Czasem, tak nieoczekiwanie, przytrafia się coś tak sympatycznego, tak chwytającego za serce.........
A było to tak.
Stoję sobie w jeziorze po pas i karmię rybki resztką kanapki ( rybki uwijały się wokół moich nóg), kiedy nagle z pobliskich trzcin wypływa mama kaczka i dwie podrośnięte kaczuszki. Pokwakując zbliżają się do mnie i wyciągają łebki w moją stronę. Zamarłam, bo to dzikie, mazurskie kaczki. Rzuciłam kilka ostatnich okruchów, zjadły i czekają na więcej. Ale ja już nic nie mam, więc wyciagam rękę, a one krążą wokół mnie. Kurcze, nie wzięliśmy aparatów, jest tylko telefon. Wu wyjmuje i zaczyna pstrykać z brzegu, a ja pływam sobie wśród tych kaczuszek, są na wyciągnięcie ręki, mogłabym je pogłaskać, ale nie chcę ich płoszyć.
Przychodzę nad to jezioro już kilka lat, a taki przypadek zdarzył się po raz pierwszy, wszystkie inne kaczki trzmają się z daleka i są bardzo płochliwe.
Pływałyście kiedyś z dzikimi kaczkami????
Może to jakiś znak??? Te kaczki wokół mnie??? Jak myślicie?




Znak, ani chybi. Chco Cię na Mazurach zatrzymać.
OdpowiedzUsuńA była Ty na poste restante?
Już wiem, że byłaś!
OdpowiedzUsuńTeż tak se tłumaczę, może przyprowadzą mi jakieś złote kaczki, żebym mogła przeżyć??
OdpowiedzUsuńNapisałam Ci maila, bo byłam na poste.
Odepisałam.
OdpowiedzUsuńJedna kaczka złota wystarczy:) Albo chociaż jajo.
Jajo starczy, takie -100 kilowe:)))
Usuńtakie kaczki to zlote jaja beda Ci znosic. Chyba sie bardzo ciesza, ze razem z rypkami oswily Cie juz i wytresowaly....jak bedziesz szla do wody to z jakims smacznym zielskiem pod pacha! Tez kocham kaczki sercem szczerem.
OdpowiedzUsuńOpakowana, dobrz, że jesteś to zaraz Cię przepytam, dzie Twój blog jest, bo ponoć jest, ale ja nie trafiam.
UsuńTeraz już nad jezioro z bochenkiem chleba będę wędrować:))
Ja tez przepytuje w sprawie bloga..szukalam i nie znalazlam...
Usuńetam, nie mam bloga, ja tylko pasozytuje na cudzych blogach, w komentarni ;)
Usuńjakbym MUSIALA pisac, to zadne slowo by mi przez klawiature nie przeszlo
Tiaaa, nie przeszłoby.....gadułko kochana:)))
Usuńno nie no, bo pod musem to mo nic nie wychodzi poza zapoceniem sie....slowo harcerza.
UsuńKaczorowka, kaczki - ani chybi omen jakowys. Pewnie wsciekle byly, skoro nie baly sie czlowieka.
OdpowiedzUsuńTeraz dostaniesz serie bolesnych zaszczykuf w brzuch. Slinisz sie? A swiatlo Ci nie przeszkadza? Buhahaha!!! :))))))
Objawów powyższych brak, ale jeśli o innego rodzaju wściekliznę to mam. Huciana się nazywa:)))
UsuńA nie mowilam? Cos jest na rzeczy z ta wscieklizna.
UsuńJak zwal, moze byc huciana. ;)
Pijanę toczysz z ust pąkowia?
OdpowiedzUsuńNiemalże:)))) Ja mam postać cichą........
UsuńŁykasz pijanę?
UsuńPostać cicha, jak wyczytałam, to już skrajne porażenie, apatia, stupor, ale dopiero po powrocie do chałupy, o pjanie nic nie na:)
UsuńTo ja też to mam.
Usuńidziesz ufnie, acz robiac wrazenie pijanej, do obcych i na cudze gumna wchodzisz? jak tak, to wscieklizne masz jak w banku!
