Kolor żółty, ulubiony kolor Konfucjusza i buddyjskich lamów, nieodparcie przywodzi na myśl pożółkłe karty mądrych ksiąg.
To wiedza i intelektualny przebłysk, to kolor oświecenia. Kiedy próbujesz go sobie wyobrazić, pod powieki wkradają się jasne promienie słońca.
Życiodajne ciepło otulające ziemię, rozwijające kielichy kwiatów, rozgrzewające powietrze, przyspieszające dojrzewanie owoców i zbóż, rozświetlające mrok nocy. A także potrzeba podzielenia się tą radością z innymi, potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem, potrzeba wymiany informacji i nabytej wiedzy. Gorzej, jak ta potrzeba trafia na mur, na bardzo gruby mur.
Dlatego też pokazuję Wam żółte pola rzepakowe, które rozsiadły się na przedpolu Mazur Garbatych, tam, gdzie wije swe wody rzeczka Babant. Nazwa rzeczki, a także jeziora i niedaleko położonej wsi najprawdopodobniej wywodzi się od słowa oznaczającego "babę" w znaczeniu "wiedźma, czarownica". Kiedyś też o niej napiszę, a nawet ją pokażę.
Rzepakowy spektakl trwa krótko, szczególnie dla przyjezdnych. Jeśli nie jesteś tam na stałe możesz przegapić ten blask, radość i optymizm emanujący z żóltej barwy.
O tym nie wiedziałam, ale podobno w negatywnym wydaniu tak właśnie ( na żółto) ubierają się osoby, których komunikacja z innymi jest zakłócona, którzy nie potrafią otwarcie mówić o swoich problemach lub mówią dużo i o wszystkim, tylko nie o sobie. Bywa i tak, że chociaż wyraźnie sygnalizują, co ich boli, czują się nie rozumiani przez innych.
Ubranie żółtego koloru jest szczególnie pomocne wtedy, kiedy musimy nareszcie dogadać się z kimś w istotnej dla nas sprawie. Jego wibracja sprawia, że naszemu rozmówcy nie uda się wywinąć od zasadniczej rozmowy. Jest to barwa korzystna do prowadzenia wykładów, zdawania egzaminów ustnych i wszelkich handlowych negocjacji. Podstawowym znaczeniem żółtego jest: wysłuchaj mnie, porozmawiaj ze mną, spróbuj mnie zrozumieć, mam ci tyle do przekazania.
Całkiem nieświadomie, zakupiłam w ostatnim czasie cudną żółtą sukienkę, a kilka dni później również spodnie. Już, już miałam wyciągać z szafy zapomnianą żołtą torebkę. Czy te zakupy podpowiadała mi podświadomość?
Choć nie należę do osób, które mają problem z komunikacją, lubię się dzielić wiedzą, to czasami nadchodzą takie momenty w życiu, a w moim przypadku trafia się na takie osoby, że wszelkie kanały komunikacji zostają zatkane. Teraz już wiem, że trzeba pomocy szukać w kolorze żółtym. Liczę na te wibracje, które daje kolor żółty i liczę na to, że rozmówcy nie uda się wywinąć od zasadniczej rozmowy.
Żeby zmylić przeciwnika i nie zasiewać ziarna niepokoju tym dziwnym w pewnych okolicznościach kolorem, można się ubrać na szaro (grafitowo), bo to tajny odpowiednik żółtego:)))
Potrzymacie kciuki?
niedziela, 12 czerwca 2016
wtorek, 7 czerwca 2016
Żywe inspiracje i powrót na gumno.
W jednym z postów były rodzące się paprocie, jako inspiracja na niebanalną biżuterię. Iza z Kidowa spróbuje ufilcować.
W lesie, na polu, w ogrodzie jest więcej takich inspiracji, trzeba tylko uważnie się przyglądać.
Takie na przykład, umierający kwiat irysa. Irys żyje krótko, a swoje odejście manifestuje dziwnymi skrętami.
Lilie tygrysie, czyli popularne smolinosy, będą kwitnąć lada moment.
Na gumnie zrobiło się milutko, kwitnie, pachnie, roboty huk, dnia nie starcza.
