poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Taki zachód słońca bywa raz na kilka lat....

A był lat temu sześć. Przyleciały do nas Sokoły, najpierw była burza i tęcza, a potem TEN zachód słońca. Już nigdy więcej tutaj takiego nie widziałam. Poszliśmy na spacer za Kaczorówkę na tzw. lotnisko. Bo tam wtedy było lotnisko, takie małe, leśne, dla małego samolociku i lotni. Teraz już jest zaorane i rośnie zboże.
W sumie to się cieszę, bo przestał ten samolocik warczeć mi nad głową.........

No więc poszliśmy się gapić na te ognie na niebie i nagle Wu zaczął pstrykać zdjęcia. Potem kazał mi biegać po tym lotnisku, więc biegałam, pozowałam, właziłam na jakieś ogrodzenie.............
Sokół też pstrykał zdjęcia Sokołowej:)))

Zdjęcia nie są obrabiane w żadnym programie, słowo harcerza. Im słońce było niżej tym kolory stawały się bardziej nasycone. To zdjęcia sylwetkowe. Bardzo je lubię, bo nie widać na nich paszczy. Trafiłam dziś na nie przeglądając zdjęcia w komputerze z braku lepszego zajęcia, bo przyszła burza, rozpadało się i uziemiło w chałupce.
Będzie dużo zdjęć, dla cierpliwych.......





Z Sokołową, wgapione w tęczę.......


A czyj to ogonek wystaje zza mojego biodra???



 Kogo to kogo, trzymam pod pachą???




 Zaczynają się harce po lotnisku.......































 Po dzisiejszej burzy niestety nie było takiego zachodu słońca, nie będzie też widać gwiazd na niebie, bo są chmury i dalej sobie siąpi. Trochę szkoda, bo już dziś można obserwować roje Perseidów. Może jutrzejsza noc będzie już pogodna, bo właśnie na noc z wtorku na środę przypada apogeum. Przez godzinę można będzie zaobserwować nawet do stu "spadających" gwiazd. Obserwowanie najlepiej zacząć po północy z dala od siedlisk ludzkich....
Będziecie oglądać???


niedziela, 10 sierpnia 2014

Dla Grażyny, która się szwenda po Lizbonie:)) Kawałek Kaczorówki Story...


Ach Grażynko, Ty w Lizbonie, a mnie z tym miastem nieodmiennie kojarzy się Madredeus.....pewno znasz, ale Ci zapuszczę ten kawałek.....

Film też warto obejrzeć, tam dźwięk dominuje nad obrazem i właśnie o to chodzi. Dziś pewnie poczułaś atmosferę tego miasta, ja sobię, ją tylko mogę wyobrazić, w Lizbonie nigdy nie byłam, ale myślę, że jeszcze będę:))



A teraz, tak, jak chciałaś, kawałek Kaczorówki, specjalnie dla Ciebie:)) Zdjęcia jeszcze cieplutkie.

Gumno o zachodzie słońca. Nie kosimy części trawnika, żeby miały gdzie mieszkać wszelkie żyjątka łąkowe i pszczoły przychodzić zbierać pyłki. Populacja pszczół zmniejsza się dramatycznie, bo chemiczne opryski, bo w ogrodach tuje zamiast kwiatów, robimy, co możemy, żeby u nas się dobrze czuły........


Malwy o zachodzie słońca. To już ostatnie kwiaty.......






Kosmos o zachodzie słońca.


Liatria o zachodzie słońca.

Oset o zachodzie słońca.


Kowalik, który nie mam pojęcia, co robił w budce lęgowej ( o zachodzie słońca), w każdym razie, ja stałam pod drzewem, on siedział w otworze budki i gapił sie na mnie, co nawet widać poniżej na zdjęciu.




Wsiowa pompa, fotnięta w drodze na zachód słońca.


 Spotkanie na drodze. Pieski grzecznie przywitały się z Mopem i poleciały dalej.....


 Karmienie koników o zachodzie słońca.


