Naczynie rzymskie lub garnek rzymski - do niedawna nie miałam pojęcia, że cuś takiego istnieje.
Wychowana na emaliowanych garnkach, ewentualnie kamionkowych lub żaroodpornych, nie szukałam żadnych innowacji, szczególnie, że ostatnio kuchnia to raczej miejsce, które omijałam szerokim łukiem.
Postanowiłam jednak coś zmienić w swoim życiu (od czasu do czasu takie mnie coś napada) i zacząć prowadzić zdrowszy tryb życia, a raczej zdrowszy tryb żarcia.
Pomóc ma mi w tym, prosty w obsłudze, garnek rzymski:)
Na stronie internetowej, gdzie sobie taki nabyłam, napisano tak o potrawach w nim sporządzanych:
"Potrawa, która będzie jednocześnie smaczna i aromatyczna, ale także przygotowana w jak najzdrowszy sposób to połączenie idealne. Do takich zadań doskonale nadadzą się garnki rzymskie, które umożliwiają zapiekanie oraz duszenie pysznych i lekkostrawnych dań z mięs, ryb oraz warzyw. Największą zaletą przyrządzania jedzenia w tych naczyniach jest fakt, że wykorzystane składniki nie tracą wartości odżywczych oraz witamin. Pieczeń przygotowana w garnku glinianym pozostanie idealnie krucha i soczysta, stając się popisowym daniem każdego domowego kucharza"
Już sam fakt, że stosowali je Rzymianie mnie zachęcił:))
Naczynie rzymskie może służyć do pieczenia:
chleba
ryb
zapiekanek
dań z drobiu(kurczaka, indyka, kaczki)
pieczeni mięsnych
lasagne
risotto
dań z warzyw(ziemniaków w mundurkach,
faszerowanych pomidorów, papryk, kabaczków itp.
Nie używa się podczas pieczenia żadnego tłuszczu, więc potrawy w nim sporządzone są dietetyczne i łatwiej strawne.
Ja nabyłam ten uroczy garnek z przykrywką w formie kaczki. Słodki prawda??
Jeszcze go nie używałam, bo kurier dopiero, co mi go dostarczył, ale zamierzam sporządzać w nim pieczone warzywa, których mamy teraz w bród, kurczaka lub indyka, bo to mięska, które poleca się tym, którzy chcą pozbyć się kilku kilogramów.
Garnki są dostępne w różnych kształtach i pojemnościach. Dla amatorów innych ptasich nacji, oprócz kaczek, są dostępne garnki z kurzą przykrywką:)))
I wiecie, co? To nie jest prawda, że nie miałam czasu na przygotowanie swoich posiłków, więc jadłam byle, jak, często byle co i w pośpiechu.
Odkąd się zmobilizowałam jem 5 posiłków dziennie, W dwóch są sałatki, obiad ma dwa dania, a ja jakoś znajduję czas, żeby posiłki sobie przygotować, a potem znajduję czas, żeby je, jak CZŁOWIEK zjeść:)))





Garnek jest przepięknościowy, ale jakoś mnie nie przekonuje. Niby dlaczego nie traci się witamin w takim garnku? Przecież to temperatura je niszczy, a nie rodzaj garnka? To samo można zrobić w żaroodpornym. Rzymianie żaroodpornych nie mieli, to niby gdzie mieli kaczkę upiec? Ja tam zaraz wietrzę podstęp. Ciekawa jestem. Testuj i mów, jak było. Nie, żebym Cię zniechęcała... a może ktoś ma doświadczenia w tym względzie?
OdpowiedzUsuńWiadomo, że podczas obróbki termicznej cześć witamin zawsze się traci, ale chyba najważniejsze jest to, że nie potrzeba tu żadnego tłuszczu. Ten garnek, zanim wstawisz do piecyka musisz namoczyć 20 minut w wodzie, cały. Potem układasz w nim, co chcesz, warzywa, albo mięsko plus przyprawy i pieczesz w piekarniku, zaczynając od zimnego piekarnika, stopniowo zwiekszając temperaturę. Woda wchłonięta przez garnek wtedy paruje, parują też nasze żarełko. Choć z tego powody jedzenie z takiego garnka musi być mniej kaloryczne niż to smażone na patelni:)) Do tego garnek jest śliczny i teraz stoi u mnie jako ozdoba, zanim go zacznę używać:)
UsuńBędę testować, dam znać:)
Ciekawy bardzo garnek !
