Sobota wiadomo, pospać, zrobić większe zakupy, coś ugotować, uprać, spać.
No i nadchodzi w końcu ta niedziela, na którą czeka się tyle dni. I też okazuje się, że mija zbyt szybko i z wielkich planów realizuje się niewiele.
Odwiedziłam Pysię, rośnie, jak na drożdżach, fajna dziewuszka. Zabrałam ze sobą Mopka, żeby go wyspacerować na ścieżkach, gdzie nie sypie się solą. Biedny cierpi na spacerach, wszystkie chodniki w pobliżu sypane, a Mopcia bolą łapeczki. Spacer to taki taniec św. Wita, podnosi raz jedną łapeczkę, raz drugą, a to tylną, a to przednią. Butów nie ma i chyba by nie umiał w nich chodzić.
Zaraz za osiedlem, gdzie mieszka Pysia jest kawałek nieużytków, pewno za jakiś czas tam powstanie osiedle. Na razie to raj dla dzików, podchodzą nawet pod okna bloków i plądrują nasadzenia. Nikogo nie dziwi stado dzików na głównych ulicach tej dzielnicy. Dziki przychodzą i wyjadają z koszy, ryją w trawnikach. Nie są agresywne, ale spotkanie z takim stadem różnie się może skończyć.
Cisza, spokój, idziemy sobie, w końcu Mopek nie podryguje, tej drogi nikt niczym nie sypie.
Nagle przez drogę przelatuje dzik, jeden tylko, taki brązowo-rudy. Zniknął w krzakach po drugej stronie ścieżki.
Nie miałam ze sobą aparatu, więc tylko podeszłam troszkę bliżej i telefonem zrobiłam zdjęcie, bo świniak stanął sobie w krzakach i czekał.
No i już było po spacerze. Nie będę ryzykować. Kto wie, czy on tam tylko jeden był. One raczej biegają całym stadem.
Mopek spacery lubi, ale nie gardzi też wygodnym, bardzo wygodnym spędzaniem czasu w piernatach. Własny koszyczek już dawno omija szerokim łukiem. Woli uwite własnymi łapeczkami stanowiska.
Koc ułożony w kostkę na kanapie potrafi przerobić na wygodną budkę. Tak się będzie mościł i gramolił, aż w końcu uzna, że jest wystarczająco wygodna i zaciszna.
Jednego miejsca nie zagrzewa długo, ciągle szuka nowych rozwiązań. Im więcej poduszek tym lepiej. Anektuje, co lepsze stanowiska, zwyczajowo ten kącik kanapy należy do mnie. Wystarczy na chwilę tylko wstać, a Mopek już się tam instaluje.
Mała drzemka i zmiana.
Teraz wygodnie trzeba umieścić łebek, bo pańcia się krząta, coś w kuchni robi, może zawoła na jedzonko?
Mopek czuwa, a pańcia szykuje niedzielny obiad. Zainspirowana rosołem Amelii, dosypałam do swojego suszonej mazurskiej pokrzywy i tytułem eksperymentu dodałam kilka listków młodej brzozy, które onegdaj ususzyłam.
Rosół wyszedł bardzo dobry.To też zasługa tego, że zmieniłam recepturę.
Z samego kurczka jest mdły. Szczególnie, jak ten kurczak jest z marketu. Ja już takich nie kupuję. Szukam u siebie na bazarze zagrodowego, do tego z zagrodowej kaczki skrzydełko i coś tam z gąski i rosół wychodzi bardzo smaczny. Oczywiście musi się długo i wolno pyrkotać bez przykrycia. Często dla skarowania dolewam zimnej wody. Nie można zapomnieć o dodaniu przypalonej na gazie całej cebuli. jeszcze lepiej, jak można przypalić taką cebule na rozgrzanej kuchni węglowej. Ja dodaję jeszcze troszeczkę imbiru, plasterek dosłownie.
Taki esencjonalny i pachnący rosół świetnie rozgrzewa po zimowych spacerach.
Spacer, obiad, jakieś prasownaie ciuchów do huty i niedziela prawie umknęła. To niesprawiedliwe.
Nawet sobie nie pomalowałam:(
Chyba, że teraz zacznę, ale nie będzie to kapliczka. Patrzę od kilku dni na cynkowę konewkę. chyba się za nią zabiorę.
Miłego wieczoru zatem. Odpoczywajcie niedzielnie.








Do rosołu - kurkuma;)
OdpowiedzUsuńŻeby było żółto?
UsuńKiedyś to był szafran. Żeby było żółto i smacznie.
