Dziefczęta, anielice, anieliny, aniołki........
Jedna anielna jest z kaczką, nomen-omen, druga z kotem, trzecia z dzbankiem, tak sygnalizuję, gdyby trudno było się tych atrybutów anielskich dopatrzyć:))))
Jak umiałam tak zrobiłam, aż trzy, za jednym zamachem. To fajna zabawa, ale te słodyczkowate już mi się trochę znudziły. Mam ochotę na zupełnie inne anioły, pomysł mi krąży po głowie, ba, on mi się przyśnił!!!
Odkryłam, że przy pewnej grubości masy i dość głębokim wzorku pod światło ładnie masa prześwituje. To znaczy, że można zrobić z tego np. lampion, albo aniołka pustego w środku, takiego, do którego można włożyć świeczkę.
Inny wzorek, inna grubość i efektu prześwitania już nie ma......
Chyba jednak się trochę rozwijam, zważywszy na to, jak wyglądały pierwsze anielinki to postęp jakowyś jest........
No to teraz hurtem fotki polecą.....
Która najładniejsza???
Muszę obrobić filmik, który nagrałam podczas świąt. To filmik instruktażowy pt, "Jak wprawnie i skutecznie nakryć się kocykiem". W roli głównej wystąpi Mela:)))
A dziś od rana tralalala, piękne słoneczko, cieplutko, dzień zupełnie inny niż wczorajszy. Pozdrawiam Wszystkich błogo odpoczywających na łonie natury i siedzących po chałupach też pozdrawiam. Z wysokiego dość piętra pozdrawiam:))))
P.S. Z ostatniej chwili....kot. Z resztek, jeszcze schnie mu lakier...
niedziela, 27 kwietnia 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
Miałam pojechać na Mazury...
Czy tak jest naprawdę, czy tylko mnie się tak przytrafia? W tygodniu piękna pogoda (wczoraj 23 stopnie), przychodzi łykend, leje.........
I moje ukochane bzy, ach, kiedy ja się doczekam takiego krzaka w Kaczorówce? Mam posadzonych kilka, ale, jak to w Kaczorówce, rosną, jakby chciały, a nie mogły (co chyba jest nawet prawdą), cherlawe jakieś. Jakoś tym rosnącym po rowach nie przeszkadza jałowa ziemia, bo co roku są obsypane kwiatami.
Moje stoją w miejscu.
Gdyby nie ten jadowicie czerwony kocyk nawet bym nie zauważyła, całkiem wygodnego legowiska.
Nie inaczej jest dzisiaj, tak, że wyjazd do Kaczorówki spalił na panewce. Dodatkowo jakieś wyjce pół nocy wyły pod oknami. Nie wiem, czy mi się to śniło, czy naprawdę, ale słyszałam, coś, jakby "свобода, свобода", na dodatek telefon Wu, na przemian, raz służbowy, raz prywatny, dzwonił chyba z sześć razy, budząc mnie, kiedy wydawało się, że już przysypiam. Wstanie o 6 rano po hałaśliwej nocy było dość trudne i z ulgą przywitałam zachmurzone niebo.
Jeszcze przed rozpadaniem się na dobre wyrwałam z Mopem na spacerek do parku i ze zdumieniem odkryłam, że kwitną już bzy, a nawet kasztanowce. To chyba wyjątkowo wcześnie, bo z reguły zaczynają kwitnąć na matury. Park o 8 rano jest cichy i spokojny, niewiele w nim spacerowiczów, prawie tyle samo, co meneli przysypiających na ławeczkach albo w zacisznych kątkach.
Na rabatach w tym roku królują bratki, dużo bratków, dywany z bratków, kobierce z bratków...........
A ta czego szuka w bratkach??? Dobrze się zakamuflowała, buszowała w niebieskich.....
Mopek zadowolony ze spaceru, bo do parku nie chodzimy codziennie, zadowalamy się mniejszym skwerem tuż pod chałupą.
Proszę, tak wyglądają kwitnące kasztanowce, kiedy one się rozwinęły?
I moje ukochane bzy, ach, kiedy ja się doczekam takiego krzaka w Kaczorówce? Mam posadzonych kilka, ale, jak to w Kaczorówce, rosną, jakby chciały, a nie mogły (co chyba jest nawet prawdą), cherlawe jakieś. Jakoś tym rosnącym po rowach nie przeszkadza jałowa ziemia, bo co roku są obsypane kwiatami.
Moje stoją w miejscu.
