wtorek, 27 maja 2014

Zalazłam koci ogon......

Szukajcie, a znajdziecie. W zasadzie to się poddałam, bo szukałam tego ogona 3 dni, był i znik. Kamień w wodę, reszta kota jest, ogon wcięło, przyprawiałam inne ogony, ale nieeeee, coś nie pasowało. A dziś całkiem przypadkiem ogon stanął na mej drodze.
Szybciuteńko wyjęłam osprzęt i skręciłam luda-kota, co niniejszym zapoczątkowało sezon na ludotworstwo.
Osmalonych dech i pniaków już cała jest kupka,tylko siąść , czyścić olejować, patynować, skręcać, a tu trza wracać.............Kotek, jak to kotek, wlazł na płotek i mruga swoimi bleszczatymi oczętami. Za płotek posłużyła jedna z moich własnoręcznie udziałanych rozkrak na pnącza.



A teraz zwijam majdan, pakuję manatki i w drogę.....pogoda się coś kiepści, zerwał się wiatr i już nie jest upalnie, mniejszy żal będzie wyjeżdżać.
To już ostatni tym razem Wam haust sosnowego powietrza przesyłam i trele ptasie, ahoj, do następnego razu:)))




poniedziałek, 26 maja 2014

Burza z maślakami

Pogoda postanowiła zarządzić naszym czasem wolnym i coś koło 14 w niedzielę zafundowała nam burzę, przerywając moje rozważania na temat nasadzeń.
Krążyła dość długo nad okolicą mrucząc to z jednej to z drugiej strony i już w pewnym momencie wydawało się, że sobie poszła. Nagle, jak nie rypnie, jak nie zawieje, jak nie lunie.........
W oka mgnieniu taras został zalany wodą, rynny nie dawały rady odbierać tej masy wody, a z nieboskłonu zaczęły lecieć lodowe kulki!!! Rany grad wielkości paznokcia!!! Nawet bałam się, że zrobi szkody na karoserii Magdy, na szczęście uszkodzeń nie zauważyłam.
Zdjęcia nie są najlepszej jakości bo z telefonu, który też zaraz został zachlapany i zaparowany, ale widać, jak okolicę spowiły strugi deszczu.
Ponieważ burza się przeciągała i padało kilka godzin postanowiłam ten czas wykorzystać na błoga drzemkę. Fajnie się śpi, jak w dach uderzają krople deszczu, masz obok siebie cieplutkiego pieska i wiesz, że jutro wstanie kolejny ciepły dzień, a ty jeszcze nie musisz wstać skoro świt do huty.....



A tu mamy gradową kulkę, skakały po tarasie jak piłeczki ping-pongowe.



Kto wyczekuje sezonu grzybowego temu oświadczam, że się rozpoczął, proszę oto najprawdziwsze maślaczki z naszego obejścia, a po tej burzy z pewnością będzie ich więcej. Podobno też już pokazały się czerwone koźlaki -to wieści od miejscowych ludzi.


Na szczęście dzisiejszy ranek wstał piękny, słoneczny, tylko jeszcze wszystko jest mokre i pies nie chce na spacer po takiej mokrej trawie........
Skonsumowałam na trawce śniadanko i wypiłam kawkę, którą mi Wu zaordynował. Poobserwowałam wiewiórkę, która po gałęziach przeszła z sąsiedniej działki, przelazła nad naszymi głowami strącając krople nam na głowy i przeszła dalej na sąsiednią działkę. Tylko Mopek przyglądał się jej zdziwiony, co to za "kotek", który łazi po drzewach...........


Teraz mogę zabrać się do zarzuconych wczoraj nasadzeń, a potem spacerek w las, jak obeschnie,żeby pieskowi nie zmoczyły się łapecki:)))))

I znowu przesyłam Wam haust sosnowego powietrza wraz z serdecznymi pozdrowieniami......

niedziela, 25 maja 2014

Będzie kakuarowo.......

Jednak nie zacznę przecież od kibla......
Zaczniemy florystycznie, co w mej kaczorówkowej jest wyczynem nie lada. Powtarzać się nie będę, bo wiele razy narzekałam, że TU nic nie chce ROSNĄĆ!!! Na nic moje zabiegi, podlewanie, nawożenie i tak daleko mojemu ogrodowi do ogrodów moich sióstr choćby. No, ale one nie mieszkają w lesie:)
Jest jednak malutki wyjątek, albo nawet dwa. To rododendrony, które kupiłam bez większej nadziei na przeżycie pierwszej zimy. Wiem, że trochę tu może nie pasują, ale ja je bardzo lubię za wiecznie zielone liście no i te kwiaty.....
O dziwo przeżyły i pierwszą i drugą zimę, choć zmieniłam im stanowisko na bardziej zaciszne. Posłuchałam rad siostry w sprawie pielęgnacji i oto w tym roku odpłaciły się pięknymi kwiatami. Muszę mieć jeszcze  białego.........
Drugi wyjątek to hortensje, ale o nich innym razem, żeby zobaczyć ich piękne kwiaty musimy czekać do lata.

