Między zabawianiem moich dziatek, rowerki, kajaczki, spacerki, trzasnęłam Wołoduchę, która to zrodziła się dzięki piszącym na moim blogu powieść. Hana, Mika, Pacjanie-Owieczko ( i inni) Wołoduchę starałam się zrobić tak, żeby wpasowała się do opowieści. Czeka na skończenienie Janina vel Nina. Jak mazurska pogoda pozwoli to skończę, bo znowu wylazły szare chmury i wieje, że łeb urywa. Oj nie rozpieszcza nas tu lato niestety!!!!
Wołoducha
Wołoducha powiodła zaćmionego Czarnrgo Zenona w ciemny las. W takie chaszcze to już nikt się nie zapuszcza, chyba, że jakiś głupi tutysta, co to drogi nie zna. Ale niebezpiecznie tu, z bagniska wystają upiorne kikuty drzew, na ziemi wszędzie oznaki żerowania dzików, puszczyki co chwila hukają złowieszczo z wysokich konarów. To tu Wołoducha, na bagnisko w lesie przychodzi łapać ropuchy i jaszczurki z których potem sporządza tajemnicze mikstury. To tu rośnie wilcza jagoda i pinderynda, którą miastowi ludzie nazywają bieluniem i sadzą sobie w ogródkach. A to jest bardzo niebezpieczne ziele.....
Po drodze Wołoducha, co rusz podtykała przed oczy Zenonowi, jakąś jagódkę, albo listeczek i objaśniała jego moc. Mikstura, którą napoiła go wcześniej Wołoducha wyzwoliła w nim szczerość, której nigdy wcześniej w sobie nie miał. I taki zdjęty tą szczerością, wśród bagien ciemnego lasu zagadnął Wołoduchę.
- Wołoducho.....umisz Ty czary czyninić nie?
- Ano umiem, umiem.....
- A nie mogłabyś być znowu piękną i młoda?
-Wszystko mogę Zeniu, wszystko ino, co mi po młodości, jak człek bidny, roboty ni ma teroz ani po wsiach ani w mieście, a mój fach na wyginięciu nie ma konkurencji i daje mi tyle zarobku, że przeżyję sobie tu spokojnie.........
- Wołoducho, jakem już skazany na Ciebie to odczyń czary i stań się znowu młoda i piękna, a bogactwo to ja już nam załatwię. Chciałem zachować to wszystko, com w mafii proszkowej i na złodziejskiej robocie zarobił, dla siebie, ale widzisz, co się porobiło. Mam ja w starym bunkrze schowane złoto i piniądze, możemy żyć dostanio, ale tylko w Nowym Jorku, nie tutaj......
Co Ty na to?
Wołoducha słuchała z otwartą gębą...... Wiesz Zeniu przemyślę to sobie, ale tymczasem nałapmy ropuszek do tej kany, jak będzie pełna dam Ci odpowiedź......
A kto chciałby wiedzieć jakie są losy wcześniejsze głównych bohaterów to są tu; Eustachy, Czarny Zenon, Żona Zenona
A to większość bohaterów powieści:)
Wszystkich zapraszam do pisania dalszych ich losów:))
P.S.
Muszę lecieć mam gości.........
sobota, 20 lipca 2013
czwartek, 18 lipca 2013
Żona Zenona
Dziewczyny jesteście WIELKIE!!!! Mnemo ze swojego zadupia Wam serdecznie dziękuję za podjęcie rękawicy i cudowne włączenie się do zabawy. Nie mam tu stałego łącza i jadę na limitowanym transferze, więc nie daję rady na bieżąco pisać z Wami powieści, ale jedziecie nieźle. Wczoraj przy ognisku czytałam dzieciom (dorosłe) Waszą powieść w odcinkach. Sikaliśmy ze śmiechu. I zapytano mnie, "a Wy się znacie"? To znaczy ja i piszący, no pewnie, że się znamy no, nie? Inaczej, jak by ta powieść wyglądała?
