Blogger się zatyka, więc przenoszę wątek na nowy post. Będzie wygodniej:)))))
Część pierwsza, emocjonujących, mrożąych krew w żyłach przygód Sylwka i Kajtusia, a także Izoldy z silikonowym biustem jest TU:
A skończyliśmy wątkiem Katarzyny:
Po czem okiem lypnal i rzekl do Sylwka:
-dobra, dawaj te mape.
Skupil sie mocno, az mu sie dziurki w nosie skurczyly , po czym wsciekle na Izolde spojrzal, w czolo sie puknal i powiedzial:
-Babo glupia, toz to nie zadne corazon, nasluchala sie disco-polo, ino Le coeur...
i Arteńki:
Spróbował czy zjeść się da, ale... chyba jednak niezjadliwe toto.
Izolda do Kajtusia:
OdpowiedzUsuńTo nie disco-polo tylko "Miłość, szmaragd i krokodyl" Le coeur? To na jedno i tak wychodzi, chyba? - odparła Izoldzia.
Ja bardziej po hiszpańsku niż po starofrancusku.
UsuńIzoldzie błysnęło oko. Voulez-vous coucher avec moi ce soir? - przypomniała sobie dawne prywatki. Sylwek zamarł. Tego już było dla niego za wiele. Do niedawna był panem sytuacji, a tu nagle wszystko zaczęło mu się wymykać. Izolda z Kajtusiem zaczęli konwersację w starofrancuskim. Żeby to chociaż nowofrancuski był, to poradziłbym jakoś - myślał spanikowany. Je t'aime, tres bien, bonbon i te sprawy. Albo rosyjski chociaż. Sylwek poczuł się wykluczony. Stał jak głupek z podartą mapą w dłoni, Izolda z Kajtusiem odprawiali jakiś niezrozumiały taniec godowy, a czas leciał...
OdpowiedzUsuńNi z tego, ni z owego, Sylwuś zaintonował
UsuńНе слышны в саду даже шорохи,
Всё здесь замерло до утра.
Если б знали вы, как мне дороги
Подмосковные вечера,
Если б знали вы, как мне дороги
Подмосковные вечера.
Nie miało to zupełnie żadnego związku ze szczebiotem Izoldzi i Katusia, ale skutecznie zwróciło ich uwagę na mnemoludokota:)
Na tyle skutecznie, że obydwoje jednogłośnie zakrzyknęli: SAD!!!!!!!! Czereśnia, obok ruiny, kakuar, serdece, skaaaarb!!!!! Ostatnie słowo echo tylko powtarzało, bo wszyscy troje pędem udali się w stronę kajtusiowej czereśni, co to się ostała po wybuchu partyzanckich zapasów bombowych
Usuńserdece - to regionalna nazwa serca:) czyli okienka w drzwiach kakuaru:)
UsuńCzytam :-)
OdpowiedzUsuńCzytaj, czytaj i coś napisz, bo tak w pojedynkę pisać to ... smutno:)
UsuńPod czeresnia, Kajtus zaczal zachowywac sie dziwnie. W kolko poczal chodzic, a lapami wymachiwac, po czem fotografie z lnianej torby wyjon i lico Budziwoja ucalowal.
OdpowiedzUsuńI wtem, jakby jaki czar prysl. Sniegi znikly. Slonce zaczelo przygrzewac tak, ze Kajtus babcine ledzinsy zdjon i w krzaki rzucil.
Izolda zas oniemiala, Kajtka nogi obaczywszy...
Jedynie Sylwuś, jakby mniej czuły na wdzięki Kajtusia, pamiętał o skarbie: sad, czereśnia, ruiny kakuaru i to serdece (w lokalnym języku znaczy się serce) wycięte na ostałych jakimś cudem drzwiach do onego przybytku:)
UsuńCiekawa jestem , komu zafundujecie nurkowanie w kakuarze w poszukiwaniu skarbu?
OdpowiedzUsuńChyba Zenek jest gotowy, bo do tej pory, z wyjątkiem zakopywania trupa, nic nie robił "brudnego".
