poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Ptasi obłęd

Gdybym była młodsza zostałabym ornitologiem..... tak mi przyszło do głowy ostatnio. A najlepiej gdybym miała kilka żyć, jak koty, to mogłabym być w każdym życiu kimś innym. Obserwowanie ptaków to bardzo pasjonujące zajęcie, ale i  czasochłonne, ale wiecie, jak pada deszcz w Kaczorówce to lepszego zajęcia nie ma.
Nawet parogodzinna obserwacja dostarcza już jakiejś wiedzy. Na przykład, że sikorki nie są zbyt agresywne w stosunku do siebie i innych ptaszkorków. Za to dzwoniec rozsiada się przy ziarnach, konsumuje na miejscu i goni każdego osobnika, który nie jest dzwońcem. To samo kowalik, przylatuje i szur, szur rozgania towarzystwo. Łapie ziarenko ucieka na najbliższe drzewo, tam wtyka ziarenko pod korę i łupie w nie dziobem, jak dzięcioł. Teraz wiem, skąd na trawniku, pod drzewami tyle obłupanej kpory leży. Widziałam, jak wtykał ziarenka pod dachówki z papy na domku i robił to samo. Teraz wiem, kto mnie tak z samego rana waleniem w dach budzi,  jak mi zacznie dach przeciekać to wiem, czyja to sprawka. Za to wszyskie ptaszki zwiewają jak nadlatuje dzięcioł, skrada się jakoś tak od dołu pnia, a potem siada i wcina ziarna.
Ciekawie też podglądać, jak ptaszki przychodzą do poidełka. Taka niby miseczka z wodą a ile się tam dzieje.
W odcinku pierwszym wystąpi sójka. To młoda z tegorocznego lęgu. Jej babkę oglądałam czasem gdzieś z daleka, płochliwa była bardzo, matka już przychodziła do karmnika,ale uciekała na najlżejszy ruch, a ta ze zdjęcia już nawet się nas nie boi, urzęduje w odleglości 2 -3 metrów łypiąc tylko na nas niebieskim oczkiem. Jest śliczna i strasznie łakoma. Zjadła mi wszystkie borówki, maliny i aronię. Najbardziej lubi wyżerać z karmnika płatki owsiane i pokruszony chleb, ziarna łyka w całości, nie łuska ich, tak jak dzwońce czy sikorki.
Przydybałam ją kiedyś, jak korzysta z poidełka. Zobaczcie jaka jest urocza.









Gotowa do startuuuuuuuuuuu.........

Mam też inne ptaszki przydybane w paśniku albo przy poidełku, ale to już innym razem.
Nie wierzyłam znajimemu, starszemu Panu, który kiedyś mi opowiadał, że przez sezon ptaki w jego ogrodzie zjadają 70 kilo ziaren. Trochę mu nie wierzyłam, ale teraz już wierzę. Słonecznik wielkości sporej miski opędzlowały w półtora dnia, do tego jeszcze z kilo słonecznika i płatki owsiane. Mają  apetyt Co moi skrzydlaci goście:)
A u Was też są jakieś ptaki, które przychodzą, żeby się posilić?

niedziela, 25 sierpnia 2013

Jak Mnemo wzięła się do dzieła.....

W końcu się wzięła, bo ta skrzynia to już doczekać się nie mogła na skończenie. A czekała rok, może nawet dwa, już nie pamiętam....
Kupiłam ją w jakimś budowalnym, była ostatnia, z wystawy. Nie zniechęciło mnie nawet to, że była ciutkę uszkodzona. Takie drobiazgi to już sama umiem naprawić, trochę wikolu, jakiś wkręt i po sprawie. Za to cena grubo poniżej stówki. W sumie to chorowałam na taką porządną, dębową i najlepiej, żeby była stara. Nawet widziałm kilka takich na pchlich targach, ale cena, jaką sobie życzyli sprzedający była zawsze zaporowa. Czekajcie, pomyślałam, już ja sobie zrobię sama skrzynię.....no i zrobiłam:))
Gdzieś mam zdjęcia, ale nie chce mi się szukać, więc uwierzcie na słowo, to zwykłe sosnowe deseczki, żadnych ozdób nic, surowizna.