Ale, ale obiecałam żonę Zenona, którą już od "a" do "z" stworzyłam sama. Przyszykowałam drewno, obrobiłam wyrzynarką i szlifierką, trochę poddłubałam wiertarką. Zaolejowałam sukienkę i wybieliłam twarz woskiem wybielającym. Nawet samiusieńka przymocowałam złomek, który udaje oczy, ręce, włosy itd.itp. Tworzenie takiego luda to nieasmowita frajda. Teraz by się przydało stworzyć, jakieś dziecię, bo, jak wiecie Zenon nie zrobił swojej żonie żadnego. Ale akcja się toczy, dramaturgia wrasta, dziecię musi się pojawić na świecie........
Część druga. Żona Zenona
Eulalia z ciężkim sercem zbliżała się do domu Eustachego.
Jeszcze w oczach miała swój ogród, który tak nieoczekiwanie musiała porzucić. Nie zobaczy, jak jej piękne hortensje będą nabierać szmaragdowych barw, tak się cieszyła tym nowym okazem, który dopiero w tym roku pięknie się rozrósł....
Nie będzie podziwiać lilii, która zakwitła na rabacie. Jaka szkoda, że resztę cebul zeżarła ryjówka.......
Nie przysiądzie już na swoich ulubionych schodkach, mając za plecami kobaltową lobelię, której kwiaty od samego rana przyciągają trzmiele i pszczółki.
Co ja głupia narobiłam......Czy Eustachy będzie chciał na mnie jeszcze spojrzeć? Czy będę się mu jeszcze podobała? Życie z Czarnym Zenonem to było jedno pasmo udręk. Sielanka skończyła się szybko, a Zenon bardzo szybko pokazał swoje prawdziwe oblicze. Zostawiał mnie samą na całe dnie i nie tylko, bo przepadał gdzieś na całe noce. Wracał nerwowy i drażliwy. Do torby, którą ze sobą zawsze prznosił nie wolno jej było zaglądać. Mówił tylko, że kiedyś będzie żył "jak król". Nie pozwalał jej nikogo zapraszać do domu, ani wychodzić poza ogród, na który przelała całą swoją miłość. Bo o dziecku Zenon nawet nie chciał słuchać.Nawet nie mogła wyjść do fryzjera dlatego od lat nie ścinała włosów i nosiła staroświeckie warkocze. Jej twarz zbladła a usta od ciągłego smutku przybrały kształt podkówki.
Ja i Zenon!!! Ale to była pomyłka. Przecież my nawet urodą do siebie nie pasujemy. On jakiś taki mały, chudy i ten sowi nos!!!!!
Nie to, co Eustachy!!!! Postawny, wysoki i takiego łagodnego usposobienia.
A teraz tam zaraz dojdę i jak my tak.....we troje......boże, boże niech już w końcu się coś stanie, niech ta moja niedola się skończy...........
I có,ż liczę na Was moje drogie:)))) Od Was zależy, jak się ta historia zakończy........
A ja gorąco pozdrawiam wciąż z Mazur :)))
Dla wszystkich tych, którzy nie czytali pierwszej części :JEST TUTAJ i TUTAJ
Ale, ale obiecałam żonę Zenona, którą już od "a" do "z" stworzyłam sama. Przyszykowałam drewno, obrobiłam wyrzynarką i szlifierką, trochę poddłubałam wiertarką. Zaolejowałam sukienkę i wybieliłam twarz woskiem wybielającym. Nawet samiusieńka przymocowałam złomek, który udaje oczy, ręce, włosy itd.itp. Tworzenie takiego luda to nieasmowita frajda. Teraz by się przydało stworzyć, jakieś dziecię, bo, jak wiecie Zenon nie zrobił swojej żonie żadnego. Ale akcja się toczy, dramaturgia wrasta, dziecię musi się pojawić na świecie........
Część druga. Żona Zenona
Eulalia z ciężkim sercem zbliżała się do domu Eustachego.
Jeszcze w oczach miała swój ogród, który tak nieoczekiwanie musiała porzucić. Nie zobaczy, jak jej piękne hortensje będą nabierać szmaragdowych barw, tak się cieszyła tym nowym okazem, który dopiero w tym roku pięknie się rozrósł....