UsuńPoza tym nigdzie nie jest powiedziane, że skarb zakopano w bliskiej okolicy kakuaru, przecież na ostałych cudem drzwiczkach z serdecem może być dodatkowa wskazówka, co do miejsca ukrycia skarbu:))))
UsuńDzisiaj niczego nie wymyślę, ogród mnie przeczołgał i wypranam z pomyślunku:(((
OdpowiedzUsuńA mnie wielowątkowość przeraziła... i straciłam wątek :(
OdpowiedzUsuńO właśnie, z ust mi pani wyjęłaś te słowa:))
UsuńJaka wielowątkowa???? Izoldunia i Kajtuś uderzyli w amory na widok odnóży Kajtusia. Śniegi stopniały, to i Cyganie odjechali w siną dal. Babcia nadal na zapiecku podrzemuje, Zenek kręci się po okolicy, podobnie jak i nienażarty piesek. Sylwuś nadal pamięta po co przyszedł - przypominam SZUKA SKARBU, ZAZNACZONEGO NA MAPIE.
OdpowiedzUsuńJedynie mam problem z Heniusiem, gdyż (być może) to on był tym trupem, co go Zenek z babcią zakopali pod czereśnią, ale to niech się autor pomysłu wypowie:)
Przeczytałam przed chwilą w kurniku ,że akcja im się zakałapuckała i wzywają aby ktoś podjął trud uporządkowania i pomyślałam sobie że przecież Arteńka jak wkroczy to wszystko stanie sie proste jak drut :)))
UsuńNa to czekałam:)))
UsuńJakiś taki zastój tu widzę... CudARTeńka ratuje sytuację.
OdpowiedzUsuńSylwuś myślał i myślał, obchodził kakuar z każdej strony. Do środka też zajrzał wnikliwie. Przemyślał różne opcje. Nagle zaczepił o coś pazurem. Przy samej ziemi od środka kakuaru z deski wystawał mały sęczek. Niby nic, a jednak jakiś punkt zaczepienia. Przegonił szybko łażące wokół niego pająki i omiótł kopyścią pajęczynę. Poruszał sekiem, pomacał i okazało się, że to jest tajemniczy przyciski. Przycisnął więc go do końca.
I nagle rozległ się straszny grzmot. Kajtuś z Izoldą przerwali amory, babcia spadła z pieca, ale jako stary partyzant szybko wstała, Zenek zderzył się z pieskiem, a Sylwuś oniemiał. Kakuar zaczął się trząść, więc wszyscy odskoczyli od niego na bezpieczną odległość i pochowali się w krzakch. Mieli dużo szczęścia bo kakuar wybuchł jak wulkan. Widob był straszny, do tego fetor, ogólnie atmosfera się zagęściła.
OdpowiedzUsuńMieszkańcy wioski pochowali się w swoich piwniczkach.
OdpowiedzUsuń-Wojna! -powtarzali lękliwie.
A nad ogródkiem Kajtusia wisiała chmura gazów, smrodów i gnoju. Kiedy wszystko opadło, Sylwuś, który pierwszy oprzytomniał, zbliżył się do ogromnego leja, który powstał po wybuchu. Pozostali podążyli za nim. Babcia wydostała się z domu przez komin. Triumfalnie zjechała po dachu na ziemię. Do boku przypasała wielki kuchenny nóż i trzy widelce.Podbiegła po partyzancku do leja, rozsunęła zgromadzonych i weszła na jego dno. Podniosła coś, co błyszczało jak słońce.
- Co to może być? - pytała samą siebie.
- To róg, złoty róg!!! - zawył Kajtuś.
Znowu zaczął się dziwnie zachowywać.Począł skakać, drapać się po kudłach, gładzić swoje piękne nogi. Znowu sięgnął po swą lnianą torebusię i wydobył z niej fotografię Budziwoja. Oczy zabłysły mu szczęściem i całe fontanny łez z nich trysnęły. Cały się rozkleił. Zenek - psychopata pomyślał, że byłby z niego piękny trup. I
Wcale, że nie - triumfalnie rzekła babcia - to klucz do skarbu!!!! Tylko gdzie on jest????