W tak pięknych okolicznościach przyrody miło sobie uciąć drzemkę. Choćby na ławeczce parkowej......
Są jednak lepsze miejsca, zaciszne, osłonięte od wiatru i deszczu....
Gdyby nie ten jadowicie czerwony kocyk nawet bym nie zauważyła, całkiem wygodnego legowiska.
A teraz deszcz bębni cichutko po parapetach, zieleń zrobiła się jeszcze zieleńsza. Zapaliłam sobie świeczki, mam kawkę w kubku, winko czeka na wieczór i chłonę ten czas, kiedy nie trzeba nigdzie iść i nic konkretnego zrobić.......
Może ulepię sobie jakiegoś anioła? Albo poczytam?
Uwielbiam taki czas, a Wy? Co wtedy najchętniej robicie?
wtorek, 22 kwietnia 2014
Wspomnień czar...
Nie tym razem, a przynajmniej nie z tego miejsca, które zawsze staram się zobaczyć, kiedy wybieram się w rodzinne strony.
Muszę tam zajrzeć, bo mam nadzieję, że może już, może właśnie teraz ktoś kupił dawną szkołę i zamienia ją na wspaniałe domostwo wśród łąk?
Niestety szkoła jest w coraz gorszym stanie. W poprzednich latach, choć bez gospodarza, jeszcze była zamknięta, do środka dostać się nie było można, choć już były wybite okna od podwórza, ale drzwi były zamknięte. Właścicielem była chyba gmina. Jeszcze w zeszłym roku była tablica, że budynek jest na sprzedaż, w tym roku nie zauważyłam już tej tablicy............
A teraz? Smutny widok.....
Wybite okna, rozwalone drzwi wejściowe, w pomieszczeniach demolka.
Ta szkoła przestała działać pewnie 30, jak nie więcej, lat temu. To była szkoła 3 klasowa i obsługiwała kilka małych wioseczek, potem od 4 klasy dzieci jeździły do szkoły w większych miejscowościach. Było to wygodne, bo wtedy jeszcze przez tą wieś nie prowadziła droga asfaltowa, tylko zwykła, bita droga, która zimą pewno nie raz była zasypana. Dzieci miały blisko i bezpiecznie, nie wędrowały kilka kilometrów do szkoły. Na miejscu w szkole mieszkał nauczyciel i uczył wszystkich przedmiotów.
Nigdy wcześniej nie byłam w środku. Nie byłam, bo nie chodziłam do tej szkoły, a potem to już była nieczynna.
Widząc te wybite okna i otwarte drzwi postanowiłam zajrzeć do środka. Widok był żałosny.....
Zdemolowany przedsionek, choć schody są jeszcze w dość dobrym stanie.
Na prawo jest bardzo duże pomieszczenie, sala lekcyjna zapewne. I wejście do piwnicy z uroczym malutkim okienkiem.
Reszta "wycieczki" nie chciała wejść do szkoły, więc zdjęcia robiłam w pośpiechu....
W sali lekcyjnej wiszą jeszcze żyrandole, klasyczne,szkolne, pamiętam takie ze swojej podstawówki.
Wszystkie okna były otwarte, a szyby wybite, wiatr smętnie poruszał......lambrekinami......
Ile one mogą mieć lat????
Na drugim zdjęciu widać je lepiej. W kącie sali, nie zrobiłam zdjęcia, leżał rozbity piec kaflowy, kafle roztrzaskane.......
Kto i po co to zrobił?
Weszłam po schodach mijając leżącą na nich starą lodówkę. Ze ścian smętnie zwisały resztki kabli elektrycznych, widać, że ktoś pruł ściany i wyrywał przewody.....pewno na złom. Zobaczyłam pierwsze pomieszczenie, piękne, jasne,ale zatrzymała mnie kolejna kupa gruzu z kolejnego rozbitego pieca kaflowego.......Dalej nie wchodziłam, choć widać było po lewej stronie kolejny pokój, przestronny i jasny, też z dwoma oknami. Ten pokój był na tym samym poziomie, co środkowy. Za to do pokoju po prawej stronie prowadziły dwa -trzy schodki w dół. Piękny układ pomieszczeń, byłam zachwycona, a oczyma wyobraźni już widziałam, jak mogłabym je urządzić....... Sądząc z wyglądu budynku dalej po lewej stronie powinno być jakieś pomieszczenie, ja tam jednak już nie wchodziłam.
