Założenie tego bloga to w zasadzie był żart, a przynajmniej bardzo słaba wiara w to, że kiedykolwiek zrobię coś, co publicznie pokażę, a o czym ktoś powie, jakie fajne, jakie ładne. Sam tytuł bloga świadczy o mojej słabej wierze w to, że kiedykolwiek uda mi się coś więcej zrobić niż taką dekupażową kupę. Miałam wtedy zero wiadomości na ten temat, zero wprawy nie mówiąc już o zerowym lub blisko zeru wrodzonemu talentowi do robótek ręcznych. Jeśli nawet kiedyś jakiś talent w tym kierunku był to uległ atrofii, wiadomo, z powodu nieużytkowania.
Dzięki Waszym blogom nabrałam wiary w to, że "śpiewać każdy może" i nie jest ważne czy jest to "Szła dzieweczka do laseczka" czy aria operowa. Śpiewam sobie to szła dzieweczka do laseczka" i powiem Wam, że fajnie mi z tym. Cieszy mnie też, że już znaleźli się tacy, którzy gdzieś tam obok mnie zaczynają swoją małą przygodę de-kupa-żową i też im z tym fajnie, ba razem nam z tym fajnie:)
I w tym miejscu chciałabym złożyć podziękowania Wszystkim blogowiczom do których zaglądałam i nie zaglądałam, za to, że jesteście, że zarażacie pozytywną energią i ochotą do działania. Dzięki Wam odkryłam jaką przyjemność daje możliwość "tworzenia" i niech to sobie będą na razie, jak w moim przypadku, takie małe de-kupki, bo czas kiedy powstają jest czasem, który działa jak wizyta u psychoanalityka ( nie byłam, ale tak to sobie wyobrażam). Dziękuję też tym, którzy piszą, po przeczytaniu Waszych postów dłubiąc coś przy warsztacie mam czas na zastanowienie się na przemyślenia, na przywołanie wspomnień.
A dziś po wielu próbach i bojach udało mi się przenieść za pomocą wydruku laserowego i nitro ot taki obrazeczek ( z netu) na płótno. Jest słodki jak miód i kolorowy jak koliberek, ale chodziło mi o coś wyrazistego, bo czarne wydruki nadal mi się opierają, ale i te opanuję. Stara brzydka ramka z piwnicy została przemalowana i przetarta pod kątem obrazka. Całość wygląda tak:
No i jeszcze chciałam Wam zaprezentować moją kolekcję dziewczynek retro. Jak przystało na panienki z dawnych czasów noszą też staroświeckie imiona, które osobiście bardzo mi się podobają i chętnie nosiłabym którekolwiek z nich. Przy nadawaniu im imion posłużyłam się imionami moich nieżyjących ciotek starszego pokolenia, które takowe nosiły. Przedstawiam Wam Cecylkę, Ludwisię i Antoninę.
Na sam koniec uraczę Was zdjęciem mojego pieseczka, który w taki oto sposób towarzyszy mi przy pracy. Nikt go tak nie układa, po prostu wie, jak się wygodnie ułożyć.Jutro idziemy do fryzjera, więc proszę wybaczyć ten nieco sfilcowany pulowerek na pieseczku.
I już niedługo pokażę coś czego jak twierdziłam nie lubię, nie umiem i nie będę robić!!! A jednak po którejś tam próbie "zaskoczyło" i na jednym egzemplarzu pewno się nie skończy.