OdpowiedzUsuńLUDZIEEEEEE!!!!!! Klucz się znalazł, zakrzyknęła babcia z duszą partyzanta:) Tylko gdzie ten skarb, Mnemoludokocie dawaj tę mapę - rozkazała władczo.
UsuńKajtuś jescze bardziej się rozklejała. Nawet Izolda patrzyła już na niego z odrazą. "To maślak nie chłop" - myślała.
OdpowiedzUsuńrozklejał:)
UsuńChyba trzeba dać sobie spokój z tym maśluchem - pomyślała Izolda i w tej chwili doszedł do jej umysłu krzyk babci (Kajtuś tego nie słyszał bo ogłuchł był od wybuchu bomb i innych tego typu pamiątek po partyzantach). Izolda skoczyła do leju i, dołączywszy się do babci i Sylwka, pochyliła się nad mapą.
UsuńSylwek prychnął gniewnie.
OdpowiedzUsuń- Teraz ty wariujesz? Nie dość że ten twój przygłupi Kajtuś brewerie jakieś tu odstawia...- nie skończył, bo piesek, myśląc, że to boczek w papier zawinięty, wyrwał mu zza pazuchy mapę i pobiegł przed siebie, aż do czarnych dębów.
Mnemoludokota krew zalała.
- Ty łotrze - zakrzyknął i popędził za psem. Tylko kopyść migała z daleka.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńPiesek, choć na to nie wyglądał, był bardzo sprytny. Biegał slalomem między drzewami, robił uniki... Sylwuś aż jęzor wywalił na brodę ze zmęczenia. Piesek zaś lekko jak sarenka pomykał dalej.
OdpowiedzUsuńTośmy się nie zgrały:)
OdpowiedzUsuńJuż poprawiłam:))))
UsuńZa pieskiem, biegnącym w stronę czarnych dębów z mapą w pysku, biegł coraz bardziej utrudzony Sylwuś. Za Sylwusiem biegła Izolda, ale kwiecista spódnica trochę jej bieg spowalniała. Za Izoldą biegła babcia w pełnym rynsztunku (nóż i trzy widelce u pasa). Tylko Kajtuś nadal płakał rzęsiście, całując fotografię Budziwoja. Zenkowi coraz bardziej podobał się w tej pozie. W jego chorym umyśle coraz bardziej kiełkował myśl: Ale z tego Kajtusia byłby piękny trup.
UsuńW końcu usiadł sobie pod krzaczkiem i zadowolony rozwinął papierek. Widząc, że to tylko jakaś stara mapa, majtnął lekceważąco ogonem i poszedł wąchać mrowisko. Sylwuś resztką sił prawie doczłapał się do mapy, prawie, bo padł tuż przed nią. Nie był w stanie nawet sięgnąć po nią pazurem.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńOooo, znowu:)))))
UsuńChyba pójdę na spacer, bo nam się nakłada, ale JEDNOWĄTKOWO:))))) W umyśle Zenka coraz bardziej kiełkowała myśl:)
UsuńNagle ,Kajtus przestal sie zalewac lzami, ucieszyl sie byl, bo tez sluch mu wrocil a na dodatek bystrosc umyslu, co gp wraz z Budziwojem opuscila.-kiedys. Siegnal po zloty rog, o ktorem wszyscy za mapa gonoac zapomnieli. Najpierw przywalil nim z lewa i prawa Zenkowi, bo mu sie od dluzszej chwili wzrok Zenka nie podobal. A potem , rog oburacz do ust przycisnal i zagral...
OdpowiedzUsuńróg jak wicher, wirowatym dechem
UsuńNiesie w puszczę muzykę i podwaja echem.
Umilkli wszyscy: Sylwuś, babcia i Izolda zadziwieni
Mocą, czystością, dziwną harmoniją pieni.
I nagle pojawił się rój złotych motyli, siadały na uduchowionej twarzy Kajtusia, jakże teraz pięknego. Ptaki zamilkły i wszystko jakby zamarło. I tylko głos rogu niósł się po górach, dolinach i morzu.