OdpowiedzUsuńJeszcze takiego nie widzaiłam :-)
Widzisz, to tak, jak ja do niedawna, czyli kilka dni temu:)
UsuńZaskoczę Was, bo ja mam hrehrehre .....
OdpowiedzUsuńMam dwa. Jeden do pieczenia mięsiwa, a drugi chleba. Rzadko używane, bo nasz piekarnik miewa fochy ;) Pieczenie wychodzą bardzo dobre, a co do utraty witamin, to się nie wypowiem, bo niby jak to sprawdzić? ;)
Twój garnyszek pięknościowy, Mnemo :) Moje som takie tradycyjne.
Jak go zobaczyłam to od razu chciałam go mieć, niczego z kaczkom nie odmówię sobie:)
Usuń:) Mnemo, garnek Twoj kaczuszkowy piekny :) Kusi mnie...;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze sie podzielisz tu z nami wrazeniami kulinarnymi z kaczkowym garnkiem w tle, bardzo jestem ciekawa efektow :)
Oczywiście, że się podzielę!! Teraz mam jeszcze zamrożonych obiadków do niedzieli, ale będę przygotowywać sobie kolejne porcje na kilka dni to go użyję z pewnością.
UsuńJak Cię kusi to zerknij na stronę garneczki, pl , tak tam go kupiłam i chyba jest tańszy niż w innych sklepach internetowych.
UsuńMnie sie podobaja te pokrywki, kaczka, kura, fajne sa....w Wenezueli w Andach uzywa sie garnki gliniane, robione recznie, takie bardziej na ludowo, przywiozlam w prezencie bratu i robi w nim kasze...wychodza bardzo dobre, ale nadaja sie do wszystkiego.
OdpowiedzUsuńAch takie ręcznie robione to dopiero rarytas. Kaszę też będę w nim robiła, taką z warzywami, gryczaną.
UsuńJest duży, 5 litrów, to można i całego kuraka w nim udusić:)
Lidka, ale różnią się pieczenie od tych z żaroodpornych?
OdpowiedzUsuńZ pewnością wyglądem:)
UsuńPodejrzewam, że różnica jest taka, że w żaroodpornym musisz podlewać danie, inaczej się przywęgli, spiecze, a tu woda z gliny odparowuje i wchłania się do potrawy. Wstawiasz garnek na godzinę lub dwie i zapominasz, że przygotowujesz obiad:)))
Mniej się przypala i jest bardziej soczyste, bo garnek gliniany ma w sobie więcej wilgoci. Trzeba go albowiem namoczyć przed użyciem kilkanaście minut.
OdpowiedzUsuńO to, to Lidio....
UsuńTa kacza przykrywka piekna ,tak ciekawie wystylizowana ,ciekawsza od kurzej .Żaden cudowny garnek nie jest w stanie zachęcic mnie do tego żebym polubiła gotowanie ,niestety .
OdpowiedzUsuńMożna uznać, że garnek rzymski jest po to, żeby własnie nie gotować, a włożyć do pieca, zapomnieć na 2 godziny i wyjąć. Najgorsze dla mnie w kuchni jest to wieczne pilnowanie dań,strata czasu,. bo tak ogólnie to lubię gotować. Tu wkładasz gar na godzinę lub dwie do pieca i wyjmujesz coś gotowego, dobrego i smacznego.
UsuńMarija, przybij piątkę!
UsuńAle jeść trzeba, to czym się żywić, tak całkiem bez gotowania?
UsuńMialam taki gar rzymski, ale jakos bylo mi z nim nie po drodze, dziwny byl do przygotowywania posilkow. Najpierw posadzilam w nim kwiatki, a potem wyrzucilam przy przeprowadzce.
OdpowiedzUsuńChyba uczynilam blad. ;)
A robiłaś w nim kiedykolwiek coś do zjedzenia????
