Zawiedziona brakiem oznak nadejścia wiosny po ostatniej wizycie w Kaczorówce poszperałam w archiwum i odnalazłam zdjęcia robione latem, kiedy to mimo braku wody, udało mi się wyhodować prawdziwe kwiatowe piękności na moim ugorze. Dzięki tym zdjęciom wstąpiła we mnie wiara, że ta szarość i burość nie będzie trwać wiecznie. Jeszcze troszkę poczekam i znów będzie można cieszyć oczy kolorami.
środa, 14 marca 2012
poniedziałek, 12 marca 2012
Skrzyneczkowy szał
Mam wrażenie, że wpadłam w skrzyneczkowy szał, bo kolejna już gotowa i jeszcze następna prawie, prawie też. Pomyślałam jednak sobie, że na co dzień tylu rzeczy sobie odmawiam to w kwestii mojego szaleństwa decu niczego odmawiać sobie nie będę. No i co z tego, że to kolejna skrzyneczka? Lubię je robić i będę, aż mi się nie znudzą, albo nie dostanę innego szału. No to wrzucam kolejną skrzyneczkę, i obym nie znudziła tą monotonią tu zaglądających. A i jeszcze jedno do ozdobienia dolnej części skrzynki użyłam pierwszy raz szablonu. W środku zaś wydawało mi się trochę łysawo, więc dobrałam kolorystycznie wstążkę i okleiłam nią brzegi. I jeszcze, jak już znajdę taki sklep, skrzynka dostanie mosiężne okucia na rogach i jakieś ładne zamykanie.
niedziela, 11 marca 2012
Cynkowy komplecik z Ikei po moich zabiegach upiększających
W zeszłym tygodniu wybrałam się do Ikei, dawno nie byłam i zapomniałam, że to sklep, do którego jak wejdziesz to musisz cały przejść, żeby dostać się do kas, a ja miałam tylko kupić cynkową konewkę i osłonkę. Jakoś dobrnęłam w tym tłumie (skąd tam tyle ludzi?) do działu ogrodniczego, złapałam to co chciałam i ustawiłam się w ogromnej kolejce do kas. Tfu, nigdy więcej! A dziś dokończyłam dzieła ozdabiania kompletu, który na razie nie ma przeznaczenia. Pewnie dostanie go ktoś w prezencie. Jak na pierwsze ocynki to pracowało mi się dobrze, aż jestem zdziwiona. A efekt jest taki. Zdjęcia w różnym oświetleniu. To co stoi w osłonce to przywiezione z Kaczorówki gałązki brzozy i dzikich śliwek. Za kilka dni jak postoją w cieple śliwkowe gałązki powinny się okryć białymi kwiatkami.
Po wizycie w Kaczorówce
No i już po wizycie. Piątkowy ranek powitał nas mgłą, ale im bliżej Kaczorówki tym ładniejsza robiła się pogoda, słonko wyszło zza chmur i zza samochodowego okna świat wyglądał pięknie. Tuż przed dojazdem na miejsce miłe zaskoczenie. Na wypłowiałej łące jak gdyby nigdy nic spacerowały sobie spokojnie dwa żurawie. Hurra pomyślałam sobie to już wiosna, przyleciały!
Z niecierpliwością jechaliśmy dalej, ale jakoś słonko zniknęło i zrobiło się buro. Tuż przed samym wjazdem do wioski oniemieliśmy, nagle pojawił się na drodze lód i śnieg. Tyle kilometrów ani grama śniegu , a tu innym świat. Lodowy i pochmurny.
Trudno, chcieliśmy zobaczyć Kaczorówkę to zobaczymy, tym razem w odsłonie zimowej, choć to przecież już marzec.
Kaczorówka stała sobie spokojnie na tle wypłowiałej trawy, wszędzie cicho i pusto. Sikorki uwijały się wśród sosen i z chęcią zaczęły wyjadać przywieziony słonecznik i słoninkę. Lustracja terenu odbyła się wolnym kroczkiem. Żadnych szkód po zimie nie widać.
Domek dla owadów stoi w śniegu.
Płotek też wytrzymał jesienne i zimowe wiatry.
