Szczególnie na wiosnę lubimy kanapki, albo jajeczniczkę ze szczypiorkiem.
Ale nie zawsze mamy szczypiorek pod ręką.
Oto pomysł, który sprawi, że od tej chwili, o każdej porze roku, nawet nie posiadając ogródka, będziemy mieć swój własny, piękny zielony szczypiorek.
Sprawa jest prosta.
Bierzemy butlę po 5 litrowej wodzie ( będzie recykling przy okazji). Wycinamy w niej dziurki i odcinamy jej górną część. Ja wycięłam tak, że został uchwyt, żeby butlę łatwo było przenosić.
Sypiemy ziemię. Zaopatrujemy się w cebulę, albo zużywamy do tego te cebule, które nam już zaczynają wyrastać.
Ja kupiłam paczkę dymki do sadzenia.
Butelkę można oczywiście ozdobić, dekupażem, albo pomalować, albo ozdobić w każdy inny dowolny sposób, który nam przyjdzie do głowy.
Ja nie ozdabiałam.
Posadziłam wyrastającą cebulę w górnej części butli,w dziurki powtykałam dymki, podlałam, poczekałam 3-4 dni i oto mam swój własny szczypiorek.
Myślę, że ten pomysł można też wykorzystać w zabawie z dziećmi. Dzieciaki uwielbiają zakładać własne "uprawy". A przy okazji może polubią "zielone", do którego nie zawsze dają się przekonać?
Trawa, albo zboże posiane w ten sposób będzie też dobre dla kota:)
środa, 29 kwietnia 2015
wtorek, 28 kwietnia 2015
Droga nad jezioro -śmieciowy problem.
Droga nad jezior to słownie jeden kilometr.
15 minut spacerkiem, a taki rezultat śmieciowy z ostatniego spaceru
Skoro Amelia może na spacery chodzić taczką, ja nie mogę z torbą?
Trzeba pomóc rodzącej się przyrodzie przyjść na świat wolnym od śmieci.
Co mi szkodzi zabrać torbę na spacer? Nic to, że w jednej ręce smycz z psem, w drugiej torba ze śmieciami, zostają oczy d patrzenia.
Miejscowi zwalają na przyjezdnych zaśmiecanie lasu. Czasem nas pytają, co robimy ze śmieciami. Mam ochotę odpowiadać, że puszki zakopujemy na działkach sąsiadów, plastiki palimy w ognisku, a do jeziora wywalamy butelki...
Prawda jest taka, że swoje śmieci segregujemy, szkło i plastik idzie do kontenera, który stoi we wsi, papier palimy, obierki wrzucamy na kompost. Jest, jak znalazł do zasilania grządek na wiosnę. W tym roku mam z niego sporą grządkę pernakulturową.
Resztę zabieramy ze sobą, do swojego osiedlowego kontenera, za który płacimy w czynszu, czy chcemy, czy nie.
Przyjezdni nie wywalają foteli do lasu, mam wrażenie, że widziałam już ten fotel, chyba nawet w nim siedziałam.., ale to nie mój fotel.
Do torby go nie zabiorę, ale mogę się głośno dziwić, że "ktoś nam śmieci do lasu podrzuca"...
Może dotrze, gdzie powinno?
To, co rozpoczynamy akcję:
Na spacer z torbą?
15 minut spacerkiem, a taki rezultat śmieciowy z ostatniego spaceru
Skoro Amelia może na spacery chodzić taczką, ja nie mogę z torbą?
Trzeba pomóc rodzącej się przyrodzie przyjść na świat wolnym od śmieci.
Co mi szkodzi zabrać torbę na spacer? Nic to, że w jednej ręce smycz z psem, w drugiej torba ze śmieciami, zostają oczy d patrzenia.
Miejscowi zwalają na przyjezdnych zaśmiecanie lasu. Czasem nas pytają, co robimy ze śmieciami. Mam ochotę odpowiadać, że puszki zakopujemy na działkach sąsiadów, plastiki palimy w ognisku, a do jeziora wywalamy butelki...
Prawda jest taka, że swoje śmieci segregujemy, szkło i plastik idzie do kontenera, który stoi we wsi, papier palimy, obierki wrzucamy na kompost. Jest, jak znalazł do zasilania grządek na wiosnę. W tym roku mam z niego sporą grządkę pernakulturową.
Resztę zabieramy ze sobą, do swojego osiedlowego kontenera, za który płacimy w czynszu, czy chcemy, czy nie.
Przyjezdni nie wywalają foteli do lasu, mam wrażenie, że widziałam już ten fotel, chyba nawet w nim siedziałam.., ale to nie mój fotel.