Nie przysiądzie już na swoich ulubionych schodkach, mając za plecami kobaltową lobelię, której kwiaty od samego rana przyciągają trzmiele i pszczółki.
Co ja głupia narobiłam......Czy Eustachy będzie chciał na mnie jeszcze spojrzeć? Czy będę się mu jeszcze podobała? Życie z Czarnym Zenonem to było jedno pasmo udręk. Sielanka skończyła się szybko, a Zenon bardzo szybko pokazał swoje prawdziwe oblicze. Zostawiał mnie samą na całe dnie i nie tylko, bo przepadał gdzieś na całe noce. Wracał nerwowy i drażliwy. Do torby, którą ze sobą zawsze prznosił nie wolno jej było zaglądać. Mówił tylko, że kiedyś będzie żył "jak król". Nie pozwalał jej nikogo zapraszać do domu, ani wychodzić poza ogród, na który przelała całą swoją miłość. Bo o dziecku Zenon nawet nie chciał słuchać.Nawet nie mogła wyjść do fryzjera dlatego od lat nie ścinała włosów i nosiła staroświeckie warkocze. Jej twarz zbladła a usta od ciągłego smutku przybrały kształt podkówki.
Ja i Zenon!!! Ale to była pomyłka. Przecież my nawet urodą do siebie nie pasujemy. On jakiś taki mały, chudy i ten sowi nos!!!!!
Nie to, co Eustachy!!!! Postawny, wysoki i takiego łagodnego usposobienia.
A teraz tam zaraz dojdę i jak my tak.....we troje......boże, boże niech już w końcu się coś stanie, niech ta moja niedola się skończy...........
I có,ż liczę na Was moje drogie:)))) Od Was zależy, jak się ta historia zakończy........
A ja gorąco pozdrawiam wciąż z Mazur :)))
Dla wszystkich tych, którzy nie czytali pierwszej części :JEST TUTAJ i TUTAJ
wtorek, 16 lipca 2013
Czarny Zenon
Eustachy tak mi się spodobał, że opanowała mnie żądza stworzenia własnoręcznie takiego "luda". I tak powstał Czarny Zenon, najpierw wypalany był w ognisku, szlifowany szlifierką, która co rusz wyrywała mi się z rąk, jak jakiś gad przebrzydły, drapany szczotką drucianą, nacierany olejkami dla lepszego efektu i pucowany szmatką do połysku.
W części montażowej troszkę pomagał mi Wu, bo to i wkrętarkę trza umieć obsłużyć i palucha gwoździem nie przybić. Powiem tylko, że tak się dokładnie przyglądałam, że kolejny "lud", który powstał dzisiejszego popołudnia wykonałam własnoręcznie od "a" do "z". Już mi nie straszna wyrzynarka, szlifierka, wkrętarka tudzież młotki, piłki i cęgi. Tadam!!!! Znowu coś nowego. Czarnego Zenona zaraz Wam pokażę, ale żonę Zenona to już jutro, bo to ją wykonałam samodzielnie.
Nie mam co prawda stałego łącza na moim zadupiu, i nie mogę być online, ale mając już trzy osoby dramatu, tzn Eustachego, Czarnego Zenona i jego żonę chciałam Was namówić na napisanie opowieści krew w żyłach mrożącej,(albo romansu, jak wolicie), która (jeśli nie przesadzicie) może mi być inspiracją do tworzenia dalszych "ludów". A mam jeszcze kilka dni urlopu i powstać coś jeszcze może.
Zaczynam.