Nie weszłam też wyżej, gdzie prowadziły schody, może do kolejnego pokoju w nadbudówce, którą widać na zdjęciu z zewnątrz? A może na strych? Tam już był zarwany sufit i wejście było zbyt ryzykowne.
Pomieszczenia gospodarcze, jeszcze nie są zrujnowane, może stodołę i obórkę ktoś użytkuje?
Ten mały domek z lewej to kakuar, mam gdzieś zdjęcia z poprzedniego wyjazdu, muszę poszukać. Tym razem już tam nie poszłam, bo reszta "wycieczki" niecierpliwie oczekiwała w autku.
Dlaczego, dlaczego kurczę nie wygrywam w to Lotto, choć próbuję? Ta szkoła jest jeszcze do uratowania, ale wymaga nakładów. Zobaczcie jakie ma cudne mury, na potężnej podmurówce z kamienia, mury są ze zdrowej cegły, choć budynek z pewnością jest grubo przedwojenny. A w jakim jest cudnym miejscu.....wokół łąki, stawy i las.........To coś dla mnie.....
Teraz moje myśli będą krążyć wokół tej szkoły, tak, jak wcześniej krążyły przez wiele lat wokół pałacu w Mojej Woli, kolejnej perełce, która umiera......
Serce mnie boli, że takie miejsca giną, są dewastowane, choć mogłyby jeszcze wiele lat służyć ludziom.
Cholera jasna, gdyby tak mieć środki, żeby to uratować....................
Znalazłam zdjęcia z 2011 roku, wtedy szkoła wyglądała tak:
Domek, a w nim trzy pojedyncze kakuary........
P.S.
Inne poświąteczne tematy pojawią się w kolejnych dniach......
Muszę tam zajrzeć, bo mam nadzieję, że może już, może właśnie teraz ktoś kupił dawną szkołę i zamienia ją na wspaniałe domostwo wśród łąk?
Niestety szkoła jest w coraz gorszym stanie. W poprzednich latach, choć bez gospodarza, jeszcze była zamknięta, do środka dostać się nie było można, choć już były wybite okna od podwórza, ale drzwi były zamknięte. Właścicielem była chyba gmina. Jeszcze w zeszłym roku była tablica, że budynek jest na sprzedaż, w tym roku nie zauważyłam już tej tablicy............
A teraz? Smutny widok.....
Wybite okna, rozwalone drzwi wejściowe, w pomieszczeniach demolka.
Ta szkoła przestała działać pewnie 30, jak nie więcej, lat temu. To była szkoła 3 klasowa i obsługiwała kilka małych wioseczek, potem od 4 klasy dzieci jeździły do szkoły w większych miejscowościach. Było to wygodne, bo wtedy jeszcze przez tą wieś nie prowadziła droga asfaltowa, tylko zwykła, bita droga, która zimą pewno nie raz była zasypana. Dzieci miały blisko i bezpiecznie, nie wędrowały kilka kilometrów do szkoły. Na miejscu w szkole mieszkał nauczyciel i uczył wszystkich przedmiotów.
Nigdy wcześniej nie byłam w środku. Nie byłam, bo nie chodziłam do tej szkoły, a potem to już była nieczynna.
Widząc te wybite okna i otwarte drzwi postanowiłam zajrzeć do środka. Widok był żałosny.....
Zdemolowany przedsionek, choć schody są jeszcze w dość dobrym stanie.
Na prawo jest bardzo duże pomieszczenie, sala lekcyjna zapewne. I wejście do piwnicy z uroczym malutkim okienkiem.
Reszta "wycieczki" nie chciała wejść do szkoły, więc zdjęcia robiłam w pośpiechu....
W sali lekcyjnej wiszą jeszcze żyrandole, klasyczne,szkolne, pamiętam takie ze swojej podstawówki.
Wszystkie okna były otwarte, a szyby wybite, wiatr smętnie poruszał......lambrekinami......
Ile one mogą mieć lat????
Na drugim zdjęciu widać je lepiej. W kącie sali, nie zrobiłam zdjęcia, leżał rozbity piec kaflowy, kafle roztrzaskane.......
Kto i po co to zrobił?
