wtorek, 10 marca 2015

Lalek Maryś

Jakiś czas temu nasza Marija Bezblga, doniosła mi, że nabyła dla mnie lalkę. A w zasadzie Lalka. Onego, chłopca znaczy się.
Marija wie,( kto nie wie, jak czyta mojego bloga), że kolekcjonuję porcelanowe lalki (i nie tylko) ,więc postanowiła mi tego Lalka ofiarować.
Spisek został uknuty. Lalek został przesłany z inną rzeczą do Elaji, a ja dziś go sobie od Elajki odebrałam.
Przytargałam do domu ogromne pudło. Otwierając je bez okularów) sądziłam, że Lalek siedzi w oryginalnym pudełku, ale po założeniu na oczy szkieł zobaczyłam, że został przez Mariję perfekcyjnie zapakowany, tak, żeby nie uszkodził się podczas podróży.
Zobaczcie sami. Lalek ma pod główką kartonową podusię, a cały jest mocno przymocowany sznurkiem do pudła.
Iście mistrzowskie pakowanie.


Oniemiałam z zachwytu. Lalek jest cudny!!! To lalka siedząca, w swojej kolekcji mam tylko jedną taką. Bronkę.
I wiecie co?
Bronka to siostra bliźniaczka Lalka. Zobaczcie jacy oni do siebie podobni! Kolor włosów - ten sam. Kolor oczu-ten sam, nawet ciuszki mają w tym samym stylu.
No cudo po prostu cudo!!
Na zdjęciu są nieco rozczochrani, bo pstrykałam szybko po powrocie z huty, żeby mi słoneczko nie zaszło.


Wszystkie moje laki noszą imiona. Fakt, czasami mi się te imiona mylą, ale TEGO Lalka nie zapomnę, bo na cześć Maryji, otrzymał imię Maryś:))
Ładnie brzmi prawda? Maryś i  Bronka:))
Para idealna.


Marija, bardzo, ale to bardzo Ci dziękuję, za tą radość jaką mi sprawiłaś. Nie mogę się na tą parkę napatrzeć, są tacy śliczni.
Wzruszyłam się bardzo, że dziewczyna z dalekiego Wrocka, gdzieś tam, kiedyś pomyślała sobie o mnie i o moich lalkach...
Zobaczcie, jak to jest, zupełnie obce sobie osoby, a myślimy o sobie, czasem wiemy o swoich upodobaniach więcej, niż nasze najbliższe otoczenie.
To nie pierwszy taki przypadek.
Bo i dla lalek dostałam od jednej z Was wiklinowy wózeczek, od innej kropielniczkę, bo wie, że zbieram.
Bardzo, ale to jeszcze raz bardzo dziękuję!
Elajce dziękuję, że przechowała mojego Marysia i targała go ze sobą do pracy:)
Ach Internecie, chyba napiszę odę na twoją cześć, a w zasadzie odę na cześć ludzi, których tu można spotkać:))


niedziela, 8 marca 2015

Kot 25

Wczoraj po opublikowaniu posta, wzięłam Mopa i poszłam na wieczorny spacer. Koniecznie chciałam zobaczyć, co wydali z siebie po atrakcjach z kością. Uzbroiłam się w tytkę, bo droga miała wieść przy onym śmietniku, co to wiecie fajans bolesławicki znalazłam. Za to nie zabrałam telefona, bo kieszenie płytkie, a torebki mi się targać ze sobą nie chciało. Z tego też powodu, że nie było telefona, nie mogę Wam udowodnić, że mnie spotkało to, co mnie spotkało. Musicie uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.
Mop zaordynował spacer w prawo. Ostatnio tak rządzi, nie do parku, tylko przez małą uliczkę, przy blokach do śmietnika. Widać przeczuł, że i mnie ta trasa interesuje.
Idziemy sobie grzecznie, Mop dwa razy kuca, dusi, ale nic nie wydusza. Trochę mam wyrzuty, że kość go zatkała, ale nic idziemy dalej.
Mop dalej rządzi, wącha długo coś pod drzewem, na którym nocuje stado glap. Zorientowałam się, jak tuż przed nosem zrobiło mi chlap i zaraz za mną też chlap, chlap. Iobok chlap, chlap, chlap.
Wiadomo glapy niby śpiom, ale ich odbyty widać nie. Pociągnęłam psa, żeby nie zarobić guanem w czerep. A ten zamiast karnie iść zwykłą, śmietnikową trasą, ciągnie mnie w stronę jeszcze mniejszej uliczki, takiej przy małych bloczkach, gdzie ludzie pod oknami mają małe ogródeczki. No nic idę, jak pies kazał. Nagle Mop się zatrzymuje, bo z krzaczorów tuż przy wejściu do klatki, wyskakuje do nas czarny kot i z głośnym miauuuł, ociera się o moje nogi guzik sobie robiąc ze zdębiałego Mopa. Kot ociera się o nogi miałczy i podchodzi do drzwi. Wyraźnie pokazuje, żeby go wpuścić. Ale klatka zamknięta. Teraz wszystkie zamykane, ale jest domofon. Klękam, bo widzę, że kocina ma obróżkę i coś tam dynda. Może jest tam jakiś telefon? Nawet gdyby był to i tak nici, bom ślepa kura, a okularów niet ze sobą. Kot miałczy dalej, ociera się o nogi i pokazuje drzwi. To musi być tutejszy kot myślę, widać komuś wypadł z okna, albo uciekł. Trudno zadzwonię, wybiorę jakiś numer mieszkania i zapytam o kota. Wybieram 12. Nic, cisza. Chyba nie ma takiego mieszkania. Zadzieram głowę, żeby zobaczyć na tabliczce, jakie w tej klatce są numery. I co widzę?
Obok tabliczki z numerami mieszkań wisi karteczka ręcznie pisana "Kot 25"
Ufff, a to mamy rozwiązanie zagadki! Kot widać wychodzi, a potem ktoś go wpuszcza?
Wybieram 25, odzywa się starszy pan. Mówię "dobry wieczór, stoję pod drzwiami i mam kota, to pana? A mój, wpuści go pani? No wpuszczę, ale jak mi pan drzwi otworzy, bo ja tu nie mieszkam"
Drzwi się otworzyły, kot natychmiast wpadł na klatkę i poleciał schodami na górę.
Starszy pan mi podziękował, a ja powędrowałam dalej z Mopem, myśląc sobie... o mały włos nie zostałabym posiadaczką kotka, czarnego. Zupełnie, jak Lidka, na dodatek w tym samym dniu:)