UsuńŚwietna sprawa, widocznie wyczuły w Tobie dobrego ducha:-)
OdpowiedzUsuńKto wie, co kaczki wiedzą, może i wyczuły, że my spowinowacone:)))
UsuńBył tańczący z wilkami, jest Mnemo pływająca z kaczkami. Nie dziw się, że się do Cię przybliżyły. Myślisz, że one nie wiedzą, żeś z Kaczorówki. Poszła już wieść po toni jeziorowej, żeś kaczkolubna, to majo Cię za swojo ! Teraz to na jezioro to tylko z bułkami . A tak już całkiem poważnie, to rzeczywiście duszoszczypacielne to spotkanie.
OdpowiedzUsuńChciałam właśnie napisać, że tańcząca z kaczkami:))) Teraz powinnam jakiegoś Pokahontasa spotkać, he, he........
UsuńTy pacz, bo jakby Wu złapał noge tego licha, co to taboretkiem ma być, to ino świst by leciał za jakimś tam Pokahontasem !
UsuńTrza test zrobić, bo jak kocha to Pokahontasa pogoni nogą od taborecika, albo i obiema:)))
UsuńPływanie z kaczkami bardzo sympatyczne :) Tylko taka sytuacja ma ciemną stronę .ktoś tym kaczką może zrobić krzywdę
OdpowiedzUsuńU nas w parku nad Oławą ,lęgną się łabędzie ,właściwie o rzut beretem od brzegu . Kiedyś rozmawiałam z kobietą która zachwycała się ,że takie ufna ,rozpoznaja ją i podpływają . Równocześnie martwiła sie że brakuje jednego ptaka ,przypuszczała że odłowili go cyganie . Nie wiązała ze sobą tych dwóch faktów ,że dlatego że były ufne ,ktoś zdołał jednego odłowić .
Była też taka sytuacja ,że łabędz połknął żyłkę wędkarską ,prawdopodobnie z haczykiem ,na pomoc przyjechała straż pożarna z pontonem .
Mam nadzieję,ze do nikogo innego nie podpływają, że to był taki jednostkowy przypadek:))
UsuńKaczki Mnemo pisane Ci jak amen w pacierzu. Dziś byłam nad naszym "jeziorem" Soczewicą. Widziałam trzy kaczki pływające. Myślałam o Tobie tam, na Mazurach. I choć to staw jest wyobrażałam sobie, że to jezioro prawdziwe.
OdpowiedzUsuńZ kaczkami nie pływałam, ale z gąskami tak. A wiesz, mam trzy dzikie gęsi. Prawdziwe gęgawy. Nie mogę zbyt bliso nich podchodzić, bo uciekają do stawku. Są śliczne. Pozdrowienia i nie daj się hucie!
Nawet na jedzono nie przyjdą?? Fajnie mieć dzikie gęsi koło domku. Ja się cieszę z sikorek, pleszek, lęgną się budkach. I mam dzięcioła łobuza, też siada na drzewach bardzo blisko, a kowalik to taki bezczela, że nawet nie drgnie, jak przechodze obok drzewa, najwyżej odkica za pień, parę centymetrów:)
UsuńO Boze jakie piekne zdjecia tym telefonem zrobione! Pewnie wyczuly kaczuszki, ze krzywdy im nie zrobisz bos dobra jest!
OdpowiedzUsuńMiałam wielką ochotę pogłaskać, tak blisko w pewnym momencie były. Bardzo żałuję, ze nie było aparatu, zawsze nosimy, każdy swój, wtedy byłyby zdjęcia dopiero.....szkoda, a z telefona to takie malutkie......,.
UsuńA może to sierotki były - bukbroń? I one za Tobą jak za panią matką?
OdpowiedzUsuńJedna była większa i taka "pilnująca", coś tam kwękała, jak te małe za blisko do mnie........
UsuńMoże to ociec był?
UsuńSkąd, mateczka, szara była, ociec korowy przecież. To moim zdaniem były trzy kaczuszki, mama i córeczki.
UsuńOt i gender się kłania! A może to synusie byli?
UsuńSynusie też chyba kolorowe by były, nie?
UsuńKaczki płynące za łódką czy kajakiem często bywało i maluchy i duże. Ala tak bezpośrednio to fajnie, może szukały wsparcia w upale :), wiedziały, że im nic nie zrobisz a może nakarmisz a może wzięły Cię za dużą kaczkę? Widziałam w Szczytnie faceta, który dosłownie szczuł kaczki psem a one i tak szły do niego, pies zgłupiał i przestał atakować a kaczki czekały na bułkę...
