Ach Grażynko, Ty w Lizbonie, a mnie z tym miastem nieodmiennie kojarzy się Madredeus.....pewno znasz, ale Ci zapuszczę ten kawałek.....
Film też warto obejrzeć, tam dźwięk dominuje nad obrazem i właśnie o to chodzi. Dziś pewnie poczułaś atmosferę tego miasta, ja sobię, ją tylko mogę wyobrazić, w Lizbonie nigdy nie byłam, ale myślę, że jeszcze będę:))
A teraz, tak, jak chciałaś, kawałek Kaczorówki, specjalnie dla Ciebie:)) Zdjęcia jeszcze cieplutkie.
Gumno o zachodzie słońca. Nie kosimy części trawnika, żeby miały gdzie mieszkać wszelkie żyjątka łąkowe i pszczoły przychodzić zbierać pyłki. Populacja pszczół zmniejsza się dramatycznie, bo chemiczne opryski, bo w ogrodach tuje zamiast kwiatów, robimy, co możemy, żeby u nas się dobrze czuły........
Malwy o zachodzie słońca. To już ostatnie kwiaty.......
Kosmos o zachodzie słońca.
Liatria o zachodzie słońca.
Oset o zachodzie słońca.
Kowalik, który nie mam pojęcia, co robił w budce lęgowej ( o zachodzie słońca), w każdym razie, ja stałam pod drzewem, on siedział w otworze budki i gapił sie na mnie, co nawet widać poniżej na zdjęciu.
Wsiowa pompa, fotnięta w drodze na zachód słońca.
Spotkanie na drodze. Pieski grzecznie przywitały się z Mopem i poleciały dalej.....
Karmienie koników o zachodzie słońca.
Wielkie konisko, bardzo wielkie, kiedy podszedł do sznurka udającego ogrodzenie elektryczne, zaczęły mi się trząść łydki. Był strasznie wielki!!!! I zeżarł wszytskie marchewki bo inne koniki odganiał, gryząc je po karkach.
Pozowanie. Ten był malutki, taki konik chudzinka.
Tam, za drzewami jest Kaczorówka, trzeba wracać, zmierzch zapada, dymy snują się nad drzewami...
A teraz już ciemność zapadła, psy poszczekują w oddali, słychać śpiewy i czuć dym ogniska. We wsi kończy się niedziela, dzień biesiad i imprezek...........
piękna ta twoja kaczorówka...
OdpowiedzUsuńja też chętnie połaziłabym po lizbonie....jak grażyna:)
Obejrzyj Lisbon Story w całości, choć troszkę poczujesz klimat:)))
UsuńDo Lizbony lecę z Wami.
OdpowiedzUsuńMnemo, o wschodzie słońca trochę ujęć poproszę.
Musimy to jakoś zaplanować, co roku jestem bliższej. W tym roku Barcelona, to może Lizbona w przyszłym??
UsuńBędzie wschód słońca, specjalnie dla Ciebie:))
Jak nie Kaczorowka, to uroki wlasnej dzialki albo wspomnienia z wakacji nad morzem - przewijaja sie te denerwujace mnie tematy po blogach. A ja co? Zamknieta w domu, jak jaka tredowata. Zalosnie pochlipujac, zazdrosnie czytajac i ogladajac zdjecia pieknego swiata na zewnatrz, nie wiem, co ze soba poczac. BUUUU.... :(((
OdpowiedzUsuńRanyyy, Panterko, jak Ci pomoc?
UsuńPanterko, jeszcze troszkę, wytrzymasz. No musisz. Szkoda mi Cię bardzo, żeś taka udomowiona na siłę:(((
UsuńKasiu, rurkie ze mnie wyciagnac :)))
UsuńMnemo, nie wyczymie ani dnia! Buuu....
Jak spokojnie. Pieknie. I pamieacie o pszczolach:)
OdpowiedzUsuńChoć troszkę im chcemy pomóc, nawet tutaj mało widać pszczółek.
UsuńDobrze, że tylko marchewki pożarł wielkikóń :)
OdpowiedzUsuńA mało brakowało pożarł by Mopka. Ta łajza, kiedy ja stroiłam aparat, wlazł między te konie. Stuchlałam, jeden ruch kopytem i byłoby po psie. Dobrze, że te konie nauczone z psami, więc skończyło się na strachu. Mop wcale nie ma instynku samozachowawczego, on ze wszystkim zwierzakami chce się wąchać...........
UsuńCudownie to pokazałaś. I to jest właśnie to piękno, które kocham od lat!
OdpowiedzUsuń:)))
UsuńPięknie i tak spokojnie ......
OdpowiedzUsuńPrzed zachodem słońca wszystko się uspokaja, nawet wiatr ucicha...
UsuńPięknie masz !
OdpowiedzUsuńZdjęcie z Mopkiem jak z bajki, i wgapiony kowalik też. Nie mówiąc o kfiatkach moich ukochanych - kosmosach :)
Już triatlonisz od rana ?
Pięknej pogody !
No, rzeczywiście aż słyszy się tę ciszę u Was.