"Dom nad bagniskiem"
Eustachy od wielu już lat mieszkał w maleńkiej mazurskiej wiosce, tuż na skraju wsi, koło bagniska. Nikt dokładnie nie wiedział skąd przybył i nigdy nkit nie widział, aby do Eustachego zaglądali goście. On sam był mężczyzną przystojnym, słusznej postury z bujną blond czupryną i miłym wyrazem twarzy, na której widniała pokaźnych rozmiarów szrama. Na pytania o jej pochodznie machał tylko lekceważącą ręką i zmieniał temat. Mimo, że był odludkiem to ludzie we wsi lubili Eustachego, bo był cichy i spokojny. Nie spędzał całych bożych dni pod sklepem pociagając z butelki jak inni, ale z troską zajmował się swoimi zwierzakami a w ogrodzie uprawiał piękne i egzotyczne tutaj warzywa i kwiaty. Ludzie gadali, że rozmawia z owcami, szczególnie z baranem Franciszkiem, a jego piękny pies imieniem Frodo nie odstępował go na krok. Czasem ludzie widywali Eustachego siedzącego w bujanym fotelu w ogrodzie z kotem na kolanach, psem u stóp i Franciszkiem pasącym się w pobliżu. Dziwowali się, jak można kota nazwać Grażynką, bo tak właśnie kot miał na imię.
Eustachy podobał się miejscowym kobietom. Rozwódka Ramona wodziła za nim wzrokiem i na jesieni zanosiła grzybki w occie, wdowa Józefa też potajemnie wzdychała do Eustachego, bo tak jawnie jeszcze nie wypadało, chłop dopiero pół roku, jak zmarł z przepicia, nawet Joanna troszkę starszawa już panna o okrągłych biodrach i bujnym biuście, która za nic miała zaczepki innych miejscowych chłopaków łaskawym okiem zerkała na Eustachego.
Ale Eustachy udawał, że nie widzidzi tych wszytkich oznak zaintersowania. Za grzybki uprzejmie dziękował i odwdzięczał się piękną skorzonerą z ogródka, którą Ramona wyrzucała kurom, bo nie wiedziała, co z takim dziwactwem ma zrobić. Na Józefę nie zwracał uwagi, bo nie wiedział, że ta potajemnie do niego wzdycha, a wypiętego biustu i kołysania bioder Joanny zdawał się nie dostrzegać, gdy ta mijała go a to na drodze, a to w sklepie.
Nagle pewnego dnia gruchnęła wieść na wsi, że do Eustachego przyjeżdża dawny znajomy. Nie żeby Eustachy o tym opowiadał, ale stary listonosz Mieczysław Szybki zanim doręczył telegram do adresata, którym był nie kto inny, jak Eustachy, przeczytał jego treść i w wielkiej tajemnicy powtórzył sklepowej Janinie. Pewnie by nie powiedział, boć to tajemnica służbowa, ale tak go zaintrygowała treść, że zwyczajnie nie wytrzymał. A napisane tam było tak:
" Eustachy nie mam wyboru STOP
Muszę się u Ciebie na jakiś czas zatrzymać STOP
Moja żona dojedzie wkrótce STOP"
Podpisano
Czarny Zenon
Zanim telegram dotarł do Eustachego już praktycznie cała wieś wiedziała, że Eustachy będzie miał nieoczekiwanych i tajemniczych gości, bo Janina takiej sensacji nie potrafiła zatrzymać w tajemnicy.............
W części montażowej troszkę pomagał mi Wu, bo to i wkrętarkę trza umieć obsłużyć i palucha gwoździem nie przybić. Powiem tylko, że tak się dokładnie przyglądałam, że kolejny "lud", który powstał dzisiejszego popołudnia wykonałam własnoręcznie od "a" do "z". Już mi nie straszna wyrzynarka, szlifierka, wkrętarka tudzież młotki, piłki i cęgi. Tadam!!!! Znowu coś nowego. Czarnego Zenona zaraz Wam pokażę, ale żonę Zenona to już jutro, bo to ją wykonałam samodzielnie.
Nie mam co prawda stałego łącza na moim zadupiu, i nie mogę być online, ale mając już trzy osoby dramatu, tzn Eustachego, Czarnego Zenona i jego żonę chciałam Was namówić na napisanie opowieści krew w żyłach mrożącej,(albo romansu, jak wolicie), która (jeśli nie przesadzicie) może mi być inspiracją do tworzenia dalszych "ludów". A mam jeszcze kilka dni urlopu i powstać coś jeszcze może.
Zaczynam.