Zawlokłam skrzynię do Kaczorówki, rozłożyłam na trawce przybory i poszło....... Teraz stoi w "czerwonym październiku" w towarzystwie drewnianych ludów i wygląda tak:





Wróbelek elemelek dostał się w ciężkie ramy złocone, ramka stareńka i wydawałoby się, że nie pasuje do przaśnych deseczek, ale w sumie fajnie to wygląda.


 Z prawej strony wisi jeszcze Eustachy, ale nie zmieśił mi się w kadrze.
Eustachy miał wypadek. Pewnego wieczora, siedzę w Kaczorówce, nagle przychodzi Sms, moje dziecię pisze " Mamo Eustachy popełnił wczoraj o 23 samobójstwo"....
Normalnie się wystraszyłam, dzwonię więc do nadawcy smsa i drżącym głosem pytam, co się stało?
Ano Eustachy nagle i bez zapowiedzi rypnął ze ściany na podłogę, podrywając na nogi śpiące dzieci i sąsiadów poniżej, a w wyniku tego upadku pozbawiał się jednego ucha i rączki.
Do reanimacji doszło już po naszym powrocie z Kaczorówki.



No to teraz wizja lokalna z mazurskiego warsztatu pod chmurką.
Pierwsza wartwa bejcy.

 Przyklejanie dekorów.

 Testowanie nowego miejsca, a nuż będzie można tam pospać.......


 Druga warstwa bejcy, ciemniejsza.


Zaczynamy bielić pastą wybielającą.


 Bez miedzianej szczotki, nie da rady. Taka szczotka to odkrycie roku, świetnie wydrapuje z rowków nałożoną pastę i uwydatnia słoje w drewnie.


 W ogrodowej scenerii, z hortensjami ładnie gra.


No, to byłoby na tyle, idę pobielić sobie głowę, czas wielki, bo odrosty uuuuuuuu, ale drapać miedzianą szczotkę nie będę:))



piątek, 23 sierpnia 2013

Ptasie ludy i aniołek

Dzisiaj mało słów, bo nastrój mam "nieteges".
Zrobiłam na ostatnim wyjeździe drewniane ptaszorki i aniołka. Troszkę mniejsze niż wcześniejsze, ale to tylko dlatego, że mają zmienić dekorację w "czerwonym październiku". Na razie leżą sobie i czekają na ..... chwilkę czasu i ten nastrój, co to " nieteges"........

 W czerwonym październiku aniołek wygląda tak ....... nie ma ust pakowia, jak mawia Hana, ale czy są mu potrzebne? Jest od pilnowania nie gadania.


W wersji mazurskiej....

Wróbelek elemelek, czysta prostota deszczana.....




Chyba kaczka, ale nie jestem pewna , bo może jednak kiwi?


I to by było na tyle dzisiaj.

Hmmmm i to jest taki okrąglótki mój 200 - tny post:)) 


P.S.
Witam serdecznie nowych obserwatorów, zasiądźcie i się rozgoście, nie zawsze tu tak "nieteges".

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Wieś nocą.

Lubię nocne wędrowki po mojej wsi. Długo się nie powędruje bo to całe siedem chałup, wszystkiego z 10 minut wędrowania w te i nazad, ale ta nocna wieś jest taka inna........
Niektóre okna całkiem ciemne, widać już domownicy śpią, w innych domach jeszcze gwar, słychać dziecięce śmiechy, w innych jakieś głosy, bywa, że podniesione, czasem śpiewy.......



 

 

Nawet mroki nocy nie ukryją ubytków w niektórych ogrodzeniach, czy chylących się ku ziemi obórek i stodółek.