P.S.
Dziś rano zrobiłam zdjęcie klatki,żeby był dowód:)
KOT 25. Ciekawe, czy ludzie się domyślają, że chodzi o kota, a nie o koda:))




P.S. Peesa.

Do Skarpetki poszło takie, ło, pudełeczko. Cieplutkie jeszcze. Gdyby ktoś potrzebował, czy cuś...


sobota, 7 marca 2015

Dla Mopa wszystko...

Mopek nie jest już młodziutki. 8 latek skończył, jest w dobrej formie, choć bywa, że czasem mu coś dolega ( dupka szczególnie często się zatyka). Niepokoją mnie też jego zęby. Widać wyraźny osad, a raczej chyba dość gruba warstwa kamienia. Jada żarełko z puszki, dość niechętnie suche, nie lubi żadnych ciasteczek, czy innych ścieraczy. Nie gryzie też patyków i nie bardzo lubi zabawki. No chyba, że gonitwa za moim kapciem to, co innego. Wiadomo, że osad będzie się pojawiał od miękkiego jedzenia, bo zetrzeć kamienia nie ma czym. Mycie jego ząbków w zasadzie nic nie daje. Tyle, że przez chwilę nie jedzie mu z japki.
 Już kiedyś miał zapalenie dziąseł, musiałam mu smarować je specyfikami specjalnymi i nawet radziłam się weta, co z tym zrobić. Wiadomo, co wet odpowie, oczyścić. Tylko, żeby oczyścić, psa trzeba uśpić. Jest to płytkie uśpienie, ale zawsze uśpienie, a wiadomo narkoza, nawet słabiutka nie jest obojętna dla zdrowia. Trochę się go boję uśpić. Jeszcze bardziej się wystraszyłam, jak poczytałam, czym to się może skończyć.
Jakiś czas temu trafiłam na bloga KLIK, gdzie akurat pojawiła się notka o problemach stomatologicznych psów.
Poczytałam i postanowiłam dawać od czasu do czasu Mopkowi dużą kość do ogryzania.
Udałam się na bazar i zakupiłam dwie, najmniejsze kości, jakie były. Sparzyłam wrzątkiem i dałam Mopkowi.
Na początku był zdezorientowany i nie bardzo wiedział, co ma z tym zrobić, ale po jakimś czasie przyssał się do kości i mymlał ją ze wszystkich stron, coraz bardziej zapalczywie. Trwało to chyba ze 2 godziny, choć wielkich ubytków w kości nie zrobił. Ot tyle, co ogryzł trochę główki kości.



Ufaflunił całą podłogę, ale widać było, że mu to, co robi, sprawia przyjemność.


 Bardzo był zaaferowany, choć po tych dwóch godzinach, zaczął krążyć po mieszkaniu z kością w zębach szukając miejsca, gdzie by tu ją schować.


Zabrałam kostkę i przechowałam, jutro znowu dostanie do mymlania, bo tak naprawdę pogryźć jej nie da rady.
Będę obserwować ząbki, czy osad się zmniejsza.
Mop chyba się zmęczył tą robotą, bo teraz ma drzemkę.
A podłoga była do porządnego umycia:)
Ale wiadomo, dla Mopa wszystko, nawet, codzienne mycie podłogi:)

niedziela, 1 marca 2015

Taka zajawka.

Co się robi, jak głowa zmęczona, nerwy poszarpane, mózg zlasowany?

  • Można iść spać.
  • Można się upić.
  • Można sobie popłakać.
  • Można zadzwonić do przyjaciela.
  • Można nic nie robić.

Można też zająć jakąś przyjemną robotą ręce, co Mnemo właśnie dziś uczyniła, bo wcześniej już:

  • spała,
  • trochę się upiła,
  • popłakała,
  • zadzwoniła do przyjaciółek (wielu)
  • nic nie robiła.

Na razie jest efekt połowiczny, prace nie są jeszcze skończone, ale jest widoczna ulga w samopoczuciu.
Dom pachnie woskiem, werbeną, wanilią, piętrzą się wokół stosiki drewienek, serwetek...
Jest miło. Jest cicho.
Tak, jak być powinno, głowa odpoczywa, nerwy przestają szarpać, tylko oczy wciąż jeszcze bolą...
I śpiewa Louis...tak, jak lubię..






środa, 25 lutego 2015

'Ten dom jest wystarczająco ...


"Ten dom jest wystarczająco czysty, aby być zdrowym i wystarczająco brudny, aby być szczęśliwym"

pomyślała Mnemo wróciwszy z huty i nie zwracając uwagi na pilne potrzeby w zakresie ogarnięcia z grubsza chałupy położyła się spać:)