Wniosek taki, że muszę tu sadzić rośliny, które lubią kwaśną glebę i cień............


Produkuję też pannę-dziewannę na desce, ale do końca jeszcze daleko. Z grubsza wygląda to jak na fotce poniżej......
Deska zostanie jeszcze olejowana albo bielona, dojdą zawieszki w postaci konopnych sznurków, albo zardzewiałych drutów......koncepcji ostatecznej brak. Robi się też lud-kot, ale zginał mi kurna ogon, który miałam gdzieś przygotowany, szukam go od wczoraj..........


No i dochodzimy do kakuaru.......w Pastelowym Kurniku swego czasu sporo o kakuarach gadałyśmy i tak mi się ten temat przypomniał podczas wczorajszego spaceru........Zobaczyłam bowiem w lesie kakuar, znam go doskonale, bo to tuż obok mnie. Mam jego zdjęcia z ubiegłego roku, bardzo malownicze, bo wtedy wiał wiatr i spektakularnie rozwiewał kakuarowe ściany......Poszukam tych zdjęć............
Przyroda przy sporym udziale "różnych" odwiedzających z pewnością za jakiś czas rozprawi się z kakuarem, tak, jak rozprawia się z innymi tutejszymi budowlami pozostawionymi bez opieki.
Spacerując tak wpadłam na pomysł, aby obfocić wszystkie tutejsze kakuary z własnym włącznie. Zrobiłam sobie spacerek przez wieś i cyknęłam widoczne tu i tam przybytki, w których człowiek może choć chwilę pobyć sam.......
Relacji się spodziewajcie.  


A u mnie piękna pogoda, letnia, ptaki śpiewają, cały dzień, a najpiękniej ciemną nocą i wczesnym rankiem. Nie wiem, jaki to ptak może tak cudnie śpiewać o 23? 

Pozdrawiam Was serdecznie i zabieram się do projektowania zakątka kamienisto- krzaczorowego. Będzie dyganie kamieni, korzeni itd, itp........oj postękam sobie wieczorem, postękam.......

czwartek, 22 maja 2014

Lopezik..........



















Dziewczęta, wypadki huciane nie nastrajają mnie do długich, przemyślanych, czy nawet śmiesznych postów.
Raczej po powrocie przypominam amebę czy innego pantofelka, który wchłonie, albo i nie pokarm, a potem jak kłoda zalega szukając ukojenia w śnie. Nocą dokucza mi ta za.....na alergia, a na co uczulona jestem czort wie, bo zeszłoroczne testy nic nie wykazały, fakt, że nocą od kilku dni budzi mnie potężne kichanie, drapanie podniebienia i swędzenie uszu. Z nosa cieknie coś co mam wrażenie, że jest jakimś żrącym kwasem. Co noc muszę wstać, wypić wapno, pochodzić, pokichać, posmarkać i jakoś przechodzi. Rano budzę się z zapuchniętymi oczętami i ciężką głową. Dziś już się zabezpieczyłam lekami na alergię bo nie zdzierżę tych nocnych atrakcji.
Wzięłam więc sobie dwa dni urlopu i muszę odchorować wydarzenia z ostatnich dni...........
Z wiadomych względów nie mogę napisać o co kaman, ale kiedyś z pewnością to opiszę, nie będę wiecznie z hutą związana. Stosowne notatki mam.

Dziś chciałam Wam przedstawić sąsiada z Mazur, imć Lopeza, w którym to zakochałam się od pierwszego wejrzenia ( tak, jak w Hanczynym Frodku). Lopez jest słodki, zalotny i pieszczoch niemożliwy. Stacjonuje w sąsiednim gospodarstwie agroturystycznym znanym na całą okolicę. U mnie w Kaczorówce doskonale słychać, jak wyśpiewuje swoje ośle arie iiiiaaaa, iiiiia..........Zawsze chciałam pojechać do Grecji i tam zażyć jazy na osiołku i zatańczyć, jak Grek Zorba..... na plaży........
To się musi ziścić, planuję, że w przyszłym roku.....

