sobota, 9 marca 2013

Lodowy świat

 Po kilku dniach wiosennej aury znowu wróciła zima. Mam nadzieję, że to już ostatnie  tej zimy lodowe obrazki.










Nie wiem, jak Wy, ale mnie zupełnie, ale to zupełnie nic się nie chce. Po głowie chodzą różne pomysły, ale do ich realizacji nie mam ani trochę zapału. Ciągle tylko coś podgryzam i chrupię i przesiadam się z fotela na fotel. Oczy się same zamykają, a przecież wstałam kilka godzin temu.....
Eeeeeeeeeeeeeeee do kitu z tą zimą:(((((

piątek, 8 marca 2013

Dzień Kobiet

Dzień Kobiet ma już ponad sto lat.
Za Wikipedią powtórzę tylko ,że za pierwowzór Dnia Kobiet przyjąć można obchodzone w starożytnym Rzymie Matronalia. Było to święto przypadające na pierwszy tydzień marca, związane z początkiem nowego roku, macierzyństwem i płodnością. Z okazji tego święta mężowie obdarowywali swoje żony prezentami i spełniali ich życzenia.
Początki Międzynarodowego Dnia Kobiet wywodzą się z ruchów robotniczych w Ameryce Północnej i Europie. Pierwsze obchody Narodowego Dnia Kobiet odbyły się 28 lutego 1909 r. w Stanach Zjednoczonych.
W 1910 roku Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet, który służyć miał krzewieniu idei praw kobiet oraz budowaniu społecznego wsparcia dla powszechnych praw wyborczych dla kobiet.


Wielu osobom Dzień Kobiet kojarzy się z czasami PRL–u i z wręczanymi wtedy masowo goździkami. Pamiętam jeszcze te czasy i oprócz goździków, albo tulipanów w zakładach pracy dostawałyśmy rajstopy, kawę czy czekoladę. Wypadało i nikt nie robił z tego żadnego larum wypić kieliszek wina, a nawet mocniejszego trunku. Po pracy często trunkowanie przenosiło się do najbliższego baru, a potem było rozwożenie podchmielonych pań do domów. Nawet Klienci przynosili po tulipanku, albo czekoladce byli nader mili, uprzejmi i szarmanccy. Niektórzy ośmieleni, korzystając z okazji próbowali umawiać się na randki:))

Po roku 1993 zaprzestano świętowania na szeroką skalę w zakładach pracy i troszkę się tego święta zaczęto wstydzić, że niby takie komunistyczne. A szkoda, bo teraz mamy sztampę, rutynę i procedury.
Jednak, co wytrwalsi nie złożyli broni i szastając nóżką całują rączki i zdrowia zza tulipana życzą. Ci nowocześniejsi ślą maile, choć to w firmach takoż zabronione, bo niby SPAM.

Jednak święto nie umarło, dziś widziałam sporo biegających Panów po mieście z bukietami kwiatów. Sama też zostałam obdarowana bukietem, a jakże, tulipanów i jeszcze jednym słodkim bukiecikiem w tonacji różowej.
Tradycyjnie też wypiję kieliszek wina, albo dwa. Jak tradycja to tradycja:))))

I choć dzień zbliża się ku końcowi to chciałam Wam wszystkim Babeczkom życzyć pogody ducha, zwariowanych pomysłów, zdrowia końskiego i dużo, dużo kwiatów od niekoniecznie jakiegoś Pajaca:)



Czy u Was też tulipany i goździki górą??
Buziaczki:)))

poniedziałek, 4 marca 2013

Róże, wszędzie te róże.......

Zydelek kupiliśmy czas jakiś temu na starociach. Najpierw służył jako stolik na książki i latarkę  przy kaczorówkowym łóżku, potem awansował na zydelek domowy i służył do przysiadywania w czasie zakładania butów. Pożądliwie patrzyłam już na niego dłuższy czas z zamiarem wydekupażowania, ale z racji tego, że stoi w przedpokoju, najczęściej miałam na niego chrapkę wchodząc lub wychodząc z domu, a potem jakoś o nim zapominałam. Podobnie było z krzesłem śmietnikowym. Już w zeszłym roku zostało oszlifowane papierem ściernym, pobejcowane i odstawione w mój kąt warsztatowy. Jednak wczoraj, rzutem na taśmę "załatwiłam" oba  meble. Od samego rana, wszystko przez ten wicher, który pokrzyżował plany spacerowe, zaczęłam szlifowanie, malowanie bejcą, klejenie, lakierowanie. Pod wieczór oba mebelki były wstępnie gotowe. Oczywiście, nie mają jeszcze wymaganych nastu warstw lakieru, ale zasadniczo w ich wyglądzie już nic się nie zmieni. Miałam dwóch sekundantów podczas klejenia serwetek i usłyszałam trochę krytycznych uwag, że za dużo tych róż na krześle, że strach usiąść na tych kolczastych różach, itd. Nie dałam się jednak zbić z pantałyku, bo miałam powód, żeby tych róż było cztery, a nie na przykład dwie. Powód jest dość prozaiczny, spękania na środku krzesła wyszły dość mikre, można powiedzieć, żadne, dlatego różami zamaskowałam ich brak. W końcu to i tak moje krzesełko warsztatowe, brzydsze z pewnością nie jest w porównaniu z jego wyglądem zaraz po przyniesieniu ze śmietnika. Kto nie chce nie musi siadać:)))
Zydelek wróci na swoje miejsce po nałożeniu odpowiedniej ilości warstw lakieru i moim zdaniem będzie dobrze wyglądał na tle jarzębinowych ścian przedpokoju, zwanego również "czerwonym październikiem".