UsuńŻeby było żółto to grzybek gąska, a żeby było smacznie to prawdziwek.
UsuńRosół w naszym domu zawsze gotowany był z dodatkiem wołowiny, najlepiej pręgi, teraz rosołu się już nie gotuje.
Szafran, zaraz mi się kojarzy z historycznymi książkami, na dworze w królewskiej kuchni...a to droga przyprawa...ile to tych pręcików trzeba nawyrywać...
UsuńQ sprawie rosołu się nie wypowiem. Mopek zawija się w szmatkach jak Czajnik:)
OdpowiedzUsuńTo piecuchy. Ale, że Czajnik? Koty też tak robio?
UsuńI to jak! Wślizguje się pod kołderkę jak wąż i nic nie widać. Trzeba uważać, żeby na nim nie usiąść!
UsuńJa najbardziej lubie rosol wolowy, koniecznie z dodatkiem suszonych grzybow. Drobiowy rosol jest dla mnie mniej smaczny, ale tez zjem.
OdpowiedzUsuńDzisiaj nie chcialo mi sie nic robic, przegnilam caly dzien na sofie i przeplakalam. Pogoda do kitu, wychodzic sie nie chcialo na to bloto.
A z grzybkiem to nie wiedziałam, że można.Z kawałkiem włoskiej kapusty to tak. Nie płacz Anka, masz dla kogo żyć, wszystko jakoś będzie, bo być musi. Wiesz, moja siostra mówie, że jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakos nie było. Deprecha w takie smętne dni chwyta ze zdwojona siłą. Przejdzie jednak. Namów Rodziców, żeby skorzystali z takiej pomicy, nie będziesz tak się o nich martwić. To Cię zadręczy, tak na odległość.
UsuńJuz mi troche przeszlo. Teraz ogladam sobie Gwiezdne Wojny. :)
UsuńIron scy sobie poogladaj, usmiejsz się:)
UsuńNiestety, wolne dni przelatują tak szybko. Za szybko.
OdpowiedzUsuńOne tak, myk, myk i juz ich nie ma.
UsuńA ja tez gotowalam...natchnely mnie Wysokie Obcasy, w cyklu " uczta za bilon" z przeostatniego numero zaispirowaly mnie leniwe z pesto ( ale pesto z zieren slonecznika i pietruszki) i szarlotka sypana..bardzo dobrze wyszlo, smacznie i tanio ..zanioslam na obiad rodzinny z bratem..wszyscy sie zachwycali a na dodatek obwieszczono mi ,ze bede ciociababcia malej Julki za szesc miesiecy...jam szczesliwa, uwielbiam male dziewczynki. Mnemo, za 5 dni bedzie nastepny weekend!
OdpowiedzUsuńGrażynko - no to się pochwaliłaś :(
UsuńTajemnicze to Twoje menu.
Szarlotka sypana - bardzo mnie zaintrygowała.
Buziaki
Jolu sypana szarlotka jest pyszna, Kretowata kiedyś przepis dawała. Też czasem robię. To się kroi różne owoce, albo same jabłka, na dno blaszki sypie kaszkę mannę zmieszaną z mąką, cukrem i proszkiem do pieczenia, na to te owoce, całość się zasypuje resztą sypkich składników i na to trze prawdziwe masło. Pieczecz i na ciepło jesz, na zimno też super. U Ciebie Grazynko sporo dziewczynek, bo i wnusie przecież. Pysia jest słodka i juz zaczyna ładnie mówić.
UsuńSzarlotka sypana, bo nie robi sie ciasta tylko posypuje jablka mieszanka maki, grysiku, wiorek kokosowych , proszku do pieczenia. cukru, ...mieszanina, jablka, mieszanina, jablka, mieszanina...i na sam wierzch wiorki masla...do pieca i po ptokach...swietna wyszla..
UsuńMnemo, u mnie dziewczynki ale u brata chlopcy ..bardzo chca dziewczynki, bo dziewczynki to dziewczynki, ja tez tak uwazem...dla mnie dziewczynki i juz!
UsuńJa tam chłopaka chowałam, ale wiadomo dziewczyna by się przydała. No nie trafiło się, za to w młodym pokoleniu mamy dziewuszki.Pysia najmłodsza na razie.
UsuńJa piekłam pstrąga i w maslanym sosie podałam.A na obiad jagły z truskawkami zapiekane z wanilia i cznamonem.
OdpowiedzUsuńMnemo, jutro wysyłam wiesz co. Jak dojdzie, wyslij Ty. Buziaki!
P.S>
Nie chodze do huty, a tez mija mi dzien za dniem, jak z bicza strzelil.
