środa, 6 stycznia 2016

Przed armagiedonem. Jagna łod jagniątek:)

Jutro u mnie będzie armagiedon. Wiem, wiem na łeb upadłam, ale trudno. Decyzja podjęta. Za oknem mróz, nawet śnieg, a mnie wzięło na malowanie. Że kapliczek, to wiadomo, zaraz pokażę ostatnią, ale będzie też malowanie przez duże M. Zostawiam je Wu, a ja cichcem, cichcem do huty. Mam nadzieję, że jak wrócę to nasz duży pokój już będzie lśnił białością, bo na razie to syf, kiła, mogiła i chujnia z grzybnią.
Mam kiepski wzrok, ale, jak założę okulary to nie mogę na te bure ściany patrzeć. Już nie mówię, co widać, jak dobrze słonko przyświeci. Jęczałam, jęczałam i wyjęczałam, Wu maluje.
Muszę na ten czas schować mój warsztat, więc dziś, chcąc się upoić na zapas weną i ochotą, malowałam od samego rana kolejną kapliczkę.

Nie jest jeszcze skończona, zostały detale i lakierowanie, ale muszę, muszę Wam pokazać. No i prosić o krytykę, bardzo to dobrze mi robi. Mam potem jeszcze większą ochotę na malowanie.
No to siup, pokazuję taką sote, zdjęcia robione w sztucznym oświetleniu, a potem trzeba zacząć szykować pokój do malowania.
Matko, gdzie ja to wszystko wyniosę?




Trochę detali: łowiecki


Domecki.


"Jagna łod jagniątek"  - Pantera jest matko chrzestno kapliczki:)



Jak ją wykończę na cacy pokażę raz jeszcze.

Buziaki dla Wszystkich.

niedziela, 3 stycznia 2016

Zatracona.

Jak mnie weźmie to się nie umiem powstrzymać. Wena, jak mnie weźmie chciałam rzec. Jak mnie wczoraj wzięła to puściła z konieczności dziś koło południa. Człek się jednak umi zorganizować, kapliczki schły, Mnemo kręciła ciasto marchewkowe i tiramisu, dla gości. U Mnemo z Nowym Rokiem okazji do świętownia multum. Za to skomasowane, jak się odbędą to potem szlus, cały rok.
Kocham te wolne dni, kocham, jak nie trzeba do huty. Warsztat rozstawiam i działam. Jak się pewnie zorientowałiście, teraz mnie na kapliczki wzięło. Matko, już bym następną trzaskała, bo pomysły się legną, jak wszy na łabach ruskich żołdaków. Tylko, że jutro poniedziałek:(((
Jednak dwa dni i znowu mamy święto!! Hurra, niech żyje Trzech Króli. Nawiasem mówiąc, jak trzech to powinny być trzy dni wolnego prawda?
Nie będe kombinować tylko pokazuję kolejną kapliczkę i tę z wczoraj, którą dokończyłam. Latałam, żeby zdjęcia przyzwoite zrobić, ale i tak żadne nie oddaje rzeczywistości.
Pierwsza krytyka już była, gości miałam.
Teraz do krytykowania zapraszam Was.

Najnowsza kapliczka - zwiastuje...
No, co ona zwiastuje?
Z mroków zimy, w zgrzebnej szacie wyłania się ONA. Jeszcze nieśmiała, jeszcze zaspana, ogrzewana nieśmiałymi promykami słonecznymi. Ogrzewają ją ...koty -wiadomo najlepsze w tej roli.
Taki jeden, z krajów dalekich już się pojawił i brodzi w powodzi niezapominajek, bo proszę Państwa ONA zapuka  do naszych drzwi, jeszcze  tylko troszkę poczekamy...

Tytuł? Jaki może mieć tytuł ta kapliczka?








A kiedy ta powyżej się pojawi, wtedy ptaszęta zaśpiewają i nastanie jasność. Błękit i lazur na niebie. A koty już grzać nie będą musiały zziębniętej ( no kogo). 





Starałam się, jak mogłam, uwierzcie. I przyznam się, że  pędziel to miewałam w ręku, kiedy było trzeba malować ściany. teraz przerzuciłam się na pędzelki.
A efekt macie powyżej.
Zachęcam do krytyki:)

sobota, 2 stycznia 2016

Kapliczkowo.

Druga kapliczka. zielona, prawie już gotowa. Jeszcze mi tu czegoś brakuje, ale nie mogę się zdecydować czego. Poczekam więc, aż pomysł sam przyjdzie, albo mi podpowiedzcie, czego tu brakuje?
Tymczasem kolejna schnie, pomalowana tym razem na szaro. Co się na niej znajdzie jeszcze nie wiem. Długo się zastanawiam, namyślam, kombinuję.