Miłej niedzieli dla Was wszystkich, ja zmykam do warsztatu:)))
niedziela, 16 września 2012
czwartek, 6 września 2012
Zrobiłam psu dobrze
Zrobiłam psu dobrze, odwdzięczy mi się rozpychając się w łóżku, sikając na nogi od foteli no i jeszcze okupując całymi godzinami moje kolana. Będzie mi wdzięczy zapewne, bo zrobiłam mu ogromniastą puszkę na suchą karmę. Dla Yorka puszka po chipsach z Lidla jest ogromniasta, przynajmniej jak stoi obok niej jest zdecydowanie mniejszy. Na biedę mogłaby służyć jako przenośny pojemnik na psa, szczególnie gdyby pies był jamnikiem.Chipsy zakupione w okolicach Sylwestra ubiegłego roku zostały pożarte w pięć minut przez moje dziecko (jak można tyle tego zajzajeru zjeść), a puszka została. Stała tak szpecąc kat w przedpokoju, aż wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać ją na pojemnik do suchej karmy mojego " Wielkiego zwierza". Pomysł przerodził się w nocne działanie i wyszedł jak wyszedł. Brzydszy od oryginału chyba jednak nie jest:). Puszka dostała roboczą nazwę "psiaki w słonecznikach". Nie wkładałam w tą robotę większego wysiłku i nie miałam stresu, że nie wyjdzie. Wszak puchę zawsze można byłoby wynieść do śmietnika. Na razie spełnia swoje zadanie, przechowuje suche kuleczki i jakoś tam wygląda w kącie przedpokoju.
Pies oczywiście kontrolował moje działania, ale wzrok miał krytyczny oj krytyczny. Może przekona go do puszki 5 kilowa zawartość karmy?
Żeby nie było, że ja tylko na puszkach się skupiłam to pokażę jeszcze renowację tacy, która miała skończyć swój żywot, a i owszem w śmietniku. Nie skończyła jedynie i dlatego, że posłużyła mi do ćwiczeń z nowymi technikami, do których to zapałałam wielką atencją w jedną z ostatnich nocy. Jest tu oczywiście poplątanie z pomieszaniem bo shabby -chic i transfer, serwetki i jeszcze trochę spękań, wyszły marnie (crack już troszkę stary), ale nie mogłam się oprzeć, żeby wszystkiego na raz spróbować. No i mam teraz tacę, która idealnie pasuje do jarzębinowych ścian w przedpokoju, tylko co niby miałaby robić taca w przedpokoju?
Poplątanie z pomieszaniem wyszło tak jak widać poniżej:)
Muszę Wam powiedzieć, że odważyłam się startować do konkursu w Turkusowym hamaku http://turkusowyhamak.blogspot.com/2012/08/zakatek-kreatywny-kobiet-turkusowy.html. Myślę, że to będzie fajna zabawa, a zważcie na to, że idą długie zimowe wieczory i mam nadzieję, że Wszystkie znajdziemy więcej czasu na nasze robótki i przygotowanie się do kolejnych siłowni.
Pozdrawiam serdecznie nowych gości i zapraszam, zapraszam, zapraszam.........
Pies oczywiście kontrolował moje działania, ale wzrok miał krytyczny oj krytyczny. Może przekona go do puszki 5 kilowa zawartość karmy?
Żeby nie było, że ja tylko na puszkach się skupiłam to pokażę jeszcze renowację tacy, która miała skończyć swój żywot, a i owszem w śmietniku. Nie skończyła jedynie i dlatego, że posłużyła mi do ćwiczeń z nowymi technikami, do których to zapałałam wielką atencją w jedną z ostatnich nocy. Jest tu oczywiście poplątanie z pomieszaniem bo shabby -chic i transfer, serwetki i jeszcze trochę spękań, wyszły marnie (crack już troszkę stary), ale nie mogłam się oprzeć, żeby wszystkiego na raz spróbować. No i mam teraz tacę, która idealnie pasuje do jarzębinowych ścian w przedpokoju, tylko co niby miałaby robić taca w przedpokoju?
Poplątanie z pomieszaniem wyszło tak jak widać poniżej:)
Muszę Wam powiedzieć, że odważyłam się startować do konkursu w Turkusowym hamaku http://turkusowyhamak.blogspot.com/2012/08/zakatek-kreatywny-kobiet-turkusowy.html. Myślę, że to będzie fajna zabawa, a zważcie na to, że idą długie zimowe wieczory i mam nadzieję, że Wszystkie znajdziemy więcej czasu na nasze robótki i przygotowanie się do kolejnych siłowni.
