W sobotę wybrałam się do jednego z wielkich sklepów. Kupić dużo nie musiałam, ale za to takie rzeczy, które można znaleźć pod jednym dachem nie biegając po całym mieście, które o zgrozo już któryś rok jest rozkopane, jak Dziki Zachód podczas gorączki złota, pełne objazdów i korków. Na samym wejściu ogłuszył mnie ryk z megafonów zachwalający jakąś tam promocję, który, co chwilę przeradzał się w muzykę przy której nic tylko w pląsach należałoby oblecieć cały market. No i obleciałabym, gdyby nie potworny tłok w każdej alejce i, a jakże, na przejściu głównym też. Sto razy powiedziałam przepraszam zanim dopchnęłam się do warzyw, bo przecież jestem na diecie i jeść warzywa to podstawa. Bez okularów zobaczyć na samoobsługowej wadze obrazku danego warzywa nie da się za jasną choinkę, bo nie wiedzieć dlaczego w tym dziale wyjątkowo jakiś taki mrok panował, jakby to był dział z bielizną erotyczną, co owy mrok by tłumaczyło. Manewrując wózkiem z zieleniną, chcąc dostać się do kolejnej alejki, potrąciłam kilkadziesiąt chyba osób, (bąkając coraz agresywnej "przepraszam", "przepraszam"), które przechadzały się krokiem spacerowym, podziwiając dobra na półkach. Matko z córką, ludzie do marketów jeżdżą na spacery, słowo daję i to z z całymi rodzinami!! No tak, mama z tatą pchają wózek, w środku siedzi młodsza pociecha, obok drepcze starsza , a na przyczepkę, obok teściowa? mama? i to nie inaczej jak jedno obok drugiego, tak, żeby normalna jedna baba z wózkiem przebić się za nic obok tej " wycieczki" nie mogła!!
Jeszcze tylko szampon, golarki, po drodze wsadzam do koszyka pięknego wrzośca, będzie w sam raz do gliniaka i uff docieram do kasy. Cholera, co ten korytarzyk taki wąski, pcham wózek, który na styk mi się mieści w tym tunelu i chcę wyładować zakupy. Nie no, nie sięgam, koszyk z tej strony jest tak wysoki, że muszę stawać na palcach, aby wyłowić szampon, który w przepychankach przewrócił się na płasko. Z boku się podejść nie da, bo tunel za wąski. Jasna cholera myślę sobie, co za sadysta te tunele i wózki wymyślił, co mają zrobić ludzie, którym bozia poskąpiła wzrostu? Z drabinką na zakupy lecieć? Spocona, w poczuciu bezsilnej złości, straty całej godziny na kupieniu kilku warzyw i środków czystości dopchałam się do poziomu zero, alejka B13 ( przy filarze ). Ładuję zakupy do bagażnika, cholera, gdzie mój wrzosiec? Nie ma, pewno w tym amoku zostawiłam przy kasie, pal licho tą dychę, nie wracam, to ponad moje siły. Wózek trzeba przecież odstawić na wyznaczone miejsce i dawaj robić kółko, bo przecież stajnia dla wózków akurat z drugiej strony alejki B 13 poziom zero. Dopycham wózek, klnąc już całkiem jawnie ( bo kółka skręcają nie wiadomo, po co tylko w lewą stronę, a stajnia wózkowa jest po prawej) i próbuję odzyskać 2 złote wepchnięte do wózka, ale się nie da!!! Ktoś bowiem sprytnie pierwszy i ostatni wózek wpiął do tych łańcuszków, które wiszą przy barierce!!! A żesz Wy!!!! Straciwszy wrzośca, dwa złote, godzinę i wszystkie nerwy zarezerwowane na całą sobotę wróciłam wyczerpana do domu, obiecując, że nigdy, ale nigdy więcej już tam nie wrócę!!! Jeśli ktoś widział, spoconą i wściekłą babę z zieleniną w wózku w wielkim sklepie w centrum to byłam ja!!! Ale to było już ostatni raz (przynajmniej w tym kwartale)!!
Przepraszam, za przydługaśny wstęp, ale musiałam to z siebie wywalić. Czy Wy też macie takie odczucia wchodząc do supermarketu? A może ja jestem jakaś nienormalna?
A teraz szybciutko de-kupka, co miała nigdy nie powstać, bo pierwsze próby dość mocno mnie zniechęciły do ozdabiania butelek. Długo chodziłam wokół tego 5 litrowego baniaczka (po winie) zanim się do niego zabrałam. Może to złość pomarketowa tak dobrze mi posłużyła, bo tym razem, szklana materia nie była taka oporna i dała się okiełznać w wyjątkowo przyjazny sposób. Nic się nie rozmazywało, marszczyło, darło, bąbliło. Wyszło tak, że z pewnej odległości nawet mnie się podoba. Teraz jeszcze muszę znaleźć jakiegoś wytwórcę nalewek albo producenta domowych win, bo butla takie właśnie ma mieć zastosowanie. I już czeka kolejna na obróbkę :) Żal tylko tych innych, które wyrzuciłam do śmieci, bo po Kaczorówkowych spotkaniach bliskich i znajomych królika kilka takich było.