UsuńMnie przekonało to, że dania nie trzeba pilnować i że jest mniej kaloryczne:)
ależ piękny garnek. Masz rację, brak czasu to tylko wymówka :-) Ja się nauczyłam jeść z Dziedzicem, więc siła rzeczy mam pięć posiłków, tylko teraz musze zrobic coś, żeby były zdrowsze ;-)
OdpowiedzUsuńUstalić sobie poziom kalorii, których potrzebujesz. Pewnie karmisz dziedzica to byś musiała porozmawiać z fachowcem. Zapewne dużo warzyw nie zaszkodzi, a mniej smażonych potraw i tłuszczu. O słodyczach wypadałoby zapomnieć:))))
UsuńKaczucha wyjątkowej urody! To trochę jak arabski "tażin". Jedzenie to ważna rzecz. Lubie knajpki ale domowe, choć czasem uboższe w smaku ma mniej polepszaczy. Trzeba częściej, mniej i smaczniej! Zaczęłam piec mięso w zamkniętym naczyniu i mam gotową wędlinę albo na ciepło. Wiem co jem a nie szynkę z dodatkowa cieczą. Popieram i chwalę. Nie trzeba dać się zwariować a raczej rozsądnie zaplanować.
OdpowiedzUsuńMięsko to ja i dawniej piekłam w folii, ale tym rzymskim garnku nie słyszałam wcześniej. Jak to możliwe?
UsuńMięsko to ja i dawniej piekłam w folii, ale tym rzymskim garnku nie słyszałam wcześniej. Jak to możliwe?
UsuńPIĘKNY JEST:)))))))) OD KIEDY MAM ŻELIWNY GAR-JEDZONKO Z NIEGO JEST OBŁĘDNE- TEŻ BEZ TŁUSZCZYKU DODATKOWEGO:))
OdpowiedzUsuńŻeliwną brytfannę, starą też mam, ale tylko w Kaczorówce w niej gotuję, w domu nie mam gdzie trzymać, wielka strasznie.
UsuńPiękny przede wszystkim! A posiada jeszcze tyle innych zalet! Ja najbardziej lubię pieczone i piekę w naczyniach żaroodpornych. Podziel się opinią, jak przetestujesz, bo komentarze powyżej raczej zachęcające.
OdpowiedzUsuńJak tylko wytestuję dam znać, zaraz wkładam do niego indyka i warzywa. zobaczymy, co to wyjdzie:)
UsuńWyjdzie na pewno smaczne i soczyste danie.
UsuńTakich garów w różnych kształtach mam pół piwnicy, gdyż tylko takich używam do lat. Nie umiem piec czy dusić potraw w innych. Przygotowuję w nich wszystko. Używam tych bez glazury i z glazurą też. Używane nie wyglądają już tak pięknie, jak nowe. Ja jednak dodaję do jarzyn duszonych oliwę. Kuchnia bez tłuszczu do mnie nie przemawia. Mam jeszcze inne gary gliniane do gotowania np. zup, tygielki do parzenia kawy, talerze do zapiekania sera i warzyw żarze. Lubię gliniane naczynia. Już od pradziejów ludzie używali glinianych naczyń do wszystkiego.
OdpowiedzUsuńMetalowych garów używam tylko dla psich zup (kocioł emaliowany), do gotowania białych materii, do pasteryzowania słoików z przetworami, mam też parę rondelków z Olkusza, no i patelni kilka. Naczyń mam sporo bo i gotuję z lubością i dużo.
Mam sporo do nadrobienia czytelniczo. Pozdrawiam
Bo Ty Owieczko wiesz, co dobre. Przecież kiedyś tylko takie gary były w użyciu. Mnie się one bardzo wizualnie podobają, tylko nie mam gdzie ich trzymać. Mam kilka większych i mniejszych kamionek, takich wiesz do kiszenia ogórków, albo przechowywania smalcu. Wszystkie stare, od rodziny, bądź ze staroci. Pewnie już nie będe mieć prawdziwej kuchni, ale gdybym miała to z pewnością byłoby tam dużo, fajansu, gliniaków itd. itp.......
OdpowiedzUsuńJa mam za dużo. Zawalony każdy kąt. Całkiem nowe i nieużywane mam dwa. Stoją tak już parę lat. Ale też wiele już mi się zbiło. Zawsze mi żal. Lubię te gary. Wszystko jest smaczne i takie "bezobsługowe" to gotowanie. Moja mama nie bardzo lubi gliniane gary, bo za ciężkie. Woli żaroodporne.
UsuńFajny urlop miałaś. Świetne zdjęcia. A już ta panienka przenajświętsza. Padłam ze śmiechu. Cudne określenie.