OdpowiedzUsuńI ten glos brzmial cos , jakby...miales chamie zlotyyyyy roooog...
UsuńAle śliczne te motyle:))))
UsuńI nagle przerwał, lecz róg trzymał; wszystkim się zdawało,
OdpowiedzUsuńŻe Kajtuś wciąż gra jeszcze, a to echo grało.
Pierwszy z letargu obudzil sie Sylwek.
OdpowiedzUsuń-omatulu, patrzcie co sie z mapa dzieje -zakrzyknal, kopystka na rzeczony kawal papieru wskazujac..
A mapa jakby ożyła. I drzewa na niej zaszumiały, i rzeki popłynęły, i kwiaty zapachniały... I wszystko na tej mapie skłaniało się ku czarnym dębom, które jedyne, były niewzruszone. Nawet i strzałka srebrzysta się pojawiła. Pulsowała delikatnie i pokazywała jeden kierunek - czarne, ponure dęby.
OdpowiedzUsuńTaki się nastrój podniosły zrobił, aż strach.
Wtedy Kajtuś czknął. Pić mu się zachciało od tego grania na złotym rogu.
Widzisz Kalipso, deby mi tez spokoju nie dawaly:)
UsuńW dębach tkwi potencjał:)))
UsuńPięknieście dziewczyny ruszyły z kopyta!
Usuń- Do dębów, do dębów!!! - zakrzyknął Sylwuś , chwyciwszy mapę, zanim pozostali dobiegli. Cala kawalkada więc ruszyła w stronę starych dębów. W miarę jak się zbliżali, ciemności gęstniały, sowy zaczęły pohukiwać i nawet piesek podwinął ogon pod siebie. Wszystkim zrobiło się jakoś nieswojo. Jedna babcia podśpiewywała raźno: My, pierwsza brygada...
OdpowiedzUsuń- A właściwie po co nam ten skarb... - zaczął nieśmiało Kajtuś, ale Izolda wrzasnęła: - Może ty ambicji nie masz żadnych, ale mnie jeszcze parę fragmentów do odbudowy zostało! I dopiero potem mogę na Miss powiatu startować! Rób se co chcesz, ja idę!
Izoldzie bardzo zależało na wystartowaniu w wyborach, bo może tam spotka tego Tristana, co pod tym głogiem... Nadal próbowała sobie przypomnieć, czy on przypadkiem nie był wójtem w poprzedniej kadencji.
UsuńNagle rozpętała się burza. Pioruny biły raz za razem, grzmoty dudniły nad okolicą - znak, że bóstwom piorunów, grzmotów i burzy (których siedzibą były dęby) wcale się nie spodobał orszak, zbliżający się ku nim. Wszyscy prawie struchleli. Prawie, gdyż babcia, służąca drzewiej w partyzantce na Wołyniu, postanowiła skorzystać z okoliczności i wykorzystać dęby w celach leczniczych. Pamiętała z dawnych czasów, że aby pomóc sobie w przypadku kurzej ślepoty, należało oprócz spaceru wokół pnia dębu, odmówić pacierze i wypowiedzieć specjalne zaklęcie. Tylko jakie????
UsuńJak służyła pod Hubalem, to partyzanci wszelkie choroby choroby gardła, dziąseł i zębów leczyli pod dębem. Udawali się przed wschodem słońca do lasu i obchodzili dąb trzykrotnie, mówiąc:
UsuńPowiedzże mi, powiedz, mój kochany dębie,
Jakim sposobem leczyć zęby w gębie.
To zaklęcie pamiętała, ale jakie było na kurzą ślepotę???? - w żaden sposób nie mogła sobie przypomnieć.
Kajtuś z tego przestrachu zaczął recytować coś, co kołatało mu się pod łepetyną, a brzmiało tak:
UsuńDrzewa moje ojczyste! jeśli niebo zdarzy,
Bym was oglądał znowu, przyjaciele starzy,
Czyli was znajdę jeszcze? czy dotąd żyjecie?