Pozdrawiam serdecznie nowych gości i zapraszam, zapraszam, zapraszam.........
wtorek, 4 września 2012
Bo w nocy mam wenę
Nie pamiętam, żeby mnie coś ostatnio ukąsiło w szyję, ale zaczęłam zachowywać się jak Wampirzyca, dobrze funkcjonuję w nocy. Po przyjściu z pracy z reguły zasypiam w fotelu, doszło nawet do tego, że zasypiam podczas odwiedzin teściowej. Nie słyszę telewizora, nie reaguję na telefony - śpię, jak suseł. Za to po zmroku dostaję wigoru i tak dzień w dzień buszuję do 2 w nocy. Wtedy to właśnie powstają moje skrzyneczki i inne takie.....no, bo w nocy mam wenę.
Ranek, a szczególnie dźwięk budzika wyzwala we mnie agresję, bo oczy nijak nie chcą się otworzyć, a reszta członków wyje, jezusiczku nieeeeeee, już siódma? Jeszcze parę razy budzik zawyje, a potem w błyskawicznym tempie, wyklinając w duchu, następuje mycie głowy (codziennie), śniadanie i kanapki dla chłopaków, makijaż, szybka decyzja co dziś założyć i wio do pracy. Muszę się zmieścić w 45 minutach razem z dojazdem.
A to kolejna porcja nocnych produkcji.
Noc zdecydowanie jest za krótka, szczególnie, że dojrzałam do kolejnego etapu, czyli pobielania i shabby -chic no i jeszcze transferu. Na pierwszy ogień poszła latarnia kupiona w Ikeii, była czarna jak smoła i w moim jarzębinowym przedpokoju nie wyglądała najlepiej. Wczorajszej nocy została odmieniona na waniliowy shabby -chic. Pierwsze próby przenoszenia z wydruku za pomocą nitro za mną, prawie wszystkie nieudane, jedna tylko jako tako. Farba jakoś mi się paćka od tego nitro, a na materiale wszystko się rozmywa. Ki diabeł? Może mi ktoś podpowie, jak to zrobić, żeby się udało, bo plany mam ambitne, ale nie chcę oszpecić w ten sposób mebli. Matko jak mnie denerwuje ten długi etap dochodzenia do wprawy, wiedzy itp.już bym chciała wszystko umieć i żeby wszystko tak ładnie wychodziło jak to jest na Waszych blogach.
Zdecydowanie doba jest za krótka, żeby zrobić to, co by się chciało.
Idę już idę, ( to do psa) przepraszam, pies na mnie patrzy z wyrzutem, bo miska pusta a pora jedzenia minęła.
Z nocnymi pozdrowieniami dla wszystkich, zmykam do bojów transferowych:)
Ranek, a szczególnie dźwięk budzika wyzwala we mnie agresję, bo oczy nijak nie chcą się otworzyć, a reszta członków wyje, jezusiczku nieeeeeee, już siódma? Jeszcze parę razy budzik zawyje, a potem w błyskawicznym tempie, wyklinając w duchu, następuje mycie głowy (codziennie), śniadanie i kanapki dla chłopaków, makijaż, szybka decyzja co dziś założyć i wio do pracy. Muszę się zmieścić w 45 minutach razem z dojazdem.
A to kolejna porcja nocnych produkcji.