Wielkie konisko, bardzo wielkie, kiedy podszedł do sznurka udającego ogrodzenie elektryczne, zaczęły mi się trząść łydki. Był strasznie wielki!!!! I zeżarł wszytskie marchewki bo inne koniki odganiał, gryząc je po karkach.


Pozowanie. Ten był malutki, taki konik chudzinka.


 Tam, za drzewami jest Kaczorówka, trzeba wracać, zmierzch zapada, dymy snują się nad drzewami...


A teraz już ciemność zapadła, psy poszczekują w oddali, słychać śpiewy i czuć dym ogniska. We wsi kończy się niedziela, dzień biesiad i imprezek...........

piątek, 8 sierpnia 2014

O spodziewanych niespodziankach i Cyrku Motyli......

W Pastelowym Kurniku zgarnęłam nagrodę-niespodziankę, za dociekliwość i upartość. Czasem tak mam, jak jest coś do rozwiązania to ja muszę, bo inaczej się uduszę. Trochę jest to zboczenie zawodowe, takie dążenie i rozwiązywanie, ale u Hany przynajmniej z przyjemnymi efektami w postaci nagrody.
Tadammmmm, przyleciała ta nagroda w wielkim pudle, a ja się zastanwiałam, co to takiego. Nie trafiłam i w życiu bym nie trafiła, nawet, jakbym się zacięła i zgadywała do us...ej śmierci. W końcu otworzyłam pudło i ......oczom mym ukazał się......wózek!!!! Wózek lalczyny:))) Bo Hana widziła mój mały zbiorek lalek i dopasowała nagrodę, szczególnie, że chyba o jakimś lalczynym wózku rozmawiałyśmy, kiedy była u mnie. Od razu przydzieliłam wehikuł jednej z rezydentek, jak do tej pory, wiklinowego koszyka na zakupy.


Ale to nie wszystko!! Bo z pudła wydobyłam jeszcze serwetkę, w kolorze blue i naczynko srebrniutkie takie.
Nie myślcie sobie, że kolor serwetki to przypadek. U Hany nie ma przypadków!!!! Widziała mój niebieski, panieński pokoik:)




Ale myślicie, że to koniec niespodzianek? Skąd, bo następnego bodaj dnia przyfrunęła pocztą piorunową, zwaną też priorytetem lub parytetem, albo piruetemm, niespodzianka od Orszulki. Kochana Urszulka czytając moje zaślinione z zachwytu słowa w Pastelowym Kurniku na temat kluczy, które dostała również Hana, postanowiła i mnie takie sprezentować. Niczym zupełnie niczym się Orszulce nie zasłużyłam a ona mi taki prezent zrobiła!!!
To są honorowe klucze do Kaczorówki. Jutro już zawisną we właściwym miejscu.


 Jednak to nie wszystko, oprócz kluczy w przesyłce była jeszcze torba........wyjątkowa, bo z..............?


 No właśnie, zachodzę w głowę, skąd Orszulka wiedziała, że kiedyś ON właśnie tak wyglądał??



Podobieństwo uderzające, prawda???


Dziewczyny kochane, bardzo Wam dziękuję. Bardzo się wzruszyłam, że pamiętacie o takich drobiazgach, jak o wspomnianym gdzieś tam w rozmowie wózeczku do lalek, o niebieskim kolorze, o zachwycie nad kluczami, a w końcu o tym, że ON jest yorkiem:)))


Tak na koniec tygodnia w przededniu urlopu mam coś dla Was.
Każdy z nas ma lepsze i gorsze chwile, chciałabym Wam wszystkim zadedykować pewien film, jest króciutki, 20 minut zaledwie. Jeśli ktoś nie ma czasu, albo mu się nie chce, niech obejrzy go kiedy indziej, najlepiej kiedy dopadną go czarne myśli i stado smutków.
To film o niemożliwym, które staje się możliwym. Mokre oczy gwarantowane:))
To nie jest fikcja filmowa, ten człowiek żyje naprawdę i  nazywa się
  1. Nick Vujicic ........