Wy, kolo których niegdyś pełzałem jak dziecię:
Czy żyje wielki Baublis, w którego ogromie,
Wiekami wydrążonym, jakby w dobrym domie,
Dwunastu ludzi mogło wieczerzać za stołem?
I w tym momencie wszystko wokół ucichło, grzmoty się oddaliły, pioruny przestały bić, tylko dęby stały
w lekkiej poświacie...
Pacz Arteńka ,jaki dobry sposób z tymi zębami ,a zapomniany . Bezbolesne leczenie i dla gęby i kieszeni ;)
UsuńTylko czy skuteczny ? no ale przecież wiara czyni cuda ...
Ale to tylko był skuteczny sposób w Kieleckiem:)
UsuńNo pacz ,mam tam rodzinę ,duzo rodziny ,moja mamusia z tamtąd pochodzi ,o rzut beretem zresztą od Nagłowic :))
UsuńTo mamy wspólnego znajomego - Reja (Ty z Nagłowic, ja z Rejowca:)
UsuńPowiedziawszy to, Kajtuś znowu dostał pomieszania zmysłów. Zaczął skakać jak koń, piać jak kogut, wić się jak jaszczurka. A potem skoczył jak kangur wprost do najwięszego dębu, tego z wielką, czarną dziuplą.
OdpowiedzUsuń-Mój skarb! - krzyknął radośnie i padł bez czucia. Po chwili się ocknął. Spojrzał przytomnie, bo obłęd minął.
Za to wszyscy inni jakby poszaleli. Rzucili się do starego dębu hurmem. Poobijali się jak ulęgałki i legli pod nim bezwładnie. Odtrącił ich Kajtuś i pierwszy wszedł do dziupli. Ciemno tam było i straszno. Coś biegało mu po nogach, coś gryzło w paluchy, coś pełzło po szyi. Nie było światła, więc szukał skarbu po omacku. Dotykał wykrzywionych, tajemniczych pyszczków, futerek. Poczuł czyjąś zimną rękę na twarzy, ale się nie uląkł. Pamiętał, co mu mówił kiedyś Budziwoj:"Bądź odważny, bo twój własny strach cię pożre". Nagle łupnął głową w coś twardego. Gwiazdy wokół niego rozbłysły. Przez chwilę ujrzał ściany dziupli obklejone strasznymi potworami, które wyciągały po niego swoje szpony. Zobaczył też w kącie skrzynkę . Chwycił ją i czym prędzej zaczął uciekać. Wypchnął gramolących się już w wejściu swoich towarzyszy i wyskoczył na zewnątrz. W dziupli tymczasem zadymiło się, rozległy się dziwne piski i nagle dąb zapadł się pod ziemię.
OdpowiedzUsuńPierwsza ogarnęła się Izolda. Najpierw doprowadziła do porządku silikony, bo jakoś tak rozbiegły się po ciele. Potem doskoczyła so skrzynki i zaczęła się z nią mocować. Podważyła wieko patykiem, ale nic. Babcia-partyzantka też próbowała coś wskórać widelcem. Sylwuś drapał ściany skrzynki pazurami. Dopiero Kajtuś przytomnie złotym rogiem, który był jednocześnie kluczem, otworzył to ustrojstwo.
OdpowiedzUsuńI wtedy rozbłysło światło...
I długo, długo nic nie było widać:) Wszyscy czekali na to, co będzie dalej, światło świeciło, północ się zbliżała:)
OdpowiedzUsuńA tu nic...
moje drogie ja jeszcze na mazurach, czeka mnie liczenie komentarzy,no i zrobienie luda.Goście pojechali i teraz mi tęsknot bo było tak fajnie. Zbieralam pierwsze kurki!!!!!!
OdpowiedzUsuńJutro grzybową ugotujesz :) Pięknie pogodowo miałaś :)
UsuńAlbo omlecik z kurkami,:)
UsuńIno to światlo. W którym można bylo dojrzeć, jak dzielna babcia, ciagnie za nogi Zenkowy zewłok.
