Mimo wszystko złamałam się i uległam świątecznej presji.
Upiekłam te cholerne pierniki. I to z dwóch porcji!!! 2 kilo mąki, 2 słoiki miodu, duuuuużo ciasta było.
Pierwsza porcja zabrała mi sobotnie popołudnie, druga niedzielne. Ale te foremki reniferki, liski, misiaczki, jeżyki i wiewiórki by takie fajne, że poświęciłam tych dodatkowych kilka godzin. Jeszcze ich do końca nie wylukrowałam, bo to dłużej trwa niż pieczenie. Jutro dokończę... chyba:)))
Pierwsza partia już skończona i zapakowana w pudełko, mają teraz kruszeć. Nie wiem, czy dobre, nie próbowałam. Ale ładnie wyglądają:)))
Blokowy koć Filipek ma w pompce nadchodzące święta, całymi dniami śpi w koszyczku na kaloryferze. Ludziska mu aranżują na świątecznie kącik, poinsecja ( sztuczna, sprawdziłam) pojawiła się już w zeszłym tygodniu.
Dzisiaj zauważyłam nową dekorację.
Chyba się komuś święta pofikotkały:))
I już wiem, dlaczego Filipek nie chciał świeżutkiej wołowinki, którą mu przyniosłam.....
Bo ma za dużo w kociej doopce, zdecydowanie jest przejedzony, śniadanko stało tuż pod nim, chyba nietknięte. Ej ten Filipek....ten ma klawe życie i utrzymanie klawe, a niby taki piwniczny kot.............
P.S.
Wiem jedno, więcej pierników już w tym roku nie upiekę. Amen!!!
niedziela, 14 grudnia 2014
środa, 10 grudnia 2014
Patrzę .....baba leży na ulicy.......
Kiedy zaczyna się grudzień wszystkie dni stają się dla mnie jednakowe. Ciemne, a w zasadzie czarne, jak smoła. Jak mają takie nie być, skoro wychodzę z domu, kiedy jest ciemno i tak samo wracam, kiedy już czarno na dworze. Dlatego w takim dniu, jak dziś, kiedy mus mi było polecieć w ciągu dnia na posiedzisko do innego oddziału huty, mogłam zobaczyć miasto w ciągu dnia.
Wędrowałam przez Stare Miasto w samo południe, opustoszałe prawie o tej porze.
Choinka już się pyszni na Placu Zamkowym, a Krakowskie Przedmieście też jest ładnie udekorowane, ale nie miałam czasu podziwiać szczegółów.
Kiedy dotarłam do ulicy Senatorskiej oczy moje dostrzegły za węgłem jakieś leżące nogi....
Wędrowałam przez Stare Miasto w samo południe, opustoszałe prawie o tej porze.
Choinka już się pyszni na Placu Zamkowym, a Krakowskie Przedmieście też jest ładnie udekorowane, ale nie miałam czasu podziwiać szczegółów.
Kiedy dotarłam do ulicy Senatorskiej oczy moje dostrzegły za węgłem jakieś leżące nogi....
Matkobosko jakaś kobitka leży, zgrabna taka, może się upiła, zasłabła....ludzie idą, nawet nie spojrzą. Znieczulica panie......Trzeba zareagować, pomoc wezwać.......,a wcześniej zabrać się za udzielenie pierwszej pomocy ( ufff, dobrze, że mam kurs za sobą). Podchodzę do poszkodowanej i co widzę?
Reklama taka!!! Dziwna jakaś, no nie??? Poszłam dalej i tak sobie myślałam, co autor miał na myśli, ale nic nie wymyśliłam. Wy może wiecie, co autor tej reklamy chciał powiedzieć???
Szłam tak sobie dalej, kroczkiem wolnym, wstąpiłam do piekarni, gdzie kupiłam chlebek i napiłam się przy stoliku soczku marchewkowego, świeżo wyciskanego,popatrując na nastoletnią parę, która siedziała przy sąsiednim stoliku. Nic się do siebie nie odzywali, a młody od czasu do czasu miział młodą, a to po policzku, a to po ręce.....boszszsz, te zachowania młodych mimo upływu dekad nic, a nic się nie zmieniają......przypomniały mi się takie same milczące posiadówki z mizianiem:))
No i w końcu dotarłam do domu.
Nasz blokowy kot ma już swój kącik na holu, w świątecznym wystroju oczywiście.
Czerwona podusia, gwiazda betlejemska................
Ha, tu się dba o koty piwniczne:))
Posmerałam kotka, ale dziś nie był w nastroju, widać przerwałam mu błogi sen.
W sumie mu się nie dziwię, też bym pospała na ciepłym kaloryferze, na czerwonej podusi mając w pompce jakieś smeranie baby w przelocie........
poniedziałek, 8 grudnia 2014
Tak mi się chciało zaszyć.......
A w tym zaszyciu zrobić "coś". Znacie to uczucie, kiedy chce się zrobić coś przyjemnego, takiego wyciszającego? I za cholerę nie wiadomo, co to mogłoby być?