Weszłam po schodach mijając leżącą na nich starą lodówkę. Ze ścian smętnie zwisały resztki kabli elektrycznych, widać, że ktoś pruł ściany i wyrywał przewody.....pewno na złom. Zobaczyłam pierwsze pomieszczenie, piękne, jasne,ale zatrzymała mnie kolejna kupa gruzu z kolejnego rozbitego pieca kaflowego.......Dalej nie wchodziłam, choć widać było po lewej stronie kolejny pokój, przestronny i jasny, też z dwoma oknami. Ten pokój był na tym samym poziomie, co środkowy. Za to do pokoju po prawej stronie prowadziły dwa -trzy schodki w dół. Piękny układ pomieszczeń, byłam zachwycona, a oczyma wyobraźni już widziałam, jak mogłabym je urządzić....... Sądząc z wyglądu budynku dalej po lewej stronie powinno być jakieś pomieszczenie, ja tam jednak już nie wchodziłam.
Nie weszłam też wyżej, gdzie prowadziły schody, może do kolejnego pokoju w nadbudówce, którą widać na zdjęciu z zewnątrz? A może na strych? Tam już był zarwany sufit i wejście było zbyt ryzykowne.
Pomieszczenia gospodarcze, jeszcze nie są zrujnowane, może stodołę i obórkę ktoś użytkuje?
Ten mały domek z lewej to kakuar, mam gdzieś zdjęcia z poprzedniego wyjazdu, muszę poszukać. Tym razem już tam nie poszłam, bo reszta "wycieczki" niecierpliwie oczekiwała w autku.
Dlaczego, dlaczego kurczę nie wygrywam w to Lotto, choć próbuję? Ta szkoła jest jeszcze do uratowania, ale wymaga nakładów. Zobaczcie jakie ma cudne mury, na potężnej podmurówce z kamienia, mury są ze zdrowej cegły, choć budynek z pewnością jest grubo przedwojenny. A w jakim jest cudnym miejscu.....wokół łąki, stawy i las.........To coś dla mnie.....
Teraz moje myśli będą krążyć wokół tej szkoły, tak, jak wcześniej krążyły przez wiele lat wokół pałacu w Mojej Woli, kolejnej perełce, która umiera......
Serce mnie boli, że takie miejsca giną, są dewastowane, choć mogłyby jeszcze wiele lat służyć ludziom.
Cholera jasna, gdyby tak mieć środki, żeby to uratować....................
Znalazłam zdjęcia z 2011 roku, wtedy szkoła wyglądała tak:
Domek, a w nim trzy pojedyncze kakuary........
P.S.
Inne poświąteczne tematy pojawią się w kolejnych dniach......
środa, 16 kwietnia 2014
Anielskie życzenia
Już dziś życzę Wam spokojnych i radosnych świąt, bo nie wiem, czy mi czasu starczy, żeby jeszcze przed świętami w necie posiedzieć.
Niech Wam dobrzy aniołowie (Fąfelki i inne takie) pomogą w świątecznych przygotowaniach i zadbają o radosny świąteczny nastrój.
Ja na święta uciekam z miasta, całe szczęście, bo nic, a nic przygotowanego nie mam i nie spodziewam się, żebym jeszcze z czymkolwiek zdążyła. I tak w koło Macieju to samo.A które to już święta???
Wytworzyłam jedynie kilka aniołów, którymi zamierzam obdarować siostrzyczki. Jak anioły wytwarzać podglądałam TU . Do mistrzyni mi klika tysięcy lat świetlnych brakuje, ale, co tam, zależało mi na jakimś prezencie od serca.
Z resztek ciasta wyszły mi jeszcze dwa wielkanocne jaja. I to byłoby na tyle świątecznych akcentów.
Buziaczki dla Was wszystkich.
Mało mnie w necie. Staram się do Was zaglądać, czytam, ale czasem nie mam już siły "gadać".
Wczoraj byłam u medyka, bo już sama siebie znieść nie mogę, przychodzę z huty i padam na pysk, a wydaje się, że nie mam czym być zmęczona, w końcu nie fedruję na przodku, ale rano ślepi otworzyć nie mogę, weny zero, ochoty na cokolwiek brak..... Medyk wypisał pierdylion badań i posłał do ......roboty, a myślałam, że skubany da ze dwa dni na odsapnięcie. Nie dał. Na razie jestem po rentgenach tego i owego, jutro krew, mocz, a w przyszłym tygodniu część dalsza........
Niech Wam dobrzy aniołowie (Fąfelki i inne takie) pomogą w świątecznych przygotowaniach i zadbają o radosny świąteczny nastrój.
Ja na święta uciekam z miasta, całe szczęście, bo nic, a nic przygotowanego nie mam i nie spodziewam się, żebym jeszcze z czymkolwiek zdążyła. I tak w koło Macieju to samo.A które to już święta???