I rośnie:) W mojej skrzyni warzywnej busz, dzicz. Napchłam tam wszystkiego, jest sałata, koper, dymka, trochę buraków liściowych, pomidorki, dynie, cukinie, ogórki. Za dużo, za ciasno, ale trudno, skrzynia jest jedna, a chciałoby się mieć wszystko. Powinno tych skrzyń być więcej i pewno będzie, ale powolutku. Trzeba naszykować kompostu i desek na ich zbudowanie.
Na razie zadowolę się tą jedną.
Mój eksperyment- ziemniaki w worku sadzone piętrowo. Powinny być w siatce, ale jej nie miałam, więc wykorzystałam worek. Ziemniaki pięknie rosną, nawet nie widziałam tam stonki. Podobno z 1,5 kilograma wsadzonych ziemniaków można zebrać 15 kg. No zobaczymy, czy to prawda:)
Woda w jeziorze ciepluśka, spokojnie się można było kąpać, ale poszłam nieprzygotowana, więc tylko nóżki wymoczyłam na zalanym pomoście.
Mopeczek też wymoczył łapecki:)
I jeszcze kaczka zawisła na łuku triumfalnym.Zwykła, drewniana.
A gdyby ktoś chciał kotka, albo dwa, lub o nich poczytać to zapraszam TU. Może ktoś, gdzieś...
Gumno czeka, ja tęsknię -norma. Byle do weekendu.
W lesie, na polu, w ogrodzie jest więcej takich inspiracji, trzeba tylko uważnie się przyglądać.
Takie na przykład, umierający kwiat irysa. Irys żyje krótko, a swoje odejście manifestuje dziwnymi skrętami.
Lilie tygrysie, czyli popularne smolinosy, będą kwitnąć lada moment.
Nawet zwykły liść na leśnej drodze, jak mu się bliżej przyjrzeć uważnie, też może zainspirować.
Na gumnie zrobiło się milutko, kwitnie, pachnie, roboty huk, dnia nie starcza.
Wu podrasował ławeczkę w zakątku dodając jej oparcia. Ja dosadziłam kwiatków, zaolejowałam plaster, uwiesiłam lampiony, lampioniki. Nawet kilka zrobiłam sama wykorzystując puszki po karmie i słoiczki po jugurcie, a nawet wielki słój po ogórkach.
WU się śmieje, że tak zasuwamy, że nie mamy, kiedy w zakątku posiedzić. Trochę przesadza:)
I rośnie:) W mojej skrzyni warzywnej busz, dzicz. Napchłam tam wszystkiego, jest sałata, koper, dymka, trochę buraków liściowych, pomidorki, dynie, cukinie, ogórki. Za dużo, za ciasno, ale trudno, skrzynia jest jedna, a chciałoby się mieć wszystko. Powinno tych skrzyń być więcej i pewno będzie, ale powolutku. Trzeba naszykować kompostu i desek na ich zbudowanie.
Na razie zadowolę się tą jedną.
Mój eksperyment- ziemniaki w worku sadzone piętrowo. Powinny być w siatce, ale jej nie miałam, więc wykorzystałam worek. Ziemniaki pięknie rosną, nawet nie widziałam tam stonki. Podobno z 1,5 kilograma wsadzonych ziemniaków można zebrać 15 kg. No zobaczymy, czy to prawda:)
Woda w jeziorze ciepluśka, spokojnie się można było kąpać, ale poszłam nieprzygotowana, więc tylko nóżki wymoczyłam na zalanym pomoście.
Mopeczek też wymoczył łapecki:)
I jeszcze kaczka zawisła na łuku triumfalnym.Zwykła, drewniana.
A gdyby ktoś chciał kotka, albo dwa, lub o nich poczytać to zapraszam TU. Może ktoś, gdzieś...
Gumno czeka, ja tęsknię -norma. Byle do weekendu.
niedziela, 5 czerwca 2016
Komu, komu, kotka do domu?
Albo nawet dwa.
Będę jednak szczęśliwa, jak znajdę domek choć jednemu.
Dziurka znacie. Oprocz Dziurka, jest jeszcze Puszek, wypłoch. Bardzo miły kotek, ale trochę bojaźliwy, boi się Mopka, dlatego jada pod schodkami, albo, jak nie widać Mopa na horyzoncie.
Jest jeszcze Perła, czarna koteczka, która miała być wysterylizowana. No, ale...
Wymknęła się z domu, podobno na chwilkę. I wróciła grzecznie, ale już nie sama. Perła latem będzie miała rok, a już sama jest matką, tych dwóch ślicznych koteczków.