Do torby go nie zabiorę, ale mogę się głośno dziwić, że "ktoś nam śmieci do lasu podrzuca"...
Może dotrze, gdzie powinno?
To, co rozpoczynamy akcję:
Na spacer z torbą?
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Jak się brzuchaci na Mazurach?
Można to zrobić w trzy dni.
Zostawia się na tarasie 6 zamrożonych kotletów schabowych na noc, żeby odmarzły.
Rano znajduje się pusty worek foliowy i resztkę jednego kotleta przy płocie, a kota pod drzwiami.
Potem już idzie szybko, bo kot nieustannie domaga się jedzenia. Łazi, ociera się o nogi i robi miauuuu, miauuuu.
Nie dasz jeść, jak tak się wdzięczy?
Nie dasz jeść, jak wskakuje na kolana i włącza traktorek?
Nie dasz jeść, jak przychodzi do ogniska i Cię grzeje, bo wieczory jeszcze rześkie?
Nie dasz jeść, jak dogaduje się z Twoim psem, a nawet go, pierdłę ustawia? Bo to on MUSI najeść się pierwszy?
Dasz, dasz...
I dajesz, choć kotlety zabrał sobie sam.
Nie jest wybredny.
Kocia puszka smakuje. Najlepiej cała na jedno posiedzenie.
Wylizać ją trzeba do czysta.
Soku pomidorowego też spróbujemy.
Lubimy też szynkę (ściągnąć ze stołu).
Dzielimy się z pieskiem. Piesek z zazdrości też ugryzie, choć miska swojego żarcia nietknięta.
Tu widać zbrzuchacenie kotka, bo to już trzeci dzień obżarstwa, a pierwszego dnia był cienki, jak karteczka.
A jak się najemy to się bawimy.
I tak przez trzy dni miałam kota, o swoim domku zapomniał. Ślady obżarstwa było widać tu i ówdzie, na grządkach w postaci kupek kory, albo piasku ładnie zebranych w stożek. Po kociemu chował swój urobek. Daleko nie odchodził.
Na odjezdne zostawiłam mu dwie miski jedzenia. Starczy na dzień, dwa. Pewno wróci do swojego domu. Ma go za płotem.
A ja myślę, że będę miała kota na głowie podczas każdego pobytu w Kaczorówce.
Pierwszy raz się trafił taki cwaniak. Inne przychodziły w nocy, jak duchy wyłaniały spod domku, porywały zostawione jedzenie i czmychały, albo w nocy buszowały w śmietniku. Ten czuje się, jak u siebie.
Nawet przy obiedzie próbował jeść z jednego talerza z Wu.
Psa ignorował, czasem tylko prychnął, jak mu Mop zbyt agresywnie podwąchiwał tył. Ale jedli w zgodzie wielkiej.
Jedno jest pewne, trzeba pilnować jedzenia, cud, że się nie rozchorował po tych 5 surowych kotletach:)
Zostawia się na tarasie 6 zamrożonych kotletów schabowych na noc, żeby odmarzły.
Rano znajduje się pusty worek foliowy i resztkę jednego kotleta przy płocie, a kota pod drzwiami.
Potem już idzie szybko, bo kot nieustannie domaga się jedzenia. Łazi, ociera się o nogi i robi miauuuu, miauuuu.
Nie dasz jeść, jak tak się wdzięczy?
Nie dasz jeść, jak wskakuje na kolana i włącza traktorek?
Nie dasz jeść, jak przychodzi do ogniska i Cię grzeje, bo wieczory jeszcze rześkie?
Nie dasz jeść, jak dogaduje się z Twoim psem, a nawet go, pierdłę ustawia? Bo to on MUSI najeść się pierwszy?
Dasz, dasz...
I dajesz, choć kotlety zabrał sobie sam.
Nie jest wybredny.
Kocia puszka smakuje. Najlepiej cała na jedno posiedzenie.
Wylizać ją trzeba do czysta.
Soku pomidorowego też spróbujemy.
Lubimy też szynkę (ściągnąć ze stołu).
Dzielimy się z pieskiem. Piesek z zazdrości też ugryzie, choć miska swojego żarcia nietknięta.
Tu widać zbrzuchacenie kotka, bo to już trzeci dzień obżarstwa, a pierwszego dnia był cienki, jak karteczka.
A jak się najemy to się bawimy.
Wylegujemy na słoneczku i kokosimy. Pazurkami zaczepiamy, ząbkami próbujemy capnąć.
Pozujemy.
A wieczorem śpimy w chałupce na podusi. Super imprezka, zostajemy do środy:)
I tak przez trzy dni miałam kota, o swoim domku zapomniał. Ślady obżarstwa było widać tu i ówdzie, na grządkach w postaci kupek kory, albo piasku ładnie zebranych w stożek. Po kociemu chował swój urobek. Daleko nie odchodził.