Wytworzyłam jedynie kilka aniołów, którymi zamierzam obdarować siostrzyczki. Jak anioły wytwarzać podglądałam TU . Do mistrzyni mi klika tysięcy lat świetlnych brakuje, ale, co tam, zależało mi na jakimś prezencie od serca.
Z resztek ciasta wyszły mi jeszcze dwa wielkanocne jaja. I to byłoby na tyle świątecznych akcentów.
Buziaczki dla Was wszystkich.
Mało mnie w necie. Staram się do Was zaglądać, czytam, ale czasem nie mam już siły "gadać".
Wczoraj byłam u medyka, bo już sama siebie znieść nie mogę, przychodzę z huty i padam na pysk, a wydaje się, że nie mam czym być zmęczona, w końcu nie fedruję na przodku, ale rano ślepi otworzyć nie mogę, weny zero, ochoty na cokolwiek brak..... Medyk wypisał pierdylion badań i posłał do ......roboty, a myślałam, że skubany da ze dwa dni na odsapnięcie. Nie dał. Na razie jestem po rentgenach tego i owego, jutro krew, mocz, a w przyszłym tygodniu część dalsza........
czwartek, 3 kwietnia 2014
Idę sobie.....
Idę sobie ja dziś przez park, do koleżanki wędruję, na kawkę. Niezbyt śpiesznie idę, bo czas jest poobiedni nic już nie muszę i te 300 metrów dzielące nasze bloki, raz na jakiś czas chyba mogę przejść wolniutko, spacerkiem, a nie lecieć, jak ta głupia, jakby mnie stado złych psów goniło.
Idę tak sobie i z oddali słyszę podniesiony głos, wydaje mi się, że to głos starszej osoby, kobiety. Nie mylę się, na jednej z ławek siedzą dwie mocno starsze panie i jedna gromkim głosem wykrzykuje "Majdan, Majdan tu jest potrzebny, na Żydów, na Żydów Majdan jest potrzebny............"
Zgorszonym wzrokiem omiatam kobietę i myślę sobie, co ty kobieto wygadujsz??? Miałam już na końcu języka, jakieś krótkie zdanie, coś o miłości bliźniego czy o sądzie ostatecznym na którym jej przyjdzie się przynajmniej wstydzić takich słów, ale babina zauważa moje spojrzenie i reaguje pierwsza. Szturcha drugą babinę i wymachując w moją stronę ręką woła "no i patrz, patrz, jak TO się patrzy......."
Nie odezwałam się, poszłam dalej......a babina dalej wykrzykiwała, że Majdan potrzebny jest tutaj, Majdan, na Żydów...........
P.S.
Nie odezwałam się bo uznałam, że takiej zaślepionej nienawiścią, głupiej babie to już nic nie pomoże..........
Jakoś z tą sytuacją skojarzyła mi się piosenka z Kabaretu Starszych Panów, dużo wśród nas żyje takich "tanich drani", niektórzy to nawet na takich nie wyglądają, ot siedzą na ławeczkach i wykrzykują.........
Idę tak sobie i z oddali słyszę podniesiony głos, wydaje mi się, że to głos starszej osoby, kobiety. Nie mylę się, na jednej z ławek siedzą dwie mocno starsze panie i jedna gromkim głosem wykrzykuje "Majdan, Majdan tu jest potrzebny, na Żydów, na Żydów Majdan jest potrzebny............"
Zgorszonym wzrokiem omiatam kobietę i myślę sobie, co ty kobieto wygadujsz??? Miałam już na końcu języka, jakieś krótkie zdanie, coś o miłości bliźniego czy o sądzie ostatecznym na którym jej przyjdzie się przynajmniej wstydzić takich słów, ale babina zauważa moje spojrzenie i reaguje pierwsza. Szturcha drugą babinę i wymachując w moją stronę ręką woła "no i patrz, patrz, jak TO się patrzy......."
Nie odezwałam się, poszłam dalej......a babina dalej wykrzykiwała, że Majdan potrzebny jest tutaj, Majdan, na Żydów...........
P.S.
Nie odezwałam się bo uznałam, że takiej zaślepionej nienawiścią, głupiej babie to już nic nie pomoże..........
Jakoś z tą sytuacją skojarzyła mi się piosenka z Kabaretu Starszych Panów, dużo wśród nas żyje takich "tanich drani", niektórzy to nawet na takich nie wyglądają, ot siedzą na ławeczkach i wykrzykują.........
Subskrybuj:
Posty (Atom)