Nie będe czekać przecież:) Jutro ślę, bo naszykowane już stoi.
UsuńTe jagły ja też kiedyś zrobiłam, wspominałaś gdzieś o nich. Dobre były.
Kochana Mnemo - dziękuję Ci za noworoczne życzenia; Tobie wspaniałości życzę na cały rok 2016.
OdpowiedzUsuńW Warszawie dziki ostatnio to powszechne zjawisko, rzeczywiście widuje się je stadami, koło naszego domu, koło Biedronki, przy lesie widziałam również. Oswoiły się bardzo, niemniej zaufania i tak do nich nie mam.
Rosół w naszym domu, szczególnie na rodzinnych "niedzielnych obiadkach", to numero uno w menu. Dzieci go uwielbiają, właściwie wszyscy, ja nieszczególnie. Robię z mięsa mieszanego, z grzybkiem suszonym, ostatnio z lubczykiem. Najlepszy z kury (ważyła 5 kg !!) od znajomego z Mazur. Ponieważ rosół był pyszny, kupiliśmy każdej synowej taką kurę, więcej nie miał. Robiłam też rosół z perliczki, choć to takie chude stworzenie, ale rosół był wyśmienity. Jak rosół to tylko z PERLICZKI.
Mazury tęsknią za Tobą :(
Mopcio niemożliwy z tymi swoimi legowiskami. A czy on przypadkiem nie upodobnił się do swojej Panci?
Buziaki
A iwesz, że pod Mirowską są takie kramy, gdzie można kupić i perliczki i kuropatwy. Kupię następnym razem perliczkę, ostatnio kupowałam kacze udka i piersi. To coś innego niz ten kurczak i kurczak. Ja nie umiem go tak fajnie przypiec, nie przepadam. Lubczyk do rosołu musi być, w tym roku mój był marniusi, musze go przesadzić, bo w złym miejscu rośnie. Zawsze sobie zabierałam łodygi z liśćmi i mroziłam w woreczkach, do rosołu właśnie. Mnie tak pokrzywa zaitrygowała, bo sobie nasuszyłam, ale o naparach zapominam. W pokrzywie dużo żelaza. Żebyś wiedziała, jak już tęsknimy za Mazurami. Wu poskręcał filmy z lata, co roku robi nowy i już tak od stycznia zaczynamy oglądać. Wszystko się przypomina i snuje plany, co w tym roku będziemy robić. Mopek to mistrz piernatowania i wylegiwania. Pozdrawiam serdecznie i Ciebie i Mazury.
UsuńWe Wrocławiu też dziki wchodzą do miasta. Nieraz obławy na nie robią.
OdpowiedzUsuńDużo tych dzików w mieście. Na Mazurach widzę tylko poryte tu i ówdzie ale dzika nie widziałam. Nie licząc takiego jednego, co się krzakach na spacerze zaczaił i zaczął chrumkać, mało zawału przez dziada nie dostałam. Jedyne co zrobiłam tom stanęłam jak wryta i do psiapsióły wyszeptałam o k...a dzik...ubaw z nas mieli po pachy wredne mendy.
UsuńWiesz, chyba mam to samo jeśli chodzi o weekend...
OdpowiedzUsuńW sobotę "odparowuję" po całym tygodni stresów i nerwów, później sprzątam i dopiero w niedzielą mogę chwilę pomyslec o sobie - i to są właśnie moje ulobione chwile :)
Serdecznosci i cudnego malowania :)
Serdeczzności:) A od południa się już myśli o hucie...
UsuńPracowałam kiedyś w Porcie Północny. Tam dziki chodziły stadami :-)
OdpowiedzUsuńMnemo ja malowałam cały weekend.... szafę na przedpokoju :-). Remont uważam za zakończony. W sobotę byłam w Bogumiłówce nakarmić koty.
To koniecznie szafę pokaż. Fajna wyszła?
OdpowiedzUsuńTo koniecznie szafę pokaż. Fajna wyszła?
OdpowiedzUsuńja jestem zadowolona, chociaż rzadko mi się to zdarza :-)
UsuńDzisiaj postaram się pokazać
Muszę opisać rytuały mojej Tofficzki, podobne są :)
OdpowiedzUsuńMnemo, mnie niedziela mija tak szybko, że tylko się oglądam, czy rzeczywiście już była. Dlatego wolę sobotę:)
OdpowiedzUsuńMopek jak dziecko, lubi domki:) Koty też lubią. W takich domkach jest miękko i zacisznie.
No i mam nadzieję,że pokażesz konewkę:)