OdpowiedzUsuńOooo, akcja:)
UsuńOkazało się, że Zenek jako ten skończony psychopata stwierdził, iż to on najładniejszym trupem będzie i popełnił harakiri. Pokazał - jak na dłoni - co sobą reprezentuje, gdyż - jak powszechnie wiadomo - uczucia są w brzuchu zlokalizowane. - Więc wyszły na jaw.
UsuńBabcia - jako ten czyściciel partyzancki, posprzątała po...
UsuńWnętrze skrzynki rozgorzało światłem dwojga zielonkawych oczu gorejących jak ciernisty krzew. Sylwuś zrozumiał czym były tajemnicze futerka. W jego głowie zakiełkowało straszliwe podejrzenie. To podstęp i pułapka!
OdpowiedzUsuńW ślad za gorejącymi oczami w skrzynce ukazała się czarno-biała twarz, nie twarz...
- Tatuś? - miauknęło cichutko stworzenie.
- Oesu, Czajnik, to ty? - zdruzgotał się Sylwek.
- Taaaaatuś!!!!! - rozdarł się Czajnik, w ślad za nim kolejne dzieci Sylwka. - Tatuś, nareszcie, - miauki rozlegały się po całym lesie- Przyszedł, wrócił!!!! Maaaamo!!1 Tatuś wrócił!!!
OdpowiedzUsuńSkrzynka była pełna rozlicznego potomstwa Sylwka, które miauczały, piszczały, przepychały się jedne za drugimi.
-Ciiiiicho!! - rozległ się nagle ostry miauk spod dębu. Sylwek osłupiał. - Znam ten głos, myślał gorączkowo. Czyżby to ona, Panterka moja ukochana???
W tym momencie czarny, zgrabny cień zeskoczył z gałęzi i szmaragdowe oczy zaświeciły w mroku.
- Witaj... - wydukał osłupiały Sylwek...
Witaj???? To tak mnie witasz, przybłędo, huncwocie jeden. Ja tu oczy wypłakuję za tobą, a ty się włóczysz po... No własnie, gdzieś ty się włóczył????
UsuńReszte towarzystwa, z letka przytkalo.
OdpowiedzUsuń- Ja, no, ja , tak mi jakoś zeszło trochę... - dukał Sylwek- Wiesz jak jest...
OdpowiedzUsuń- Nie wiem, ale chętnie się dowiem i twoje dzieci też! - wysyczała Pantera - Słucham! A w ogóle to co to za jakieś szemrane towarzystwo z tobą?? Silikonowa lala i kudłaty przygłup, niezłych przyjaciół sobie przygruchałeś! - fuknęła z pogardą.
-No, no, tylko se nie lala, futrzaku jeden! - rozeźliła się Izolda , poprawiając z dumą swoje silikonowe bomby.
Gdzieś był tyle czasu? Myślisz, że łatwo wykarmić taką bandę? Zmusiłeś mnie do drastycznych posunięć! Rozparcelowałam dzieci po rodzinach zastępczych! Cicho!!! - wydarła się widząc jak Sylwek nabiera powietrza, by coś powiedzieć. Nie wkurzaj mnie! Niby co miałam zrobić??? Czajnik praktycznie ma już dom, reszta pójdzie do jednej takiej do Wrocławia. Jak potoczą się ich losy? Nie wiem. Wiem tylko, że przy mnie i przy Tobie zwłaszcza, nie mają żadnych szans.
OdpowiedzUsuńOooo, to nie będzie szczęśliwego zakończenia? - zapytała pominięta i zapomniana przez wszystkich babcia.
UsuńA będzie babciu, będzie - syknęła przez zęby Pantera. Do Wrocławia to wszystkie koty chciałyby trafić. Niektóre nawet za granicę potem wyjeżdżają. - westchnęła z zazdrością. Jam już za stara, języka się nie nauczę...
UsuńKajtuś nie bardzo lubił takie dyskusje, wiec chyłkiem, boczkiem zaczął sie wycofywać.
OdpowiedzUsuńZa nim Izolda boczkiem, boczkiem, stwierdziwszy, że z Sylwusia to już teraz żadna pociecha.