OdpowiedzUsuńOj przydzwoniłabym takiemu torebką, co za bezmyślny dziad. Trza go było pchnąć do wody i zawołać...sorry, tak się robi z bydlakami.......
UsuńPiękne, magiczne spotkanie z dzikimi kaczkami. Ja miałam kiedyś bliskie spotkanie z lisem. Podszedł na odległość ok. 20 metrów. To było na wsi, stałam koło takiej remizy wiejskiej. Nagle go zobaczyłam. Na szczęście blisko były otwarte drzwi, za które pchnęłam dziecię moje małe. Sama też zaczęłam się cofać. Lisisko miało zmierzwioną sierść i chyba było głodne a w takich remizach bywają imprezy różne, poprzedniego dnia też była, bawiłam się na niej i pomagałam w sprzątaniu. Być może niektórzy odpadki wyrzucają tam, gdzie nie trzeba. W każdym bądź razie popatrzył na mnie chwilę i poszedł. Ufff!
OdpowiedzUsuńKalipso, u mnie lisy piją z psiej miski w ogrodzie:)
UsuńOn nie zjadłby Cię, ten lisek. Chyba, że wściekły był:) Po resztki przyszedł.
Hana, ja się właśnie wścieklizny bałam, nie liska. Naprawdę lisy do Ciebie wpadają?:)))
UsuńHana, miała rację, że była ostrożna, lis, zbliżający się do człowieka to dziwna sprawa, a lisy często bywają wściekłe. Miałam kiedyś spotkanie z wiewiórką, biegła za mną leśną drogą, jak stanęłam i zasłoniłam się rowerem to ona zapadała w takie odrętwienie, jakby spała. Była z pewnością wściekła.
UsuńA ja widzę jelenie;) Albo tylko tego samego cały czas;)
OdpowiedzUsuńU mnie są sarenki, ślady widzę ciągle i ich ścieżki w trawie, a na żywo to od czasu do czasu, w lesie.
Usuńja tam nie pływałam nigdy! ale to i nie dziwota, jako że pływać nie umiem ;) ale zazdroszczę tej umiejętności i takich właśnie możliwości, które mnie omijają
OdpowiedzUsuńNie myśl Elaja, że jakiś mistrz pływacki jestem, płynę dotąd dokąd czuję dno, mogłabym dalej, ale się boję, jak nie ma dna. Teraz staram się strach pokonać płynąc z bojką. Pływanie to świetna sprawa, na basenie pływam wzdłuż krawędzi basenu, żeby się mieć za, co złapać:)))))
UsuńZnak ,że sieprień już jest i lato pewnie powoli się kończy buuuuu...
OdpowiedzUsuńMówisz Krysiu o jeleniach, czy o kaczkach?
UsuńWidocznie do dobrych ludzi zwierzęta przychodzą :)
OdpowiedzUsuńW weekend kąpaliśmy się w jeziorze Pile, w Bornem, to też kaczki przypłynęły na kąpielisko. Raz, że ludzie je karmili, a dwa bawiło je uciekanie przed dzieciakami - niektóre bachory lubią straszyć zwierzęta, ale te kaczki akurat za chwilę przypływały z powrotem. Też jakieś dziwne ;) W sumie do mnie też przypłynęły. Hmmmm .... ;)
To są nas dwie pływające z kaczkami:))) Z łabędziami jednak nie próbuj dorosły, potrafi człowiekowi rękę złamać waląc skrzydłami:)
UsuńDo łabędzi się nie zbliżam, bo wiem na co je stać.
UsuńNo to dalas czadu! Kaczki oswoilas, hahahaha:))))
OdpowiedzUsuńA ponoc sa niereformowalne, zdjecia cudne - pozdrawiam:)
Mówisz o "tych kaczkach, a raczej kaczorach" ? Bo, jak tak, to, co innego.........niereformowalne......niestety:)
UsuńKaczki tylko szczęście mogą przynieść, a pono i ślimole zżerają :)
OdpowiedzUsuńTo chyba Tupajko trza Ci zainwestować w kaczki, będziesz miała je czym żywić:))
UsuńPopieram - znak, tylko nie wiem na co ;-)
OdpowiedzUsuńNam bociany dach osrały. Ciekawe czy też znak :p
Na drugiego dziedzica??? Bociany nie darmo nad głowami latają:)))
OdpowiedzUsuń