Ten szary to chyba dziewuszka, a ten czarny koteczek.
Czarnuszka, w ciemnym pomieszczeniu trudno było sfotografować, więc skupiłam się na szarej dziewczynce.
Zanosi się na wielkiej urody panienkę. Mnie przypomina małe lwiątko.
Oceńcie sami.
Maluszki mają ponad tydzień, to jeszcze gapki, które czołgają się na chwiejnych łapkach do maminego cyca.
W sierpniu będą potrzebować nowego domu. Muszą mieć nowy dom. Najlepiej taki, jakie dla swoich kotków wyszukuje Gosianka. Ciepły kącik, koszyk do spania własny, miseczkę pełną i łysych gotowych na wszystko.
Na Mazurach zimy są srogie, a okoliczne działki pustoszeją. Myszy kryją się głęboko w swoich norkach i ptaków jest mniej. Chciałabym, żeby te maluchy nie musiały polować i nie miały konkurencji starszych kotów w domu. Pamiętacie, jak Dziurka w zeszłym roku tępił Puszek nie pozwalając mu podejść do miski? Dziurek w poszukiwaniu jedzenia zaczął przychodzić do nas i sąsiadów. W tym roku kociej puszki nie raczy tknąć. Dziś otworzyłam nową, bo rankiem raczył zawitać, ale niuchnął, miauknął i poszedł. Do sąsiadów, na jajko gotowane. On poluje też na ptaki, w zeszłym tygodniu wspiął się po drzewie do budki lęgowej. Puszkę 800 gram dostała Perła. Karmi młode-musi jeść.
Reasumując, kotki szukają domku, pytałam dziś. Może ktoś, gdzieś? W sierpniu będę tydzień na Mazurach, do kogoś z tych okolic mogę dojechać, albo na trasie aż do samej Warszawy...
Będę jednak szczęśliwa, jak znajdę domek choć jednemu.
Dziurka znacie. Oprocz Dziurka, jest jeszcze Puszek, wypłoch. Bardzo miły kotek, ale trochę bojaźliwy, boi się Mopka, dlatego jada pod schodkami, albo, jak nie widać Mopa na horyzoncie.
Jest jeszcze Perła, czarna koteczka, która miała być wysterylizowana. No, ale...
Wymknęła się z domu, podobno na chwilkę. I wróciła grzecznie, ale już nie sama. Perła latem będzie miała rok, a już sama jest matką, tych dwóch ślicznych koteczków.
Ten szary to chyba dziewuszka, a ten czarny koteczek.
Czarnuszka, w ciemnym pomieszczeniu trudno było sfotografować, więc skupiłam się na szarej dziewczynce.
Zanosi się na wielkiej urody panienkę. Mnie przypomina małe lwiątko.
Oceńcie sami.
Maluszki mają ponad tydzień, to jeszcze gapki, które czołgają się na chwiejnych łapkach do maminego cyca.
W sierpniu będą potrzebować nowego domu. Muszą mieć nowy dom. Najlepiej taki, jakie dla swoich kotków wyszukuje Gosianka. Ciepły kącik, koszyk do spania własny, miseczkę pełną i łysych gotowych na wszystko.
Na Mazurach zimy są srogie, a okoliczne działki pustoszeją. Myszy kryją się głęboko w swoich norkach i ptaków jest mniej. Chciałabym, żeby te maluchy nie musiały polować i nie miały konkurencji starszych kotów w domu. Pamiętacie, jak Dziurka w zeszłym roku tępił Puszek nie pozwalając mu podejść do miski? Dziurek w poszukiwaniu jedzenia zaczął przychodzić do nas i sąsiadów. W tym roku kociej puszki nie raczy tknąć. Dziś otworzyłam nową, bo rankiem raczył zawitać, ale niuchnął, miauknął i poszedł. Do sąsiadów, na jajko gotowane. On poluje też na ptaki, w zeszłym tygodniu wspiął się po drzewie do budki lęgowej. Puszkę 800 gram dostała Perła. Karmi młode-musi jeść.
Reasumując, kotki szukają domku, pytałam dziś. Może ktoś, gdzieś? W sierpniu będę tydzień na Mazurach, do kogoś z tych okolic mogę dojechać, albo na trasie aż do samej Warszawy...
czwartek, 2 czerwca 2016
Leśna biżuteria.