Nie zrobiłam fotek w wersji "przed", a szkoda ocenilibyście sami, czy moje zabiegi wyszły im na zdrowie.

Zaczniemy od zydelka, oto on w całej swej różanej krasie.




Teraz zaprezentujemy przepych różany, będę mogła mówić, że podczas pracy siedzę na różach:))




A na końcu ów różany duet w całej okazałości.



Czy przesadziłam? Osadźcie sami, w razie co krzesło zawsze może wrócić na śmietnik, a zydelek pociągnę brązową olejną farbą:)))

Życzę miłego wieczoru dla Wszystkich, jutro już wtorek, co oznacza, że do weekendu zostały nam tylko cztery dni:)))




niedziela, 3 marca 2013

Achy i ochy na temat wiosny.



Wczoraj achy i ochy, bo wiosna, wiosna przyszła!! Daje o sobie znać świergotem wróbli w krzakach,w powietrzu kusi zapachem, nęci pąkami na gałązkach, nawet chwastami kukającymi z zagonków. Ludziska grabią, czyszczą obejścia, wietrzą stodoły i domostwa. Nowa energia wstępuje w naród, wylegają na tarasy kawy pić, odkurzają z zimowego kurzu akcesoria do uprawiania sportu. Są nawet tacy, co okna myli, szafy czyścili i nabłyszczali podłogi. Takiego pałera dostali i całkiem nieprawdą jest, że to za sprawą proszków na alergię:))

Po takim dniu, jak wczorajszy chce się następnego takiego samego. Otwierasz oczy skoro świt i widząc na ścianie tańczące słoneczne zajączki myślisz sobie, jest dobrze, słonko świeci!!! Wyskakujesz z piernatów i lecisz sprawdzić jaka temperatura, psia mać, minus jeden, oj niedobrze, niedobrze. Otwierasz okno, a tu jak nie gwiźnie, jak nie szarpnie, strach głowę wystawić, żeby przypadkiem nie urwało. I już wiesz, że powtórki z wczorajszego dnia nie będzie.Wiosna to chimeryczna panienka, a w marcu, jak w garncu, rzecze przysłowie i to jest cała prawda.

Żeby duch w narodzie nie zaginął i wiara, że ta wiosna jednak przyjdzie, bo nie ma przecież wyjścia, postanowiłam, zamiast udać się  na długaśny spacer, dokończyć wiosenny w tonacjach, chustecznik. Nie jakiś tam bury, szary, stonowany, ale przerażająco pastelowy, słodki, lukrowaty. Postawię go na przekór tej zmiennej pogodzie i nieugięcie będę zaklinać chimeryczną panienkę. Przyjdź już wiosno do jasnej anielki!!!!






A jednak wiosna kusi, ledwo zjawi się, a nęci , byle czym człowieka wzruszy i podniesie słupek rtęci.....

I jak tu nie lubić Wojtka Manna?







sobota, 2 marca 2013

Ponoć wiosna nadeszła.....

Na blogach wiosennie, tu pączki  na krzewach, tam chwasty się pokazują.... U mnie tylko wróble ćwierkają jak oszalałe w krzakach i czuć TEN zapach w powietrzu. Trawniki szare i upstrzone psimi kupami. Słońce bezlitośnie odkryło zimowe pokłady kurzu we wszystkich zakamarkach to wzięłam się dziś za wiosenne porządki. Cudownie wywalić kilka worków różnych klamotów, które przez zimę zalegały po kątach. Czuję pozytywny przypływ energii, szczególnie, że jestem taka wyspana. Wczoraj pozwoliłam sobie na 14 godzinny sen. Uwierzycie? Spałam lepiej niż noworodek!!! A lat temu....już trochę, właśnie drugiego marca powijałam moje dziecko. Wtedy też słonko świeciło:))

Zaraz też przypomina mi piękny wiosenny dzień na Mazurach. Dokładnie to było 4 kwietnia. Przyjechaliśmy zrobić "wielkie otwarcie".

Wokół jeszcze szaro, zielona tylko tu i ówdzie trawa....


Otwieramy domek i idziemy na spacer, słonko grzeje.....


Docieramy nad jezioro, a tam? Tylko z brzegu trochę wody i tam gdzie prąd wpływającej rzeczki, dalej najprawdziwszy lód!!!!

Wracamy, robi się coraz cieplej, trafiamy na naszą ulubioną łąkę i nagle ją czuć....

http://www.youtube.com/watch?v=q80BAs4QjQQ


Pobrykamy? Psu nie trzeba mówić dwa razy.....



Z tego brykania w kieckę nawczepiało mi się zeszłorocznych rzepów, trza się z nich obrać, bo strasznie "gryzą  po nogach.....



Na wsi czuć też wiosnę, pościel się wietrzy na płotach.....


Psy ją też czują, godzinami urządzają gonitwy i "boksy"



Wiecie jak już tęsknie do takiego dnia???

Powiem tylko, że po TAKIM dniu w nocy było minus 5 stopni. Ot, takie są właśnie Mazury :)))