Co roku ładniej, zarastamy, wcześniej nasze gumno to była łączka porośnięta sosenkami:))
UsuńPotratloniłam, ale dziś bez roweru. Bieganie i jeziorko, tylko. W drodze powrotnej widziałam kunę leśną, z bardzo bliska. Zwiała na wysoki świerk, a ptaki taki koło niej rejwach robiły, pewno polowała na nie.
UsuńAch i och i jeszcze raz wielkie ACH!
OdpowiedzUsuńAle u Ciebie Gosianko też jest ach, ach:))
UsuńPięknie! Ale nie ochuję i achuję, bo mam przesyt zieloności i błogości wiejskiej. Do miasta ciągnie mnie!
OdpowiedzUsuńWracam za tydzień, przybywaj, pochodzimy po Marszałkowskiej, Nowym Świecie. Zobaczysz szybko Ci się znudzi:))
UsuńByłam w Lizbonie, ale teraz jest tam dla mnie za gorąco. U nas na Mazurach latem najpiękniej. Też chodziłam wczoraj wieczorem z aparatem i próbowałam uchwycić ogrooomny, wschodzący nad sadem księżyc...La Luna, w wielu językach jest rodzaju żeńskiego i to ma głęboki sens. Świeciła nad stawem długo, jest teraz najblizej Ziemi.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gorąco z Małszewa
Całam smutna, bo muszę jechać na kilka dni do Warszawy.
Marianna podczytująca ekcytujący blog Memo
Witaj Marianno:))) U mnie żeby zobaczyć wschód słońca, lub teraz księżyca, trzeba iść nad jezioro, bo u mnie zasłania las. Kiedy już wylezie zza lasu jest wysoko, ale faktycznie teraz jest ogromny.
UsuńWarszawa latem powinna być zakazana, no nie??? A ja już wypstrykałam się z urlopu, oj będzie ciężko.......
Pozdrawiam serdecznie z drugiej strony Szczytna:))
U nas też dla widoku trzeba wejść na górkę za płotem, tak zarosło..
OdpowiedzUsuńPodpytam przy okazji o staroście w Olszynach. Jak wcześnie trzeba tam być? Nie jestem niestety rannym ptaszkiem.
Pozdrawiam, oj, chyba idzie burza..
w niedzielę jest targ stoją dość długo ale na perełki trza polować rano koło 8-9.
OdpowiedzUsuńDzięki, wybiorę się w którąś niedzielę.
UsuńJuż pada, jak przyjemnie..
U mnie zaczęło o 16, też zrobiło się lepiej:)
Usuńjak tam u Ciebie ladnie!! posiedzialabym w tej budce z ptaszkiem i pogapila sie na pejzaz....i oczywiscie czytalam w zlych okularach, ktore nie przeszkadzaja ogadaniu pieknych obrazkow. ale przeczytalam , ze karmisz korniki i sie zastanawialam dlaczego marchewka....
OdpowiedzUsuńObyś Krysiu nie wypowiedziała w złą godzinę, wszak chałupka drewniana:)) Z dwoja złego wolę korniki niż termity:))
UsuńJak ja dawno nie byłam na takim spacerze..zapach wieczoru, dymu, odgrzewanych ziemniaków i te widoki...
OdpowiedzUsuńU nas otwartych przestrzeno nie ma zbyt dużo bo wszędzie las i las, tylko w stronę koników trochę łąk.
UsuńOj wzruszylas mnie Mnemosyne!! wlasnie dotarlam z corka do Porto a tu Twoj post skierowany do mnie!!! poltora dnia w Lizbone szwendania sie , zrobilysmy mnostwo kilometrow per pedes i ledwo zipiem, bo rzeczywiscie tam cieplo jest raczej! ale jestem bardzo zadowolona , a wczorajszy wieczor w Alfamie, na wzgorzu z Lizbona i oceanem w dole, zapisze sobie dobrze w pamieci..popijalismy sobie mojito i plotkowalysmy strasznie...koncze bo trza sie ogarnac po podrozy i pewnie niedlugo padne. Madredeus sluchalam ale w Caracas...bardzo mi sie podoba. U Ciebie niebiansko i sielsko jest, Pieknie a ten kowalik mnie powalil, widocznie cos w sobie masz,ze ptaszki sie Ciebie nie boja! bardzo tak lubie..ale czasem dobrze jest zmieszac sie z tlumami, a tak bylo w Lizbonie. Sciskam Cie serdeznie
OdpowiedzUsuńPo filmie Lisbon Story troszkę sobie umiem sobie wyobrazić Lizbonę. Ma klimat. Fajnie,że spędziłaś miło czas.
UsuńMnemo! U Ciebie tak pieknie w Kaczorwce, aTy marzysz o Lizbonie, no nie nie rozumiem:)
OdpowiedzUsuńJa chce na wies, bardzo chce. No wies moze i by sie znalazla, gorzej z kuniem:(
Ale tylko zobaczyć i wracać. Są takie miasta, w których jest specyficzny klimat, więc chce je się zobaczyć. np. Neapol, byłam widziałam i już.
UsuńZ kuniami u Was kiepsko??? A Teksas daleko masz? Tam nie powinno ich brakować nie???
Oj daleko, daleko. Chyba porzuce mojego chlopa i rozejrze sie za jakim "kombojem":))))
UsuńTakiego Zaklinacza koni, jak Redford:))
Usuń