Na urlopie się snułam, po lesie też, bo las za płotem. Kulanko mówiło nie łaź daleko, no to nie lazłam.
Trafiłam akurat na porę, kiedy paprocie postanowiły się rozwinąć. To taka ulotna chwila. Na drugi dzień już były liście...
Kiedy tak je fotografowałam przyszło mi do głowy, że takie rozwijające się paprocie to świetne wzory na niebanalną biżuterię, gdybym tylko umiała ten pomysł wykorzystać...
Trafiłam akurat na porę, kiedy paprocie postanowiły się rozwinąć. To taka ulotna chwila. Na drugi dzień już były liście...
Kiedy tak je fotografowałam przyszło mi do głowy, że takie rozwijające się paprocie to świetne wzory na niebanalną biżuterię, gdybym tylko umiała ten pomysł wykorzystać...
środa, 1 czerwca 2016
U mnie na gumnie.
Na urlopie byłam. Cały ubiegły tydzień. I dogorywałam sobie na tym urlopie. Chyba tak byłam zmęczona, że organizam sam na mnie wymusił lenistwo. Zrobiłam mało. Ot posadziłam jeszcze jakieś kwiaty, które zakupiłam w szale zakupów ogrodowych, zrobiłam kilka słoiczków syropu sosnowego, nasuszyłam kwiatów głogu, pokrzywy, perzu, w małych ilościach, bo perz trzeba wykopać, a mnie bolała każda kostecza, a szczególnie te, które siedzo w kolanach. Zrobiłam mazurskie pranie w starej czeskiej pralce, przeniosłam nasze stanowisko do spania w lepsze moim zdaniem miejsce i w zasadzie więcej nie pamiętam, co robiłam. No może trochę pochodziłam po najbliższej okolicy w ramach spacerów z Mopciem.
Zdjęcia z gumna mi nie wyszły, tak to jest, jak się robi zdjęcia bez okularów. Niby ostre, a po zgraniu większość do usunięcia.
Gumno pachnie, każda pora dnia pachnie inaczej, zapachy się ze sobą mieszają. Pachnie sosna, ale też pokrywa wszystko żółtym pyłem bo kwitnie, upojnie pachną głogi, skoszona trawa, czarne bzy. Uwielbiam te zapachy.
I uwielbiam, jak ptaki drą dzioby. Już przed 3 rano zaczynajo, wiem, bo nocki miewałam bezsenne, albo takie, że co godzina pobudka.
No to, jak nie mogłam spać, to wyłaziłam na gumno i słuchałam tych treli, ćwierków, stukań, kukań i pogwizdywań.
W budkach lęgowych popiskują młode, mam 4 nowe budki, wszystkie zajęte przez sikory. A w piątej, starej budce, odłożonej na stos kamieni, zagnieździła się pleszka. Nie przewidzieliśmy, że w takiej zdezelowanej budce, dziurawej z rozdziobanym przez dzięcioła wejściu, na dodatek położonej na wysokości pół metra, zagnieździ się ptak. Dziurek zapewne pożre pisklaki choć postawiłam kawał drucianej siatki przed budką.
Ten łobuz włazi wysoko na drzewa i zagląda do ptasich budek, musiałam go wodą z węża polewać bo cicianie i prośby nie przyniosły żadnych rezultatów.
Dziurek się odkuł, wydelikacił i gardzi karmą z puszki. Nie wiem, gdzie się stołuje, bo czasem przyjdzie, ale już u nas nie spedza całych dni.
Wu zrobił w zakątku ceglaną podłogę. Cegły, kupiliśmy z jakiejś rozbiórki, stare, poniemieckie, chyba ręcznie robione. Dorobił też plastrowi drzewa, który robi w zakątku za stół, nogi. Żeby je dorobić musiał leżeć na tych cegłach, bo kto dzwignie taki plaster i od tego leżenia się pochorował, tak, że przez 4 dni łaził z wysoką gorączką.
Nie dawał za wygraną i jeszcze zrobił w sosonowym pniu domek dla owadów, a przed chorobą zbudował z grubych pni łuk trimfalny na wejściu do kolejnego zakątka, który powstanie, jak już urodzi się jakiś pomysł. Łuk, krzywy, jak cholera (taki miał być), pokryje kiedyś rdestowiec, na razie jest mały i go nie widać.
Zakwitły też pierwszy raz moje bzy.
