picie wódki nie było takie "modne", raczej dziewczyny wstydziły się chlać wódę no i trza było być na nogach cały dzień, trza było wydać 3 posiłki i dopiero był wieczór wolny.
      Ale zabawnie było, miło wspominam te wyjazdy.

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)