Usuń- A wy gdzie?? - jęknął Sylwek - Nie zostawiajcie mnie z tą harpią!!!!
OdpowiedzUsuń- Sylwuś, to wasze sprawy rodzinne, nie będziem się wtrancać. - rzekła zdecydowanie izolda. - Kajtuś, pódź, będziem razem Budziwoja szukać.
_Izka, rety, ty mi pomożesz Budziwoja naleźć??? _ Kajtusia aż zatkało.
_No, słabość mam do ciebie, co poradzę... A Budziwój kawal chłopa, podzielimy się! No chodź, czasu szkoda!
- Ale, ale skarb... - opierał się resztką sił Kajtuś
-O ty durnoto jedna, toż to te wszystkie futrzaki male, nie wiesz to, że dzieci to skarb???
- To my se możemy sami skarby wyprodukować, co nie Izka?
-O jaki chybki! Ponegocjujem...
Dobrze Wam idzie!
OdpowiedzUsuńI poszli w światłość budzącego się poranka. Sylwek stał i patrzył za nimi bezradnie. Nagle poczuł, że coś się w nim budzi. Nie potrafił tego zidentyfikować, ani nazwać. To budziła się odpowiedzialność oraz instynkt, a były to doznania dotąd mu nieznane. No i nie obudziły się do końca.
OdpowiedzUsuń- Pantera, cho no tu! - zawołał dziarsko. Ładne te dziecioki, nie powinno być kłopotu ze znalezieniem im rodzin zastępczych. Trza się zastanowić, jak je do tego Wrocławia dostarczyć.
Na placu boju został tylko babcia, która po pochowaniu trupa Zenka, siadła sobie na przyzbie i zajadając się czereśniami w celu poprawienia wizerunku, pestkami strzelała do tych wrednych krasnali, co to dla zabawy w ślimaki strzelają.
OdpowiedzUsuńIzolda po drodze zajrzała do własnego domu, żeby pożegnać się z Heniusiem, ale nie zastała tam nikogo. Jak się później okazało to Heniuś był tym ciałem wleczonym przez Zenka na początku opowieści.
UsuńA duch Budziwoja unosil sie nad tym polem, ktore wygladalo, jak pole bitwy pod Verdun , wolajac:
OdpowiedzUsuń-ja tu jeszcze wroceeeee
KONIEC!!!!
OdpowiedzUsuńPiknie rzeście sobie z tym poradziły , nawet wredne krasnoludki znalazły swoje miejsce . Gosianka sie ucieszy ,ciekawe czy juz wie o transporcie potomstwa Sylwusiowego ;) Ale kto przecie miałby sie lepiej nimi zająć niz ona :)))
OdpowiedzUsuńAMENT !
OdpowiedzUsuńPięknie dziękuję Mnemo za udostępnienie łamów:) Wszystkim autorkom dziękuję za wiele wątków, barwność postaci i wypowiedzi, a przede wszystkim za wspólną zabawę:)))) Możemy być dumne z powodu tak szczęśliwego zakończenia powieści. Być może za lat 200 okaże się, że...
OdpowiedzUsuń... zazdrościć będzie młodzież wieszczów sławie,
Która tam dotąd brzmi w lasach i w polu,
I którym droższy niż laur Kapitolu
Wianek rękami wieśniaczki osnuty
Z modrych bławatków i zielonej ruty:))))
No to teraz do roboty, Mnemo!
OdpowiedzUsuńPrzywiazalam sie do bohaterow...
OdpowiedzUsuńJa też, Kajtuś to mój pupil:)
UsuńSpoko Dziefczynki, mamy moc!
OdpowiedzUsuńSię wymyśli coś nowego, co nie Hanuś???
UsuńBez trzymanki.
OdpowiedzUsuńOooo i przeczytałam :-) Dziewczyny jesteście wielkie :-)
OdpowiedzUsuńO rety. Aż wypieków dostałam ;) Ale zwrot akcji był nagły i niespodziewany zgoła. No, jesteście nieźle zakręcone ;-))) I bez trzymanki ;)
OdpowiedzUsuń