Zostały nawet malowane przez dzieciaczki latem kamyki.
A w domu też wszystko w porządku.Cyknęłam szybciutko kropielniczki, które mieszkają teraz w Kaczorówce. A potem był spacer po okolicy.
Zlustrowanie okolicy mimo wciąż pogarszającej się pogody (a to pech) było dość przyjemne, oczy odpoczywały i ta cisza.......
Jakiś kotek odpoczywał w wyrudziałych trawach.
Jezioro oczywiście skute lodem i pokryte mgiełką.
Po drodze w bagienku znalazłam garnek. Będzie ładnie wyglądał na płotku, ale muszę poczekać na odwilż niestety nie udało się go wyrwać z lodu.
I jeszcze zamarznięta zatoczka, gdzie latem nasi chłopcy łowią pstynki, a czasem leszcze.
Nie mogłam uwierzyć, że wiosny nie widać nic, a nic, więc z nosem przy ziemi jeszcze raz zlustrowałam zagonki i znalazłam ledwo widocznego hiacynta, który jakimś cudem przebił się przez zmarzlinę.
Potem było grzanie się w przytulnym domku sąsiadów i odjazd przed czasem, bo mimo, że wiosny nie widać to jednak mój żołądek chyba ma już wiosnę bo zaczął mnie boleć tak jak to zwykle robi wiosną i jesienią. Ehhh, czyli na wiosnę na Mazurach trzeba jeszcze poczekać.
Z niecierpliwością jechaliśmy dalej, ale jakoś słonko zniknęło i zrobiło się buro. Tuż przed samym wjazdem do wioski oniemieliśmy, nagle pojawił się na drodze lód i śnieg. Tyle kilometrów ani grama śniegu , a tu innym świat. Lodowy i pochmurny.
Trudno, chcieliśmy zobaczyć Kaczorówkę to zobaczymy, tym razem w odsłonie zimowej, choć to przecież już marzec.
Kaczorówka stała sobie spokojnie na tle wypłowiałej trawy, wszędzie cicho i pusto. Sikorki uwijały się wśród sosen i z chęcią zaczęły wyjadać przywieziony słonecznik i słoninkę. Lustracja terenu odbyła się wolnym kroczkiem. Żadnych szkód po zimie nie widać.
Domek dla owadów stoi w śniegu.
Płotek też wytrzymał jesienne i zimowe wiatry.
Zostały nawet malowane przez dzieciaczki latem kamyki.
A w domu też wszystko w porządku.Cyknęłam szybciutko kropielniczki, które mieszkają teraz w Kaczorówce. A potem był spacer po okolicy.
Zlustrowanie okolicy mimo wciąż pogarszającej się pogody (a to pech) było dość przyjemne, oczy odpoczywały i ta cisza.......
Jakiś kotek odpoczywał w wyrudziałych trawach.
Jezioro oczywiście skute lodem i pokryte mgiełką.
Po drodze w bagienku znalazłam garnek. Będzie ładnie wyglądał na płotku, ale muszę poczekać na odwilż niestety nie udało się go wyrwać z lodu.
I jeszcze zamarznięta zatoczka, gdzie latem nasi chłopcy łowią pstynki, a czasem leszcze.
Nie mogłam uwierzyć, że wiosny nie widać nic, a nic, więc z nosem przy ziemi jeszcze raz zlustrowałam zagonki i znalazłam ledwo widocznego hiacynta, który jakimś cudem przebił się przez zmarzlinę.
Potem było grzanie się w przytulnym domku sąsiadów i odjazd przed czasem, bo mimo, że wiosny nie widać to jednak mój żołądek chyba ma już wiosnę bo zaczął mnie boleć tak jak to zwykle robi wiosną i jesienią. Ehhh, czyli na wiosnę na Mazurach trzeba jeszcze poczekać.