A dziś jest piękny dzionek, u Was też?
kochana, ja już od dawna nie jezdze do super marketóe,a już na pewno nie w dni wolne- mam ten +, ze moge sie czasem wybrac rano w tygodniu- tylko tak to znoszę...zakupy robię w mniejszych marketach, moim ulubionym jest taki co to Okrasa i Pascal tam teraz gotuja... mały całkiem fajny...
OdpowiedzUsuńbutelka ( butla!!) wyszła swietnie- podziwiam!!
a, na 100% miałas wrzos- jesli teraz kwitł, to wrzos- wrzośce kwitną wiosną...choć to juz i tak bez znaczenia , bo kwietnie nie dla Ciebie:-(((
Też bywam w drodze z pracy,w tym od kucharzy, ale tam szamponów nie mają tych, co używam.Myślałam, że wrzos-wrzosiec to to samo:)))
UsuńU mnie dzionek piękny, a ja od rana na szkoleniu strategicznym.......
OdpowiedzUsuńDe-kupka super! U mnie taka butla czeka i doczekać się nie może.....
A w ogóle to przecież się nie rozdwoję!
A jeśli chodzi o zakupy, to w sobotę nigdy!
Ja mam swoje nawyki i robię zakupy na nie krótkiej drodze dom- praca, zatrzymując się w ściśle określonych miejscach, w godzinach nie uczęszczanych:).
Buziaki przesyłam!
Tiiia, szkolenia u mnie też, co chwilę + e-learning, ale dziś poszłam na wagary i wykorzystałam ten dzień, co to na telefon można, wstać mi się nie chciało:)
UsuńMam wrzośca w gliniaku. Pięknie jest ;-)
OdpowiedzUsuńNie znoszę takich tłumów, ja idę na zakupy nie na spacer, więc drażnią mnie takie wycieczki. Lubię wiec market, który w mieście powiatowym uznawany jest za passe (nie wiem dlaczego, bo reklamowany :p), bo tam jest mniej ludzi i swobodnie mogę wymiatać wózkiem
Masz racje w tych mniejszych (po drodze do Kaczorówki wstępuję) nie ma takiego kocikwiku...
UsuńDo marketów trzeba jeździć o 8:00 wtedy prawie nie ma tłoku :-). A rodzinne wycieczki sobie wypraszam. Kobieta z dziećmi też ma prawo iść do sklepu, a nie zawsze może te dzieci gdzieś podrzucić.
OdpowiedzUsuńButla za to piękna i jeżeli takie mają być skutki Twoich wizyt w markecie to do sklepu marsz !!!!
Rodzina by mogła jednak chodzić gęsiego, przepraszam kaczego, a nie tak tyralierą...., ciotce ;) dzieci podrzucić czy, co....
UsuńObiecałam, że nie jadę więcej, trzeba poszukać innych wnerwiających sytuacji:)
Ja do marketu z reguły jeżdżę w nocy w pobliżu jest taki 24h gdyż nie lubię tłoku , a butla dzieło sztuki :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam I.
Dziękuję:)
UsuńPiękna butla.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:)
Dziękuję, dziękuję...
UsuńSuper Ci wyszła ta butla. Ja tez nie mam serca do ozdabiania szkła ale podobno tajemnic sukcesu jest primerowy podkłąd. Ale swoją droga koleżanko cos niecos się wypiło :) Co do supermarketó miałam podobne odczucia dopóki mieszkałam w W-wie. Teraz tak jestm robałamucona że jak przede mną 5 osób do kasy to juz nosem kręcę :)
OdpowiedzUsuńPrimerowy powiadasz, trudne słowo, muszę zapamiętać:)A na poważnie, tym razem dałam cienki podkład z farby, dopiero potem farby właściwe. No nic tylko się z W-wy wyprowadzić.....
Usuńnienawidzę supermarketów!!!!!!!!!!!!!!! staramy się robić zakupy w tygodniu,,,,nigdy w sobotę....niestety w te samą sobotę mój mąż musiał dokupić kilka rzeczy....bo mieliśmy gości...przyszedł prawie z płaczem...a na pewno z bólem głowy!!!..powiedział ,ze nigdy więcej!!!...a on lubi zakupy!!!!!hihihi jak czytałam twój post to się trochę naśmiałam:)))))tak,mnie te rodzinne wycieczki tez dziwią:))))))
OdpowiedzUsuńw mojej 5litrowej butli wylądowała nalewka z winogron....twoja ma śliczne deku:)))
ps.ten kominek daje ciepło-u nas sie rozchodzi bo cały dół domu około 70m2 jest otwarty i nie ma tez drzwi na górę ...ale nie wiem na jak długo wystarcza paliwo...my paliliśmy kominek około w sumie 3-4h i zużylismy około 0,5 litra paliwa
Masz wyjątkowego męża, mój nie trawi zakupów:) Dzięki za info po tym kominku:)
Usuń