To nie jest wyglancowana i wypichcona wieś. Nie ma tu ogródków z trawą z rolki, tujowych szpalerów i podwórek wyłożonych polbrukiem. Żadnych bram na pilota, żadnych kutych bram i szlachetnych tynków na elewacjach, a na drodze nie ma asfaltu tylko piach i dziury. I stare jabłonie w ogródkach, papierówki, pyszne, żółciutkie, rozpadające się w ustach, śliwki mirabelki,  pełne robaków, nie ma, co się dziwić, bo te stareńkie drzewa nie wiedzą, co to są opryski. W ogródkach nie ma też żadnych wyszukanych kwiatów, ot słoneczniki, kosmosy, malwy, floksy, albo i czasem tylko to, co natura zasiała.


I chyba dlatego tak lubię tą "moją" wakacyjno-weekendową wieś:))


Wędrujemy sobie powolutku, a  zaniepokojone psy poszczekują zza płotów, pilnują obejść, droga jednak pusta, oświetlona z rzadka, bo chyba tylko trzema latarniami.




  Resztę oświetla księżyc, właśnie zbliża się do pełni. Grzybów ponoć nie będzie, kiedy księżyc w pełni, strata niewielka, bo i tak ich nie ma, nawet tych "psiorów", ale to tylko moje obserwacje, mało wiarygodne, bo miejscowi jednak wracają z lasu z torbami kurek. Mają "swoje" miejsca, a nie tak, jak ja, tylko te, co znajdę przy drodze.


A tam gdzie najciemniej to już tylko moja chałupka i ciemny  las........

Podczas, kiedy miejscowe pieski stróżują w obejściach mój pies pilnuje zapalczywie naszego łóżka, bo po powrocie zastajemy go w takiej oto pozycji na samym środku. Nawet oka nie otworzył i musiałam go d e l i k a t n i e przenieść, żeby zająć należne mi miejsce.


A rano budzą mnie ptaki, świergolą od świtu i stukają po dachu, ale o tym już innym razem:)))

piątek, 16 sierpnia 2013

Wyniki candy już są!!!!!!



Losowanie candy odbyło się w terminie. Mazurska pogoda w tym względzie nie pokrzyżowała mi planów. Tak, jak zapowiadałam losowanie miało być mazurskie i mam nadzieję, że udało mi się sprostać zadaniu. Na pomysł wpadłam podglądając podczas brzydkiej pogody ptaki.

Z samego dziś rana przygotowałam więc maszynę losującą.


I cierpliwie czekałam na pojawienie się sierotki, która będzie losowała........


Nie trwało długo, jak sierotka, a właściwie sierotek się pojawił...........


Imć kowalik na początek dokładnie przyjrzał się losom......


Spojrzał wymownie w moim kierunku, jakby pytał "już losować"?
Już, już, losuj,potaknęłam zza okna......


 A on, dziobkiem sprytnie odsunał na bok karteczkę z zwycięzcą mojego candy......


A jak to się odbyło możecie obejrzeć na filmie, bo wszystko skrzętnie nagrałam......




Ogłaszam więc, że candowy ludek, którego ochrzciliście "Lud z lekka zdębiały"





 powędruje do: tadam, tadam.....

INCOGNITO

Incognito napisała w komentarzu napisała tak :

"Zamalowany Łapą W Pysk
(ze) zdziwieniem swoim się obnosi ...
tak niby nic, 
tak z cicha pękł ...
o drugą łapkę się doprosi ...

Z chęcia przeogromną zaproszę w me skromne progi Zamalowanego Łapą W Pysk, dobrze by mu było mniemam w moim przedpokoju ... witając gości, dawałby im już na wstępie melanż zdziwienia i radości :)"

Jak widzicie, ludowi będzie u Incognito dobrze:))


Bardzo Wam Wszystkim dziękuję za udział w moim pierwszym candy. Nie będzie ostatnie zapewniam:))

Incognito proszę o adres na maila, po powrocie z Mazur zaraz zrobię wysyłkę.