Na odjezdne zostawiłam mu dwie miski jedzenia. Starczy na dzień, dwa. Pewno wróci do swojego domu. Ma go za płotem.
A ja myślę, że będę miała kota na głowie podczas każdego pobytu w Kaczorówce.
Pierwszy raz się trafił taki cwaniak. Inne przychodziły w nocy, jak duchy wyłaniały spod domku, porywały zostawione jedzenie i czmychały, albo w nocy buszowały w śmietniku. Ten czuje się, jak u siebie.
Nawet przy obiedzie próbował jeść z jednego talerza z Wu.
Psa ignorował, czasem tylko prychnął, jak mu Mop zbyt agresywnie podwąchiwał tył. Ale jedli w zgodzie wielkiej.
Jedno jest pewne, trzeba pilnować jedzenia, cud, że się nie rozchorował po tych 5 surowych kotletach:)
wtorek, 21 kwietnia 2015
Grunt to wywiązać się z obietnicy.
Jeśli sobie coś obiecuję, to czasami tej obietnicy nie spełniam. Ja, to ja, mogę poczekać, sama sobie nie nawtykam, ani się na siebie nie obrażę (choć czasami mam ochotę).
Co innego z obietnicami, które się składa innym. Z tych należy się bezwzględnie wywiązać i choćby byk na byku(ekhmmm) terminu dochować.
W marcu pokazałam troszkę moich wyrobów de-kupkowych i obiecałam wtedy, zrobić, najpóźniej w kwietniu, szafki na klucze dla Lucy i Kasi Bezblgiej. Dzień za dniem schodził, a to wyjazd w góry, a to huciane wariactwo, a to otwarcie sezonu i wylot do Kaczorówki. Wieczorami siadałam do warsztatu i działałam, ale z de-kupkami już tak jest, że przyspieszyć się nie da. Bejca musi schnąć, to samo z elementem dekoracyjnym. Każda warstwa to czas, który trzeba odczekać, aby zaschło, stwardniało, spękało itd.itp.
Jak już pisałam, modyfikuję technikę i obecnie nie stosuję do swoich wytworków lakieru. Drewno zabezpieczam woskiem. Z kilku powodów. Lakier jest taki toporny i sztuczny, wosk - delikatny, naturalny, ładnie pachnie, drewno nabiera aksamitnej faktury. I jeśli przy lakierze trzeba było odczekać na wyschnięcie każdej warstwy, to przy wosku, niestety nie ma bierności po jego nałożeniu. W czasie, kiedy lakier zasychał, ja mogłam zająć się czymś innym. Przy wosku jest inaczej, trzeba go najpierw położyć, a potem froterować drewno długimi godzinami, żeby nabrało owej aksamitności.
Myślę też, że woskowane szafeczki będą się ładnie starzeć. A lakier wiadomo, może z czasem pękać, łuszczyć się.
Ostatecznie udało mi się dochować terminu i szafeczki dla dziewczyn skończyłam.
Postarałam się, aby były, jak najbliższe zamówieniu.
Kasia prosiła o szafkę w ciepłych brązach, najlepiej z kotkiem. Wyszła, jak widać poniżej.
Oczywiście element dekoracyjny jest także na wewnętrznej stronie drzwiczek.
A spękania wyszły, jak ta lala!
Mnie się podoba. Teraz oby się spodobała Kasi.
Lucy miała ochotę na szafeczkę z kaczką, a sama szafeczka miała być zielona. Odradzałam Lucy zieleń, bo bejcę, którą miałam była w ohydnym chemicznym, zielonym kolorze. Nie o taką jej zapewne by chodziło. Taka, trochę staroświecka szafka, powinna mieć staroświecki kolor. Poszperałam w internecie i udało mi się kupić bejcę w proszku. Zaryzykowałam i to było to.
Kolor zdecydowanie jest staroświecki, choć na zdjęciu może tego nie widać. Zaryzykowałam i zrobiłam troszkę przecierań, żeby drewno nie było takie jednolite. Wyszło tak.
Oczywiście obie szafki są pachnące, woskiem i akacją.
To już zostało mi tylko spakować paczki i wysłać szafki w świat.
Prewencyjnie zaopatrzyłam się w kilka dodatkowych szafeczek, żeby, jeśli komuś wpadną w oko móc zrobić od razu, a nie zaczynać od zamawiania drewienek.
Jedną z tych dodatkowych mam na ukończeniu. Mogłaby być dla jakiegoś miłośnika koni, bo element dekoracyjny to konisie.
