czwartek, 19 stycznia 2017

Dzikie rośliny jadalne -czas pomyśleć o wiośnie.

Natrafiam od czasu do czasu w necie na publikacje dotyczące spożywania dzikich roślin. Zrobiły się modne , nawet w restauracjach zaczęto serwować dania z ich wykorzystaniem. Chyba trochę nieodpowiedzialnie, w niektórych publikacjach piszą, że dzikie rośliny praktycznie można zbierać wszędzie, nawet w miastach, no może unikając dużych ulic i parków.
Dla mnie to nic nowego, dziko rosnące zioła, zbierałam od dziecka, ot choćby rumianek na miedzy, czy szczaw na łące, z którego mama robiła zupę.
W czasie kwitnienia lipy zbieraliśmy jej kwiaty na napotną herbatkę i zawsze w domu była suszona mięta.To były w zasadzie podstawowe zbiory i oprócz darów lasu nie wykorzystywaliśmy innych dziko rosnących roślin.
Teraz świadomość wykorzystania ich dobrodziejstw znacznie wzrosła i sama zaczęłam się tym interesować. Zbieram więc nie tylko miętę i szczaw, ale suszę kwiaty czarnego bzu, głogu, młode listki brzozy, pokrzywę, młode pędy sosny, nawet kłącza perzu. Nawet macierzankę suszyłam i wkładałam w woreczki pod poduszki, dla ładnego zapachu.

Z mniszka i pędów sosnowych robię miodki, a z czarnego bzu i czeremchy robię soki i nalewki.
Wiem do czego służy piołun i dziurawiec, poznaję jaskółcze ziele, ale nie mam kurzajek to nie zbieram.
Moja siostra robi sałatkę z młodych liści mlecza i pokrzywy.
Sąsiad polecał kwiaty dyni, cukini, kabaczków w cieście naleśnikowym, ale miałam zbyt mało tych kwiatów, aby zrobić z nich obiad.
 Oczywiście nie przyszłoby mi do głowy zbierać tego wszystkiego w mieście, zbieram u siebie w Kaczorówce, gdzie nie ma przemysłu, rolnictwa, a wokół tylko las.

Ciekawi mnie ten temat, tylko mam  problem, część swoich zbiorów zużywam, część rozdaję, a reszta zostaje. Czyli się marnuje.

Taką herbatkę z pokrzywy można pić cały rok, ale brakuje mi systematyczności, zwyczajnie zapominam o tych woreczkach z ziółkami.

Uważam, że zbieranie dzikich roślin w mieście jest nieporozumieniem, przynajmniej do celów jadalnych, bo jeśli chodzi o walory dekoracyjne to, jak najbardziej, pęk dziurawca w wazonie całkiem ładnie wygląda.


Niedługo wiosna ( tak, tak bociany już zaczynają wylatywać z Afryki), pojawią się młodziutkie pędy pokrzywy, mlecza.
Ciekawa jestem, czy też zbieracie dzikie rośliny i je wykorzystujecie w swojej kuchni.
A może macie jakieś fajne receptury, a może nawet dania?
Pogadajmy o tym, zrobi się wiosennie, bo zima już mi się bardzo, bardzo znudziła i czuję zew do ziemi, do lasu, do Kaczorówki.








36 komentarzy:

  1. Polecam kwiatostany czarnego bzu w cieście naleśnikowym. Pycha :)
    Byle do wiosny!

    OdpowiedzUsuń
  2. O to muszę spróbować, będzie naleśnik bogaty w witaminy:)
    Słyszałam też o takim samym sposobie na kwiatostany akacji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jako dziecko też zbierałam szczaw, mama suszyła miętę i jagody, ciocia czarny bez wykorzystywała na wszelkie sposoby (nie znoszę zapachu), ale mieliśmy ogród i sad, a zanieczyszczenia nie było.
    Teraz nie mam możliwości, leniwa jestem, mało systematyczna, nawet gdybym miała zioła to ktoś by musiał podstawić pod nos.
    Macierzanka zawsze mi sie kojarzy z cudownym latem, wędrówką wśród pól, odpoczynkiem na skraju lasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, suszone jagody to pamiętam mielone w młynku i podawane na praczkę.
      U mnie się jeszcze suszyło skórki z jabłek a potem z tego była zimowa herbatka. Jabłka z własnej jabłonki, nie znały pryskania.