Kocham Greka Zorbę w wydaniu  książkowym i Anthony Quinna w wersji filmowej.........

Przypomnijcie sobie i Wy........
A niżej Lopezik............






Tak się popisywał, jak chcieliśmy odchodzić..........




 A potem za nami szedł, nie chciał wracać do obejścia.......



W kapelutku też mu ładnie, prawda?????



 Na mój strój nie zważajciem bywa, że paradujemy po okolicy w przebraniach cyrkowych, ot tak zabawa z gośćmi............



Mam jeszcze konika- kucyka do pokazania i jego męskość godna ozazdroszczenia, ale to nasteonym razem.........

Bardzo Was serdecznie pozdrawiam i ściskam.


piątek, 16 maja 2014

Ori ciągle w potrzebie......

Kto do mnie zagląda z pewnością pamięta, wielką i wspaniałą akcję w Pastelowym Kurniku na rzecz Tymianków. TU podsumowanie akcji.
Wtedy blogowe koleżanki pokazały, jak można cudnie wspomagać innych w potrzebie, a przy tym same miałyśmy sporo radości, wystarczy poczytać kilka postów wstecz i te setki komentarzy.
Niestety, jak w takich przypadkach bywa, bo potrzebujących jest wielu i ciągle przybywają nowi, środki ciągle są potrzebne, bo pieniądze szybko topnieją.
Kiedy przeczytałam wczorajszy post u Ori, znów ścisnęło mi się gardło, znów oczy się zaszkliły........
Jesssu tak nie powinno być, tak nie może być!!!!! Czy nasze prawo kiedyś zrobi się na tyle cywilizowane, że nie będzie dopuszczać do takich sytuacji???
Przecież są kraje na świecie, gdzie prawo potrafi egzekwować od ludzi właściwą opiekę nad zwierzętami. Skoro ludzie sami nie potrafią .......

Już nie wymagam, aby pies, czy kot żył w takich warunkach, nie każdy lubi psa w pościeli.......








 Albo psa uniemożliwiającego pracę przy kompie, bo zalega na kolanach godzinami i ani drgnie..........



Chciałabym tylko, żeby wszystkie zwierzęta mogły PRZYNAJMNIEJ mieć codziennie pełną miskę i ciepłe miejsce do spania, nie wisiały na metrowym łańcuchu, a w chorobie mogły liczyć na wizytę u weta. To tak duzo?

Wyobrażacie sobie, aby Wasze zwierzaki mogły chodzić z taką raną, jak ta suczka z postu Ori???


Dlatego, proszę zajrzyjcie do Pastelowego Kurnika, tam znajdziecie mojego aniołka  i inne rzeczy dziewczyn, zrobione od serca, specjalnie z myślą o tym, żeby wspomóc Tymianki.
Przeczytacie, też o decyzji Mai, (jesteś cudna Maju) i z pewnością naładujecie akumulatorki dobrem, na przekór temu całemu złu, które fruwa po świcie.


Anioł do wzięcia, będzie pilnował, czuwał i ostrzegał. Wszystkim aniołom podczas pracy  przypisuję taką moc.
Wylicytowana w Pastelowym Kurniku kwota idzie na Tymianki w całości. Ja pokrywam też koszty wysyłki.

Zapraszam i podajcie dalej jeśli możecie i chcecie...........
,

P.S.

A tu macie historyjkę obrazkową z dnia dzisiejszego.
Leje od samego rana, Mop amator długich spacerów i pierdyliona siknięc, na każdą trawkę, krzaczek, drezwko, dziś nawet nie chciał wyjść z bloku. Wypompował wszystko, za jednym zamachem na ścianę tuż za drzwiami, musiałam go ciągnąć dalej, żeby jeszcze siknął i wydalił wczorajszą puszkę. Za nic, wlókł się z opuszczonym ogonem do najbliższego rogu i koniec. Dalej nie idzie. Wróciliśmy. Posiedział trochę przy kompie i myślę sobie, gdzie Mop udaję się, więc na poszukiwania.........
Idę do sypialni.......
Nie ma psa???




Niech Was to nie zmyli.......odchylamy narzutę......co widzimy????




Ktoś tu smacznie chrapie........No, kto, kto to może być???


Jest ta łajza, grzeje kuper i suszy fiuterko.........dobrze, że położyłam na poduszkę wcześniej ręcznik ręcznik, tak myślałam, że wlezie...........


Będzie tak spał, aż przestanie padać....a wtedy wylezie gotów na spacer:)))))