piątek, 9 marca 2012
Wpis na szybko
Zachęcona Waszymi wpisami oraz Waszą pracowitością szybciutko wrzucam parę "ustrojstw", które popełniłam jakiś czas temu. Oczywiście nie miałam pojęcia, że zdjęcia będą kiedykolwiek publicznie pokazywane, wiec są jakie są. Staram się bardzo robić "ładne" zdjęcia, ale może nie mam talentu? Wiem jak zdjęcie powinno wyglądać, widzę to "oczyma duszy", ale jak już je zrobię to wcale nie wychodzi takie jakbym chciała. Nie pomógł nawet nowy, fajny aparat. Za dużo funkcji i ciągle mi się to wszystko myli. Ćwiczyć jednak będę dalej z uporem może w końcu "załapię" te wszystkie magiczne przesłony, czasy, ISO itd.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Wiosenny ruch na Waszych blogach, podwórkach i ogródkach obudził we mnie nieodpartą chęć zobaczenia Kaczorówki, więc mimo, że do sezonu daleko i do Kaczorówki też ( co tam tylko 200 km) jutro od raną pędzę. Przewietrzę chałupkę, wyczyszczę budki lęgowe, zobaczę co wymarzło, bo zima sroga na północy była, odwiedzę las i jezioro. Podobno leży jeszcze śnieg i jezioro skute jest lodem.
Wszystko potem Wam ładnie opiszę i pokażę.
A teraz parę ustrojstw, takich własnoręcznych, co to nie kosztują nic, bo jak już wspominałam, nabycie 2000 metrów ugoru i postawienie tam chałupki wykończyło nas finansowo, więc zagospodarowywanie terenu siłą wyższą musi być prawie darmo. I tak sprawia mi to i mojej drugiej połowie dużo frajdy i najlepiej się czujemy, jak tyramy cały dzień a po zmroku wczołgujemy się na "górkę" i stękając zalegamy w wyrku wspominając, co to przez cały dzień się wydarzyło. Ranki bywają trudne po takich harcach z łopatą, albo przewalaniu 6 ton kamieni ( trzeba było je zagospodarować), boli każda kosteczka, ale kubek kawy na tarasie o 5 albo 6 rano stawia na nogi i można znowu tyrać cały dzionek.
Jesień już w Kaczorówce, w trawie widać deski, które oczywiście są zdobyczne, znalezione przy jakiejś ruderze, zabezpieczone drewnochronem i ułożone w ogrodzie jako ścieżka.
Za karmnikiem widać murek prawda? Powstał z darni, nie było co z nią zrobić po budowie domku, więc została ułożona za domkiem tak, że odgradza część ogrodu od reszty lasu. Wejścia do tej rekreacyjnej części ogrodu powstały przez wkopanie zmurszałych pieńków w które powbijane na płasko są stare klucze. Na darniowym murku posadziłam rojniki i macierzankę, pod murkiem rózne krzaczki i kwiatki, co roku inne.
Skalnik, kamienie po części kupione, po części przytargane z okolicy. W donicy mięta sobie rośnie.
Z lewej na koziołku kolejny kwietnik z kory lipowej i skalnik, teraz jest już większy, sadzę w nim zioła na własnym kompoście. Rosną jak oszalałe, tu dopiero posiane.
Przy tarasie, beczka ze staroci a w niej ładnie wyglądający....zapomniałam nazwy:)
Wejście od lasu do części rekreacyjnej, wybrukowane polnymi kamieniami.
Ozdóbki ogrodowe, glany syna, a w nich rojniki i stare krzesło w którym rośnie lilak karłowy.
Budka lęgowa znaleziona w lesie dziurawa bez fasady. Przybiłam kawałek deski z dziurą po sęku bez większej wiary w to, że jakiś ptak tam zamieszka taka jest nieszczelna. Jednak zamieszkała tam pleszka, wyprowadziła nawet dwa lęgi.
Gliniane ptaszki na płotek jeszcze schną i nie są pomalowane.
A teraz zmykam bo późno, a jutro wyjazd.
Ciąg dalszy ustrojstw nastąpi.
Dobrej nocki dla wszystkich.
I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Wiosenny ruch na Waszych blogach, podwórkach i ogródkach obudził we mnie nieodpartą chęć zobaczenia Kaczorówki, więc mimo, że do sezonu daleko i do Kaczorówki też ( co tam tylko 200 km) jutro od raną pędzę. Przewietrzę chałupkę, wyczyszczę budki lęgowe, zobaczę co wymarzło, bo zima sroga na północy była, odwiedzę las i jezioro. Podobno leży jeszcze śnieg i jezioro skute jest lodem.