To tak szukasz godzinę, dwie, pół dnia........
Może książka? Czytasz kartkę, dwie, eeeee nie, to nie to......
Może coś uszyję?? Serduszko, jakie, albo lalę? Eeeeee, nie za dużo zachodu, bo efekt musi być szybki. Nie masz dużo czasu, żeby czekać na efekty, łikend mija zbyt szybko.
Szukasz dalej, wywalasz szafki, otwierasz szuflady, grzebiesz w przydasiach......nic, nic Ci nie pasuje.
I nagle potykasz się o stertę ramek i kartek papieru, które od miesięcy stoją zakurzone......
Może porysuję??? Ale czy ja jeszcze wiem, jak to się robi??
Chyba w zeszłym roku, o tej porze miałam fazę na pastele, zainspirowana Hanczynymi, ślicznymi pastelami. Spróbowałam ( bo lubię próbować), choć o rysowaniu to miałam baaaaaaaaardzo mgliste pojęcie, a ostatni raz rysowałam w szkole podstawowej:))
Po kilku próbach, pastele zarzuciłam, bo, huta, wyjazdy kaczorówkowe , huta, zmęczenie i tak sobie cały ten majdan w kącie leżał.
Za oknem już zmrok, rozkładam, kartki, wyjmuję kredki, włączam wszelkie możliwe lampki, bo wzrok to już bardzo, ale to bardzo nie ten i zaczynam.............
Godzinki mijają, radyjko cichutko sobie brzęczy, jest cieplutko, milutko, jak to bywa w niedzielne, grudniowe popołudnie.
Trudno u mnie o taki stan. Żeby wyhamować po hucianym tygodniu, nie zawsze starcza łikendu, bo myśli ciągle krążą po głowie, która próbuje rozwiązywać te niekończące się problemy.
W końcu TEN długo wyczekiwany stan nadchodzi........
A w tym samym czasie w centrach handlowych, gwar tłok, przedświąteczna wścieklizna, której nie mam zamiaru się poddawać, moja noga nie stanie w żadnym centrum przed świętami. Howk!!!
Prezenty zamówione w necie, jakieś drobiazgi zrobię jeszcze własnymi łapkami......
Ocykam się późnym wieczorem, a efektem tego cudnego stanu, kiedy myśli błądzą leniwie, są takie oto łobrazeczki.............
Zdjęcia robione w totalnym ćmoku, więc jakieś takie wyblakłe.........
P.S.
Hana nie dziwię Ci się, że mogłabyś rysować i rysować. To jest fantastyczny odstresowywacz:))))
Podobny stan osiągałam podczas robienia mnemoludów , ale na ten czas muszę znowu czekać do wiosny:(((((
To tak szukasz godzinę, dwie, pół dnia........
Może książka? Czytasz kartkę, dwie, eeeee nie, to nie to......
Może coś uszyję?? Serduszko, jakie, albo lalę? Eeeeee, nie za dużo zachodu, bo efekt musi być szybki. Nie masz dużo czasu, żeby czekać na efekty, łikend mija zbyt szybko.
Szukasz dalej, wywalasz szafki, otwierasz szuflady, grzebiesz w przydasiach......nic, nic Ci nie pasuje.
I nagle potykasz się o stertę ramek i kartek papieru, które od miesięcy stoją zakurzone......
Może porysuję??? Ale czy ja jeszcze wiem, jak to się robi??
Chyba w zeszłym roku, o tej porze miałam fazę na pastele, zainspirowana Hanczynymi, ślicznymi pastelami. Spróbowałam ( bo lubię próbować), choć o rysowaniu to miałam baaaaaaaaardzo mgliste pojęcie, a ostatni raz rysowałam w szkole podstawowej:))
Po kilku próbach, pastele zarzuciłam, bo, huta, wyjazdy kaczorówkowe , huta, zmęczenie i tak sobie cały ten majdan w kącie leżał.
Za oknem już zmrok, rozkładam, kartki, wyjmuję kredki, włączam wszelkie możliwe lampki, bo wzrok to już bardzo, ale to bardzo nie ten i zaczynam.............
Godzinki mijają, radyjko cichutko sobie brzęczy, jest cieplutko, milutko, jak to bywa w niedzielne, grudniowe popołudnie.
Trudno u mnie o taki stan. Żeby wyhamować po hucianym tygodniu, nie zawsze starcza łikendu, bo myśli ciągle krążą po głowie, która próbuje rozwiązywać te niekończące się problemy.
W końcu TEN długo wyczekiwany stan nadchodzi........
A w tym samym czasie w centrach handlowych, gwar tłok, przedświąteczna wścieklizna, której nie mam zamiaru się poddawać, moja noga nie stanie w żadnym centrum przed świętami. Howk!!!
Prezenty zamówione w necie, jakieś drobiazgi zrobię jeszcze własnymi łapkami......
Ocykam się późnym wieczorem, a efektem tego cudnego stanu, kiedy myśli błądzą leniwie, są takie oto łobrazeczki.............