"Dom nad bagniskiem"
Eustachy od wielu już lat mieszkał w maleńkiej mazurskiej wiosce, tuż na skraju wsi, koło bagniska. Nikt dokładnie nie wiedział skąd przybył i nigdy nkit nie widział, aby do Eustachego zaglądali goście. On sam był mężczyzną przystojnym, słusznej postury z bujną blond czupryną i miłym wyrazem twarzy, na której widniała pokaźnych rozmiarów szrama. Na pytania o jej pochodznie machał tylko lekceważącą ręką i zmieniał temat. Mimo, że był odludkiem to ludzie we wsi lubili Eustachego, bo był cichy i spokojny. Nie spędzał całych bożych dni pod sklepem pociagając z butelki jak inni, ale z troską zajmował się swoimi zwierzakami a w ogrodzie uprawiał piękne i egzotyczne tutaj warzywa i kwiaty. Ludzie gadali, że rozmawia z owcami, szczególnie z baranem Franciszkiem, a jego piękny pies imieniem Frodo nie odstępował go na krok. Czasem ludzie widywali Eustachego siedzącego w bujanym fotelu w ogrodzie z kotem na kolanach, psem u stóp i Franciszkiem pasącym się w pobliżu. Dziwowali się, jak można kota nazwać Grażynką, bo tak właśnie kot miał na imię.
Eustachy podobał się miejscowym kobietom. Rozwódka Ramona wodziła za nim wzrokiem i na jesieni zanosiła grzybki w occie, wdowa Józefa też potajemnie wzdychała do Eustachego, bo tak jawnie jeszcze nie wypadało, chłop dopiero pół roku, jak zmarł z przepicia, nawet Joanna troszkę starszawa już panna o okrągłych biodrach i bujnym biuście, która za nic miała zaczepki innych miejscowych chłopaków łaskawym okiem zerkała na Eustachego.
Ale Eustachy udawał, że nie widzidzi tych wszytkich oznak zaintersowania. Za grzybki uprzejmie dziękował i odwdzięczał się piękną skorzonerą z ogródka, którą Ramona wyrzucała kurom, bo nie wiedziała, co z takim dziwactwem ma zrobić. Na Józefę nie zwracał uwagi, bo nie wiedział, że ta potajemnie do niego wzdycha, a wypiętego biustu i kołysania bioder Joanny zdawał się nie dostrzegać, gdy ta mijała go a to na drodze, a to w sklepie.
Nagle pewnego dnia gruchnęła wieść na wsi, że do Eustachego przyjeżdża dawny znajomy. Nie żeby Eustachy o tym opowiadał, ale stary listonosz Mieczysław Szybki zanim doręczył telegram do adresata, którym był nie kto inny, jak Eustachy, przeczytał jego treść i w wielkiej tajemnicy powtórzył sklepowej Janinie. Pewnie by nie powiedział, boć to tajemnica służbowa, ale tak go zaintrygowała treść, że zwyczajnie nie wytrzymał. A napisane tam było tak:
" Eustachy nie mam wyboru STOP
Muszę się u Ciebie na jakiś czas zatrzymać STOP
Moja żona dojedzie wkrótce STOP"
Podpisano
Czarny Zenon
Zanim telegram dotarł do Eustachego już praktycznie cała wieś wiedziała, że Eustachy będzie miał nieoczekiwanych i tajemniczych gości, bo Janina takiej sensacji nie potrafiła zatrzymać w tajemnicy.............
niedziela, 14 lipca 2013
Eustachy
Urlop mija błyskawicznie. Gdbym miała tak chronologiocznie zacząć musiałabym zacząć od innych zdarzeń, ale to może potem, kiedyś, jak już będę pod stałym łączem....
A dziś o Eustachym.
Mieliśmy taki zamiar, aby na jednej ze ścian altany zamontować "ludy". Miały powstać ze starych, dech, złomu ( dzięki Ci Hanuś za inspirację) i innych rzeczy, które do niczego się więcej nie przydadzą.