Noc zdecydowanie jest za krótka, szczególnie, że dojrzałam do kolejnego etapu, czyli pobielania i shabby -chic no i jeszcze transferu. Na pierwszy ogień poszła latarnia kupiona w Ikeii, była czarna jak smoła i w moim jarzębinowym przedpokoju nie wyglądała najlepiej. Wczorajszej nocy została odmieniona na waniliowy shabby -chic. Pierwsze próby przenoszenia z wydruku za pomocą nitro za mną, prawie wszystkie nieudane, jedna tylko jako tako. Farba jakoś mi się paćka od tego nitro, a na materiale wszystko się rozmywa. Ki diabeł? Może mi ktoś podpowie, jak to zrobić, żeby się udało, bo plany mam ambitne, ale nie chcę oszpecić w ten sposób mebli. Matko jak mnie denerwuje ten długi etap dochodzenia do wprawy, wiedzy itp.już bym chciała wszystko umieć i żeby wszystko tak ładnie wychodziło jak to jest na Waszych blogach.
Zdecydowanie doba jest za krótka, żeby zrobić to, co by się chciało.
Idę już idę, ( to do psa) przepraszam, pies na mnie patrzy z wyrzutem, bo miska pusta a pora jedzenia minęła.
Z nocnymi pozdrowieniami dla wszystkich, zmykam do bojów transferowych:)
niedziela, 2 września 2012
Kochanie bawisz się lalkami?
Kochanie bawisz się lalkami? parsknął śmiechem mój mąż odwróciwszy się od komputera. Rzeczywiście, zobaczył mnie usadowioną w fotelu z lalką Barbie na kolanach i szydełkiem w ręku. Ano bawię się odparłam. Bawię się, bo zawsze chciałam mieć taką lalkę, a w czasach mojego dzieciństwa nie miałam pojęcia o istnieniu takich piękności, to nadrabiam zaległości, rzekłam całkiem poważnie. Mąż pokiwał głową mrucząc coś pod nosem o zdziecinnieniu żony na starość.
Prawda jest taka, że wykorzystałam moment suszenia się skrzyneczek na ubranie golasa, którego dostałam z odzysku z przeznaczeniem dla małej dziewczynki. Lalka była goła to należało ją ubrać, wyciągnęłam więc z kąta szydełko, jakieś resztki włóczki i grzebiąc w pamięci," kurna jak to się robiło", zaczęłam szydełkować sukienkę. Szydełko w moich rękach po 30 latach z okładem pojawiło się w tym roku latem, kiedy to wydziergałam jakieś tam kwiatki do koszyczków. Zupełnie zapomniałam ściegów, wiedziałam tylko, co to słupek i pół słupek. I tak dziergając do 3 w nocy wydziergałam sukienkę i czapeczkę dla lali, którą dostanie mała dziewczynka. I proszę się nie śmiać ze mnie, bo ja naprawdę bardzo się starałam, żeby ładnie wyszło:)
W tym czasie wyschły moje skrzyneczki i żeby Was nie zanudzić to dziś pokażę tylko ich część. Skrzyneczki pojadą do nowych właścicieli, ale najpierw...., ale to sza, jeszcze nie teraz o tym :))))
Ta ostatnia to już trzecia z serii z dziewczynką, tak się spodobała, że muszę powielać, dziś dodatkowo użyłam koralików dla ozdoby dziewczynki na drzwiczkach zewnętrznych i koronce.
Witam nowych obserwatorów :)
Prawda jest taka, że wykorzystałam moment suszenia się skrzyneczek na ubranie golasa, którego dostałam z odzysku z przeznaczeniem dla małej dziewczynki. Lalka była goła to należało ją ubrać, wyciągnęłam więc z kąta szydełko, jakieś resztki włóczki i grzebiąc w pamięci," kurna jak to się robiło", zaczęłam szydełkować sukienkę. Szydełko w moich rękach po 30 latach z okładem pojawiło się w tym roku latem, kiedy to wydziergałam jakieś tam kwiatki do koszyczków. Zupełnie zapomniałam ściegów, wiedziałam tylko, co to słupek i pół słupek. I tak dziergając do 3 w nocy wydziergałam sukienkę i czapeczkę dla lali, którą dostanie mała dziewczynka. I proszę się nie śmiać ze mnie, bo ja naprawdę bardzo się starałam, żeby ładnie wyszło:)
W tym czasie wyschły moje skrzyneczki i żeby Was nie zanudzić to dziś pokażę tylko ich część. Skrzyneczki pojadą do nowych właścicieli, ale najpierw...., ale to sza, jeszcze nie teraz o tym :))))
Ta ostatnia to już trzecia z serii z dziewczynką, tak się spodobała, że muszę powielać, dziś dodatkowo użyłam koralików dla ozdoby dziewczynki na drzwiczkach zewnętrznych i koronce.