Zdjęcia robione w totalnym ćmoku, więc jakieś takie wyblakłe.........
P.S.
Hana nie dziwię Ci się, że mogłabyś rysować i rysować. To jest fantastyczny odstresowywacz:))))
Podobny stan osiągałam podczas robienia mnemoludów , ale na ten czas muszę znowu czekać do wiosny:(((((
niedziela, 7 grudnia 2014
Jeszcze raz o tym moim psie
Puściłam posta przez nieuwagę. Wczoraj wkleiłam zdjęcia, dziś miałam dopisać, a tu frrrrr i jakoś mi się opublikowało:)))
To, ja donoszę, że chciałam go, tego pucusia pokazać, jaką ma krzywdę, właśnie, na tych poduszkach jak musi leżeć...
A ta wielka tuba to psi szampion, z odżywką, która pachnie delikatnie pudrowymi wiśniami, niweluje psi smrodek, szczególnie po spacerku, jak pada deszcz. I ładnie się sierść błyszczy. Miał różne szampony, ale ten jest super. Niestety, choć Mopcianek nie jest duży, to smrodek potrafi produkować spory, a ja nie mam ochoty spać razem z takim śmierdzielem, więc piorę psa. Zimą, bo latem w zasadzie nie trzeba. Wymoczy się, co tydzień w jeziorze ( lubi pływać), wytarza w mazurskiej trawce i smrodku nie ma:)))
Na ostatnich zdjęciach to ja mu nie robię żadnej krzywdy, chciałam Wam pokazać, jaki to spolegliwy i mądry psiul (jeszcze trochę i zacznie mówić, poważnie;)
Ostatnio, jak byłam na szczepieniu to wet, dokonując przeglądu Mopka powiedział, że kamień na ząbkach psów to nie tylko smrodek z japki, to w przyszłości wypadanie zębów, przetoki i cierpienie zwierzaka.
Mopek ma trochę kamienia, bo on nie ma czym go sobie oczyścić, smakołyków i ciasteczek psich nie chce jeść, suchą karmę ma do pogryzania, głównie je puszki. Już się zdecydowałam na usunięcie tego kamienia przez weta, ale do tego czasu kazał czyścić zęby pastą dla psów. Wiecie, jak to fajnie wygląda, jak ja za to się zabieram? Wołam go łagodnie, on już wie, i przychodzi, ale tak po drodze to mu ogonek więdnie, co jest oznaką, że nie jest bardzo zadowolony. Nie muszę go trzymać na siłę, nic z tego, przemawiam tylko łagodnie, mówię, co teraz będę robić. A on siedzi i pozwala sobie te zęby myć......
O to tak miało w wielkim skrócie być....................
poniedziałek, 1 grudnia 2014
Hrabia Lolo
Śpi taki.....wymyty, wyczesany, napachniony. Kocyk, dwie poduszki, byle wyżej.......
Zęby wyszorowane, kudełki na łapkach przez Pańcię wystrzyżone...
Nygus taki. Rozpieszczone to, jak dziadoski bicz. Królewicz psia mać.
Jak go nie kochać?
Darował mi nawet dzisiejsze szczepienia na te fszystkie parwaicośtam i inne nosówki:)) Ale jojczenia byłooooooo im bardziej głaskałam i bardziej przytulałam to jęków i ćwierków było więcej. A to tylko jedno ukłucie i po ptokach.
Za dwa tygodnie idziemy na zdejmowanie kamienia, czyszczenie ząbków to za mało, nie ma mowy o inwestycji w tik-taki, i tak z japki jedzie. Bez zdjęcia kamienia nie da rady.
Ale oko ma czujne, każdy mój ruch monitoruje, bo może Pańcia idzie już do łóżka???
P.S.
Zgubiłam czapkę, nową, futrzastą, z nausznikami, jeszcze ani razu jej nie założyłam. Gdzie ona jest? Szukam od wczoraj............
Zęby wyszorowane, kudełki na łapkach przez Pańcię wystrzyżone...
Nygus taki. Rozpieszczone to, jak dziadoski bicz. Królewicz psia mać.
Jak go nie kochać?
Darował mi nawet dzisiejsze szczepienia na te fszystkie parwaicośtam i inne nosówki:)) Ale jojczenia byłooooooo im bardziej głaskałam i bardziej przytulałam to jęków i ćwierków było więcej. A to tylko jedno ukłucie i po ptokach.
Za dwa tygodnie idziemy na zdejmowanie kamienia, czyszczenie ząbków to za mało, nie ma mowy o inwestycji w tik-taki, i tak z japki jedzie. Bez zdjęcia kamienia nie da rady.
Ale oko ma czujne, każdy mój ruch monitoruje, bo może Pańcia idzie już do łóżka???
P.S.
Zgubiłam czapkę, nową, futrzastą, z nausznikami, jeszcze ani razu jej nie założyłam. Gdzie ona jest? Szukam od wczoraj............
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)