Dziś powstał pierwszy "lud" ochrzczony Eustachym i który jednak nie zawiśnie w altanie ino pojedzie do miasta zawisnąć na ścianie zwanej " czerwonym październikiem", ponieważ zapałałam do Eustachego miłością gwałtowną, nagłą i chcę mieć go blisko siebie, czyli na ścianie przedpokoju. Kolejne "ludy" będą produkowane w nadchodzącym tygodniu. stare dechy już się smalą w ognisku, są wyżerane przez woski trawiące na biało itd, itp. Wykonanie "Eustachych" to sprawka Wu, ja czasem tylko podpowidam różne rozwiąznia, które o dziwo znajdują zastosowanie.......
P.S.
Szukam starych, brzydkich dech? Ktoś ma takie na zbyciu?
I buziavczki Wam mazurskie przesyłam, trochę deszczowe, trochę słoneczne, jak to na Mazurach.......
A dziś o Eustachym.
Mieliśmy taki zamiar, aby na jednej ze ścian altany zamontować "ludy". Miały powstać ze starych, dech, złomu ( dzięki Ci Hanuś za inspirację) i innych rzeczy, które do niczego się więcej nie przydadzą.
Dziś powstał pierwszy "lud" ochrzczony Eustachym i który jednak nie zawiśnie w altanie ino pojedzie do miasta zawisnąć na ścianie zwanej " czerwonym październikiem", ponieważ zapałałam do Eustachego miłością gwałtowną, nagłą i chcę mieć go blisko siebie, czyli na ścianie przedpokoju. Kolejne "ludy" będą produkowane w nadchodzącym tygodniu. stare dechy już się smalą w ognisku, są wyżerane przez woski trawiące na biało itd, itp. Wykonanie "Eustachych" to sprawka Wu, ja czasem tylko podpowidam różne rozwiąznia, które o dziwo znajdują zastosowanie.......
P.S.
Szukam starych, brzydkich dech? Ktoś ma takie na zbyciu?
I buziavczki Wam mazurskie przesyłam, trochę deszczowe, trochę słoneczne, jak to na Mazurach.......
piątek, 5 lipca 2013
Zdolne łapki Hany i......ruszam na wakacje.
Zdolne łapki Hany potrafią uszyć takie śliczne maskotki. Pojechały do Zuzi, bo Zuzia nie może przyjechać do nich.
A ja już pakuję walizki, bo tadam, tadam, od 3 godzin jestem na urlopie!!!
Śmigam jutro z samego rana. Co ja będę robić na tym urlopie? Zamierzam leżeć odłogiem, pławić się w lenistwie, leżeć do góry kołami. No taki mam zamysł, a jak to będzie najstarsi górale nawet nie wiedzą.
A ja już pakuję walizki, bo tadam, tadam, od 3 godzin jestem na urlopie!!!
Śmigam jutro z samego rana. Co ja będę robić na tym urlopie? Zamierzam leżeć odłogiem, pławić się w lenistwie, leżeć do góry kołami. No taki mam zamysł, a jak to będzie najstarsi górale nawet nie wiedzą.
Łączność ze światem zabieram ze sobą, ale spokojnie nie będę Was nękać codziennymi postami, niech odwiedzający też mają trochę wakacji:))
Buziaczki wakcyjne dla Wszystkich ślę i tym, co również na urlop się udają, życzę samych słonecznych dni, beztroski i odpoczynku po kokardki.
Życzę też słodkich wakacyjnych snów i załączam wakcyjny sennik:
Rozsypała się sól - będzie kłótnia.
Rozsypał się cukier - na zgodę.
Rozsypała się kokaina - będą wizje.
Upadł widelec - ktoś przyjdzie.
Upadło mydło - oczekuj nieoczekiwanego.
Jaskółki nisko latają - będzie deszcz.
Krowy nisko latają - rozsypała się kokaina.
Pękło lustro - będzie nieszczęście.
Pękł rozporek - będzie wstyd. Mniejszy lub większy...
Pękła prezerwatywa - lepiej, żeby pękło lustro.
Swędzi nos - będzie pijaństwo.
Swędzi dupa - mydło upadło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)