      Usuń
  4. Owoce głogu bardzo dobre przy arytmii serca, swojego chłopa pozbawiłam tego kołatania itd podawałam uporczywie co wieczór przed snem szklankę naparu. Siostra spróbowała i koniec z arytmią nastąpił. Nie zbieram kupuję w sklepie z ziołami. Kwiaty głogu na coś innego, ale nie pamiętam na co, dużo słabsze są. U nas owoce głogu zjadają ptaki, wszystkie na sporym drzewku pożarły a drzewko posadziliśmy przed klatką schodową, spore urosło mam je przed oknem w jednym pokoju. Teraz wsuwają owoce ognika a ja się cieszę że mimo iż przy drodze to mają jakieś tam witaminki no i ochronę przed pustułką. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głogi są piękne, u mnie się w Kaczorówce kilka samych zasiało, jeden nawet już miał kwiatki. Nawet nie wiedziałam, że głogi są długowieczne. Jak kwitną cudnie pachną. Ja swoje kwiatki dorzucam ot tak, do herbatki ( jak już zaparzę)

      Usuń
  5. W dzieciństwie mama robiła nam naleśniki z kwiatostanami dzikiego bzu, a do jajecznicy dodawała pokrzywę. Z kwiatów akacji wysysało się słodki koniuszek. Od kilkunastu lat piję napar z pokrzywy, regularnie co wieczór, zamiast herbaty. Regularnie stosuję także nagietka, ale w innej formie. Robię z nagietka nalewkę i piję w proporcjach kilkanaście kropli nalewki na kieliszek wody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też to robiłam z kwiatkami akacji, a pokrzywę mam, kilka razy zaparzyłam i zapomniałam, woreczki by mi musiały wisieć gdzie na widoku, jak są w szafce - zapominam. Jeszcze bardzo jest dobra kora dębu, kiedy Mopcianko miał chore pod ogonkiem to wet kazał to przemywać naparem. Idealnie się goiło.

      Usuń
  6. Ooooo! Coś dla mnie!
    Ja może krótko i postaram się kolejno lub sezonowo jak ktoś woli.
    Mlecz-robię miód i wino(1 raz w tym roku,klaruje się jeszcze i nie było degustowane).
    Pędy sosny(zrywam tylko boczne, by nie zakłócić wzrostu drzewa)-syrop i nalewka.
    Kwiaty bzu czarnego-syrop,nalewka i wino.
    Jaśmin-na herbatki.
    Płatki róży-dekoracyjne i herbata.
    Mięta-najlepsza dzika wg mnie-suszę i syrop.
    Rumianek(mam ogrodowy-rozsiał się jak chwast)-suszę i używam do inhalacji.
    Lipa kwiaty-susz i nalewka.
    Owoce bzu-sok,nalewka,odrobinę suszę na napar.

    Przeziębienia i zatoki leczę/doleczam naparem z rumianku,tymianku i majeranku.
    Na suchy kaszel(to moja zmora przy przeziębieniu) mam kupione zioła i zrobioną mieszankę. Zaparzam i piję hebratkę. I DZIAŁA!
    Jeśli ktoś potrzebuje mogę podać zioła z których zrobiłam ten wykrztuśny mix.

    Lawendę i nagietki też suszę nałogowo i do naparów i inhalacji używam.
    Kwiaty dyniowate też mam zamiar zjeść,ale w sezonie letnim brak mi na to czasu ;/
    Od lat mam zamiar zrobić coś z czeremchy.Ale na razie kończy się na zamiarach.

