Nie to nie. Jadę sama. Na Koło. Nosi mnie od rana, przelecę się trochę, powietrza złapię. Nie liczę, że coś kupię, drożyzna na Kole okrutna, a mnie przecież nic nie potrzeba.
W portfelu jeden zielony pieniążek. Na Kole niewiele za to się kupi.
Zostawiłam zaspane, zarobione, leniwe towarzystwo i poleciałam.
Zawsze tak jest. Jedziesz, żeby coś kupić, nic nie kupujesz. Jedziesz i nie masz zamiaru nic kupować, a tu w ręce się pchają same fajne rzeczy.
Tak więc nawet nie wchodząc na plac, pod płotem zobaczyłam to.
Zapytałam o cenę, nie licząc nawet, że będzie kosztować mniej niż mój budżet. Jakie było moje zdziwienie, kiedy padła cena, a sprzedający poleciał do sąsiedniego stoiska, i przyniósł drugie takie cudeńko.
Za dwa zapłacilam połowę mojego budżetu:)) I dostałam nawet tytkę, żeby mieć w czym je transportować. Prawdziwie, stare żelazka z duszą!! W środku było pełno jeszcze pajęczyn i sieczki. Pewno wyciągnięte z jakiegoś lamusa.
Włożyłam do nich tilajty i teraz fajnie przez dziurki mryga światełko.
Poszłam dalej przyglądając się towarom. Raczej nic dla mnie, ani z urody, ani z ceny.
Ale nagle...słoń, na kółkach!! Szkoda, że nie kaczka, ale słoń stareńki, widać po drewnie. Na dodatek słonik jest otwierany i ma malutkie schowanko w brzuchu.
Pytam o cenę. Jeden zielony papierek. Kurczę mam tylko połowę tego papierka. Uratowała mnie pogoda, sprzedający pozbył się słonika, za połowę ceny:)
Nie jest to polska, ludowa zabawka, ale słonik jest przeuroczy i bardzo mi się spodobał.
Kasa mi się skończyła, a tu nagle...kaczka mi w oczy zagląda...
Kaczce się oprzeć nie sposób.
Leciutka, jak piórko, myślałam, że plastik, czy malowany styropian. Jednak nie, kaczka zrobiona jest z balsy, drewna dwukrotnie lżejszego od korka. Takiej jeszcze nie mam w zbiorach. Ale nie mam też kasy. Tzn. mam, drobiazgi w kieszeni. Wsytarczyło. Dziś miałam farta do sprzedających, ugodowi, chętnie spuszczali z ceny.
I tak wyjazd po nic zakończył się całkiem niezłym zakupem. Lubię atmosferę Koła, jakie tam można podsłuchać rozmowy... starzy wyjadacze wciskają kity, pełno tam antyków, wczoraj skończonych, XVII wiecznych sprzętów za 50 zł...
Specyficzne towarzystwo. Niektóre twarze te same od lat. A ja i tak najbardziej lubię kupować od tych pod płotem.






