Czekam na dłuższy dzień, w tych ciemnościach trudno mi się maluje, jakieś szkice, większe powierzchnie można próbować, ale z detalami już trudniej.
Zakupiłam sobie fajne pędzelki (rany jakie to drogie), wybór jest ogromny. Kształty, długości, grubości, szerokości, włos szczeciniasty, miękki, zakończone płasko, okrągło, szpiczasto...
 A pomyśleć, że malarze kiedyś sami sobie pędzle produkowali. I to z włosia wolego, soboloweo, wiewiórczego nawet. Ja jeśli bym nawet chciała sama produkować to mogę jedynie  z włosia Mopkowego.
W sam raz dziecinka już zarosła i można trochę oskubać:)


Szczególnie, że śpi jak zarżnięty, nawet się nie kapnie:)



czwartek, 31 grudnia 2015

Jeszcze zdążę, jeszcze zdążę...

życzyć Wam czytacze, podczytywacze, zaglądacze  do niniejeszego bloga:

Przyjemności w dotyku, słodkości w przełyku, szelestu w kieszeni i słońca promieni oraz by Rok cały po prostu był wspaniały!

Dziękuję za kolejny razem spędzony tu  rok.

Planów żadnych nie robię, bo podobno, jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich planach na przyszłość. Postanowień też nie będzie. Jak schudnę to dobrze, jak przestanę palić jeszcze lepiej. Chciałabym, aby kolejny rok upłynał nam Wszystkim w zdrowiu, reszta lepiej lub gorzej jest do załatwienia.
Kochani tym, co się teraz bawią na balach-szampańskiej zabawy, tym, co balują na "białej sali" też życzę uroczej nocy -solidaryzuję się z Wami:)

Stukam się z Wami kieliszkiem z szampanem i do miłego w Nowym Roku 2016.


Znalezione obrazy dla zapytania życzenia noworoczne

Dla Waszych zwierzaczków życzenia od Mopka przesyłam, który ma w pompce wystrzały, jego żywiołem są poduszki, im więcej tym lepiej:)


niedziela, 27 grudnia 2015

Przemieńce WieśniakaM.

Podczas rozważań świątecznych wspomniałam o pasjach rodzinnych. Okazuje się, jak tak bliżej się przyjrzeć, że oprócz pracy, domu, prawie każdy z nas ma jakieś zajęcie, którym się oddaje w chwilach wolnych. Chwil tych jest tak niewiele, a jednak...
WieśniakM w chwilach wolnych pisze limeryki i rzeźbi. Rzeźbi i wiesza swoje wytwory na ścianach. Są wszędzie, łypią oczami zza szafek kuchennych, służą za wieszaki w łazience, zdobią przedpokoje i salon. Dużo tego jest.  Każda twarz inna, wszystko zależy od kawałka drewna, a drewno musi być liściaste. Dobrze wysuszone. Ze starej, mazurskiej gruszy, która rodziła tysiące gruszek dość marnego smaku i przyciągała jeszcze więcej tysięcy os i szerszeni, powstały te Przemieńce, tak je roboczo nazwałam. Oprócz Przemieńców powstala też Baba, ale stoi sobie na Mazurach i jest częstym obiektem do fotografowania przez turystów. Jest jeszcze taboret, który niedmiennie wzbudza we mnie żądzę jego posiadania. WieśniakM jest samoukiem- rzeźbi, bo lubi.
Te cztery Przemieńce to tylko taka mała kropelka, taka próbka możliwości. Mój ulubiony z tej serii to Big nose. Pierwszy z prawej, choć równie sympatyczny jest ten skośnooki o mongolskich rysach przystojniak. I ma z brwi wyrastający róg - świetny do zawieszania bizuterii, np. zegarka, czy bransoletek. Ostatni w szeregu ma coś z diabełka, twarz niby poczciwa, ale te różki...




A teraz każy z osobna, Wielki nos...
Diabełkowaty...

Płaskotwarzowiec...

I mongolski wojownik.

Mazurska baba z grzybem na cycu.


I jeszcze ów taborek, na który mi ślina cieknie już ze trzy lata.



A tu próbka pisaniny WieśniakaM:

na choinkę mu taki prezent

dostał bachor pod choinkę całkiem spory kraj
mikołaju mój kochany jesteś brachu naj!
rozpakował a papiery rzucił w mysi kąt
jak nie kochać mikołaja i cholernych świąt!
choć drzy ręka u dzieciny chwyta ostry nóż
powykrawam zeń kawałki niepotrzebne już
tej nie lubię tej nie cenię tamtej  też mam dość
ale co to? zgrzyt pod nożem? to przeszkadza kość!
stal się kruszy ostrze słabe chińska widać rzecz
rzuca zęby na kość wredną wygryźć chce ją lecz…
…to zęby poleciały dzieciak chwyta młot…
babcia palcem pokiwała- starczy ! dosyć psot!
wujcio wkurzył się i ciocia lecą zewsząd bluzgi
oj zobaczysz ty za roczek! doczekasz się rózgi!
czas na morał tej bajeczki nad skrwawionym krajem
uważajcie na bachora - na to- co dostaje!
oraz na to co mu przy tym zostawiamy w dłoniach

chcecie prezent dać? to dajcie!- na biegunie konia

I tak się zrobiło, że już po świętach. Szkoda, bo człek by jeszcze posiedział, porobił coś ciekawego...odpoczął.
A Wy odpoczęliście w te święta?