Pokażę ją, jak tylko dokończę, jestem na etapie szlifowania wosku:)
A Wam, jak się podobają?
niedziela, 19 kwietnia 2015
Po niedzielnemu
Jak się człowieczek bardzo stara coś dobrego ugotować dla gości to nigdy nie wychodzi.
Zupa pomidorowa była jakaś mdła, ziemniaki w zapiekance ciemniały dziwnie (nie kupię już tej Irgi), sernik na zimno, nie wiadomo z jakiego powodu w części z żelatyną się nie zsiadł, a w części z galaretką, dla odmiany siadł się za mocno. Truskawki były kwaśne, jak cytryna. Goście jednak zjedli, co Mnemo dała, nie mieli wyjścia:)
Zuzia rośnie, jak na drożdżach, mobilna już bardzo ( czytaj "nie można spuszczać jej z oka").
Z zasięgu łapek trzeba było usunąć wszystkie świeczki i inne podatne na rozbicia przedmioty.
Zafascynowała się na chwilę koszykiem z dyniami, przeżyły jesień i zimę to nadszedł ich kres:) Zuzia potraktowała je, jak piłeczki:)
Bo ta ciotka nic fajnego do zabawy nie ma. Mopek zwiał pod stół, obierać wszystkich bananów ze skórki nie pozwolili, zupka była obrzydliwa, a oliwek, które Zuzia uwielbia ciotka nie miała.
Serniczek był jaki taki, to zjadła.
Samoloty orały dziś niebo. Malowniczo nawet.
A Mnemo kończy obiecane szafki na klucze, Dwie już są prawie, prawie. Trzecia z konikami w produkcji. Jedna, nie skończona jeszcze, ale załapała się na fotkę, bo Lucy czeka:)
Miała być zielona i z kaczką. To jest. Nawet bejcę w przyjemnej butelkowej zieleni udało się nabyć. Fajny kolor, taka "starodawna" ta zieleń.
Był weekend i się zmył. Szkoda:(
Ale będzie następny, z temperaturą w okolicy 20 stopni, to już coś. Dynie, cukinie i inne rosną na parapecie, jak głupie. Z posadzonych kilkunastu tykw wyrosły tylko dwie, średniej jakości chyba te ziarna. Trzeba wsadzać towarzystwo do gruntu i mieć nadzieję, że zimna Zośka i jeszcze bardziej zimni ogrodnicy ( Pankracy, Serwacy, Bonifacy) roślinkom nie zaszkodzą. Może ciepełko permakulturowej grządki je ochroni?
Zupa pomidorowa była jakaś mdła, ziemniaki w zapiekance ciemniały dziwnie (nie kupię już tej Irgi), sernik na zimno, nie wiadomo z jakiego powodu w części z żelatyną się nie zsiadł, a w części z galaretką, dla odmiany siadł się za mocno. Truskawki były kwaśne, jak cytryna. Goście jednak zjedli, co Mnemo dała, nie mieli wyjścia:)
Zuzia rośnie, jak na drożdżach, mobilna już bardzo ( czytaj "nie można spuszczać jej z oka").
Z zasięgu łapek trzeba było usunąć wszystkie świeczki i inne podatne na rozbicia przedmioty.
Zafascynowała się na chwilę koszykiem z dyniami, przeżyły jesień i zimę to nadszedł ich kres:) Zuzia potraktowała je, jak piłeczki:)
Bo ta ciotka nic fajnego do zabawy nie ma. Mopek zwiał pod stół, obierać wszystkich bananów ze skórki nie pozwolili, zupka była obrzydliwa, a oliwek, które Zuzia uwielbia ciotka nie miała.
Serniczek był jaki taki, to zjadła.
Samoloty orały dziś niebo. Malowniczo nawet.
A Mnemo kończy obiecane szafki na klucze, Dwie już są prawie, prawie. Trzecia z konikami w produkcji. Jedna, nie skończona jeszcze, ale załapała się na fotkę, bo Lucy czeka:)
Miała być zielona i z kaczką. To jest. Nawet bejcę w przyjemnej butelkowej zieleni udało się nabyć. Fajny kolor, taka "starodawna" ta zieleń.
Był weekend i się zmył. Szkoda:(
Ale będzie następny, z temperaturą w okolicy 20 stopni, to już coś. Dynie, cukinie i inne rosną na parapecie, jak głupie. Z posadzonych kilkunastu tykw wyrosły tylko dwie, średniej jakości chyba te ziarna. Trzeba wsadzać towarzystwo do gruntu i mieć nadzieję, że zimna Zośka i jeszcze bardziej zimni ogrodnicy ( Pankracy, Serwacy, Bonifacy) roślinkom nie zaszkodzą. Może ciepełko permakulturowej grządki je ochroni?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



.jpg)