wtorek, 5 sierpnia 2014

Coś na szybko

Nie chce mi się gotować, upał, Wam pewno też się nie chce, ale jeść się niestety chce!!! Ile można żyć na kanapkach? Ja mogę długo, ale nie Sokołowa.
Sokoły czasem przylatują do Kaczorówki, wtedy jest takie ptasie zgromadzenie. Sokoły w Kaczorówce:)) Sokoły lubią pichcić. Sokół z niczego potrafi zrobić wykwintne danie, a Sokołowa z resztek kombinuje coś na szybko. Lubię, jak przybywają do Kaczorówki:)))
Sokół z pogardą patrzy na moje kaczorówkowe noże ( w domu mam nic nie lepsze) i wyjmuje swoje zawinięte dla bezpieczeństwa w ręczniki. Są ostre, jak brzywy, ja się do nich nie zbliżam. Poważnie, w ręku jakiejś gapy są poważnym niebezpieczeństwem, można sobie odciąć palec, ale tylko takimi nożami Sokół ćwiartuje, dzieli produkty, a nawet filetuje zgrabnie rybki. Za cholerę nie wiem, jak można tak obkroić rybkę, że w niej żadnej ości nie znajdziesz.
Takim to nożem pociachał świeżutką wołowinkę, zamarynował, a potem ugrilował na ognisku. Mnemo i Wu dostali kolację pod sam nos!!!! Sokołowa podawała, bo Mnemo w tym czasie ględziła przez telefon........
Można było pojadać pyszności i oglądać znowu seans filmowy w kinie pod gwiazdami.


Wołowinki było za dużo, oj, za dużo, więc Sokołowa następnego dnia, pociachała ją  na drobniutko, starła na tarce cukinię z Mnemowego ogrodu, dołożyła dwa jajca, duuuuużo natki z pietruszki dodała przypraw i usmażyła pyszne placki. Placki zostały pożarte z dipem jogurtowym.
Tak to Mnemo lubi, najeść się pysznych potraw, ale nic przy nich nie robić:))
Ach te Sokoły, kulinaria mają w genach, karmią baaaaaardzo dobrze:))))


 A pies? A pies, jak to pies, "zalegiwał" tu i ówdzie w swoim psim błogostanie, ale czasem.........


pilnował dostępu do Sokołowej.......


co panowie komentowali siedziąc w cieniu ..........................


Mnemo też leżała, raz w hamaku raz na tarasowj podłodze, raz na trawce.................
Takiego odpoczynkowego łikendu w tym roku jeszcze nie było, totalne byczenie, totalny luz, czego i Wam wszytskim życzę bo łikend tuż, tuż..........

P.S.
Kto poznaje, jaki film oglądaliśmy w kinie pod gwiazdami?


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Mnemo pływająca z kaczkami.......

Czasem, tak nieoczekiwanie, przytrafia się coś tak sympatycznego, tak chwytającego za serce.........
A było to tak.
Stoję sobie w jeziorze po pas i karmię rybki resztką kanapki ( rybki uwijały się wokół moich nóg), kiedy nagle z pobliskich trzcin wypływa mama kaczka i dwie podrośnięte kaczuszki. Pokwakując zbliżają się do mnie i wyciągają łebki w moją stronę. Zamarłam, bo to dzikie, mazurskie kaczki. Rzuciłam kilka ostatnich okruchów, zjadły i czekają na więcej. Ale ja już nic nie mam, więc wyciagam rękę, a one krążą wokół mnie. Kurcze, nie wzięliśmy aparatów, jest tylko telefon. Wu wyjmuje i zaczyna pstrykać z brzegu, a ja pływam sobie wśród tych kaczuszek, są na wyciągnięcie ręki, mogłabym je pogłaskać, ale nie chcę ich płoszyć.
Przychodzę nad to jezioro już kilka lat, a taki przypadek zdarzył się po raz pierwszy, wszystkie inne kaczki trzmają się z daleka i są bardzo płochliwe.
Pływałyście kiedyś z dzikimi kaczkami????





Może to jakiś znak??? Te kaczki wokół mnie??? Jak myślicie?