Witam nowych obserwatorów :)
czwartek, 23 sierpnia 2012
Lato się kończy.....
Tak, powolutku, niepostrzeżenie lato się nam kończy. I nic to, że to kalendarzowe trwać będzie jeszcze miesiąc.
Po urlopie zostało tylko wspomnienie, dzień już krótszy o 2,5 godziny, pola zaorane, bociany odlatują, stragany na bazarze aż uginają się od owoców i warzyw. Czas wracać do powakacyjnego rytmu.
Wyciągnęłam zaniedbane w lecie skrzyneczki, bo latem jakoś tak mi nie szło. Ciągle w podróży, do i z Kaczorówki, parę wypadów dalej, nie było zbytnio czasu.....
Na początek malutka skrzyneczka dla małej dziewczynki na ozdóbki. Urodzinowa. W szufladce bransoletki i korale, które zrobiłam z resztek pozostałych z czasów, kiedy troszkę bawiłam się koralikami. Reszta skrzyneczek już prawie gotowa, ale to innym razem.
Jeszcze bukiety z wrotycza i krwawnika w koszyczkach pobielonych na tą okazję i ozdobionych własnoręcznie kwiatkami szydełkowymi ( pierwsze w życiu takie popełniłam)
I moja chluba, przebarwiająca się pięknie hortensja z kaczorówkowego ugoru. Jest wyjątkowo dekoracyjna i z całą pewnością zostanie rozmnożona. Miejsca u mnie dostatek i chętnie posadzę jeszcze kilka.
Witam serdecznie nowych obserwatorów. Już wkrótce reszta skrzyneczek i może troszkę większe zwierzę, mianowicie skrzynia. Na razie stoi pobejcowana i czeka na czas, tzn. mój wolny czas :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Miło mi, że chcecie tu zaglądać.
Po urlopie zostało tylko wspomnienie, dzień już krótszy o 2,5 godziny, pola zaorane, bociany odlatują, stragany na bazarze aż uginają się od owoców i warzyw. Czas wracać do powakacyjnego rytmu.
Wyciągnęłam zaniedbane w lecie skrzyneczki, bo latem jakoś tak mi nie szło. Ciągle w podróży, do i z Kaczorówki, parę wypadów dalej, nie było zbytnio czasu.....
Na początek malutka skrzyneczka dla małej dziewczynki na ozdóbki. Urodzinowa. W szufladce bransoletki i korale, które zrobiłam z resztek pozostałych z czasów, kiedy troszkę bawiłam się koralikami. Reszta skrzyneczek już prawie gotowa, ale to innym razem.
Jeszcze bukiety z wrotycza i krwawnika w koszyczkach pobielonych na tą okazję i ozdobionych własnoręcznie kwiatkami szydełkowymi ( pierwsze w życiu takie popełniłam)
I moja chluba, przebarwiająca się pięknie hortensja z kaczorówkowego ugoru. Jest wyjątkowo dekoracyjna i z całą pewnością zostanie rozmnożona. Miejsca u mnie dostatek i chętnie posadzę jeszcze kilka.
Witam serdecznie nowych obserwatorów. Już wkrótce reszta skrzyneczek i może troszkę większe zwierzę, mianowicie skrzynia. Na razie stoi pobejcowana i czeka na czas, tzn. mój wolny czas :)
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Miło mi, że chcecie tu zaglądać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)