    Tutaj są moje susze:
    http://dziewczynazewsi.blogspot.com/2013/07/co-tak-adnie-pachnie.html
    http://wkuchniwpiwnicywogrodzie.blogspot.com/2016/07/nie-ma-jak-to-wasne-pierwszy-konkretny.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. No i o Tobie można powiedzieć, że należycie wykorzystujesz zioła.
      Raz nastawiłam wino z kwiatów mniszka, bo piłam u siostry i było pyszne, pewno by się udało, ale je trzeba codziennie zamieszać, a ja wykechałam na weekend i jak wróciłam znalazłam pleśń. Szlag mnie trafił bo dwa słoje po 5 litrów wylałam do kibla. Do wina się zniechęciłam. Rumianek siałam u siebie kilka razy i nie wschodzi, nie wiem, o co mu chodzi. Kiedyś rósł sam na miedzach, a on i dekoracyjny i pożyteczny.

      Usuń
    2. Ja wina nigdy i żadnego nie mieszam.Pierwszy razspotykam się z takim postępowaniem. Nalewki owszem-mieszam lub potrząsam słojem.
      Podstawa dobrego wina to prawidłowa fermentacja i bez różnicy czy na dzikusach(czyli naturalnych drożdżach jakie są na owocach) czy na drożdżach winnych.I jeśli chodzi o drożdże winne to żadnych sklepowych nie polecę, a wypróbowałam mnóstwo(!!!). Jeśli chcesz kontyunuować "bycie winiarką" mogę udzielić swoich skromnych porad. A wino mam "przednie". Zapytaj Pantery,która wina nie lubi.Moje rzekomo popijała i nie sądzę, że tylko z grzeczności;).

      Usuń
    3. Aaaaaaa!
      Sorki,że tutaj;)
      Ogórki kiszone polecam wg tego przepisu:
      http://wielkiezarcie.com/przepisy/moje-ogorki-malosolne-30033546

      Usuń
    4. Jeszcze nigdy żadnego wina nie robiłąm. Siostra to mniszkowe robi i jest pyszne. Bez drożdży, daje rodzynki i one robią za drożdże. Moja babcia robiła z ryżu i też było pyszne, ja nie umiem, no ale tez prawda, że oprócz tego mniszkowego nigdy nie próbowałam. A ja winko lubię i owszem. Po czerwonym robię się elokwentniejsza:)

      Usuń
    5. Siostra kazała mieszać:) To w słojach stało.Jej oczywiście wyszło.

      Usuń
  7. Nie rozrozniam zielska, ale lubie sie polozyc w trawie i gapic w niebo. Niczego nie zbieram, nie przetwarzam. No i dzie bede sie na starosc uczyc, juz umre w tej niewiedzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewno często leżysz na jakimś pożytecznym zielsku. A nauczyć się prosto, urwiesz zielsko i w domu w internecie sprawdzisz. Ja tak robię, jak mnie jakieś zaciekawi, ot dla samej tylko wiedzy, na co patrzę podczas wędrówek.

      Usuń
  8. Ja lubie eksperymentowac ziolowo ;)
    Kazdego roku bez eksperymentalnej mieszanki by sie nie obylo, tak wiec w zeszlym roku ususzylam kwiaty forsycji, pachnacego bzu, wrotycza, krwawnika, melisy cytrynowej, miety, lawendy i wiele, wiele innych.
    Ja juz chce WIOSNE !!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też Orszulko, już chcę wiosny, na zimowe ciuchy patrzeć już nie mogę i to ubieranie warstwy na warstwę.