Wszystko potem Wam ładnie opiszę i pokażę.
A teraz parę ustrojstw, takich własnoręcznych, co to nie kosztują nic, bo jak już wspominałam, nabycie 2000 metrów ugoru i postawienie tam chałupki wykończyło nas finansowo, więc zagospodarowywanie terenu siłą wyższą musi być prawie darmo. I tak sprawia mi to i mojej drugiej połowie dużo frajdy i najlepiej się czujemy, jak tyramy cały dzień a po zmroku wczołgujemy się na "górkę" i stękając zalegamy w wyrku wspominając, co to przez cały dzień się wydarzyło. Ranki bywają trudne po takich harcach z łopatą, albo przewalaniu 6 ton kamieni ( trzeba było je zagospodarować), boli każda kosteczka, ale kubek kawy na tarasie o 5 albo 6 rano stawia na nogi i można znowu tyrać cały dzionek.
Jesień już w Kaczorówce, w trawie widać deski, które oczywiście są zdobyczne, znalezione przy jakiejś ruderze, zabezpieczone drewnochronem i ułożone w ogrodzie jako ścieżka.
Po prawej ( nie wiem czy to widać dobrze) "udziałany" kwietnik. A z czego? Ano z kory stareńkiej lipy, którą pewnego dnia burza powaliła na ziemię. Nie wiem jak to się stało, ale to chyba piorun obdarł tak lipę z kory, leżała taka ogromna jak skóra węża. Na drewno oczywiście znaleźli się chętni, ale ta kora została przy drodze. Postanowiliśmy ją przynieść i pomyśleć później po co ona będzie. Niesienie świeżej kory długości około 5 metrów to nie lada wyczyn, była ciążka jak diabli. Po wyschnięciu zwinęła się trochę w rulon i wtedy przyszło mi do głowy, żeby pociąć ją na kawałki, wsypać ziemi i posadzić kwiatki, co też zrobiłam. Rosną marnie bo w Kaczorówce nie ma wody i trzeba nosić, a deszczowej jest za mało. Dlatego w zeszłym roku oprócz mało wymagających kwiatków posadziłam też rojniki bo nie potrzebują prawie wcale wody.
Karmnik od początku do końca wykonany własnoręcznie, z kawałka schodków i pniaka z lasu. Fajansowa sosjerka znaleziona została na śmietniku "robi" za poidełko dla ptaków.Za karmnikiem widać murek prawda? Powstał z darni, nie było co z nią zrobić po budowie domku, więc została ułożona za domkiem tak, że odgradza część ogrodu od reszty lasu. Wejścia do tej rekreacyjnej części ogrodu powstały przez wkopanie zmurszałych pieńków w które powbijane na płasko są stare klucze. Na darniowym murku posadziłam rojniki i macierzankę, pod murkiem rózne krzaczki i kwiatki, co roku inne.
Skalnik, kamienie po części kupione, po części przytargane z okolicy. W donicy mięta sobie rośnie.
Z lewej na koziołku kolejny kwietnik z kory lipowej i skalnik, teraz jest już większy, sadzę w nim zioła na własnym kompoście. Rosną jak oszalałe, tu dopiero posiane.
Przy tarasie, beczka ze staroci a w niej ładnie wyglądający....zapomniałam nazwy:)
Wejście od lasu do części rekreacyjnej, wybrukowane polnymi kamieniami.
Ozdóbki ogrodowe, glany syna, a w nich rojniki i stare krzesło w którym rośnie lilak karłowy.
Budka lęgowa znaleziona w lesie dziurawa bez fasady. Przybiłam kawałek deski z dziurą po sęku bez większej wiary w to, że jakiś ptak tam zamieszka taka jest nieszczelna. Jednak zamieszkała tam pleszka, wyprowadziła nawet dwa lęgi.
Gliniane ptaszki na płotek jeszcze schną i nie są pomalowane.
A teraz zmykam bo późno, a jutro wyjazd.
Ciąg dalszy ustrojstw nastąpi.
Dobrej nocki dla wszystkich.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