Jeden przywieziony od siostry, drugi kupiony lata temu w sklepie ogrodniczym, trzeci miejscowy, taki zwykły, wykopany z drogi. Wszystkie na raz, choć są w różnym wieku. Widać, że dobrze im zrobiło wiosenne podlewanie.
No i tydzień przeleciał, wróciło się nazad i znowu się tęskni do zapachów i treli. W hucie tuż pod moimi oknami wyją młoty pneumatyczne, jakieś koparki rwą asfalt -naprawa jezdni. Jak otworzę okno to myśli własnych nie słyszę, jak mam zamknięte to duszę się z upału. Kulanka bolą sobie dalej i nie wiem zupełnie o co im chodzi. Ponoć mam jeść magnez z potasem- jem więc, ale efekty nie nadchodzą.
Lustro mi podpowiada, że kulanka nie chcą tych kilogramów nosić...
Zdjęcia z gumna mi nie wyszły, tak to jest, jak się robi zdjęcia bez okularów. Niby ostre, a po zgraniu większość do usunięcia.
Gumno pachnie, każda pora dnia pachnie inaczej, zapachy się ze sobą mieszają. Pachnie sosna, ale też pokrywa wszystko żółtym pyłem bo kwitnie, upojnie pachną głogi, skoszona trawa, czarne bzy. Uwielbiam te zapachy.
I uwielbiam, jak ptaki drą dzioby. Już przed 3 rano zaczynajo, wiem, bo nocki miewałam bezsenne, albo takie, że co godzina pobudka.
No to, jak nie mogłam spać, to wyłaziłam na gumno i słuchałam tych treli, ćwierków, stukań, kukań i pogwizdywań.
W budkach lęgowych popiskują młode, mam 4 nowe budki, wszystkie zajęte przez sikory. A w piątej, starej budce, odłożonej na stos kamieni, zagnieździła się pleszka. Nie przewidzieliśmy, że w takiej zdezelowanej budce, dziurawej z rozdziobanym przez dzięcioła wejściu, na dodatek położonej na wysokości pół metra, zagnieździ się ptak. Dziurek zapewne pożre pisklaki choć postawiłam kawał drucianej siatki przed budką.
Ten łobuz włazi wysoko na drzewa i zagląda do ptasich budek, musiałam go wodą z węża polewać bo cicianie i prośby nie przyniosły żadnych rezultatów.
Dziurek się odkuł, wydelikacił i gardzi karmą z puszki. Nie wiem, gdzie się stołuje, bo czasem przyjdzie, ale już u nas nie spedza całych dni.
Wu zrobił w zakątku ceglaną podłogę. Cegły, kupiliśmy z jakiejś rozbiórki, stare, poniemieckie, chyba ręcznie robione. Dorobił też plastrowi drzewa, który robi w zakątku za stół, nogi. Żeby je dorobić musiał leżeć na tych cegłach, bo kto dzwignie taki plaster i od tego leżenia się pochorował, tak, że przez 4 dni łaził z wysoką gorączką.
Nie dawał za wygraną i jeszcze zrobił w sosonowym pniu domek dla owadów, a przed chorobą zbudował z grubych pni łuk trimfalny na wejściu do kolejnego zakątka, który powstanie, jak już urodzi się jakiś pomysł. Łuk, krzywy, jak cholera (taki miał być), pokryje kiedyś rdestowiec, na razie jest mały i go nie widać.
Zakwitły też pierwszy raz moje bzy.
Jeden przywieziony od siostry, drugi kupiony lata temu w sklepie ogrodniczym, trzeci miejscowy, taki zwykły, wykopany z drogi. Wszystkie na raz, choć są w różnym wieku. Widać, że dobrze im zrobiło wiosenne podlewanie.
No i tydzień przeleciał, wróciło się nazad i znowu się tęskni do zapachów i treli. W hucie tuż pod moimi oknami wyją młoty pneumatyczne, jakieś koparki rwą asfalt -naprawa jezdni. Jak otworzę okno to myśli własnych nie słyszę, jak mam zamknięte to duszę się z upału. Kulanka bolą sobie dalej i nie wiem zupełnie o co im chodzi. Ponoć mam jeść magnez z potasem- jem więc, ale efekty nie nadchodzą.
Lustro mi podpowiada, że kulanka nie chcą tych kilogramów nosić...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