      Usuń
  9. No to ja na słono: z pokrzywy wiosną robię szpinak, bardzo smaczny, albo zupę (jak szczawiowa, tylko pokrzywa zamiast szczawiu). Na szpinak nadaje się też komosa i gwiazdnica. a jeszcze wczesniej przechodze kurację dzikich salatek. Mieszam rośliny z ogródka: szczypiorek, siedmiolatkę, roszponkę, która przezimowala pod śniegiem z młodymi listkami mniszka, koniczyny, podagrycznika, szczawiu, lipy (młodziutkie listki lipy mają smak sałaty), pędami perzu i innymi ziołami. Pychotka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lipą mnie zaskoczyłaś i gwiazdnicą też ( tej ostatniej nie znam)

      A pokrzyw mam całe łany, nie u siebie, tylko na bagienku zaraz za Kaczorówką, są takie dorodne, będzie na zupę i na szpinak. Kilka lat temu byłam na takim obozie, gdzie część zajęć z turystyki kwalifikowanej obejmowała również przetrwanie w lesie. Uczono nas jak rwać pokrzywę, żeby się nie poparzyć i jeść ją na surowo. Można się nauczyć, ale wolno idzie. Wolę w rękawicach:)

      Usuń
  10. Moja babcia była zielarką. Taką co to i maści i kremy robiła, napary, nalewki, hydrolaty, itp. W kuchni królowały rzecz jasna też. Uwielbiałam juz w dzieciństwie chadzać po łąkach i zagajnikach z kluczami do oznaczania roslin pod przewodnictwem dziadka mego. Udało mi się zrealizowac nawet kilka projektów "ziołowych" edukacyjnych. Teraz znów rośliny zielne przeżywają renesans. I to jest piękne. Nasze łąki nie są jakoś szczególnie bogate w zioła, ale i tak sporo można znależć, a tereny najbliższe nie są zniszczone rolniczo. Mam tak jak Jagoda w powyższym komentarzu.

    Nie mogę się doczekać na moich wszystkich świętych, a oni wciąż w przechowalni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Izydoru leć na maila, niemożliwe!!!

      Usuń
    2. To miałaś cudny przykład, nie ma, jak to uczyć się na żywo, poprzez udział czy pomoc. Czyli jesteś taką trochę czarownicą:)) A co to są te klucze do oznaczania roślin?

      Usuń
    3. To książki, takie przewodniki do oznaczania. Pierwszy klucz, z ktorego korzystałam to był Rostafiński.

      Mnemo, wczoraj mnie nie było, więc pewnie listkowy zostawił u B.

      Usuń
  11. Odkąd mam ogród eksperymentuję z bardziej mi znanymi dzikimi roślinami np.dziki bratek stosowany najczęściej przy trądziku,nadcisnieniu w chorobach dróg moczowych itd.rozsiewa się u mnie sam,najczęściej jego płatkami posypuję twarożek,podobnie używam kwiatków nasturcji,ogórecznika,nagietka,pomaranczowe płatki liliowca,dzikich-różowych róż,stokrotek,mniszka i jeszcze wiele innych,natomiast ich młode listki do sałatek.Okresowo zamiast cytryny do herbaty dodaję owoce pigwowca,wiosną pozyskujemy sok z brzozy bogaty w kwasy organiczne,aminokwasy i witaminy.Z młodych liści dzikiej róży,porzeczek,malin,różnych odmian szałwii,koniczyny i płatków róży robię herbatki ogrodowe,kwiatostany pomarańczowego nagietka gotuję z makaronem lub ryżem w zastępstwie drogiego szafranu,lawendę suszę,dodaję ją też do muffinek.To tyle tak na szybko,niektóre pozostałe,które używam wymienione w komentarzach powyżej.
    Tak bardzo chce mi się już wiosny,tym bardziej,że w minionym sezonie zupełnie nie nie miałam czasu na ogród,za to teraz już kupiłam trochę nasion,na początek he,he...
    Miłego wieczoru:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że u Ciebie kwiatki wykorzystane do cna. Ogórecznik też posiałam i młode listki jadłam, ale żeby jeść płatki liliowca to by mi do głowy nie przyszło. Mój pigwowiec, albo pigwa ( bo to krzaczek) w końcu miał kilka owoców i też poszedł do herbaty. Jadłam też pyszną konfiturę z niego i oczywiście nalewkę.
      Moja siosta robi z lawendy, pomarańczy i miodu nalewke- też dobra. Ja troszkę zrobiła, ale z pokrzywy - no smakowa taka sobie, ale ponoć ma walory lecznicze. A nasionka jeszcze chwilę i mozna wysiewać na rozsdy. Ja już tego nie robię, bo w mieszkaniu gorącym, na oknie szybko mi bujają, a jak zawiozę na tą moją syberię to albo padają, albo chorują. Te kilka, co potezbne to sobie kupię gotowe, duże już sadzonki. A dynie, cukinie, kabaczki nalepsze mam z nasion. I to wsadzam je zaraz na wiosnę, jak jadę, a te sobie siedzą w ziemi i czekają właściwego czasu, zeby wyjśc.

      Usuń
    2. Tak też na początek kupiłam nasiona,które sieję wprost do gruntu:ogórków,żółtej cukinii,dyni-"Uchiki Kuri",karłowej nasturcji,jednoroczne maki i cynie,które bardzo lubię za piękne kwiaty,odporność i długość kwitnienia,maciejkę i kremowy kolor aksamitki.Jedynie wcześniej posieję tunbergię,zobaczę czy z nasion uda mi się ją wychodować.

      Usuń
    3. Siałam tunbergię w zeszłym roku, wybujała na parapecie, a potem wty moim lesie stała w miejscu. U mnie rosliny rosną wybiórczo. Wiem, że muszę poszukać nasion dyni melonowej bo pysne z niej był dżem. Jednak nasion dynia nie wydała dobrych do zasiewu, za wcześnie zerwałam.

      Usuń
  12. Lubię zioła ale nie zbierałam bo jakby to powiedzieć nie mam gdzie. A mieście nie radzę. Mieliśmy kiedyś świnkę morską, którą zachorowała po trawie i innych roślinach z trawnika a nasze osiedle obok parku. W dodatku na puszczy miała jakby zajady. Jeśli jeść rośliny to na pewno nie miejskie
    Ja też tęsknię za latem!

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię zioła ale nie zbierałam bo jakby to powiedzieć nie mam gdzie. A mieście nie radzę. Mieliśmy kiedyś świnkę morską, którą zachorowała po trawie i innych roślinach z trawnika a nasze osiedle obok parku. W dodatku na puszczy miała jakby zajady. Jeśli jeść rośliny to na pewno nie miejskie
    Ja też tęsknię za latem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mażenko, Ty często w trasie...po dordze do Szczytna nawet, dużo czystych miejsc:)
      Jedzenie ziół z miasta, takiego, jak nasze to chyba raczej głupota, choć to, co jemy z bazarków też nie wiadomo, gdzie rosnie.

      Usuń
  14. Ja to chyba najbardziej lubię łazić za ziołami....Chociaż tej zimy dość sporo zużywam. Głównie na nery swoje, ale i na jelitówkę, bóle brzucha i period.
    Na świeżo pożeram wildgemuesse- liście mniszka, krwawnik, pokrzywa z rzodkiewką i jajem, kwiaty bzu w cieście naleśnikowym, napary ze swieżych ziół (głównie krwawnik), ekstrakty olejowe z nagietka i szałwii i takie tam inne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krwawnika nie używałam, choć go pod dostatkiem mam. W tym roku będe pilniej oglądać, co wyrasta za płotem.

      Usuń
  15. Co roku [odkąd uciekłam z miasta] obiecuję sobie, że sama będę zbierać i robić ziołowe mikstury, ale muszę lepiej je poznać, żeby jakiejś trutki nie wykombinować ;)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak zaczniesz od pokrzywy, listków i kwiatków mlecza, to możesz być spokojna:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)